…a może on po prostu nie mógł już dłużej milczeć?

Pewnego razu w Chicago sześć kul wystrzelonych z wnętrza Forda Taurusa dosięgło pleców wschodzącej gwiazdy lokalnej sceny rapowej o ksywie Lil JoJo. Chłopaczek pedałował sobie rowerem po ulicy, auto podjechało, szyba poszła w dół i muzyka zagrała dla niego po raz ostatni. Podejrzenia padły na innego gangsta rapera z sąsiedztwa o pseudonimie Chief Keef. Uwaga, wklejam tendencyjne zdjęcia obydwu artystów:

lil_jojo_chief_keefTen zabity po lewej.

Panowie mieli ze sobą jakiś zatarg, jeden drugiego miał ponoć werbalnie znieważyć, ale szczegółów nie znam, bo nie śledziłem tej dramy aż tak dokładnie. W każdym razie sprawa została nagłośniona (ciało znaleziono w dzielnicy, którą parę dni wcześniej na konferencji prasowej szef chicagowskiej policji przywołał jako przykład skutecznego zwalczania przestępczości), mądre głowy w starych i nowych mediach wyniuchały szanse wypowiedzenia się i jak łatwo zgadnąć, ich opinie zlewały się w jeden przeciągły monogłos o tym, jak brzemię niewolnictwa, wykluczenie społeczne i upośledzenie ekonomiczne popchają kolorowych nastolatków na drogę zbrodni. Naturalnie nie omieszkano wspomnieć także o broni palnej i o tym, jak bardzo jest ona zła. Wyjątkiem okazał się Tommy Sotomayor, czarnoskóry radiowiec z Arizony, który rzekł co następuje (tłumaczyłem ze słuchu):

Kto wychowuje tych gówniarzy? Żaden z nich nie ma ojca w domu. Czarne kobiety, musicie mnie poratować. Przestańcie pieprzyć się z czarnuchami, którzy nie są warci złamanego centa.

Żałuję, że wasze kliniki aborcyjne nie są pełne. Bo wszystko, co robicie, kończy się tak samo: sprowadzeniem śmierci i pożogi na ten świat. Za każdym razem gdy jakaś czarna kobieta mówi mi, że jej dziecko jest błogosławieństwem, kręcę tylko głową, myśląc: “Ty pizdo, właśnie sprowadziłaś na ten świat więcej śmierci i zniszczenia”.

Spójrzcie na liczby. Liczby nie kłamią. Ciągle gadamy o białych strzelających do czarnych, o ich rasizmie, że są winni, że to, że tamto. Kto zabija czarnych w Ameryce? Czarni. Kto zabija czarnych mężczyzn? Czarni mężczyźni. Cholera, kto zabija białych mężczyzn? Czarni mężczyźni. Kto zabija białe kobiety? Czarni mężczyźni.

Niszczycielska siła chowana przez samotną kobietę, która wierzy, że powinna być wielbiona za urodzenie tego pierdolonego paskudztwa. Bo tym większość gangsta czarnuchów jest – ohydnym pomiotem.

Pomówmy o strzelaninach w Chicago. Jakoś w białych miastach ich nie uświadczysz, prawda? Czy przez białe miasta przetaczają się w weekendy jakieś losowe strzelaniny? Nie. Spierajcie się, kurwa, z faktami. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się pójść do białego klubu z poczuciem, że ktoś zrobi mi tam krzywdę. Albo pośle kulkę. Albo że wybuchnie kłótnia i wszyscy wyciągną gnaty i zaczną do siebie walić. Nigdy w życiu.

  • AKTUALIZACJA 07/03/2016

Jest ciąg dalszy, trzy lata później:

Chcę, żeby było wiadomo: wolałbym spędzić czas w towarzystwie dziesięciu białych niż dziesięciu czarnych. Wolałbym zamieszkać w sąsiedztwie czterech rodzin pokumanych z Ku Klux Klanem niż czterech rodzin powiązanych z murzyńskim gangiem. Wolałbym mieszkać obok białych rasistów, bo wiem, że oni nie zaczęliby ostrzeliwać mojego domu, palić krzyży na podwórku ani kraść czy rabować mojego mienia. Po prostu nie gadaliby ze mną i zabronili spotykać się ze swoimi córkami. Co innego gangsta czarnuchy albo zwolennicy ruchu BlackLivesMatter. Oni będą mi grozić, obrabują mnie, wejdą mi na teren posesji i będą przeszkadzać w wykonywaniu codziennych czynności. Zostałem czterokrotnie okradziony przez czarnuchów, z czego aż trzy razy w zamożnej dzielnicy. Śledzili mnie do samego końca i nie zaatakowali po drodze żadnego białego, uwzięli się tylko na mnie.

Wśród czarnych nie ma perspektyw na rozwój. Wszyscy ludzie, których znacie, a którzy odnieśli sukces w życiu, musieli najpierw odizolować się od czarnej społeczności, aby móc się rozwijać. I to jest cholerny wstyd. Tak więc powtarzam: wolę przebywać w towarzystwie białych. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się utkwić w windzie z białymi kolesiami z obawą, że mnie obrabują albo zastrzelą. Nigdy nie byłem na festiwalu muzyki country i nie widziałem, żeby biali tłukli się tam między sobą. W amerykańskich Murzynach jest coś z natury nieokrzesanego i brutalnego, ale boimy się do tego przyznać. No cóż, ja się nie boję.