Bolszewicki plakat propagandowy z 1919 roku, zachęcający do pozbywania się – jak to ujął kiedyś elokwentnie Toyotomi Hideyoshi – “niepotrzebnych narzędzi”. Hasło głosi: Obywatele, oddajcie broń!ebyśmy mogli was łatwiej wyrżnąć – dopisek mój). 

Russia_1919Pozostając w klimacie “dobrowolnego” zdawania broni – oto co miał do powiedzenia inny wybitny ekspert w tej dziedzinie:

Najgłupszym błędem, jaki moglibyśmy popełnić, byłoby zezwolenie podległym nam rasom na posiadanie broni. Historia pokazuje, że wszyscy zdobywcy, którzy pozwolili podbitym ludom nosić broń, przygotowali tym samym grunt pod swój własny upadek. (…) Zatem nie zezwalajmy tubylcom na formowanie jakichkolwiek oddziałów milicji. Wojska niemieckie same wezmą odpowiedzialność za utrzymanie porządku i egzekwowania prawa na okupowanych rosyjskich terytoriach.

[The most foolish mistake we could possibly make would be to allow the subject races to possess arms. History shows that all conquerors who have allowed their subject races to carry arms have prepared their own downfall by so doing. (…) So let’s not have any native militia or native police. German troops alone will bear the sole responsibility for the maintenance of law and order throughout the occupied Russian territories.]

– Hitler’s Table Talk (s. 425-426)

W dziedzinie reglamentowania broni Hitler wiele zawdzięczał weimarskim urzędnikom.

Jeszcze zanim weszły w życie postanowienia traktatu wersalskiego, partie tzw. koalicji weimarskiej uchwaliły w styczniu 1919 roku “Regulation of the Council of the People’s Delegates on Weapons Possession”, w skrócie: całkowity zakaz posiadania przez cywilów jakiejkolwiek broni palnej. Za złamanie zakazu groziło pięć lat więzienia i grzywna w wysokości stu tysięcy marek. Wdrażanie zapisów ustawy zbiegło się z serią zamieszek na ulicach Berlina, w które zaangażowani byli członkowie różnych lewicowych frakcji. Walki te przeszły do historii jako “Powstanie Spartakusa”. W odpowiedzi aktualnie panująca władza, Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD), w celu spacyfikowania powstańców wysłała na ulice Freikorpsy – ochotnicze oddziały paramilitarne, założone po wojnie przez zdemobilizowanych żołnierzy, które niebawem miały wyspecjalizować się w konfiskowaniu uzbrojenia przeciwnikom politycznym, a w trochę dalszej przyszłości stać się kręgosłupem narodowosocjalistycznych bojówek. Gdy po stłumieniu rewolty dwa miesiące później Spartakiści zaatakowali komisariat policji w Berlinie, nowo mianowany Minister Obrony Narodowej, Gustaw Noske, wydał dekret, który stanowił, że “osoba nosząca broń z zamiarem użycia jej przeciwko siłom rządowym ma zostać na miejscu rozstrzelana” oraz że “za samo posiadanie broni grozi śmierć bez sądu” (!). Oto jak zareagował na to obwieszczenie porucznik Rudolf Mann, adiutant ordynansowy we Freikorpsach (tłumaczenie za Stephen P. Halbrook – Nazi Firearms Law and the Disarming of the German Jews [1]):

Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych kazał porozwieszać na murach stolicy ostrzeżenia następującej treści: “Uwaga! Cała broń ma być niezwłocznie przekazana w ręce policji. Ktokolwiek zostanie przyłapany z bronią, będzie zastrzelony na miejscu!” I co teraz ci biedni obywatele, obdarzeni przeciętnym umysłem, mają począć? Oddać broń? Ale jak? Jeśli obywatel weźmie karabin pod ramię, żeby udać się do punktu, gdzie ma zdać broń, to zanim wyjdzie na schody swojego domu, trafi pod lufy mijającego go patrolu. Jeśli jakimś cudem zdoła zbliżyć się do drzwi komisariatu i otworzyć je, będziemy musieli go zastrzelić. W końcu miał przy sobie broń. Jeśli natomiast wyśledzimy go na ulicy, przyciśniemy do ściany i jeśli po przeszukaniu okaże się, że pod płaszczem ukrywał karabin… będzie dla niego jeszcze gorzej. Moja sugestia jest zatem taka, żeby ci wszyscy, którzy chcą zdać broń, przywiązali ją do długiego sznurka i wlekli za sobą w drodze na policje. Umarłbym ze śmiechu, gdybym zobaczył kogoś idącego ulicą z bronią na sznurku.

W roku 1928 rząd Republiki uchwalił pierwsze w historii Niemiec generalne prawo regulujące dostęp cywilów do broni palnej – “Law on Firearms and Ammunition” – odstępując tym samy od brutalnej konfiskaty i bezwzględnego zakazu znanego z lat wcześniejszych. W pakiecie znajdował się także obowiązek rejestracji każdej posiadanej sztuki broni. Było to zatem prawodawstwo na tyle złożone i wieloaspektowe, że spełniało wszystkie wymogi narzucane Europejczykom dzisiaj przez współczesne demokracje. Zgadza się nawet retoryka: otóż ustanowiono je w celu, jak wtedy podkreślano, zwalczania przestępczości i w trosce o porządek publiczny.

W 1933 roku kolejne wybory, do władzy dochodzą naziści i dziedziczą w spadku listę posiadaczy broni palnej, po czym rozpoczynają jej konfiskowanie w majestacie prawa:

Rabin Dovid Bendory z JPFO na spotkaniu ze Stowarzyszeniem
Drugiej Poprawki w New Jersey, 11/05/2011

_________________

[1] Artykuł ten posłużył Halbrookowi za merytoryczną podstawę do napisania książki, która ukazała się na rynku amerykańskim pod koniec zeszłego roku. Mowa o Gun Control in the Third Reich – pierwsza tak kompleksowa próba opisania niemiecko-nazistowskiej polityki reglamentacji broni palnej oraz celów, jakie jej przyświecały. Publikacja w całości oparta na materiałach historycznych, rozporządzeniach ministrów Rzeszy, a także rozciągająca narrację daleko wstecz, do czasów formowania się Republiki Weimarskiej.