W roku 2001 waszyngtoński think tank Violence Policy Center (dalej VPC) wypuścił szeroko cytowany raport pod tytułem A Deadly Myth: Women, Handguns, and Self-Defense”. Zawarte w nim przesłanie było kategoryczne: defensywne użycie broni to zabójczy mit; jako narzędzie służące do samoobrony jest ona kompletnie nieprzydatna, gdyż na jedną kobietę, zabijającą napastnika z broni krótkiej (handgun), przypada 101 kobiet ginących od kul wystrzelonych z pistoletu bądź rewolweru. Innymi słowy, prawdopodobieństwo śmierci kobiety w starciu z uzbrojonym agresorem jest ponad stukrotnie wyższe aniżeli szansa, że powali go w obronie własnej. Dla porządku dodam, że dane te były samplowane z jednego roku – 1998. 

Problem z tym elaboratem jest taki, że już samo założenie, na którym go oparto (liczymy, ile kobiet zdołało się z sukcesem obronić, kasując napastnika, a potem porównujemy otrzymany wynik z liczbą kobiet zamordowanych), wyklucza możliwość uzyskania wniosków, jakoby broń palna była nieskutecznym i przez to zbytecznym narzędziem obronnym.

W dokumencie VPC można przeczytać, że w 1998 roku odnotowano dwanaście incydentów zakodowanych przez lokalną policje jako “usprawiedliwione zabójstwo” (justifiable homicide), w których ofiary-kobiety zastrzeliły agresora z broni krótkiej, oraz 1209 incydentów, w których to agresor za pomocą tejże broni popełnił zabójstwo na kobietach. Jeżeli uznamy statystyki FBI dotyczące “usprawiedliwionych zabójstw” za wiarygodne źródło (co wcale nie jest rzeczą oczywistą: ponad połowa stanów w ogóle nie zgłasza tych zdarzeń do centrali, reszta z kolei raportuje tylko niewielką część [1]), rodzi się zasadnicze pytanie: czemu autorzy ograniczyli się wyłącznie do przypadków śmiertelnego postrzelenia napastnika? Czemu doszli do wniosku, że obrona zwieńczona jest sukcesem tylko wtedy, gdy kobieta zabije niedoszłego oprawcę? [2] Co z sytuacjami, gdy ofiara miała przy sobie broń i zraniła prześladowcę? Albo jedynie zagroziła jej użyciem, co spowodowało, że agresor wycofał się ze swoich zamiarów (zrezygnował z ataku)?

Jak dowodzą sondaże wiktymizacyjne, w prawdziwym życiu znakomita większość interwencji sprowadza się do zwykłego pokazania, że jest się uzbrojonym. Ani jeden strzał nie zostaje oddany. Według pracowników VPC, te oraz inne przypadki najwyraźniej nie podpadają pod zwieńczoną sukcesem obronę własną i broń palna jako mechanizm defensywny nie zdaje egzaminu. Potrafię zrozumieć obiektywne trudności z oszacowaniem dokładnej liczby takich incydentów, ale w ramach naukowej uczuciowości wypadałoby wspomnieć (chociaż przelotnie na marginesie) o dziurach ziejących w metodyce. Warto też podkreślić, iż w dokumencie VCP w kategorii “justifiable homicides” figurują tylko te zdarzenia, które zostały tak sklasyfikowane przez policję i prokuraturę w roku 1998, brakuje natomiast dygresji, że pierwotna kwalifikacja danego czynu ulega nierzadko zmianie dopiero w toku postępowania sądowego:

40 proc. spraw odwoławczych, w których kobiety apelują od werdyktów skazujących za morderstwo, kończy się dla nich uchyleniem zaskarżonego orzeczenia. Pisał o tym magazyn “Time” w artykule “Fighting Back” z 18 stycznia 1993 roku. Cztery lata wcześniej “Time” zamieścił na głównej tekst analizujący przypadki zgonów na skutek postrzału i raptem 3 proc. z nich zakwalifikowano jako zabójstwa w obronie własnej. Rok później w kolejnym felietonie wyszło na jaw, że odsetek tych zabójstw wzrósł do 12 proc.

[Forty percent of women who appeal their murder convictions have the conviction reversed on appeal. Fighting Back, TIME, Jan. 18, 1993. In July 1989, Time magazine did a cover story analyzing every death by gun that had occurred in a particular week. Only 3% of the homicides were recorded as self- defense. In a follow-up story the next year, Time found that the percent of cases which had been determined to self-defense had risen to 12%. TIME, July 17, 1989; TIME, May 14, 1990.]

(David Kopel, przypis nr 225)

Dalej robi się jeszcze gorzej. Otóż cała publikacja VPC została ufundowana na kuriozalnej dedukcji. Najpierw autorzy piszą, że w 1998 roku zaledwie jedna na dziesięć kobiet posiadała broń (less than 1 out of 10 women owns a gun for self defense), by w następnym akapicie zaserwować dramatyczną narrację, cytowaną już na wstępie tego wpisu, że na jedną kobietę zabijającą napastnika w obronie własnej przypada 101 kobiet zastrzelonych.

VPC koreluje tutaj dwie zupełnie nieprzystające do siebie wielkość. Przy pierwszym kontakcie można odnieść wrażenie, jakoby owe +1200 kobiet zginęło w okolicznościach sugerujących, że wszystkie albo prawie wszystkie broniły się przy użyciu rewolweru, względnie pistoletu, tymczasem absolutnie nic w samym tekście nie wskazuje na taką właśnie konkluzję. Jest wręcz przeciwnie: biorąc poprawkę na bardzo małą liczbę uzbrojonych kobiet w roku 1998 (~10 proc.), bardziej realistyczny wydaje się scenariusz, że ogromna większość z 1209 ofiar w ogóle nie korzystała z broni palnej do odparcia ataku – bo jej nie posiadała. Twierdzenie o bezużyteczności broni krótkiej nie ma zatem żadnego oparcia w materiale zgromadzonym przez “analityków” VPC.

Przypominam: motywem przewodnim pracy jest ocena efektywności broni krótkiej jako środka do obrony – zwłaszcza dla kobiet. Dlatego właściwe i merytoryczne pytania, jakie należałoby postawić w kontekście raportu VPC, brzmią:

  • O ile zmniejszyłby się odsetek zabitych kobiet, gdyby w momencie konfrontacji z uzbrojonym napastnikiem miały pod ręką broń?
  • Ile spośród zastrzelonych kobiet faktycznie tą bronią dysponowało i wykorzystało do (zakończonej niepowodzeniem) obrony?
  • Jak z perspektywy porównawczej wygląda skuteczność alternatywnych działań defensywnych (ucieczka, atak nożem, negocjacje etc.)?

Tych newralgicznych informacji pracownicy waszyngtońskiego think tanku nigdy nie podali do publicznej wiadomości, inaczej mogłoby się okazać, że (link):

Defensywne użycie broni palnej jest skuteczne w tym sensie, że oto ryzyko odniesienia ran, utraty życia albo dobytku przez uzbrojoną ofiarę jest mniejsze niż w przypadku innych prób samoobrony, wliczając w to brak oporu.
(…)

Ludzie korzystający z broni palnej w celach defensywnych prawie nigdy nie doznają urazów na skutek takich interwencji.
(…)
Broń palna znajdująca się w posiadaniu nie-kryminalistów albo szerzej: w rękach ofiar (bez względu na ich kryminalną przeszłość) przyczynia się do zmniejszenia poziomu przemocy. Zmniejszenia w tym sensie, że kiedy ofiara wyciąga broń, agresor zaprzestaje ataku.

____________________

[1] Zobacz aktualizacja wpisu z 24 września 2017 → link.

[2] Wnioskowanie o defensywnej skuteczności broni palnej wyłącznie na podstawie liczby zastrzelonych bandytów jest generalnie tak samo absurdalne, jak wyciąganie konkluzji odnośnie efektywności sztuk walki na podstawie liczby uduszonych albo śmiertelnie pobitych napastników.