Miałem niedawno szansę przeczytać na Twitterze niezwykle ciekawą wymianę zdań między Johnem Pfaffem, wykładowcą ekonomii i prawa karnego na Uniwersytecie Fordham, oraz Tomislavem Kovandzicem, ekspertem od kryminologii z Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas. Tematem ich rozmowy, która zainspirowała mnie później do stworzenia tej blognotki, była dokładność pomiarów przestępczości. Obaj panowie zgodzili się co do jednej fundamentalnej rzeczy – wyniki najbliższe rzeczywistości daje lokalna analiza mikroskalowa:

Problem w tym, że recenzowane artykuły, poddające ewaluacji przestępczość z perspektywy określonych rewirów miejskich, składają się ciągle na symboliczny odsetek wszystkich badań empirycznych publikowanych na polu kryminologii. W kontekście np. skrytego noszenia broni palnej zagadnienie to jest o tyle kluczowe, że regularnie ukazują się prace naukowe (zobacz: Siegel et al. → link, Donohue et al. link), wynajdujące pozytywną korelację między liczbą broni w obiegu cywilnym a wskaźnikami przestępczości. I choć technicznie mogą być one zaprojektowane poprawnie, to z powodu traktowania olbrzymich obszarów administracyjnych (stany) jako homogenicznych jednostek w modelu statystycznym, uzyskiwany przez autorów dodatni współczynnik korelacji pozostaje w najlepszym razie twierdzeniem nieudowodnionym, a w najgorszym razie – fałszywym. Na tę doniosłą kwestię zwrócił ostatnio uwagę Gary Kleck (str. 15 → link) przy okazji komentowania wspomnianego wyżej tekstu Donohue i wsp.

Kleck zaczął od skonstatowania oczywistości: stany nie są wcale żadnym monolitem; stopień ich wewnętrznej różnorodności jest wręcz ekstremalny. Duża większość terytoriów to przede wszystkim mieszanina hrabstw, okręgów i parafii o bardzo niskim nasyceniu bandytyzmem z dosłownie kilkoma strefami, pogrążonymi w przemocy rodem z podupadłych republik Ameryki Łacińskiej. Albo inaczej: stany są mozaiką obszarów wiejskich, przedmieść i aglomeracji, tworzących wspólnie kompozycję regionów zasiedlonych przez dobrze uzbrojoną populację oraz regionów praktycznie rozbrojonych.

Generalna reguła: wskaźniki posiadania broni palnej – odwrotnie niż przestępczość – rosną wraz z oddalaniem się od ośrodków miejskich. Co więcej, znamy również z grubsza cechy demograficzne przeciętnego właściciela licencji na noszenie broni w ukryciu: jest to biały mężczyzna o poglądach prawicowo-konserwatywnych z przedziału wiekowego 18-29 lat, zamieszkujący południowe tereny Stanów Zjednoczonych i wywodzący się ze środowiska kultywującego rodzinne tradycje strzeleckie (A greater proportion of those who carried were aged 18 to 29 years, male, self-identified as conservative, lived in Southern regions of the United States, grew up in a firearm-owning household, owned both handguns and long guns). W świetle tych faktów oraz tego, co już wiemy na temat amerykańskiej przestępczości (~65 proc. premedytowanych zabójstw i 70 proc. rozbojów popełniają w USA czarnoskórzy sprawcy [link], stłoczeni w murzyńskich dzielnicach [link]), sama sugestia, jakoby biali posiadacze broni palnej mieli odpowiadać za wzrosty wskaźników przemocy w stanach, w których żyją, nie spełnia podstawowego kryterium wiarygodności [1].

W fachowym żargonie ta pozorna zależność nazywa się pułapką agregacji (aggregation bias) i prowadzi ona w prostej linii do błędu ekologicznego (ecological fallacy), czyli sytuacji, w której badacz dokonuje syntezy wielu niejednorodnych grup społecznych o różnej ekspozycji na ryzyko (dane zagregowane), a następnie wnioski z takiej uogólnionej syntezy przenosi w sposób nieuzasadniony na wszystkich ludzi tworzących tę zbiorowość [2].

Gwoli formalności, z obliczeń zaprezentowanych przez zespoły pod kierownictwem Donohue i Siegela wyszło, że legalizacja noszenia broni powiązana jest z eskalacją przestępstw – w sensie, że jurysdykcje, które praktykują uznaniowość w wydawaniu zezwoleń, bądź takie, które definitywnie zakazały skrytego noszenia pistoletów tudzież rewolwerów, doświadczają zauważalnie niższego odsetka napaści ulicznych (nawet do 33 proc.) oraz odnotowują mniej morderstw (do ~10 proc.) niż stany, hołdujące liberalnym zasadom w tym zakresie. Szkopuł w tym, że jak już było mówione wcześniej, przyjęta metodyka nie pozwala rozstrzygnąć, czy oszacowane wzrosty w obu subkategoriach dotyczą przestrzennie całych stanów czy raczej kumulują się wyłącznie w tych hrabstwach i miastach, gdzie panuje deficyt legalnej broni palnej. Analiza makroskalowa uniemożliwia śledzenie takich niuansów – przestępczość w Ameryce nie rozkłada się bowiem “po równo”. Gromadzi się, nawarstwia i utrwala głównie wewnątrz obszarów metropolitalnych w obrębie poszczególnych dzielnic albo jeszcze lepiej – w obrębie poszczególnych ulic [3]. Robert Muggah z Instytutu Igarapé twierdzi wręcz, że ~99 proc. zabójstw w USA da się przypisać do zaledwie 5 proc. adresów (About 99% of lethal violence in the United States is concentrated in just 5% of street addresses):

The Global Violence Reduction Conference 2014

Koncepcja “jednej Ameryki” w odniesieniu do przestępczości i broni palnej jest bałamutna [4]. Istnieją szerokie enklawy z powszechnym i wolnym dostęp do niej, praktycznie nieodróżnialne od białych regionów Europy, oraz strefy permanentnych walk, przypominające brazylijskie favele. Analizowanie danych i formułowanie na ich bazie konkluzji bez żadnego zastrzeżenia, że odnoszą się one niemal wyłącznie do takich rewirów, zasiedlonych w dodatku przez jedną specyficzną populację, jest przykładem manipulowania percepcją opinii publicznej. Eliminuje to wszelkie formalne podstawy do ekstrapolowania statystyk na resztę ludności w skali stanu lub kraju. Dlatego właśnie wszelkie emocjonalne slogany oraz polityczne frazesy o “epidemii nieznającej granic” (Shannon Watts dla MSNBC link, Hillary Clinton podczas spotkania z wyborcami w Manchester Community College w New Hampshire link albo felieton Obamy dla nowojorskiego “Timesa” link) powinny być bezlitośnie punktowane.

Podsumowując:

  • Na skutek geograficzno-rasowej koncentracji przemocy w USA wszelkie “globalne uśrednienia” stają się bezużyteczne, gdyż z samej definicji zacierają lokalne różnice w dystrybucji statystyk generujących ową średnią.
  • W ujęciu makro dodatnia korelacja między bronią palną a przestępczością słabnie, zanika i ulega odwróceniu na niższych poziomach agregacji (hrabstwa, miasta, dzielnice). Kleck: In sum, when one studies smaller and more homogenous units of analysis, and uses crime data of acceptable quality, there is no support for the claim that RTC laws increase assault rates or any other violent crime rate (→ link, zobacz teżlink).

Część II

_________________

[1] Abstrahując na chwilę od rasowo-etnicznej dystrybucji zabójstw i napaści, cywilni posiadacze zezwoleń rzadziej dopuszczają się przestępstw i wykroczeń powiązanych z nielegalnym użyciem broni niż etatowi funkcjonariusze policji (str. 13). Do najczęstszych przesłanek, przesądzających o cofnięciu licencji, należą: jazda pod wpływem alkoholu, wniesienie pistoletu, względnie rewolweru do strefy wolnej od broni oraz nieokazanie legitymacji podczas rutynowej kontroli np. w trakcie zatrzymania przez patrol drogówki.

[2] Jednym z pierwszych dobrze rozpoznanych błędów ekologicznych w publikacjach z zakresu nauk społecznych była głośna teoria wybitnego francuskiego socjologa Émila Durkheima o większej skłonności protestantów do popełniania samobójstw. Naukowiec zbadał wskaźniki śmierci samobójczych w pruskich prowincjach w XIX wieku i okazało się, że są one pozytywnie skorelowane z odsetkiem protestantów zamieszkujących daną jurysdykcję. Jednakże otrzymane rezultaty wcale nie oznaczały, że protestanci częściej odbierają sobie życie. Wiele lat później krytycy zauważyli (→ link), że Durkheim wpadł w pułapkę agregacji, która zafałszowała mu wyniki i w konsekwencji odbiła się na jakości jego końcowych konkluzji. Większość samobójstw rejestrowanych w pruskich prowincjach z ludnością wyznania protestanckiego mogła być przecież popełniana była przez nie-protestancką mniejszość.

[3] Thomas Abt, analityk harvardzkiej Szkoły Administracji Publicznej Johna F. Kennedy’ego:

Przestępczość jest hiperskoncentrowana, w sensie: przyklejona do niewielkiej liczby miejsc i osób. Kiedy mówię “hiperkoncentracja”, nie mam na myśli tego, że przestępczość czy przemoc ogniskują się w złych dzielnicach. One gnieżdżą się na konkretnych odcinkach ulic i w konkretnych klubach nocnych oraz sklepach monopolowych o ściśle wyznaczonej porze. Tak więc gdy skanujemy niebezpieczną dzielnicę, widzimy nie cały jej obszar, ale dwa albo trzy punkty zapalne. Jest to niezwykle doniosła obserwacja. (→ link)

[Crime and violence are sticky; they’re hyperconcentrated in a small number of places, people, and behaviors. When I say hyperconcentrated, I don’t mean that crime and violence concentrate in a bad or violent neighborhood. They concentrate on a specific street corner, a specific nightclub on a certain night, or a specific liquor store. So when we look at a dangerous neighborhood, generally what we’re seeing is not a whole neighborhood but two or three hot spots. That’s very important to understand.]

Dla pełnego zilustrowania problemu zobacz rozmieszczenie i zagęszczenie morderstw na przykładzie Saint Louis, Baltimore, Dystryktu Kolumbii, Pittsburgha, Madison i Chicago razem z Illinois → link 1 / link 2. W takim Bostonie przez niemal trzy dekady (od stycznia 1980 do grudnia 2008) na 4.5 proc. miejskich ulic, alejek, zaułków i skrzyżowań zarejestrowano 75 proc. wszystkich strzelanin. Innymi słowy, blisko 90 proc. bostońskich ulic nie doświadczyło na przestrzeni 29 lat ani jednej strzelaniny, w której ktokolwiek zostałby ranny, zabity czy choćby draśnięty rykoszetem (str. 16-17 → link):

In this analysis, almost 89% of Boston street segments and intersections never experienced a single ABDW-firearm incident between 1980 and 2008. Some 6% of street segments and intersections experienced a single ABDW-firearm incident during this same time period. Boston gun violence trends were largely generated by repeated incidents at less than 5% of its street segments and intersection; the gun violence epidemic and sudden downturn was almost completely driven by trends at about 3% of the city’s micro places that exhibited volatile concentrations of serious gun violence over time.

[4] Talking about crime in the U.S., or Illinois, or even Chicago has always been somewhat misleading. (cytat za Matt Ford, “The Atlantic” link)