Broń palna i koncentracja przemocy w USA (1)

Ostatnio miałem okazję zaobserwować na Twitterze niezwykle ciekawą wymianę zdań między Tomislavem Kovandzicem, ekspertem od kryminologii z Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas, i Johnem Pfaffem, specjalistą z zakresu prawa karnego na Uniwersytecie Fordham. Motywem przewodnim ich rozmowy, która ostatecznie zainspirowała mnie do stworzenia tej i następnej blognotki, była dokładność pomiarów przestępczości. Obaj panowie zgodzili się co do jednej fundamentalnej rzeczy – wyniki najbliższe rzeczywistości daje lokalna analiza mikroskalowa:

Problem w tym, że recenzowane artykuły, poddające ewaluacji przestępczość z perspektywy określonych rewirów miejskich, składają się ciągle na symboliczny odsetek wszystkich badań empirycznych publikowanych na polu kryminologii.

Generalna reguła: wskaźniki posiadania broni palnej – odwrotnie niż przestępczość – rosną wraz z oddalaniem się od ośrodków miejskich. Co więcej, znane są również z grubsza cechy demograficzne przeciętnego właściciela licencji na skryte noszenie broni – jest nim białoskóry mężczyzna o sympatiach republikańsko-konserwatywnych z przedziału wiekowego 18-29 lat, zamieszkujący południowe połacie Stanów Zjednoczonych i wywodzący się ze środowiska, kultywującego rodzinne tradycje strzeleckie (cytat: A greater proportion of those who carried were aged 18 to 29 years, male, self-identified as conservative, lived in Southern regions of the United States, grew up in a firearm-owning household, owned both handguns and long guns. W świetle tych faktów oraz tego, co już wiemy na temat amerykańskiej przestępczości (60-65 proc. premedytowanych zabójstw i ~70 proc. rozbojów popełniają w USA czarnoskórzy sprawcy link, rozproszeni po murzyńskich dzielnicach link), sama sugestia, jakoby biali posiadacze broni mieli ponosić winę za wzrosty wskaźników przemocy w stanach, w których żyją, nie spełnia podstawowego kryterium wiarygodności.

Podejście makroskalowe uniemożliwia śledzenie takich niuansów – przestępczość w Ameryce nie rozkłada się bowiem równomiernie. Gromadzi się, nawarstwia i utrwala głównie wewnątrz obszarów metropolitalnych w obrębie poszczególnych dzielnic albo jeszcze lepiej – w obrębie poszczególnych ulic [1]. Robert Muggah z Instytutu Igarapé twierdzi wręcz, że ~99 proc. zabójstw w USA da się przypisać do zaledwie 5 proc. adresów pocztowych (About 99% of lethal violence in the United States is concentrated in just 5% of street addresses):

The Global Violence Reduction Conference 2014

Koncepcja “jednej Ameryki” w odniesieniu do przestępczości i broni jest zatem bałamutna [2]. Istnieją szerokie enklawy z powszechnym i wolnym dostęp do niej, praktycznie nieodróżnialne od białych regionów Europy, oraz strefy permanentnego wrzenia, przypominające brazylijskie fawele. Analizowanie danych i formułowanie na ich bazie konkluzji bez żadnego zastrzeżenia, że odnoszą się one niemal wyłącznie do takich rewirów, zasiedlonych w dodatku przez jedną specyficzną populację, jest przykładem manipulowania percepcją opinii publicznej. Eliminuje to wszelkie formalne podstawy do ekstrapolowania statystyk na resztę ludności w skali stanu lub kraju. Dlatego właśnie rozmaite emocjonalne slogany oraz polityczne frazesy o “epidemii nieznającej granic” (Shannon Watts dla MSNBC link, Hillary Clinton podczas spotkania z wyborcami w Manchester Community College w New Hampshire link albo felieton Obamy dla nowojorskiego “Timesa” link) powinny być bezlitośnie punktowane.

Część II

____________________

[1] Thomas Abt, analityk harvardzkiej Szkoły Administracji Publicznej im. Johna F. Kennedy’ego (→ link):

Przestępczość jest hiperskoncentrowana, w sensie: przyklejona do niewielkiej liczby miejsc i osób. Kiedy mówię “hiperkoncentracja”, nie mam na myśli tego, że przestępczość czy przemoc ogniskują się w złych dzielnicach. One gnieżdżą się na konkretnych odcinkach ulic i w konkretnych klubach nocnych oraz sklepach monopolowych o ściśle wyznaczonej porze. Tak więc gdy skanujemy niebezpieczną dzielnicę, widzimy nie cały jej obszar, ale dwa albo trzy punkty zapalne. Jest to niezwykle doniosła obserwacja.

[Crime and violence are sticky; they’re hyperconcentrated in a small number of places, people, and behaviors. When I say hyperconcentrated, I don’t mean that crime and violence concentrate in bad or violent neighborhood. They concentrate on a specific street corner, a specific nightclub on a certain night, or a specific liquor store. So when we look at a dangerous neighborhood, generally what we’re seeing is not a whole neighborhood but two or three hot spots. That’s very important to understand.]

[2] Talking about crime in the U.S., or Illinois, or even Chicago has always been somewhat misleading (cytat za Matt Ford, “The Atlantic” link)