Ten news ma już brodę, ale dobre wiadomości warto powtarzać: Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych stosunkiem głosów 7:2 wydał werdykt w sprawie Brown vs. Stowarzyszenie Sprzedawców Rozrywki (Entertainment Merchants Association), uchylający obowiązującą formalnie na terenie Kalifornii od 2006 roku ustawę penalizującą sprzedaż “brutalnych gier” osobom nieletnim. Napisałem “formalnie”, bo w praktyce prawo to nigdy nie weszło w życie, gdyż było blokowane kolejnymi orzeczeniami sądów niższej instancji. W uzasadnieniu wyroku (opinię większości sporządził konserwatywny sędzia Antonin Scalia) można przeczytać, że treści przekazywane w grach są chronione przez Pierwszą Poprawkę do Konstytucji USA, która gwarantuje wolność wypowiedzi, oraz że taki zakaz naruszałby Czternastą Poprawką, zabraniającą władzom poszczególnych stanów ograniczania praw obywatelskich. Gremium sędziowskie podkreśliło ponadto, że stosowane dotychczas przez Radę Ewaluacji Aplikacji Rozrywkowych (Entertainment Software Rating Board) wewnętrzne branżowe uregulowania w zakresie oznaczeń gier i sugerowanego limitu wiekowego są całkowicie wystarczające.

Co to ma wspólnego z bronią palną?

Sponsorem ustawy był Leland Yin Yee, lokalny senator z dystryktu San Mateo, reprezentant lewego skrzydła Partii Demokratycznej. Poza typowymi dla ludzi o jego profilu cenzorskimi zapędami (motywowanymi troską o dobro “naszych dzieci” i heroiczną walką z evil korpo [1]), Yee znany jest w amerykańskim (kalifornijskim) światku strzeleckim ze swojego fanatycznego oddania Sprawie Rozbrojenia. Pan deputowany specjalizuje się w utożsamianiu czarnych karabinów z bronią masowego rażenia i demonizowaniu technologii 3D implementowanej w urządzeniach drukujących jako instrumentu dedykowanego terrorystom.

Drugie nazwisko, które wypłynęło przy okazji procesu Brown vs. EMA i okazało się być blisko powiązane z bronią palną, należy do Craiga A. Andersona, profesora psychologii i dyrektora Ośrodka Studiów nad Przemocą (Center for the Study of Violence) na Uniwersytecie Stanowym Iowa. Linia argumentacji Andersona, poparta całą serią testów empirycznych, stanowiła najważniejszy materiał dowodowy w sprawie i sprowadzała się do konkluzji, że ekspozycja na gry, w których pojawia się przemoc, jest czynnikiem ryzyka, ponieważ po bezpośrednim kontakcie z tego rodzaju rozrywką dzieci przejawiają tendencje do zachowań agresywnych w kontekście krótko- i długoterminowym, jak również zmniejsza się u nich empatia i zanika nastawienie prospołeczne.

Sąd Najwyższy wraz z organami niższej instancji, które wcześniej rozpatrywały przedmiotowe zagadnienie, odrzucił tok rozumowania Andersona o związku gier z przemocą jako wątpliwy, cierpiący na poważne uchybienia metodologiczne i mający charakter jedynie poszlakowy (zobacz s. 12-13):

Każdy sąd, który brał te badania pod rozwagę, miał solidne podstawy, by kwestionować ich rzetelność: nie dowodzą one wcale, że gry zawierające przemoc wyzwalają u nieletnich agresywne zachowania (co byłoby chociaż pretekstem do dalszej dyskusji). Przeciwnie: niemal wszystkie wyniki bazują na korelacji, nie zaś na potwierdzonej przyczynowości, i większość z nich obciążona jest znaczącymi usterkami.

Dowcip polega na tym, że spośród żyjących badaczy Anderson jest najbardziej znanym i najczęściej cytowanym obrońcą “efektu broni” na gruncie psychologii poznawczej, a jego sposób dowodzenia prawdziwości tego zjawiska bardzo przypomina logikę postulującą zależność między “brutalnymi grami” a przemocą w świecie rzeczywistym.

Yee_Anderson

Upolityczniona nauka: Leland Yee i Craig A. Anderson

U podstaw przekonania (pokutującego długo w środowisku naukowym), że broń sama w sobie powoduje wzrost agresji u osób, które mają z nią kontakt, legła praca Leonarda Berkowitza i Anthony’ego LePage’a zatytułowana “Weapons as Aggressions-Eliciting Stimuli”, czyli w wolnym tłumaczeniu “Broń palna jako bodziec wyzwalający agresję”.

Naukowcy przeprowadzili eksperyment na próbie stu młodych mężczyzn, absolwentów wydziału psychologii Uniwersytetu Wisconsin, którym powiedziano, że będą rzekomo aplikować swoim rówieśnikom wstrząsy elektryczne. Wszyscy zostali podzieleni na kilka zespołów, z czego część przypisano losowo do dwóch grup: jedna otrzymywała pojedynczy impuls elektryczny, a druga – siedem impulsów. Ujawniono im również, że wstrząsy są formą kary za esej ich autorstwa, który nie spodobał się innym studentom. Następnie badacze odwrócili role i dali studentom wprowadzonym w stan poirytowania możliwość aplikowania szoków elektrycznych swoim “recenzentom”. Mogli “razić” ich prądem tak długo jak chcieli. W tym celu 1/3 z nich wprowadzono do pomieszczenia, w którym na widoku znajdowała się broń (rewolwer albo karabinek myśliwski), a pozostałych do pomieszczenia, w którym albo nic nie było, albo na stole leżały dwie rakiety tenisowe. Dodatkowo jeszcze połowie ze studentów, którzy weszli do pokoju z bronią, powiedziano, że należy ona do “recenzenta”.

Celem było zmierzenie, ile szoków elektrycznych zadają poszczególne grupy uczestników doświadczenia. Okazało się, że siła aplikowanych wstrząsów (czyli stopień agresywnego zachowania) zależała od dwóch głównych czynników: 1) siły wstrząsów otrzymywanych od “recenzenta”, tj. poziomu wcześniejszej frustracji, oraz 2) obecności przedmiotów w pomieszczeniu. Jeśli w pokoju były przedmioty skojarzone z agresją (broń), to badani wymierzali o wiele silniejsze wstrząsy “recenzentowi”, który ich wcześniej irytował (bez względu na to, czy owa broń należała do recenzenta czy nie), niż w sytuacji, gdy w pomieszczeniu znajdowały się przedmioty niezwiązane z agresją (rakieta tenisowa). Słowem, bodźce skorelowane z agresją wywoływały u studentów potrzebę użycia prądu o wyższym natężeniu niż bodźce neutralne. Berkowitz interpretował te wyniki jako dowód na to, że frustracja nie jest jedyną konieczną przyczyną wybuchu złości. Frustracja prowadzi jedynie do pobudzenia, ale żeby sprowokować zachowanie agresywne, potrzebny jest bodziec skojarzony z agresją (np. broń). Im silniejsza wcześniejsza frustracja, tym słabszy bodziec stymulować będzie do przemocy.

Swój autorski eksperyment, testujący zależność między bronią a gwałtownymi odruchami, Anderson przeprowadził w warunkach laboratoryjnych w oparciu o procedurę torowania (zobacz papierDoes The Gun Pull The Trigger? Automatic Priming Effects of Weapon Pictures and Weapon Names”).

W badaniach z wykorzystaniem paradygmatu torowania (ang. priming) przyjmuje się założenie, że bodziec poprzedzający (torujący, czyli tzw. pryma) wpływa na późniejsze przetwarzanie bodźca docelowego. Warunkiem takiego oddziaływania jest semantyczny związek między kolejno prezentowanymi obiektami. W torowaniu jako skuteczne bodźce poprzedzające mogą być wykorzystywane różne rodzaje obiektów czy schematów, np. oglądanie zdjęcia może wpłynąć na rozpoznawanie danego słowa, gdzie zdjęcie stanowić będzie bodziec torujący, a słowo – bodziec docelowy. Możliwe jest również odwrócenie porządku i wtedy usłyszane albo przeczytane słowo stanie się impulsem torującym, który zdeterminuje percepcję drugiego, właściwego bodźca finalnego. Mówiąc bardziej po ludzku: to, w jaki sposób przetwarzamy informacje, zależy od bodźców, z którymi mieliśmy kontakt wcześniej i które pozostają w semantycznym związku z tymi informacjami.

Zjawisko torowania może zachodzić również przy braku świadomości postrzegania bodźca torującego. Nazywa się je wówczas torowaniem (lub prymowaniem) podprogowym. Priming podprogowy stosowany jest jako popularna technika manipulacji w laboratoryjnych eksperymentach z zakresu psychologii poznawczej, w których określone schematy indukowane są podświadomie poprzez, dajmy na to, wyświetlanie przez bardzo krótki czas przed właściwym słowem docelowym słów torujących (prym). W takim teście leksykalnym pewne prymy będą ułatwiały rozpoznawanie słów powiązanych semantycznie, np. pryma “karabin” powinna przyśpieszać rozpoznanie słów “strzelanina” albo “zabójstwo”, albo “rana”, albo cokolwiek wymyśli sobie badacz. Co istotne, priming umożliwia eksponowanie bodźców torujących w czasie z góry założonym przez eksperymentatorów i dokładnie po tę metodę sięgnął wraz z zespołem Anderson. 

Doświadczenie było dwufazowe. W pierwszej części wzięło udział 35 studentów (i studentek – podział płciowy przebiegał mniej więcej po równo), wszyscy w wieku od 18 do 24 lat i wszyscy zwerbowani na Uniwersytecie Missouri (Columbia). Na starcie poinformowano ich (a raczej z premedytacją wprowadzono w błąd), że przedmiotem badania będzie sprawdzanie umiejętności odczytywania różnych typów słów (a test of reading ability of various types of words). Bodźce wyświetlano na ekranie monitora w formie słów poprzedzających (prime words) i docelowych (target words), które zgrupowano w dwie kategorie: słowa docelowe nacechowane agresywnie i nieagresywnie. Użyto dwóch rodzajów bodźców torujących: słów skojarzonych z bronią (strzelba, maczeta, pięść, nabój, sztylet, granat) i słów skojarzonych ze zwierzętami (królik, robak, pies, ptak, motyl, ryba). 

Prymy wyświetlano na monitorze przez 1.25 sekundy, następnie na pół sekundy ukazywał się pusty ekran, po czym wchodziło słowo docelowe. Zadaniem każdego z badanych było odczytać na głos pojawiające się słowa docelowe tak szybko jak to tylko możliwe. Komputer wyposażony był w program rejestrujący dźwięk i mikrofon, za którego pomocą odmierzano czas dzielący moment ukazania się słowa docelowego od pierwszej sylaby padającej z ust osoby badanej.

Na tym etapie naukowcy odkryli, że studenci prymowani szeregiem słów “zwierzęcych” byli o pięć tysięcznych sekundy (0.005, wartości liczbowe podane przez autorów reprezentują średnie czasy reakcji) wolniejsi w nazywaniu słów docelowych agresywnych niż w nazywaniu słów nieagresywnych. Z kolei studenci prymowani ciągiem słów związanych z bronią reagowali na agresywne bodźce docelowe o dziewięć tysięcznych sekundy (0.009) szybciej niż w przypadku bodźców nieagresywnych.

Na podstawie uzyskanych wyników Anderson pokusił się o krótkie podsumowanie:

Otrzymane rezultaty bezspornie dowodzą istnienia torującej interpretacji “efektu broni” i już sama jej identyfikacja na poziomie czysto myślowym zwiększa u człowieka w jego pamięci skojarzeniowej dostępność do pojęć nacechowanych agresywnie.

[Experiment 1 provides clear support for the priming interpretation of the weapons effect… The mere cognitive identification of a weapon increases the accessibility of aggression-related concepts in semantic memory].

Do fazy drugiej eksperymentu zaproszono 32 studentów i 61 studentek z wydziału psychologii Uniwersytetu Columbia. Tym razem powiedziano im, że będą uczestniczyć w badaniu poprawności i szybkości czytania (accuracy and speed at reading). Zamiast słów jako bodźców torujących użyto dla odmiany czarno-białych rysunków przedstawiających broń (palną, białą i pałki – w sumie trzy kategorie po trzy obrazki, razem dziewięć typów uzbrojenia) i piktogramów z roślinami (owoce, drzewa i kwiaty, też trzy kategorie po trzy obrazki). Tak samo jak w poprzednim eksperymencie najpierw wrzucano na ekran monitora bodźce torujące, potem pojawiała się na pół sekundy pusta plansza i na końcu wyświetlano bodziec docelowy, który pozostawał widoczny tak długo, dopóki maglowana osoba nie wypowiedziała jego nazwy.

Wielkiego zaskoczenia nie było: mimo że studenci, prymowani zdjęciami roślin, nazywali agresywne słowa docelowe o pięć tysięcznych sekundy (0.005) prędzej niż nieagresywne, to dla obrazków z bronią ich czas reakcji obniżył się do jedenastu tysięcznych sekundy (0.011) – o tyle szybciej identyfikowali słowa docelowe nacechowane agresywnie w porównaniu do ich nieagresywnych odpowiedników:

Oba doświadczenia dowiodły, że zwykłe rozpoznanie broni stymuluje napływ agresywnych myśli (…) że już samo myślenie o broni palnej zwiększa dostęp do rezerwuaru agresywnych pojęć przechowywanych w naszej świadomości. (…) Czy broń pociąga za spust? Istniejące badania sugerują, że owszem – pociąga. Nasze odkrycia na tym polu jednoznacznie pokazują, że ekspozycja na broń może potęgować impulsywność poprzez zwiększenie dostępu do agresywnych myśli.

[These two experiments demonstrate that simply identifying weapons increases the accessibility of aggressive thoughts (…) that thinking about weapons increases accessibility of aggressive concepts in general. (…) Does the gun pull the trigger? Extant research suggests that it does. Our research demonstrates one way that exposure to weapons might increase aggressive behavior – by increasing the accessibility of aggressive thoughts.]

W trosce o zachowanie równowagi we wszechświecie należałoby teraz wspomnieć o stanowisku polemicznym wyłożonym przez Paula Gallanta  i Joanne D. Eisen w artykuleTrigger-Happy: Re-thinking the Weapons Effect”. Jest tam spory fragment o epizodzie Andersona z bronią. W tej chwili ograniczę się do krytyki wyłącznie jego metody, a w następnym wpisie postaram się umiejscowić “efekt broni” na szerszym tle historycznym, bo badań podejmujących ten problem zainicjowano przynajmniej dwa tuziny w odstępie paru dekad, a rezultaty replikacji – wbrew temu, co z taką niezachwianą pewnością siebie postuluje Anderson – były ekstremalnie spolaryzowane: od kategorycznego potwierdzenia po bezwzględne odrzucenie.

Co wytknęli Gallant i Eisen? Po pierwsze, brak konsekwencji w eksperymencie, który mógł zniekształcić pomiary czasowe. W przypadku bodźców torujących słowo “broń” było bez przeszkód kojarzone z takimi określeniami jak “strzelać” czy “morderstwo”, natomiast dla bodźców torujących niebędących bronią nie da się odszukać u Andersona podobnego logicznego powiązania między słowami. Przykładowo: wyrazu “motyl” używano w formie bodźca poprzedzającego, ale nigdzie nie można odnaleźć słów “trzepotać” (skrzydłami), “latać” czy “kokon”. Jeśli ideą tych testów było udowodnienie, że konkretne słowa aktywizują w świadomości osoby badanej cały szereg innych słów – dokładnie tak jak postąpiono z pistoletem i rewolwerem, które wyzwalały ciąg agresywnych konotacji – to dlaczego autorzy eksperymentu nie pofatygowali się i nie porównali wyników uzyskanych w próbach z bronią z wynikami dla zwierzęcych bodźców torujących? Słowo “królik” prawdopodobnie błyskawicznie uruchomiłoby łańcuch asocjacji z “marchewką”, “uszami”, “przeżuwaniem” i “kicaniem”, ale nikt tego nie zweryfikował.

Dalej: bodźce zwierzęce o potencjalnie groźnej treści (“lew”, “rekin”, “wąż” itp.) także powinny zostać sprawdzone pod kątem wyzwalania agresywnych myśli. Znowu: nikt tego nie zrobił. Gdyby się okazało, że uwzględniono je w eksperymencie i otrzymano zbliżone rezultaty na finiszu, argumenty za “efektem broni” nie brzmiałyby już u Andersona tak autorytarnie i musiałby on przyznać, że zasadne wydaje się założenie, iż katalog rzeczy wyzwalających agresję cechuje otwartość, nieograniczoność i indywidualizacja, czyli niemożność przewidzenia, co należeć będzie do tego katalogu dla danej osoby w danym czasie. A tak mamy po prostu ideologiczną konstatację, że broń to zło, przyodzianą dla niepoznaki w naukowy żargon.

Trzy: kłopoty z rozpoznawaniem i interpretacją rysunków. Identyfikacja bodźców torujących skojarzonych z bronią nie nastręcza żadnych kłopotów – pistolet wygląda jak pistolet i ryzyko pomyłki było tu relatywnie niewielkie. Inaczej sprawy się mają z rysunkami roślin: jeden z obrazków przedstawiających “owoc” można spokojnie zinterpretować jako plasterek mięsa, a nawet zdjęcie ludzkiego embrionu wykonane za pomocą ultrasonografu, z kolei jedno z “drzew” przypomina grzyba atomowego albo wybuch nuklearny. Pamiętać trzeba, że operowano na wartościach czasowych liczonych w ~1 sekundzie maks, ergo: każdy drobiazg miał znaczenie w postrzeganiu tych schematów. 

primesWreszcie po czwarte: zarówno na liście słów nacechowanych agresywnie, jak i pozbawionych agresywnych konotacji znajdowały się wyrazy, które posiadały kilka możliwych wspólnych alternatywnych znaczeń. Gallant i Eisen oferują parę przykładów, jednocześnie podkreślając, że do każdego z nich da się przypisać sens agresywny i nieagresywny. Można zawrzeć z kimś porozumienie (strike an agreement) albo uderzyć drugą osobę (strike a person), albo iść strajkować przed fabrykę (go on strike); można przywalić komuś z pięści (punch an antagonist) albo wypić szklankę ponczu (drink a glass of punch); można zranić napastnika (wound an assailant), albo nastawić zegar (clock can be wound) itd. W tego typu sytuacjach zawsze istnieje uzasadnione niebezpieczeństwo, że dezorientacja osoby poddawanej testom, która nie będzie pewna, jak prawidłowo wymówić dane słowo, wypaczy jej odpowiedź (zniekształci reakcję). Bo jeśli deklarowanym celem eksperymentu było oszacowanie czasu trwania niedostrzegalnych dla zewnętrznego obserwatora odruchów i jeżeli raptem parę tysięcznych sekundy po przecinku uznawane było przez badaczy za “statystycznie istotny wynik”, wówczas zamieszanie powstałe na skutek dwuznaczności prezentowanych słów mogło być kluczowe dla poprawności pomiarów. Niestety – nigdzie w tekście Andersona nie ma wskazówek ani odnośników, że on i jego zespół wzięli ten czynnik pod uwagę przy formułowania końcowych wniosków.

Część II

  • AKTUALIZACJA 16/08/2015

Pupilek kalifornijskich hoplofobów na radarze federalnych. Leland Yin Yee, podejrzany o pośredniczenie w spotkaniach dot. nielegalnego handlu bronią palną w zamian za datki na kampanie wyborcze, za namową prawników przyznał się do jednego zarzutu w związku z polityczną korupcją i praniem pieniędzy z łapówek. Wpadł w 2014 roku podczas operacji FBI wymierzonej w grupę Chee Kung Tong z San Francisco (jedna z najstarszych tajnych chińskich organizacji działających w Ameryce). Grozi mu dwadzieścia lat więzienia. “Los Angeles Times”, jak przystało na media o liberalnym skrzywieniu, ani słowem nie wspomina o politycznym backgroundzie senatora. Obstawiam, że gdyby chodziło o kogoś z drugiej strony barykady, powiedzmy, jakiegoś prominentnego członka NRA, info o jego przyznaniu się do winy byłoby hitem we wiadomych kręgach.

  • AKTUALIZACJA 22/02/2016

Pan senator skazany na pięć lat więzienia. Za miesiąc zapadnie również wyrok w sprawie Raymonda Chowa aka Kreweta, chińskiego gangstera, członka triady. Grozi mu dożywocie. Obydwaj byli powiązani towarzysko – Yee miał korzystać z jego darowizn na kampanie i w zamian oferować rozmaite przysługi, które tylko ważny polityk może proponować.

_________________

[1] Sąd Najwyższy, wydając werdykt nie po myśli pana senatora, najwyraźniej kierował się chciwością i działał w konspiracji z przemysłem rozrywkowym. To jedyne wiarygodne wytłumaczenie, czemu siedmiu z dziewięciu sędziów postanowiło opowiedzieć się przeciwko proponowanej cenzurze. Poniżej urywek oficjalnego oświadczenia polityka z San Francisco wydanego tuż po ogłoszeniu wyroku:

Niestety, większość członków Sądu Najwyższego po raz kolejny przedłożyła interes amerykańskich korporacji ponad interesem naszych dzieci. W konsekwencji tej decyzji Wal-Mart oraz cały przemysł rozrywkowy będą dalej zarabiali miliardy dolarów kosztem zdrowia psychicznego najmłodszych i bezpieczeństwa naszych społeczności. Nie powinno się dawać przyzwolenia na to, by korporacyjne zyski górowały nad prawami rodziców i dobrem dzieci.

[Unfortunately, the majority of the Supreme Court once again put the interests of corporate America before the interests of our children. As a result of their decision, Wal-Mart and the video game industry will continue to make billions of dollars at the expense of our kids’ mental health and the safety of our community. It is simply wrong that the video game industry can be allowed to put their profit margins over the rights of parents and the well-being of children.]

Mimo że od ostatniego uderzenia sędziowskiego młotka w procesie Brown vs EMA minęło sporo czasu, senator dalej idzie w zaparte. Niedawno zapowiedział, że w temacie “brutalnych gier” będzie zabiegał o interwencję samego prezydenta i w przypływie szczerości wylał z siebie wiadro żółci:

Gracze powinni zamilknąć. Oni nie mają żadnej wiarygodności w tym sporze. Wszystko sprowadza się do ich pożądania agresji i pożądania pieniędzy przez ten przemysł. To wielomiliardowy biznes. Oni walczą tylko o swój interes.

[Gamers have got to just quiet down. Gamers have no credibility in this argument. This is all about their lust for violence and the industry’s lust for money. This is a billion-dollar industry. This is about their self-interest.]