Właściwy, historyczny wstęp do tego wpisu można znaleźć tu.

Problem wikłania się nauki w rozmaite konteksty pozanaukowe – polityczne, ideologiczne, gospodarcze – jest stary jak świat, powiedziano na ten temat już chyba wszystko, dlatego zamiast wyważać otwarte drzwi, chciałbym od razu przejść do rzeczy i przybliżyć meandry pewnego szeroko komentowanego epizodu z amerykańskiej historii najnowszej, który w kalendarzu przeciwników broni palnej wyznacza datę graniczną i stanowi kamień węgielny każdej monografii prezentującej dekadę zmagań administracji Billa Clintona z rzekomo wszechpotężnym lobby zbrojeniowym. Odświeżenie kluczowych faktów i okoliczności wydaje się konieczne dla pełnego zrozumienia motywów, jakie kierowały uczestnikami tamtego konfliktu (zwieńczonego “inkwizytorską” decyzją Kongresu), zwłaszcza w sytuacji gdy nawet spolszczone przedruki magazynów z USA powielają jedynie słuszną wersję wydarzeń [1].

Epitetu “inkwizytorska” użyłem nieprzypadkowo. Uchwalenie w czerwcu 1996 roku głosami republikańskiej większości poprawki do ustawy budżetowej blokującej federalne finansowanie badań związanych z bronią urosło w wyobraźni hoplofobów do rangi zamachu na wolność nauki porównywalnego z aktem palenia książek. Autorem tej metafory jest Frederic P. Rivara, który powiedział na łamach “The Chronicle of Higher Education”, że krytycy CDC próbowali –

storpedować naukowe odkrycie, ponieważ nie podobały im się wyniki. To przerażający trend dla badaczy akademickich – ekwiwalent palenia książek.

[(They were trying) to block scientific discovery because they don’t like the results. This is a frightening trend for academic researchers. It’s the equivalent of book burning.]

Sponsorem nowelizacji zamrażającej fundusze Krajowego Centrum Zapobiegania i Kontroli Urazów (National Center for Injury Prevention and Control, w skrócie NCIPC) był ówczesny deputowany z Arkansas, Jay Dickey [2], a iskrą podpalającą beczkę prochu, czyli owym “odkryciem”, które miało tak rozjuszyć legiony troglodytów z NRA – zgodnie z tym, co pisze we wspomnieniach strona “poszkodowana” – okazał się bestsellerowy jak na standardy publikacji medycznych, intensywnie promowany w prasie i telewizji quasi-epidemiologiczny eksperyment, nadzorowany przez Arthura Kellermanna [3] i kosztujący amerykańskiego podatnika 2.6 miliona dolarów. W ujęciu całego budżetu operacyjnego CDC był to psi grosz – na tamte czasy zaledwie 0.1 proc. z $2.2 miliardowej puli przeznaczonej na wydatki bieżące i przedsięwzięcia badawcze. W sensie symbolicznym była to jednak suma znacząca i równo o tyle Kongres zdecydował się odchudzić zasoby finansowe instytucji (zabrana kwota została zresztą niebawem przywrócona i przetransferowana na konto komórki wyspecjalizowanej w leczeniu urazowych uszkodzeń mózgu). Rok wcześniej NRA naciskało na całkowitą likwidację struktur NCIPC, więc taki finał należy raczej uznać za sukces zbulwersowanych akademików. 

Jednozdaniowa poprawka Dickeya (uchylona formalnie dwa lata temu na mocy dyrektywy wykonawczej parafowanej przez Obamę) głosiła, że środki pieniężne udostępniane CDC przez rząd federalny nie mogą być wykorzystywane do uprawiania agitki politycznej (none of the funds made available for injury prevention and control at the Centers for Disease Control and Prevention may be used to advocate or promote gun control) – czym de facto zajmowała się większość czołowych lekarzy zatrudniona na etacie w szeregach tej agencji od wczesnych lat 80. XX wieku. Zakręcenie kurka z gotówką było zatem nie tyle kryminalizacją swobody naukowej ekspresji tudzież nałożeniem knebla na wolną wymianę myśli, jak z patosem usiłowali przedstawiać głosowanie w Kongresie rozhisteryzowani przeciwnicy broni, co próbą zatamowania ofensywy dezinformacyjnej, wylewającej się z pism o profilu medycznym i opłacanej z podatków przez tę samą ludność cywilną, którą publikujący pod protektoratem CDC autorzy chcieli rozbroić [4]. I jak na ironię, to właśnie Arthur Kellermann stał się żywym ucieleśnieniem wytwarzanej masowo w Ameryce przez ideologiczny aparat medycznej biurokracji agitacyjnej, pseudonaukowej literatury, pozbawionej elementarnego rygoru technicznego i pełnej wyolbrzymionych twierdzeń. 

Absolutystyczna moralna zaciekłość krucjaty wymierzonej przeciwko broni i jej posiadaczom momentami zdumiewała; decydenci od spraw zdrowia bardziej przypominali sektę, operującą manichejską wizją świata, aniżeli poważnych analityków, dystansujących się od binarnych dychotomii. W czasach gdy “Strzelcy Ameryki” zabiegali o cofnięcie funduszy, Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób pełniło funkcję swoistego organu kontrolnego, który eliminował wszelkie krytyczne pytania i zagadnienia, wyciszając głosy dysydentów i tabuizując treści, naruszające wewnętrzny konsensus w dyskusjach o przemocy z udziałem broni. Wypowiedzi głównych sterników oraz ludzi skupionych wokół NCIPC nie pozostawiają zbytnio pola do pojednawczej interpretacji [5]:

Musimy zrewolucjonizować nasz sposób postrzegania broni palnej tak samo jak zrobiliśmy to z papierosami. Kiedyś palenie było symbolem prestiżu, podnosiło atrakcyjność palacza, było seksowne i męskie. Dzisiaj jest brudne, zabójcze i obwarowane zakazami.

[We need to revolutionize the way we look at guns, like what we did with cigarettes. It used to be that smoking was a glamour symbol, cool, sexy, macho. Now it is dirty, deadly and banned.]

– Mark Rosenberg, pracownik CDC z dwudziestoletnim stażem, twórca i pierwszy dyrektor NCIPC

* * *

Zamierzamy metodycznie gromadzić materiały dowodzące, że broń palna zabija. Robimy wszystko, co w naszej mocy, biorąc pod uwagę realia polityczne.

[We’re going to systematically build a case that owning firearms causes deaths. We’re doing the most we can do, given the political realities.]

– Patrick O’Carroll, profesor epidemiologii, wysoko postawiony w hierarchii urzędnik CDC

* * *

Broń jest jak wirus i musi zostać wykorzeniona. Przyczynia się do epidemii zgonów i powinna być traktowana tak samo jak każda choroba zakaźna – pozbywasz się broni, pozbywasz się amunicji do niej i przecinasz spiralę śmierci.

[Guns are a virus that must be eradicated. They are causing an epidemic of death by gunshot, which should be treated like any epidemic – you get rid of the virus. Get rid of the guns, get rid of the bullets, and you get rid of the deaths.]

– Katherine Christoffel, lekarz-pediatra, założycielka HELP (Handgun Epidemic Lowering Plan) Netowrk, nieistniejącej już organizacji finansowanej przez CDC

* * *

Jeśli czujesz się bezpieczniej obok człowieka z bronią, powinieneś iść do psychiatry.

[If you feel safer with the guy next to you having a gun, you should go see a psychiatrist.]

– Robert Tanz, pediatra ze szpitala dziecięcego Children’s Memorial Hospital w Chicago, prezes HELP Network

* * *

Nienawidzę broni palnej i nie potrafię sobie wyobrazić, dlaczego ktoś chciałby ją posiadać. Gdyby to ode mnie zależało, broń sportowa podlegałaby rejestracji, a wszystkie pozostałe modele byłyby zakazane.

[I hate guns and I cannot imagine why anyone would want to own one. If I had my way, guns for sport would be registered, and all other guns would be banned.]

– Deborah Prothrow-Stith, ekspert od zdrowia publicznego, w 1995 roku z nominacji Clintona zasiadała w Krajowej Komisji ds. Zwalczania i Zapobiegania Przestępczości (National Commission on Crime Control and Prevention)

* * *

Statystyki dotyczące broni szturmowej nie są nam do niczego potrzebne, ponieważ nie ma ona żadnej zbawiennej wartości społecznej. Już choćby jednostkowa śmierć czy nawet pojedyncza rana odniesiona na skutek jej użycia to za dużo.

[Data on (assault weapons’) risks are not needed, because they have no redeeming social value. Thus, even a single death or injury from them is excessive.]

– Jerome P. Kassirer, w latach 1991-1999 redaktor “New England Journal of Medicine”

Pracownicy sektora medycznego, kontestujący przyjętą arbitralnie narrację, należeli do mniejszości. Miguel Faria, neurochirurg, członek organizacji Doctors for Responsible Gun Ownership (DRGO), zrzeszającej amerykańskich lekarzy, broniących Drugiej Poprawki do Konstytucji, na własnej skórze doświadczył towarzyskiego ostracyzmu z powodu wyrażanych przez siebie poglądów (link):

W 1993 roku byłem redaktorem czasopisma “Journal of the Medical Association of Georgia”. Zostałem zmuszony do zrezygnowania ze stanowiska, bo domagałem się, by w literaturze medycznej traktować obie strony debaty na równych prawach. Wielu spośród moich kolegów, pełniących kierownicze funkcje w strukturach Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego, chciało, żebyśmy publikowali badania zawierające z góry przesądzone wnioski, że broń palna to zło i że należy ją usunąć ze społeczeństwa. (…) Ponieważ wspierało mnie sporo osób, moja rezygnacja miała zapobiec wewnętrznym podziałom w środowisku.

[I was editor of the Journal of the Medical Association of Georgia in 1993. I was forced to resign my position because I insisted that BOTH sides of the gun control debate and research should be published in the medical literature. Many of my colleagues in leadership positions and associated with the AMA wanted us to publish papers and research with preordained conclusions that guns were bad and should be eradicated from the civilian population. (…) I was forced to resign to prevent a schism in MAG as I had many supporters.]

Znamienna w kwestii wiarygodności rzeczonego kolektywu jest wspólna ocena epidemiologa Davida N. Cowana i socjologa Davida. J. Bordua, przedłożona podczas prezentacji panelowej na dorocznej konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Kryminologii (The American Society of Criminology/ASC, 1994). Po wykazaniu błędów w artykule Kellermanna, obydwaj panowie zauważyli, że z lektury renomowanych periodyków branżowych wyłania się pewien spójny i niepokojący wzorzec (Kates i wsp., Guns and Public Health, s. 8):

Po pierwsze, przytaczane urywki z literatury niemal zawsze są autorstwa ekspertów od medycyny lub zdrowia publicznego. Cytaty z pogranicza prac kryminologicznych i socjologicznych pojawiają się bardzo rzadko. Po drugie, raporty z konkluzjami, które nie wspierają punktu widzenia redaktorów czasopism, również cytowane są sporadycznie. Wreszcie po trzecie, aprioryczne założenia traktowane są jako fakty niewymagające dowodzenia: że istnieje związek przyczynowy między posiadaniem broni a ryzykiem wystąpienia przemocy, że związek ten jest stały dla wszystkich segmentów demograficznych i że dodatkowa legislacja zredukuje liczbę jednostek broni w obiegu oraz wpłynie na spadek wskaźników przestępczości z jej użyciem. Koteryjność i jednostronna selekcja wyjątków z literatury mogą być dopuszczalne w polityce – w publikacjach naukowych prowadzą do tendencyjności. Przedstawianie jako faktów korelacji, które mogą okazać się jawnie fałszywe, jest nie tylko nienaukowe, ale dowodzi też braku jakichkolwiek zasad. (…) Dziwną rzeczą byłoby oczekiwać od instytucji medycznych, że nie będą promować inicjatyw prozdrowotnych. W dziedzinie broni palnej ich poparcie zdaje się jednak poprzedzać wszelkie wysiłki badawcze w tym zakresie.

Mark-RosenbergNa zdjęciu Mark Rosenberg, w latach 1994-1999 dyrektor NCIPC.
Zwracam uwagę na tabliczkę w tle:
“MNIEJ OSĄDZANIA… WIĘCEJ CIEKAWOŚCI

Przypominam, od czego zaczął się ten wątek: przeciwnicy broni argumentują, że z chwilą zainterweniowania lobby strzeleckiego w Kongresie w 1996 roku i obcięcia dotacji stali się jeńcami we własnym kraju na łasce i niełasce dyktatury wsteczników. Komentator “The Washington Post”, Joe Davidson, ujął to w ten sposób, że kadra CDC została wręcz zmuszona do rezygnacji z badań pod groźbą dostania się pod lufę szantażystów z NRA (Mark Rosenberg and his colleagues were forced to stop their work at the point of a gun). Licentia poetica czy też nie, ci ludzie naprawdę głęboko wierzą, że padli ofiarami najazdu barbarzyńców. Emocjonalno-cierpiętniczym frazesom oraz budowaniu martyrologii wokół prehistorycznych zaszłości towarzyszy zazwyczaj okłamywanie opinii publicznej co do realnych konsekwencji przyjętej legislacji. Spece od politycznego marketingu na usługach nowojorskiego miliardera Bloomberga konserwują mit, wedle którego proklamowanie zakazu sponsorowania projektów CDC związanych z bronią poskutkować miało wyczerpaniem funduszy i dramatycznym spadkiem odsetka publikowanych tekstów:

Roczna objętość uniwersyteckich publikacji na temat współzależności między bronią palną a przestępczością i/lub przemocą zauważalnie wzrosła od lat 80., osiągnąwszy punkt szczytowy w połowie następnego dziesięciolecia. Potem już tylko malała, odnotowując 60-procentową obniżkę w roku 2010 i nigdy nie odzyskując dawnego pułapu. (…) Ukrócenie państwowych subwencji skłoniło wielu fachowców do porzucenia swoich dziedzin i zniechęciło młodych naukowców do podejmowania nowych wyzwań. (…) Blokada federalnej pomocy podkopała proces akumulowania wiedzy, ponieważ uczeni są silnie zależni od środków federalnych, dzięki którym finansowane są ich prace.

[The annual volume of academic publications on the relationships between firearms and crime or violence rose markedly between 1980 and the mid-1990s. But that is where it peaked: the share of academic research on firearms fell by 60% from 1996 to 2010, and has never recovered. (…) The decline in federal research funding has driven many experts to abandon the field and kept young researchers from taking it up. (…) The decline in federal research has undermined overall knowledge-creation because scholars are highly dependent on federal grants to support their research.]

W podobnym tonie wypowiadał się w 2012 roku na łamach “Journal of the American Medical Association” Arthur Kellermann:

Co było dozwolone na mocy ustawowej klauzuli, a co nie, tego dokładnie nie wiadomo. Żaden z pracowników federalnych nie kwapił się do postawienia na szali własnej kariery czy budżetu agencji, aby to sprawdzić. Wszelkie pozauczelniane wsparcie dla badań zapobiegających urazom z broni palnej szybko wyschło.

[Precisely what was or was not permitted under the clause was unclear. No federal employee was willing to risk his or her career or the agency’s funding to find out. Extramural support for firearm injury prevention research quickly dried up.]

Obydwa twierdzenia są w dużej mierze nieprawdziwe. John Lott podłożył statystyczne ładunki wybuchowe w newralgicznych wiązaniach mitologii Biednego, Sterroryzowanego Naukowca, po czym je zdetonował, zamieniając wznoszoną przez kilkanaście lat propagandową konstrukcję w kupę gruzów. Przede wszystkim przez całą epokę obowiązywania “prohibicji” w formie poprawki Dickeya prywatni darczyńcy zastąpili państwo w roli mecenasa, hojnie nagradzając osieroconych przez rząd federalny ekspertów od zdrowia publicznego. Stworzona przez George’a Sorosa Fundacja Społeczeństwa Otwartego oraz fundacje Joyce’a i MacArthura zgromadziły łącznie na przestrzeni czterech lat (2009-2013) bagatela $16 milionów. Ogromna większość tej sumy pójdzie na granty, reszta zostanie przekierowana w strategicznie ważne sektory odpowiedzialne za kształtowanie “medialnego dyskursu”.

Warto też nadmienić, że parę tygodni po egzekucji dzieciaków w podstawówce Sandy Hook prezydent Obama spotkał się z przedstawicielami 23 najważniejszych amerykańskich fundacji z intencją rozhulania ogólnonarodowej kampanii na rzecz reglamentacji broni. W spotkaniu uczestniczyli m.in. delegaci Fundacji McCormicka, Fundacji Roberta W. Johnsona i członkowie The California Endowment. Zaledwie jeden prywatny mecenas, reanimowany przez demokratyczną kongresmenkę Gabrielle Giffords Fundusz Bezpiecznej Przyszłości (The Fund for a Safer Future), przeznacza więcej oszczędności na promocję “common-sesne gun control” niż Narodowy Instytut Sprawiedliwości i Narodowe Instytuty Zdrowia razem wzięte, ba, Giffords wraz z mężem obracają większymi sumami pieniędzy niż Obama gotowy jest zaoferować z podatków na reaktywację finansowania NCIPC. Z premedytacją pomijam w tym zestawieniu Bloomberga i jego zadeklarowane $50 milionów, gdyż poświęciłem mu osobną blognotkę. Były mer Nowego Jorku to w ogóle jakby inna liga: potrafi on lekką ręką wydać $12 milionów na spoty reklamowe w tv demonizujące broń palną.

Tyle jeśli chodzi o niedoinwestowanych “ludzi nauki”. Co z gwałtownym spadkiem wskaźnika publikacji medycznych, o którym była mowa w broszurce MAIG? 

Mimo ciągłego bicia na alarm, nie istnieją żadne dowody na to, że częstość ukazywania się prac rzeczywiście zmalała po wejściu w życie klauzuli Dickeya. Tym, co Bloomberg zmierzył, i co w rezultacie wygenerowało 60-procentową obniżkę, był stosunek artykułów o broni, zamieszczanych w recenzowanych publikatorach, do wszystkich pozostałych tekstów wydanych w egzaminowanym okresie:

firearms_articlesWykres poniżej wyraźnie pokazuje, że na przekór uprawianej sofistyce nie nastąpiła żadna statystycznie istotna redukcja publikowanych badań, wręcz przeciwnie: po roku 1996 łączna liczba artykułów zwiększyła się z 69 do 121. Po prostu dynamika owego przyrostu nie była tak szybka jak dla innych tekstów z dziedziny zdrowia publicznego, których odsetek podskoczył o 140 proc.:

firearms_articles_raw_numbersAlternatywny sposób szacowania wielkości dorobku naukowego to skrupulatne liczenie zapisanych stron we wszelkiego rodzaju specjalistycznych periodykach. Wolne miejsce jest tam zawsze towarem deficytowym, dlatego obowiązuje ostra selekcja nadsyłanego materiału. Redaktorzy pism dzielą zazwyczaj dostępną przestrzeń pomiędzy tych badaczy, których prace uważają za bardziej wartościowe, doniosłe albo zwyczajnie “dobrze rokujące”. Jeśli spojrzeć z tej perspektywy na rzekomy kryzysowy niedobór publikacji z “bronią palną” w tytule, to okaże się, iż kryzysu nie ma i nigdy nie było. Po zsumowaniu liczby stron w poszczególnych wydawnictwach z reżimem peer review i analogicznym zagregowaniu redaktorskich wstępniaków i listów otwartych wychodzi 459 jednostek druku w 1996 roku oraz 651 siedemnaście lat później:

firearms_articles_pagesWcale nie jest wykluczone, że gdyby Kongres nie anulował funduszy zarezerwowanych dla NCIPC, ideologicznie “skażonych” i politycznie motywowanych artykułów o broni byłoby jeszcze więcej. Jednakże ani surowe dane, ani przelicznik w postaci stron w dziennikach nie uprawniają do wypowiadania autorytarnych twierdzeń o gremialnym porzucaniu badań przez zastraszonych lekarzy czy o odgórnym zakazie publikowania czegokolwiek o wiadomych konotacjach. Już choćby skokowy wzrost liczby tekstów odnotowany w latach 2012-2013, czyli na odcinku bezpośrednio poprzedzającym nowy-stary system dotacji federalnych zaaprobowany przez administrację Obamy (i tuż po uchwaleniu ustawy budżetowej zamrażającej środki dla sieci placówek biomedycznych z Narodowych Instytutów Zdrowia – na wykresach oznaczonych przerywaną linią jako NIH, skrót od National Institutes of Health), dowodzi, że skala subsydiowania sektora naukowego nie ma prostego przełożenia na kreatywność jego pracowników. Jeżeli jest popyt (w tym wypadku nakręcany wyłącznie medialną histerią na punkcie tragedii w Newtown), to uczone dysertacje będą powstawać w ilościach nadmiarowych.

Co ciekawe, większość opracowań dotyczących użycia broni palnej i tak nie zawiera adnotacji o źródłach finansowania. W podlinkowanym dokumencie CPRC John Lott skompilował informacje na ten temat z lat 1992-2013 i ku swojemu zdziwieniu odkrył, że spośród wszystkich artykułów, które ukazały się w analizowanym przedziale czasowym, wzmiankę o mecenacie można znaleźć w ~15 proc. z nich, co jakby nie patrzeć, stanowi niewielki wycinek ogólnej puli. Dalej: z tych 15 proc. jedynie w około 3 proc. przypadków autorzy wspomnieli, że ich wysiłki sponsorował z podatków rząd Stanów Zjednoczonych. Innymi słowy, fundusze federalne pomogły zamknąć raptem 1/5 przedsięwzięć badawczych, co do których udało się ustalić adres instytucji dotującej, względnie tożsamość donatora, z czego wyższy odsetek przypada na erę post-Dickeyowską. Niby detal, ale znowu zadaje kłam popularnej tezie o klęsce nieurodzaju:

tabelka_finansowanie_badanLott przytomnie zauważył, że w dyskusjach o centralnym subwencjonowaniu projektów naukowych często ignoruje się kwestię braku rządowego wsparcia dla badań opisujących zależność między lokalną dystrybucją przestępczości a prawodawstwem zezwalającym na noszenie broni ukrytej (Right-to-Carry Lawsconcealed handgun laws). Z wyjątkiem jednej pozycji w literaturze przedmiotu cały zasób wiedzy w tej dziedzinie skumulowany został po tym, jak NRA zainicjowało “atak, który uderzył w samo serce nauki” (an attack that strikes at the very heart of scientific research – Jerome P. Kassirer, redaktor NEJM):

Right-to-Carry_wykres

Należy podkreślić, że typowe duże studium z zakresu zdrowia publicznego, przeprowadzone z wykorzystaniem statystycznej metody regresji, obejmuje niekiedy nawet do czterech tysięcy odrębnych pakietów danych, podczas gdy artykuły analizujące prawa o broni ukrytej to gigantyczne liczbowe rezerwuary, uwzględniające do dwunastu różnych regulacji na poziomie od hrabstw wzwyż, co przekłada się na dwanaście różnych zmiennych do skontrolowania – sprzedaż i posiadanie broni szturmowej, weryfikacja niekaralności nabywców, limity na zakup broni krótkiej i maksymalną dozwoloną pojemność magazynków, przepisy normujące stosowanie siły w defensywie (Stand Your Grond laws, Castle Doctrine laws), przepisy o przechowywaniu broni w miejscu zamieszkania etc. W skrajnych wypadkach takie spiętrzenie informacji generuje grubo ponad dziewięć milionów “klastrów” danych. Mowa zatem o bardzo kosztownych i czasochłonnych eksperymentach, które za każdym razem startowały bez zaprzęgania państwowego budżetu.

Reasumując:

  • Interwencja NRA w Kongresie była sprowokowana tym, że kadra zarządzająca CDC odgrywała w amerykańskiej debacie rolę swoistej armii na usługach politycznych bonzów, lobbującej nie tyle za reglamentacją i konfiskatą określonych jednostek broni palnej, co masowym rozbrajaniem cywilów pod pretekstem troski o zdrowie populacji. W celu pozyskania sympatii neutralnej i/lub podatnej na egzaltację części elektoratu oraz zjednania sobie przychylności postronnych obserwatorów sceny politycznej ludzie ci posługiwali się pieniędzmi podatników i aparatem państwa, opłacając wątpliwej jakości badania, będące w istocie kwintesencją “śmieciowej nauki” (the very epitome of junk science – fraza użyta przez Gary’ego Klecka w odpowiedzi na publikację tekstu Branasa i wsp.).
  • Wbrew rozpowszechnianym w mediach mitom, po odcięciu funduszy federalnych liczba uniwersyteckich elaboratów nie zmalała, lecz wzrosła, co było zasługą wzmożonej aktywności filantropijnej prywatnych darczyńców – osób indywidualnych i fundacji.
  • Najważniejsze: sprzeciw wobec finansowania z podatków politycznej propagandy nie jest sprzeciwem wobec nauki.

_________________

[1] Skan pochodzi ze “Świata Nauki” (nr 04/2013).

[2] Po masakrze w kinie Aurora (2012) Dickey wyznał publicznie, iż żałuje swojej decyzji.

[3] Zobacz szczegóły tu i tu.

[4] Jeśli kiedykolwiek dojdzie u nas do debaty (konsultacji społecznych) na temat liberalizacji dostępu do broni, to jestem przekonany, że ze środków budżetowych na szczeblu centralnym zostanie zorganizowana akcja poparcia jedynie słusznej opcji. Żeby nie być gołosłownym: misyjna Telewizja Polska dała niedawno popis dziennikarskiego “obiektywizmu”, serwując kawałek, od którego mumia Lenina dostaje wzwodu. Dyscyplina godna podziwu: od pani gospodarz prowadzącej poprzez bełkoczącego generała Polko, a na odpytywanych posłach skończywszy. Ładnych parę lat temu podobną szopkę odstawił Polsat w jednym z odcinków programu “Interwencja”, co z sarkazmem zreferował potem Twardoch w “Zabawach z bronią” (rozdział „Groza! Groza!”, s. 90-92).

[5] Wszystkie cytaty wraz z oryginalnymi źródłami za: Timothy Wheeler, The History of Public Health Gun Control.