Komentując treść papieru Aneja, Donohue i Zhang (→ link), poświęconego analizie regulacji prawnych dotyczących publicznego noszenia ukrytej broni palnej w kontekście ich wpływu na przestępczość, Gary Kleck zwrócił uwagę (zobacz str. 15-16 → link) na jeden szczególnie newralgiczny aspekt krytykowanej pracy, mianowicie pułapkę agregacji (aggregation bias), w którą wpadli autorzy, formułując końcowe wnioski o istnieniu pozytywnej zależności na poziomie stanowym [1] między przepisami RTC (right-to-carry laws) a wzrostem częstości dokonywania napaści z użyciem broni.

Kleck zaczął od skonstatowania rzeczy oczywistej: stany (rozumiane w kategoriach podziału administracyjnego) nie są żadnym monolitem; stopień ich wewnętrznej heterogeniczności jest wręcz ekstremalny. Większość terytoriów to przede wszystkim mieszanina hrabstw, okręgów tudzież parafii o niskim nasyceniu bandytyzmem z dosłownie kilkoma strefami, pogrążonymi w przemocy rodem z podupadłych republik Ameryki Łacińskiej. Albo inaczej: stany są swoistą mozaiką obszarów wiejskich, przedmieść i aglomeracji, tworzących wspólnie kompozycję regionów zasiedlonych przez silnie uzbrojoną ludność cywilną oraz regionów praktycznie rozbrojonych (generalna reguła: wskaźniki posiadania broni – odwrotnie niż przestępczość – rosną wraz z oddalaniem się od ośrodków miejskich).

Dalej: wiadomo, że przestępczość w Ameryce, zakrzywiająca w górę ogólnokrajowe indeksy, jest hiperskoncentrowana (zobacz też infografikę → link) w obrębie ściśle określonych segmentów populacji i w ściśle określonych miejscach. Kiedy bada się zatem jej dynamikę w taki sposób, jak zrobili to Aneja i wsp., czyli wyłącznie w skali globalnej, wówczas giną gdzieś po drodze kluczowe informacje odnośnie dynamiki zjawisk w mikroskali. Realnie bowiem pomiędzy sąsiadującymi hrabstwami i/lub miastami (a w granicach miast między dzielnicami i odcinkami ulic [2]) zachodzi większa różnorodność w kształtowaniu się wskaźników przemocy niż pomiędzy wybranymi stanami, nawet jeśli są one geograficznie odizolowane od siebie o setki kilometrów. Krótko mówiąc, im większy jest rozmiar wybranej jurysdykcji, tym większe jej zróżnicowanie i większa potencjalna szansa popełnienia błędu agregacji, który zaważy na wynikach. W szerszym ujęciu mechaniczne agregowanie prowadzi nieuchronnie do błędu ekologicznego (ecological fallacy). W statystyce manifestuje się on poprzez nieuzasadnione przenoszenie wniosków z korelacji opisujących zbiorowości na stosunki grupowe albo jednostkowe występujące w ich ramach [3].

Z obliczeń przedstawionych przez Aneja i wsp. wyszło, że legalizacja noszenia broni palnej przyczynia się do eskalacji przestępstw – w sensie, że stany, które praktykują uznaniowość w wydawaniu zezwoleń, bądź takie, które definitywnie zakazały u siebie noszenia pistoletów lub rewolwerów w ukryciu, rejestrują zauważalnie niższy (nawet do 33 proc.) odsetek napaści ulicznych niż stany, hołdujące liberalnym zasadom w tym zakresie.

Pomijając już całe bogactwo lokalnych restrykcji, rzutujących na liczbę chętnych do ubiegania się o licencje [4], oraz fakt, że zweryfikowani właściciele tychże należą do grona najbardziej niekonfliktowych i praworządnych członków społeczeństwa [5], przyjęta metodyka z powodów wypunktowanych wcześniej przekreśla możliwość uzyskania konkluzji, jakoby efektem ubocznym wdrożenia procedur RTC była intensyfikacja zachowań kryminalnych. Aneja i wsp. nie sprawdzili, czy zaobserwowany wzrost napaści rozłożył się równomiernie w granicach stanów czy może skumulował się wyłącznie w dużych miastach, tzn. tam, gdzie broni palnej jest najmniej. Ewaluacja na poziomie makro niezwykle utrudnia śledzenie takich niuansów; dopiero zredukowanie perspektywy i samplowanie z bardziej homogenicznych i przestrzennie zawężonych obszarów rewiduje pogląd, że system RTC podnosi wskaźniki przemocy [6].

Inny wymowny przykład ecological fallacy: artykuł z literatury medycznej Anglemyera i wsp., będący zbiorczą metaanalizą szesnastu referatów z dziedziny zdrowia publicznego o niebezpieczeństwie trzymania broni w domu (→ link). Zamieszczony u góry na pierwszej stronie paragraf “Limitations” zawiera następującą przestrogę:

W celu oszacowania ogólnej szansy zgonu dokonano syntezy wielu niejednorodnych grup społecznych o zróżnicowanej ekspozycji na ryzyko. [Heterogeneous populations of varying risks were synthesized to estimate pooled odds of death.]

Dziennikarze naturalnie puścili tę informację szybko w niepamięć (przy naiwnym założeniu, że w ogóle czytali tekst), referując treść elaboratu w typowy dla mediów, bezrefleksyjny sposób, czyli kategorycznie generalizując – jakby posiadanie broni palnej nieuchronnie zwiastowało śmierć jej właściciela, niezależnie od jego cech indywidualnych czy specyfiki środowiska, z którego się wywodzi. Tymczasem w kryminologii jest rzeczą oczywistą, iż wszelkiego rodzaju “globalne uśrednienia” bywają często fałszywe; problematyka występowania w Ameryce przemocy skojarzonej z bronią dotyczy patologicznych subpopulacji o relatywnie skromnej liczebności [7], stłoczonych w bardzo konkretnych enklawach, głównie wewnątrz miast, co rozkłada samą ideę agregowania danych.

_________________

[1] Aneja i wsp. podkreślają (powołując się na tekst Maltza link), że statystyki krajowe z podziałem na hrabstwa są niekompletne i nie nadają się do estymowania trendów w przestępczości (s. 43-44):

The major problem with county data stems from the fact that law enforcement agencies voluntarily submit crime data to the FBI. As a result, the FBI has little control over the accuracy, consistency, timeliness, and completeness of the data it uses to compile the UCR reports. (…) Because of the concerns raised about county-level crime data, it is prudent to test our models on state-level data.

[2] Niestety, dane gromadzone przez FBI kończą się na poziomie miast, co uniemożliwia mapowanie przemocy w obrębie poszczególnych dzielnic i ulic.

[3] Przeciwieństwem “ecological fallacy” jest błąd indywidualizmu (individualistic fallacy). Popełnili go Vernick i Webster w dokumencie o zabójstwach z broni palnej w Missouri (→ link), jak również zespół epidemiologów pod kierownictwem Charlesa Branasa w elaboracie o strzelaninach w Filadelfii (→ link), gdy destruktywne wzorce zachowań wśród czarnoskórych bandytów ekstrapolowali na populację odpowiednio stanu i miasta.

[4] Obiektywna surowość obostrzeń (wymagany czas szkolenia, koszty biurokracji itp.) różni się w zależności od jurysdykcji. Ostrzejsze uregulowania skutkują zazwyczaj mniejszym zainteresowaniem ze strony obywateli, a co za tym idzie, mniejszą liczbą osób legalnie noszących broń (→ link). Niestety, Aneja i wsp. zignorowali ten aspekt przepisów RCT w swojej monografii, przykładając do wszystkich reżimów prawnych jednakową miarę.

[5] Cywilni posiadacze zezwoleń rzadziej dopuszczają się przestępstw i wykroczeń powiązanych z nielegalnym użyciem broni palnej niż etatowi funkcjonariusze policji (str. 13 → link). Do najczęściej wymienianych przesłanek, usprawiedliwiających cofnięcie licencji, należą: jazda pod wpływem alkoholu, wniesienie pistoletu, względnie rewolweru do strefy wolnej od broni oraz nieokazanie legitymacji podczas rutynowej kontroli np. w trakcie zatrzymania przez patrol drogówki.

[6] Kovandzic i Marvell skorzystali w tym celu ze statystyk przestępczości zebranych przez policję z 58 hrabstw Florydy w latach 1980-2000. W odróżnieniu bowiem od fragmentarycznych rejestrów federalnych (patrz przypis 1), dane florydzkie były wysokiej jakości (konsekwentnie raportowane przez dwie dekady) i to właśnie na Florydzie w wartościach absolutnych najwięcej mieszkańców nosi przy sobie ukrytą broń palną. Dodatkowo badacze odnieśli się także do kwestii porządku przyczynowego, tj. przetestowali hipotezę odwróconej korelacji, która głosi, że to nie powszechność broni wzmaga przestępczość, ale powszechność przestępców sprawia, że ludzie uzbrajają się przed wyjściem z domu. I znaleźli dowody na istnienia takiego sprzężenia, co sugeruje, że pozytywna korelacja między procedurami RTC a przemocą jest tak naprawdę pochodną oddziaływania, jakie przestępczość wywiera na nawyki, zwyczaje i skłonności do noszenia broni (zobacz więcej → link). Swoje początkowe ustalenia Kovandzic, Marvell i Vieraitis potwierdzili dwa lata później w kolejnej publikacji z literatury przedmiotu, tym razem analizując dane panelowe ściągnięte z amerykańskich miast powyżej stu tysięcy rezydentów – noszenie broni palnej przez cywilów nie zwiększa wskaźników zabójstw ani napaści (→ link).

[7] Przeważająca część odbywających się ostatnio debat wokół broni palnej całkowicie ignoruje podstawową kwestię odnośnie amerykańskiej przestępczości. Notorycznie pomijany jest fakt, że największą rolę w jej eskalacji odgrywają gangi oraz pomniejsze bandy handlujące narkotykami, popełniając w wielu miastach nawet do 75 proc. wszystkich zabójstw; reszta przypada w udziale innym notowanym kryminalistom. Zwykli obywatele, posiadający w domach broń, nie dopuszczają się napadów rabunkowych, nie ostrzeliwują własnych dzielnic ani nie zabijają swoich żon. (David Kennedy, “Another Kind of Gun Control” link)