We wstępie do eseju z dziejów brytyjskiej historii najnowszej zatytułowanego “W dół po równi pochyłej. Zakaz posiadania broni palnej w Anglii i przestroga dla swobód obywatelskich w Ameryce” (oryginał: “All the Way Down the Slippery Slope: Gun Prohibition in England and Some Lessons for Civil Liberties in America”) autorzy, Joseph Olson i David Kopel, zapytali retorycznie:

Czy jest możliwe, by jakiś naród w ciągu zaledwie paru dekad przebył drogę od niczym nieskrępowanej wolności do jej niemal całkowitej destrukcji? [Is it possible for a nation to go from wide-open freedom for a civil liberty, to near-total destruction of that liberty, in just a few decades?]

Przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, że jest to scenariusz jak najbardziej realny i że obawy dotyczące metodycznego zaostrzania przepisów pod pretekstem wprowadzania coraz to nowych common-sense gun safety laws nie są wcale wymysłem paranoików, grzebiących w “teoriach spiskowych”.

13 marca 1996 roku próg podstawówki w małym szkockim miasteczku Dunblane przekroczył 43-letni Thomas Hamilton, były zastępowy skautów, podejrzewany o pedofilskie ciągoty. Obładowany zapasem amunicji w liczbie ponad 700 sztuk i uzbrojony w cztery legalnie zakupione jednostki broni krótkiej (dwa belgijskie 9-milimetrowe Browningi plus w rezerwie rewolwery Smith & Wesson kaliber 0.357 Magnum), od razu udał się w kierunku wejścia do sali gimnastycznej, gdzie pod opieką trzech nauczycielek 20-kilkuosobowa grupa pierwszoklasistów przygotowywała się do zajęć z wychowania fizycznego.

Jak ustalono w toku śledztwa, rzeź trwała maksymalnie cztery minuty. Trzydzieści dwie osoby odniosły rany na skutek kontaktu z miotanymi przez Hamiltona kulami, z czego dla siedemnastu był to kontakt śmiertelny. Zginęła jedna nauczycielka, Gwen Mayor, oraz szesnaścioro dzieci w wieku od pięciu do sześciu lat. Zamachowiec popełnił samobójstwo. Lekarz medycyny sądowej, Anthony Busuttil, który badał martwe ofiary, odnotował, że każda miała od jednej do siedmiu ran postrzałowych na ciele, co oznacza, że wędrując po sali gimnastycznej Hamilton nie wahał się dobijać rannych, gdy napotkał ich na swojej drodze. Koroner przeprowadził również sekcję zwłok mordercy w poszukiwaniu czegokolwiek, co pozwoliłoby wyjaśnić irracjonalne zachowanie mężczyzny. Wykonał testy na obecność narkotyków i alkoholu, szukał guza mózgu, infekcji wirusowej, śladów zatrucia ołowiem, ale niczego takiego nie znalazł. Doszedł do wniosku, że nie istniał żaden materialny czynnik, który pchnął Hamiltona do zbrodni, w grę wchodzić więc mogły tylko czynniki psychiczne. 

W roku 1991 detektyw sierżant Paul Hughes, szef szkockiej centralnej jednostki policyjnej ds. ochrony dzieci, sporządził raport, w którym niedwuznacznie zasugerował konieczność odebrania Hamiltonowi licencji na broń palną ze względu na jego “niestabilną osobowość”:

Stanowczo obstaję przy twierdzeniu, że Hamilton jest osobą o podejrzanej reputacji i niezrównoważonym charakterze, i jeśli umożliwi mu się dostęp do broni, będzie stanowił permanentne zagrożenie dla dzieci. W moim przekonaniu nie jest on osobą kwalifikującą się do posiadania broni. (…) Proszę o poważne rozważenie opcji prewencyjnego cofnięcia mu wszelkich uprawnień. W moim odczuciu, to wyrachowany, przebiegły i zakłamany intrygant, któremu nie można ufać.

[I am firmly of the opinion that Hamilton is an unsavoury character and unstable personality. I would contend that Mr Hamilton will be a risk to children whenever he has access to them and that he appears to me to be an unsuitable person to possess a firearms certificate. (…) I respectfully request that serious consideration is given to withdrawing this man’s firearm certificate as a precautionary measure as it is my opinion that he is a scheming, devious and deceitful individual who is not to be trusted.]

W tamtym czasie diagnozy stawiane przez sierżanta nie znalazły posłuchu wśród jego przełożonych. Przypomniano sobie o nich dopiero pięć lat później, ale wtedy brzmiały już jak spełnione memento.  

Zaraz po incydencie w Dunblane następca Thatcher na stołku premiera – John Major z Partii Konserwatywnej – zlecił w trybie natychmiastowym wszczęcie publicznego dochodzenia. Dowody zebrane przez Hughesa zostały oczywiście przedłożone komisji śledczej (o przebiegu prac tej komisji oraz wnioskach końcowych ze śledztwa będzie w dalszej części tego wpisu), lecz bardzo szybko zapadła decyzja o zapieczętowaniu dokumentów i obłożeniu ich klauzulą tajności na okres stu lat. Jako oficjalny powód utajnienia podano troskę o ochronę prywatności dzieci, których nazwiska miały się znaleźć w papierach skompletowanych przez szkockiego detektywa. Wyjaśnienie to nie spotkało się jednak z ciepłym przyjęciem ze strony brytyjskich środowisk strzeleckich, prowokując wysyp teorii tłumaczących tę nagłą i konspiracyjną zapobiegliwość. Pojawiły się zarzuty o mataczenie i tuszowanie sprawy przez rządowych oficjeli, mających w ten sposób ochraniać autorytet policji oraz kryć tożsamość wysoko postawionych urzędników powiązanych z mordercą.

Brak wyrozumiałości co do przyczyn utajnienia dokumentów okazywany szczególnie przez olbrzymią rzeszę ludzi zaangażowanych w uprawianie strzelectwa sportowego nie powinien nikogo dziwić. Ta wymykająca się jakiejkolwiek racjonalizacji bezprecedensowa krwawa jatka wywołała medialną reakcję bliską histerii. Było kwestią z góry przesądzoną, że poza bezpośrednim sprawcą masakry trzeba będzie wskazać współwinnych tej zbrodni. Ponieważ zgodnie z tradycją praktykowaną w krajach demokratycznych władza zawsze sięga w takich wypadkach po sprawdzone metody z krajów totalitarnych – odpowiedzialność zbiorową – na szali ważyły się nie tylko przyszły los tysięcy legalnych posiadaczy samopowtarzalnych pistoletów, nad którymi unosiło się widmo rządowej konfiskaty mienia, ale także kwestia kryminalizacji posiadania jakiejkolwiek broni palnej z wyjątkiem ładowanych odprzodowo eksponatów muzealnych.

Ostatecznie część materiału dowodowego zgromadzonego przez sierżanta Hughesa upubliczniono w październiku 2005 roku – kiedy już było, mówiąc kolokwialnie, pozamiatane w temacie. Naczelny urzędnik prawny rządu szkockiego i Korony Szkocji, Lord Adwokat Colin Boyd, po przeanalizowaniu archiwów zlecił publikację ocenzurowanej wersji raportu [1] i umieszczenie jej w bazie Krajowego Rejestru Szkocji (National Records of Scotland). Osoby, które miały okazję przejrzeć całą ujawnioną dokumentację (ponad sto teczek), potwierdziły, że choć zarzuty w stosunku do policji i prokuratury, krytykujące opieszałość i ignorancję etatowych pracowników tych instytucji, utrzymane są w mocy, to nie ma w papierach żadnych sensacyjnych informacji demaskujących nikczemne intencje decydentów bądź też sugerujących istnienie zorganizowanego spisku uknutego na najwyższych szczeblach władzy.

Podsumujmy zatem kluczowe punkty tej ponurej historii:

  • Policja na długo przed zamachem podejrzewała, że Hamilton stanowi potencjalne zagrożenie dla otoczenia, a mimo to nie podjęto żadnych kroków, by zapobiec tragedii;
  • Przed zakupem broni Hamilton – podobnie jak siedem lat wcześniej Michael Ryan – spełnił wszystkie formalne (i rygorystyczne) wymogi narzucane cywilom przez Firearms Act of 1968 (który został jeszcze dodatkowo zaostrzony po wydarzeniach z Hungerford), co dobitnie pokazuje, że nawet najlepiej zaprojektowany system weryfikacji nabywców broni, który marzy się amerykańskim krzewicielom zdrowego rozsądku, nie jest w stanie wychwycić psychopatów dopuszczających się masowych mordów. 
  • Zarówno Firearms Act of 1968, jak i jego późniejsza nowelizacja z roku 1988 nie nakładały na osobę aplikującą o zezwolenie obowiązku dostarczenia świadectwa o stanie zdrowia psychicznego; organy wydające licencje także nie były upoważnione do oceny kondycji psychicznej petenta. Brytyjskie hoplofoby szybko podchwyciły ten wątek, domagając się uszczelnienia systemu, przy okazji bagatelizując fakt, że Hamilton zaczął fascynować się bronią palną w wieku lat kilkunastu, kiedy był zupełnie zdrowy na umyśle (nie sprawiał problemów w szkole, dobrze się uczył), pierwsze egzemplarze zakupił natomiast w połowie lat 70. i potem tylko powiększał kolekcję. Żadna biurokratyczna bariera ani tym bardziej prowizoryczne testy psychologiczne nie powstrzymałyby go przed nabyciem broni. Zresztą samo twierdzenie, że wizyta u psychiatry może pomóc w identyfikacji masowych morderców nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością [2].  

Nie takie były jednak konkluzje raportu Cullena wieńczącego obrady komisji śledczej zwołanej w celu zbadania okoliczności zamachu w Dunblane [3].

Trzeba uczciwie przyznać, że początkowo konserwatyści wykazywali się niebywałą jak na polityków, daleko idącą ostrożnością w ferowaniu wyroków. Ówczesny sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, David John Maclean (człowiek odpowiedzialny w resorcie za regulacje dot. broni palnej), nazajutrz po masakrze studził emocje i apelował do członków Izby Gmin o zachowanie rozwagi (patrz zapis obrad parlamentu z 14 marca 1996 roku, kolumna 1097): 

Powinniśmy najpierw zaczekać na ujawnienie wszystkich faktów, zanim któryś z szacownych członków Parlamentu wysunie przedwczesne wnioski na temat możliwych przyszłych rozwiązań. (…) Nie potrafię wskazać na nic, co mogłoby zapobiec wczorajszej tragedii. My wszyscy, jako politycy i ustawodawcy, powinniśmy mieć w sobie na tyle pokory, by przyjąć do wiadomości fakt, że nie wszystko jest pod naszą kontrolą i że nie każdy problem możemy rozwiązać. (…) W aktualnych komentarzach kładzie się nacisk na samą broń i jej dostępność, być może jednak przede wszystkim powinniśmy zastanowić się głębiej, dlaczego ktoś postanowił popełnić taki czyn. Wiem z opracowań historycznych, że powracający do domów weterani obu wojen światowych przywozili ze sobą bardzo dużo broni. Dopiero jednak od ostatnich 20 lat, odkąd kino i telewizja bez zahamowań pokazują przemoc, dochodzi do tego rodzaju zdarzeń.

[We should first wait to find out the full facts before any Honourable Member jumps to conclusions about what solutions may be in the future. (…) I have not seen anything which could have prevented yesterday’s tragedy. All of us, as legislators and politicians, should be humble enough to accept that some things may be beyond our ability to solve and control. (…) Comment overnight has tended to focus on weapons and their availability and use, but perhaps we should also look at the beginning of the cycle and ask what makes someone want to commit such an act in the first place. I have read in history books that many people returned from the first and second world wars with a lot of weapons, but only in the past 20 years, during which films and television have shown violence of this nature, have such incidents taken place.]

Jak się rzekło, gabinet Johna Majora, zdając sobie być może sprawę z ogromnej trudności w udzieleniu sensownego wyjaśnienia tej zbrodni, powołał komisję śledczą, a na głównego rozjemcę wyznaczył najwyższego rangą szkockiego sędziego, lorda Williama Douglasa Cullena, barona Whitekirk. Pogrobowcy torysów mieli zapewne nadzieję, że wyważony raport pozwoli na skuteczne uporanie się z problemem, a z upływem czasu maleć będzie społeczna histeria. Zadania stojące przed lordem Cullenem były następujące:

Zbadać okoliczności towarzyszące i prowadzące do wydarzeń w szkole podstawowej w Dunblane w dniu 13 marca 1996 roku, których skutkiem była śmierć 18 osób; rozważyć wynikające z tych wydarzeń wnioski, zaproponować odpowiednie tymczasowe i docelowe rozwiązania; możliwie najszybciej podać swoje ustalenia.

[To inquire into the circumstances leading up to and surrounding the events at Dunblane Primary School on Wednesday 13 March 1996, which resulted in the deaths of 18 people; to consider the issues arising therefrom; to make such interim and final recommendations as may seem appropriate; and to report as soon as practicable.]

Lord Cullen został upoważniony do przeprowadzenia śledztwa 21 marca, a posiedzenia gremium, któremu przewodniczył, trwały nieprzerwanie od 29 maja do 10 lipca 1996 roku. Równolegle Komisja Parlamentarna Spraw Wewnętrznych (The Parliamentary Home Affairs Committee) zainicjowała własne niezależne dochodzenie [4]. Uaktywniła się również będąca w opozycji Partia Pracy, przyjmując zupełnie odmienną linię postępowania niż konserwatyści i domagając się uchwalenia całkowitego zakazu posiadania broni palnej dowolnego typu i kalibru. W tym celu wydali 10-stronicowe oświadczenie skierowane bezpośrednio do lorda Cullena, w którego końcowym fragmencie zastrzegli, że zawiera ono jedynie wstępne spostrzeżenia i że przed wydaniem ostatecznej opinii partyjna centrala weźmie pod uwagę dowody i wnioski przedstawione przez komisję śledczą [5]. Oczywiście był to zwrot czysto grzecznościowy, gdyż od początku było wiadomo, że Partia Pracy nie sprzeniewierzy się wyznawanej przez siebie ideologii i domagać się będzie bezwarunkowego rozbrojenia ludności cywilnej. 

Raport Cullena był zredagowany i gotowy do publikacji pod koniec sierpnia 1996 roku, ale ponieważ nieuchronnie zbliżały się wybory posłów do Izby Gmin, zdecydowano się przesunąć termin ogłoszenia werdyktu do czasu zakończenia kongresów partyjnych. Pomimo że wszyscy spodziewali się uchwalenia nowego zestawu regulacji, to nic jeszcze nie zapowiadało radykalnej wolty i definitywnego bana na broń palną. W książce “Gun Culture or Gun Control?” Petera Squiresa znajduje się rozdział poświęcony masakrze w Dunblane, w którym autor przybliża kontekst propagandowy, w jakim dopełniła się zmiana stanowiska rządu. Dwa słowa: Ann Pearston [6]. 

Ta populistyczna krzykaczka, pozująca na trybuna ludowego, biegle wyćwiczona w przemawianiu w imieniu pogrążonych w żałobie ojców i matek [7], inicjatorka Kampanii Przebiśnieg, tj. ruchu zrzeszającego przyjaciół i krewnych rodzin ofiar masakry w Dunblane (The Snowdrop Campaign – bo marzec to tradycyjnie miesiąc, kiedy zakwitają w Szkocji przebiśniegi), szybko znalazła się na radarze laburzystowskiej lewicy, która nie kryła podziwu dla skuteczności kobiety. Ponad 700 tysięcy uciułanych podpisów pod petycją rozbrojeniową w epoce przedinternetowej robiło wrażenie.

Jeszcze zanim upubliczniono finalny raport Pearston wystąpiła na kongresie Partii Pracy (zaproszenie wystosował sam Tony Blair), nawołując do bezkompromisowego rozprawienia się z resztkami tego, co można było nazwać kulturą broni w Wielkiej Brytanii. Decyzja inna niż absolutny zakaz prywatnego posiadania i używania pistoletów wszelkiego kalibru miała oznaczać, jej zdaniem, polityczną akceptację dla przestępstw popełnianych z użyciem tejże broni oraz akt bliski zbezczeszczenia grobów zamordowanych dzieci. Będący efektownym połączeniem zimnego wyrachowania i rozbuchanych emocji monolog Pearston o pierwszoklasistach zabijanych przez uzbrojonego szaleńca wstrząsnął słuchaczami. Gdy aktywistka z medyczną precyzją wyliczała szczegóły zbrodni, zebrani na konwencie delegaci ronili łzy do kamer. Frank Furedi, brytyjski socjolog, skwitował tamten happening krótko: to był idealnie wyreżyserowany spektakl. Masy zostały naładowane strachem, który miał niebawem powrócić jako wola ogółu. Już tylko jakieś cudowne zbiorowe otrzeźwienie mogłoby odwrócić fatalny bieg wypadków.
.

dunblane_parentsPo lewej Mick North – w Dunblane stracił córkę.

Wyniki prac zespołu śledczych pod kierownictwem lorda Cullena zostały oficjalnie doręczone sekretarzowi stanu Szkocji, Michaelowi Forsythowi, 14 października. Obawiając się utraty głosów w okręgu wyborczym, który obejmował obszar Dunblane, następnego dnia Forsyth dał wyraźnie do zrozumienia na zamkniętej konferencji prasowej zorganizowanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, że zrezygnuje ze stanowiska, jeśli broń krótka nie zostanie objęta całkowitym zakazem.

16 października o godzinie 15:30 kopie raportu rozdysponowano w parlamencie pomiędzy deputowanych, nie stworzono jednak warunków do merytorycznej debaty nad jego zawartością. Anulowano procedury konsultacyjne, w efekcie czego nie powstały ani zielona księga, sumująca aktualny stan wiedzy o roztrząsanym zagadnieniu, ani biała księga, zawierająca analizę proponowanych zmian. W konsekwencji dokładnie o 16:06, mimo rozpaczliwej próby wniesienia sprzeciwu przez posła z frakcji konserwatywnej, Toby’ego Jessela, majaczące na parlamentarnym horyzoncie od parunastu dni widmo konfiskaty stało się faktem dokonanym. Za kadencji torysów minister spraw wewnętrznych, Michael Howard, ogłosił, że w ramach świeżo uchwalonej poprawki Firearms Act 1997 zakazem zostaną obłożone wszystkie egzemplarze broni krótkiej o kalibrze większym niż 0.22 cala, natomiast korzystanie z jednostek nieobjętych prohibicją będzie ściśle unormowane i dozwolone jedynie w granicach klubów strzeleckich, które uzyskały licencję Sekretarza Stanu i zobowiązały się do prowadzenia szczegółowego rejestru przechowywanej broni. 

Dla Ann Pearston i zmontowanego przez nią ruchu taki finał był średnio satysfakcjonujący. Nowy, drakoński reżim prawny oraz egzekutywę jego przepisów napiętnowano jako kompromis nieodwołalnie zwiastujący tragedię:

Od samego początku twierdziliśmy, że jest to kwestia, co do której nie powinno być żadnych ustępstw, tymczasem to, co mamy teraz przed sobą, jest dokładnie tym – kompromisem, który poskutkuje śmiercią kolejnych niewinnych ludzi. Jakakolwiek decyzja, sankcjonująca dalsze legalne posiadanie pistoletów, będzie sygnałem, że obecny gabinet gotowy jest tolerować przestępstwa z użyciem broni.

[We have argued all along that this is an issue on which there must be no compromise. What we have before us is exactly that – a compromise that will result in the deaths of more innocent people. Any decision to continue to permit lawful posession of firearms implies a willingness by this government to tolerate gun crime.]

Przedwyborcze sondaże bezspornie wskazywały, że triumf lewicy jest przesądzony, zatem medialna nagonka oparta na zastraszaniu i sianiu paniki nie trwała długo.

Po zwycięskim głosowaniu w 1997 roku Partia Pracy doszlifowała nowelizację ustawy o broni palnej, czego owocem była poprawka Firearms (No 2) Act 1997, która za jednym zamachem uchyliła wcześniejsze zapisy, dopuszczające używanie małokalibrowych pistoletów w ściśle kontrolowanych okolicznościach. Teraz zakazane było już wszystko. Konserwatywna mniejszość zdobyła się tylko na symboliczny i mocno obłudny w świetle ich niedawnego postępowania sprzeciw, który jednak, wobec słabej pozycji torysów w parlamencie, nie miał żadnego realnego znaczenia.

Tak oto Wielka Brytania dołączyła do ekskluzywnego grona krajów najostrzej na kuli ziemskiej regulujących cywilny rynek broni palnej. Ustęp piąty uchwalonej w 1968 roku brytyjskiej Firearms Act, definiujący katalog jednostek niedozwolonych, składał się z 305 wyrazów, by niecałe trzydzieści lat później osiągnąć rozmiary leksykonu liczącego 2.545 słów. Operując skrótem myślowym, mógłbym powiedzieć, że do tego stanu doprowadziły histeryczne halucynacje pojedynczych osób, rozpowszechniane w okresie typowych dla każdej zaawansowanej mediokracji nawrotów kolektywnej psychozy.

W anglosaskim świecie prawniczym często powtarza się, że hard cases make bad law. Ta maksyma wyraża mądrość, którą można przełożyć następująco: nie powinno się tworzyć ogólnych reguł prawa na podstawie niesłychanie rzadkich i drastycznych przypadków. Niestety po wydarzeniach z Dunblane nikt o tym pryncypium nie chciał pamiętać. Demokratyczni politycy (z obydwu obozów), poszukując środków dla rotowania swego systemu i swojej władzy, jasno pokazali, że ich troska o “dobro dzieci”, względnie “bezpieczeństwo publiczne” funkcjonuje wyłącznie jako przesłona, jako rytualna, religijna celebracja inscenizowana po to, aby zamaskować i wybielić głęboko totalitarne tendencje obecne w naszych tak zwanych demokracjach. 

___________________

[1] Pominięto akta zawierające dane odnośnie ofiar, w tym ich profile osobiste, kartoteki medyczne, fotografie oraz dokumentacje z autopsji. Usunięto także wszelkie imiona, nazwiska oraz inne informacje, które mogłyby przyczynić się identyfikacji osób uwikłanych w wydarzenia.

[2] Polecam wpis Strzelaniny w USA: fiasko badań psychiatrycznych.

[3Colin Greenwood (25 lat pracy w szeregach policji zwieńczone tytułem komisarza, ekspert w dziedzinie balistyki i obsługi broni palnej, cywilny konsultant kryminalny, redaktor magazynu “Guns Review”) w obszernym piśmie służbowym zaadresowanym w roku 2000 do członków Komisji Specjalnej Spraw Wewnętrznych Izby Gmin określił raport Cullena mianem “dokumentu pełnego błędów” (część I “The History of Firearms Controls in Great Britain”, paragraf 110: The evidence shows that it is a deeply flawed document). Suchej nitki nie pozostawił również na danych opracowanych przez rządowych analityków z Dyrekcji ds. Badań, Rozwoju i Statystyki, które posłużyły potem za merytoryczną podbudowę sędziowskiego werdyktu, nazywając je w najlepszym razie przygotowanymi nieprofesjonalnie, a w najgorszym – stronniczo i tendencyjnie (część II “The Link Between Guns and Crime”, paragraf 60: The Home Office Research, Development and Statistics Directorate’s submission to Lord Cullen and to the 1996 Home Affairs Committee can be seen to be at best unprofessional and at worst biased in the extreme).

[4] Komisja Parlamentarna Spraw Wewnętrznych pozyskała pokaźną liczbę pisemnych dowodów; niektóre z nich były identyczna ze źródłami udostępnionymi Cullenowi, a inne znacząco od nich odbiegały. Na wysłuchanie zeznań ustnych przeznaczono zaledwie jeden dzień – odbyły się one 8 maja 1996 roku i zostały udzielone w imieniu Zrzeszenia Komendantów Policji (Association of Chief Police Officers) oraz Zrzeszenia Komisarzy Policji (Police Superintendents’ Association). Jak podkreśla z irytacją Greenwood (część I, paragraf 94), różnice między oświadczeniami złożonymi przez wysoko postawionych funkcjonariuszy organów ścigania a materiałami przesłanymi przez nich do wglądu lorda Cullena były kolosalne. Krótko mówiąc, treść zeznań przed Komisją Spraw Wewnętrznych sprowadzała się do konkluzji, że planowany zakaz posiadania broni nie będzie rozwiązaniem ani koniecznym, ani tym bardziej korzystnym z punktu widzenia bezpieczeństwa publicznego, tymczasem w materiałach przedłożonych szkockiemu sędziemu w większym lub mniejszym stopniu opowiadano się za wprowadzeniem zakazu. Znamienne, że na poparcie obydwu stanowisk nie przedstawiono niczego, co usprawiedliwiałoby wyciągnięte wnioski. Ustne wyjaśnienia złożyli również sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, David John Maclean, oraz przedstawiciele Brytyjskiego Związku Strzelectwa Sportowego. Podczas żadnego z tych przesłuchań nie padło stwierdzenie, że należałoby całkowicie lub częściowo zakazać posiadania samopowtarzalnych pistoletów (część I, paragraf 95). 

Propozycje kryminalizacji różnych rodzajów broni palnej znajdowały się w dokumentach pisemnych. Przykładowo, Brytyjskie Zrzeszenie Pracowników Socjalnych zaapelowało, by objąć zakazem posiadanie wszelkich modeli broni krótkiej i długiej, z kolei dostęp do strzelb powinien być ograniczony wyłącznie do osób, którym są one potrzebne w pracy, np. jako narzędzia służące do tępienia szkodników albo uboju zwierząt. Argumentowano w ten sposób, że “coraz więcej osób posiada broń” i że należy podjąć zdecydowane działania “przeciwko tym, którzy wykorzystują ją do celów przestępczych”. Oczywiście twierdzenia te nie zostały poparte żadnymi dowodami empirycznymi, co więcej, przeoczono fakt znacznej redukcji legalnie posiadanej broni przy jednoczesnym wzroście liczby jednostek nielegalnych w rękach kryminalistów. Popis niekompetencji dało także Królewskie Towarzystwo Psychiatryczne (The Royal College of Psychiatrists), wyróżniając się błędnym przedstawieniem absolutnie wszystkich danych statystycznych skompletowanych na potrzeby śledztwa (część I, paragraf 96).

Istotną, choć bardzo krótką pozycją w raporcie Komitetu Spraw Wewnętrznych okazało się jednostronicowe oświadczenie Związku Zawodowego Pracowników Policji. Organizacja ta, bez zaprezentowania skrawka dowodu i powołania się na jakiekolwiek badania, wyraziła opinię, że w zastanej sytuacji jedynym akceptowalnym rozwiązaniem będzie całkowity zakaz posiadania broni krótkiej (część. I, paragraf 97), co było jaskrawym zaprzeczeniem stanowiska wyrażonego przez wyższych rangą pracowników policji.

Komisja Parlamentarna Spraw Wewnętrznych ogłosiła swoje ustalenia 24 lipca 1996 roku. Zdania były wyraźnie podzielone według przynależności partyjnej. Spośród jedenastu członków Komitetu konserwatywna większość (sześć osób) zatwierdziła finalny raport orzekający, iż uchwalenie zakazu posiadania broni krótkiej byłoby krokiem bezzasadnym, natomiast członkowie Partii Pracy poparli raport mniejszości Chrisa Mullina, który wysunął następujące propozycje: 1) należy zakazać prywatnego posiadania broni palnej – dozwolone powinny być co najwyżej sporty strzeleckie (przy czym pistolety musiałyby być każdorazowo rozbierane na części i przechowywane w wydzielonych miejscach na strzelnicy) i ewentualnie korzystanie z broni wymuszone specyfiką danego zawodu; 2) pozwolenia na posiadanie strzelb nie powinny być dłużej wydawane mieszkańcom obszarów miejskich; 3) trudno znaleźć jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie dla używania wiatrówek przez cywilów, ergo należy się zastanowić, czy nie powinny być one objęte takim samym reżimem licencyjnym jak broń strzelająca ostrą amunicją.

[5] Ludzie odpowiedzialni za przygotowania oświadczenia dla Partii Pracy nie zwrócili się w trakcie jego pisania o pomoc do kryminologów ani nie skonsultowali jego treści z kręgiem osób zainteresowanych uprawianiem strzelectwa wyczynowego tudzież myślistwa (część I, paragraf 87). Dokument ten ujawnia rażącą niewiedzę autorów odnośnie sportów strzeleckich, w tym szczególnie strzelania z pistoletu. Strzelaniem sportowym zajmuje się bezpośrednio przeszło milion osób, samo zaś strzelectwo terenowe i długodystansowe generuje przychód w wysokości 600 milionów funtów rocznie, a jeśli uwzględni się w rachunku inne konkurencje strzeleckie, to kwota ta przekracza spokojnie miliard funtów. Dzięki strzelectwu stałą pracę ma czternaście tysięcy ludzi, a pośrednio prawdopodobnie dwa razy tyle. W samej tylko Szkocji strzelectwo jest źródłem zarobku dla dwunastu tysięcy osób zatrudnionych na pełen etat w regionach, w których perspektywy znalezienia posady w innych sektorach gospodarki są niewielkie lub zgoła żadne. W zagranicznej wymianie handlowej Szkocja osiąga dzięki strzelectwu roczny przychód w wysokości 78 milionów funtów. W latach 80. samo tylko strzelanie z pistoletu warte było dla gospodarki około 60 milionów funtów, łącznie z aktywami trwałymi (część I, paragraf 88).

Wniosek złożony przez liderów Partii Pracy obnażył również ich kompromitujące dyletanctwo w zakresie wiedzy na temat obowiązujących w 1996 roku regulacji prawnych. Twórcy raportu wykazali się dogłębnym brakiem zrozumienia zarówno istniejących mechanizmów zabezpieczających, jak i przeszkód formalnych stojących przed osobami ubiegającymi się o pozwolenie na broń. Przeciętny człowiek, czytając przygotowane przez nich oświadczenie, mógłby sobie pomyśleć, że oto w Wielkiej Brytanii przełomu dekad kupno broni było co najmniej tak proste i przyjemne jak w większości stanów Ameryki. Co się zaś tyczy zaprezentowanych statystyk dotyczących zabójstw, labourzyści poruszyli niezwykle złożone zagadnienie międzynarodowej komparatystyki kryminalnej i nie zadali sobie trudu sprawdzenia, czy opublikowane dane można w ogóle ze sobą porównywać. Ponadto zaakcentowali wzrost liczby przestępstw z użyciem broni palnej, posługując się przy tym niewłaściwie przeprowadzoną analizą i nie próbując nawet zestawić faktu stopniowego kurczenia się liczby zezwoleń na broń ze zmianami wskaźników przestępczości i przyrostu populacji (część I, paragrafy 89 i 90). Te oraz inne dyskwalifikujące mankamenty nie przeszkodziły jednak laburzystowskim politykom w stawianiu kategorycznych żądań. 

Na podstawie bardzo słabych i nierzetelnych dowodów Partia Pracy zaproponowała długą listę reform przepisów prawnych odnoszących się do broni palnej i mających dalekosiężne implikacje dla wolności obywatelskich. Wysunięto np. propozycję, aby komendanci policji dysponowali pełną swobodą na odcinku odrzucania wniosków o pozwolenie na broń i nie byli przy tym zobowiązani do podawania powodów swojej decyzji. Co prawda, w niektórych wypadkach dopuszczono możliwość ponownego rozpatrzenia werdyktu na drodze apelacji sądowej, aczkolwiek wnioskodawca i tak nie miał być informowany o uzasadnieniu odmowy. Innym kuriozalnym pomysłem laburzystów był postulat upublicznienia danych osób, których aplikacje zostały pomyślnie zweryfikowane. Jak nie omieszkał ironicznie skomentować tego Greenwood (część I, paragraf 91), byłby to doskonały sposób na poinformowanie przestępców, gdzie mogą w razie potrzeby znaleźć broń.

[6] Wszelkie podobieństwa do Shannon Watts nie są przypadkowe. Obydwie kobiety zaistniały w obiegu medialnym po incydencie skutkującym śmiercią kilkunastu białych dzieci, obydwie założyły organizacje programowo przeciwne broni palnej w rękach cywilów, obydwie niemal od razu zyskały poklask i sympatie najbardziej opiniotwórczych mediów w swoich krajach, obydwie zostały po pewnym czasie przygarnięte pod opiekuńcze skrzydła “większych graczy” – Pearston przez maszynerię partyjną laburzystów, Watts przez oligarchę Bloomberga, wreszcie – obydwie stanowią produkt cierpliwiej pracy politycznych spin doktorów.

[7] “Znani z bycia ofiarami” – określenie ukute przez Micka Hume’a w artykule “Rise of the celebrity victim” na opisanie ludzi wynoszonych przez dziennikarzy do rangi autorytetów moralnych i ekspertów wszech dziedzin z powodu doznanych krzywd osobistych. Indywidualne cierpienia z miejsca kwalifikują takie osoby do wypowiadania się w imieniu mas, co jest samo w sobie niebezpiecznym kuriozum naszych czasów. Autor przestrzega także przed nadużywaniem liczby mnogiej w publicznych wystąpieniach.