Nie wiem, czy to bardziej śmieszy czy bardziej żenuje.

Na pierwszym zdjęciu widać zaobrączkowanych członków kartelu Los Zetas w asyście meksykańskich komandosów. Był rok 2011 i służby skonfiskowały wtedy 204 karabiny (większość w idealnym stanie, z możliwością prowadzenia ognia ciągłego), jedenaście pistoletów, piętnaście granatów, dwie ręczne wyrzutnie rakiet, przeszło 29 tysięcy sztuk amunicji, 600 wojskowych, maskujących uniformów i ponad 200 kilogramów paczkowanej kokainy:

bron_meksykWyczyn ten blednie jednak w porównaniu z tym, co wydarzyło się w roku 2013 w położonej tysiące kilometrów dalej III Rzeczpospolitej. Druga fotografia dokumentuje bowiem sukces milicji polskiej [1].

Tytuł newsa mrozi krew i pali wsie: “Nielegalny arsenał pod Augustowem”. Wytłuściłem słowo “arsenał”, żeby podkreślić wagę znaleziska. Mam nadzieję, że funkcjonariusze, którzy dokonali tego odkrycia, zostali odpowiednio odznaczeni przez swoich przełożonych. Niecodziennie dochodzi w najbardziej rozbrojonym kraju Europy, leżącym pomiędzy Niemcami a Rosją, do zarekwirowania tak ogromnej liczby jednostek broni palnej i bełtów do kuszy:

bron_polska

________________

[1] Szczepan Twardoch w “Zabawach z bronią” określa polską policję mianem “poli-milicyjniaków” (s. 107-111) – ze względu na mentalność z poprzedniej epoki.