wpis roboczy – treść na etapie przygotowań

W dalszej części tekstu będę posługiwał się następującymi akronimami:

FSA – fatal suicide attempt (udana próba samobójcza)
NFSA – non-fatal suicide attempt (nieudana próba samobójcza)
NFSAF – non-fatal suicide attempt by firearm (nieudana próba samobójcza z użyciem broni palnej)
NFHA – non-fatal hanging attempt (nieudana próba powieszenia się/uduszenia)
SIGSWsself-inflicted gunshot wounds (rany w wyniku samopostrzelenia się z broni palnej)

Najbardziej wyczerpujący metaprzegląd badań makroskalowych o związku broni palnej z samobójstwami (29 artykułów z lat 1987-2016). Ogólny wzorzec jest klarowny: więcej broni palnej w społeczeństwie oznacza więcej samobójstw z broni palnej, ale NIE OZNACZA większej liczby samobójstw ogółem. Dalej: im bardziej kompletne studium (kompletne w tym sensie, że stosujące jak najszerszy wachlarz zmiennych kontrolnych/zakłócających i jak najdokładniej szacujące wskaźniki uzbrojenia populacji przy zaprzęgnięciu odpowiedniego zestawu zmiennych proxy), tym mniejsza szansa na wysnucie “antybroniowych” konkluzji.

  • Czy próby samobójcze z użyciem broni palnej są bardziej śmiercionośne niż próby podejmowane za pomocą innych metod/narzędzi? → The Effect of Firearms on Suicide (2018)

Po dokonaniu kwerendy amerykańskich statystyk z lat 2001-2014 (CDC) oraz wszystkich anglojęzycznych artykułów podejmujących przedmiotowe zagadnienie (łącznie 7 pozycji*) okazało się, że nie ma wyraźnej różnicy w skuteczności między bronią palną a wieszaniem się. Efektywność postrzeleń w estymacji punktowej jest zaledwie 1.09x większa niż wieszania się; odstępstwo to jest po trosze statystycznym artefaktem, powstałym w wyniku specyficznej praktyki kodowania samobójstw przez CDC. Instytucja ta do puli “powieszeń” zalicza także inne formy duszenia (głównie chodzi o owijanie głowy plastikową torbą), które rzadziej kończą się śmiercią. Wyizolowanie tylko przypadków wieszania się (na linie albo pasku od spodni) wygenerowałoby wskaźnik wyższy niż w sytuacji obecnej, kiedy obie metody nakładają się na siebie.

Zgodnie też z wcześniejszymi ustaleniami, mniej zabójcze środki wybierają najczęściej te osoby, które nie chcą się zabić – tylko zasygnalizować problem poprzez nieudaną próbę samobójczą. Innymi słowy, bardziej zdeterminowani samobójcy używają bardziej radykalnych metod (broń palna, wieszanie się), natomiast ci mniej zdeterminowani (przede wszystkim kobiety) podcinają sobie żyły albo trują się w nadziei na odratowanie.

oryginalna tabela → link

* Na liście w tabeli zabrakło opracowania nowozelandzkich lekarzy: Beautrais et al., “Access to firearms and the risk of suicide: a case control study” (link). Uzyskane przez nich wskaźniki śmiertelności dla postrzeleń i powieszeń są praktycznie identyczne (broń palna: 20 prób udanych, 4 nieudane, odsetek: 83.3 proc. / powieszenia: 42 próby udane, 9 nieudanych, odsetek: 82.4 proc.).

  • Komentarz do artykułu Spicer & Millera (2000)

Autorzy – jako jedyni spośród wszystkich badaczy (Kleck, 2018), którzy zajmowali się zagadnieniem skuteczności różnych metod zabijania się – otrzymali nienaturalnie niski wskaźnik FSA na skutek wieszania się/duszenia w porównaniu do śmiertelnych postrzeleń (stosunek 1.346 w estymacji punktowej). Swoje wnioski przedstawili jako oparte na statystykach z ośmiu (8) stanów, lecz kluczowe dane na temat NFSA mieli tylko z dwóch jurysdykcji z raptem jednego roku (Missouri 1994 i Karolina Południowa 1997).

Czy znana jest skala niedoszacowania wskaźników NFSA dla broni palnej i wieszania się?

Panuje powszechna zgoda co do tego, że obiektywnie mniej śmiercionośne metody zabijania się (np. zażywanie leków czy podcinanie żył) nie są zgłaszane do szpitali tak często jak te bardziej zabójcze, ponieważ nie wymagają profesjonalnej opieki lekarskiej i mogą być leczone na “niższych szczeblach” (w klinikach psychiatrycznych albo w gabinetach psychologów). Bazując zatem wyłącznie na statystykach przyjęć na ostry dyżur lub przypadkach hospitalizacji (wpisów do szpitala na minimum jedną noc w celu wykonania badań diagnostycznych), gubimy po drodze wiele aktów samobójczych, które nigdy nie trafiły do oficjalnych rejestrów medycznych. Spiecer & Miller skrupulatnie odnotowali ten fenomen. Zawsze istnieje też realna możliwość, że przybywający do szpitala pacjent nie będzie chciał wyjawić lekarzowi prawdziwych przyczyn swojej wizyty (tj. nie będzie chciał przyznać, że obrażenia, z którymi przywieziono go na pogotowie, są efektem podjętej przez niego próby targnięcia się na własne życie), co w powiązaniu z brakiem odpowiedniej determinacji po stronie samego lekarza w drążeniu tematu spowoduje, iż zdarzenie nie zostanie prawidłowo zakodowane jako NFSA, lecz alternatywnie jako “nieumyślne, powypadkowe uszkodzenie ciała”, ewentualnie bardziej ogólnikowo jako kontuzja “nieznanego pochodzenia”, względnie “odmowa udzielenia informacji”.

Kwestia ta jest o tyle istotna, że poprawna ocena (kwantyfikacja) skuteczności określonych technik zabijania się zależy całkowicie od dokładności pomiarów obejmujących pulę samobójstw nieudanych. Posiadamy dostatecznie rzetelną empiryczną wiedzę o samobójstwach sfinalizowanych, ale jeśli usiłowania niezakończone zgonem będą niedoszacowane z powodów, które naświetliłem w poprzednim akapicie, wówczas wskaźniki efektywności dla konkretnych metod zostaną sztucznie wyśrubowane. W analizach porównawczych fakt ten sam w sobie nie zniekształci wyników w sytuacji, kiedy poziom niedoszacowań będzie zbliżony dla wszystkich subkategorii; problemem stanie się dopiero wtedy, gdy błędy rozłożą się nierównomiernie między poszczególnymi metodami.

Jak bardzo zaniżone są wskaźniki NFHA – nie wiemy (nikt nie przeprowadził jeszcze naukowej ewaluacji tego zjawiska). Mamy natomiast niespekulatywne podstawy, by sądzić, że wskaźniki NFSAF mogą być umniejszone w stosunku do rzeczywistości.

Po pierwsze, ludzie zaprzeczają, że obrażenia postrzałowe, z którymi dostarczono ich na ostry dyżur, pochodzą od NFSAF. Zespół pod kierownictwem McClaya et al. przejrzał archiwalną dokumentację medyczną 128 pacjentów z SIGSWs przyjętych na leczenie/obserwację w jednym ze szpitali w Tennessee. W tym gronie aż 37 (29 proc.) osób zanegowało, iż odniesione przez nich rany powstały w rezultacie zwieńczonej fiaskiem próby samobójczej, sugerując inne okoliczności zajścia**. Ostatecznie badaczom udało się potwierdzić, że blisko połowa z nich raczej na pewno okłamała lekarzy.

** Vincent Di Maio, biegły patolog sądowy, czołowy amerykański ekspert od identyfikowania obrażeń postrzałowych, pisze w swoich książkach, że niewłaściwa klasyfikacja NFSAF czy nawet udanych samobójstw jako wypadków z udziałem broni nie należy wcale do rzadkości w medycynie (Suicides are not uncommonly labeled as accidents).

Druga sprawa: w znakomitej większości stanów personel szpitalny jest prawnie zobowiązany do zgłaszania policji wszelkich przypadków postrzeleń (takiego wymogu nie ma dla wieszania się), co zniechęca głównie przestępców do odwiedzania placówek leczniczych w razie doznania niezagrażających życiu urazów. W konsekwencji może to redukować w statystykach liczbę NFSAF, albowiem jest dobrze udokumentowanym faktem w literaturze, iż “społeczność” kryminalistów (członkowie gangów, handlarze narkotykami) odznacza się nieproporcjonalnie wysokim odsetkiem zachowań suicydalnych.

  • Komentarz do przyczynkarskiej analizy Kahane’a & Sannicandro (2019)

U schyłku dekady lat 90. XX wieku władze stanu Massachusetts przeforsowały bezprecedensowy pakiet antybroniowych restrykcji (łącznie 23 ustawy, regulujące praktycznie każdy aspekt nabywania, posiadania i noszenia broni). Implementacja obostrzeń wyraźnie korelowała z przyrostem wszystkich wskaźników przemocy z wyjątkiem gwałtów (zobacz zabójstwa z broni palnej → link, zabójstwa ogółem → link i rozboje → link), w przypadku zaś udanych prób samobójczych nastąpiła gwałtowna, trwająca zaledwie kilka lat redukcja liczby zgonów, po czym pojawiła się tendencja wzrostowa, która utrzymuje się do dzisiaj (z niewyjaśnionych przyczyn oryginalne wykresy K-S urywają się na roku 2007).

W przedostatnim zdaniu akapitu podsumowującego autorzy wspomnieli, iż na skutek utrudnień w dostępie do pistoletów i karabinów doszło do substytucji metod, tj. zastąpienia broni palnej alternatywnymi narzędziami, co w konsekwencji spowodowało odwrócenie początkowego trendu spadkowego. Zjawisko chwilowej obniżki samobójstw popełnianych bez pomocy broni palnej da się (spekulatywnie) wytłumaczyć w ten sposób, że nagłe zaostrzenie przepisów wywołało “efekt opóźnienia” w samobójczej populacji – osoby, które planowały się zastrzelić, odłożyły w czasie sam akt, rozważając inne opcje.

wykresy po angielsku → link

  • Czy samobójcy w USA nabywają broń palną pod wpływem impulsu?

Samobójstwa bardzo często są rezultatem chwilowego załamania. Jeśli odpowiednio szybko pacjent uzyska wsparcie, kryzys może zostać w porę zażegnany. W odniesieniu do przedmiotowej dyskusji ma to o tyle znaczenie, że zwolennicy ścisłej reglamentacji przekonują, iż nierestrykcyjny dostęp do broni palnej skraca czas między jej nabyciem a ewentualnym wykorzystaniem do postrzelenia się, natomiast sztuczne wydłużanie okresu wyczekiwania na odbiór broni (np. poprzez spiętrzenie biurokratycznych procedur) zmniejsza ryzyko sfinalizowania samobójstwa, dając niedoszłej ofierze dodatkowy czas do namysłu i zmiany zdania. Szkopuł w tym, że choć logika tej argumentacji brzmi sensownie, to nie ma twardych empirycznych dowód na jej potwierdzenie. Innymi słowy, brakuje dowodów na to, że impulsywne pozyskiwanie broni w celach samobójczych jest problemem wielkoskalowym i obejmuje dużą liczbę ofiar – na tyle dużą, że usprawiedliwiałoby to legislacyjną interwencję.

Cummings et al. (1997) odkryli, że w grupie osób, które legalnie nabyły broń krótką w sklepach w stanie Waszyngton w latach 1980-1992 mediana długości czasu pomiędzy pierwszym zakupem pistoletu lub rewolweru a udaną próbą samobójczą wyniosła prawie 11 lat (dokładnie 10 lat i 7 miesięcy, z czego znakomita większość pacjentów targnęła się na swoje życie po upływie 5 i więcej lat od zakupu). Winą za samobójstwo, dokonane po kilku latach od momentu wejścia w posiadanie broni palnej, nie da się obarczyć “zbyt szybkiego” dostępu do niej.

Wintemute et al. (1999), posiłkując się pulą 238 tysięcy legalnych nabywców broni krótkiej w Kalifornii z roku 1991, udokumentowali rzekomo silny związek między niedawnym (recent) zakupem pistoletu/rewolweru a późniejszymi samobójstwami. Stwierdzili ponadto, że w stosunku do reszty kalifornijskiej populacji względne ryzyko zabicia się wśród właścicieli broni było najwyższe w pierwszym tygodniu po jej fizycznym otrzymaniu (ustawowe 15 dni wyczekiwania na odbiór + 7 dni). Sposób, w jaki zaprezentowali oni swoje dane, czyni jednak cały eksperyment nieinterpretowalnym. “Niedawno” zostało u nich zdefiniowane jako “w ciągu dwunastu miesięcy” i nigdzie w tekście nie pojawiła się wzmianka dotycząca dokładnej liczby udanych samobójstw, które wydarzyły się w pierwszym tygodniu po odebraniu broni ze sklepu. Kiedy wreszcie badacze zdecydowali się ujawnić coś bardziej konkretnego na temat częstości występowania “niedawnych” samobójstw, napomknęli jedynie (pod koniec artykułu), że samo zjawisko jest niezmiernie rzadkie i składa się na raptem ~10 proc. wszystkich zgonów samobójczych z użyciem broni palnej na terenie stanu (In our study, handgun purchasers accounted for only 10.3 percent of those who committed suicide by firearm statewide in the year after their handgun purchases). W tych 10 proc. mieszczą się udane próby przypadające na pierwszy tydzień i, wnioskując z pracy Cummingsa et al., stanowią one symboliczny odsetek samobójstw popełnionych w okresie 365 dni.

  • Pod koniec 2018 roku “Polityka” opublikowała artykuł o broni palnej i samobójstwach w USA. Napisano w nim, cytuję: Przy próbie samobójczej przy użyciu broni “skuteczność” wynosi 82,5 proc., przy użyciu innych metod – maksymalnie 12. Skąd pochodzą te dane?

Z antybroniowej strony Michaela Bloomberga – “The Trace” (link). I oczywiście zostały błędnie zreferowane (i beznadziejnie zredagowane). Po pierwsze, twórcy oryginalnego mema, do którego nieporadnie odwołuje się autorka tekstu, pani Agata Popęda, wyciągnęli rzeczone statystyki z pracy Spicer & Millera (2000), ci zaś (jako jedyni spośród wszystkich badaczy – patrz wyżej komentarz) uzyskali podejrzanie zaniżone wskaźniki dla wieszania się. Mamy tu więc do czynienia z brzydkim zwyczajem “wybierania wisienek na torcie” (cherry-picking), czyli procesem takiego selekcjonowania dowodów, aby pasowały do z góry przyjętej tezy. Po drugie, surowy wskaźnik skuteczności broni palnej przy samobójstwach faktycznie wynosi u nich 82.5 proc., ale już odsetek 12 nie dotyczy ogółu “innych metod”, lecz wyłącznie jednej konkretnej subkategorii, tj. “przedawkowań i wstrzykiwania trucizn” (drug or poison overdosing). Przypominam również, że są to oszacowania sprzed opiatowej epidemii (link). Wreszcie trzy – z tego samego mema jasno wynika, że współczynnik śmiertelności (mierzony jako stosunek udanych samobójstw do usiłowań) jest praktycznie identyczny zarówno dla broni palnej, jak i wieszania się. Powieszenia generują 2 proc. usiłowań i 17 proc. zgonów, postrzelenia – 6 proc. usiłowań i 54 proc. zgonów. Stosunek – 1:8.5 dla wieszania się i 1:9 dla broni. Wiedza ta nie jest tajna – aby uniknąć siania dezinformacji, wystarczyło po prostu uważnie wczytać się w diagram zamiast ślepo polegać na propagandowej interpretacji danych w wykonaniu “The Trace”.

  • Czy to prawda, że najwięcej samobójstw z broni palnej zdarza się w tych stanach, gdzie uregulowania są najsłabsze?

Elaboraty, które sugerują silny dodatni związek między słabymi regulacjami a samobójstwami z broni, opierają się na fałszywym założeniu, że restrykcyjność przepisów jest totalna i obejmuje wszystkie konstrukcje/modele uzbrojenia oferowane w sprzedaży na rynku cywilnym, podczas gdy w rzeczywistości relatywna surowość prawa stanowego bywa często wybiórcza – dotyczy TYLKO pistoletowej/rewolwerowej broni krótkiej, zaś spod reżimu regulacyjnego wyklucza rozmaite typy dubeltówek, karabinków sportowych, strzelb gładkolufowych czy sztucerów myśliwskich. Ostatnia, nagłośniona w mediach publikacja Vernicka & Webstera (dalej V-W) ostentacyjnie bagatelizuje tę kwestię i wyłuszcza absurdalny tok rozumowania – że oto zaostrzeniu norm licencjonowania broni krótkiej w Connecticut towarzyszył +15-procentwy spadek wskaźnika zgonów samobójczych, pomimo iż w badanym okresie (1981-2012) reguły nabywania broni długiej nie uległy zmianie nawet o jotę (system pozwoleniowy wprowadzono dopiero 01/04/2014). V-W bardzo chcą, aby ich czytelnicy przyjęli na wiarę hipotezę, że zabić się można jedynie z pistoletu i że w sytuacji utrudnionego dostępu do Coltów czy Glocków część kandydatów do samobójstwa w Connecticut po roku 1995 cudownie porzuciła zamiar odebrania sobie życia za pomocą śrutówki do trapu. Nie ma w tym ani krzty wiarygodności czy elementarnej logiki.

Zwolennicy wspomnianej korelacji notorycznie przemilczają także inny kłopotliwy dla nich fakt, mianowicie w wielu jurysdykcjach z nadzwyczaj ostrymi jak na amerykańskie standardy obostrzeniami (np. w Nowym Jorku) znacznie ważniejsze od selektywnej surowości przepisów jest to, że obowiązują one TYLKO w granicach wybranych metropolii, ergo nie rozkładają się równomiernie na obszarze całego stanu. Do zakupu broni długiej (niezdefiniowanej jako “szturmowa”) poza NYC nie jest wymagane absolutnie nic oprócz najbardziej podstawowej weryfikacji niekaralności, przeprowadzanej telefonicznie w obecności sprzedawcy przy ladzie w sklepie (link). Innymi słowy, proces zdobywania broni palnej w Nowym Jorku (który ma jedne z najniższych wskaźników samobójczych postrzeleń w USA) dla osób o skłonnościach autodestrukcyjnych, działających pod wpływem impulsu, jest wbrew pozorom niesamowicie prosty, a co za tym idzie, postulowany przez autorów związek “słabych” uregulowań z samobójstwami stanowi co najwyżej statystyczny artefakt. Powtórzę jeszcze raz: aby się zabić, wystarczy jeden nabój do sztucera myśliwskiego albo breneka do strzelby gładkolufowej***. W Nowym Jorku zarówno sztucery, jak i strzelby dostaje się po okazaniu prawa jazdy, co więcej, bariera wiekowa dla nabywców broni długiej jest niższa niż w przypadku osób kupujących pistolety.

*** Niestety, ale nie dysponujemy kompletem statystyk z rozbiciem na rodzaje broni używane przy popełnianiu samobójstw. Szczątkowe dane pokazują, że:

  • Iowa, 1980-84 → w 36.6 proc. FSA użyto broni krótkiej, w 41.3 proc. strzelb, w 22.1 proc. karabinów (link);
  • Iowa, 1990-91 → w 43.8 proc. FSA użyto broni krótkiej, w 39.9 proc. strzelb, w 16.3 proc. karabinów (j/w);
  • Sacramento (Kalifornia), 1983-85 → w 69 proc. FSA użyto broni krótkiej, w 20 proc. strzelb/karabinów (link);
  • USA, 1993 → w 54 proc. FSA użyto broni krótkiej, w 46 proc. strzelb/karabinów (link);