Każdy jednoprocentowy przyrost liczby gospodarstw domowych wyposażonych w broń palną wywołuje skok wskaźnika zabójstw z tejże broni o 0.9 proc. Do takich konkluzji doszedł zespół epidemiologów/lekarzy z bostońskiej Szkoły Zdrowia Publicznego w artykule opublikowanym kilka lat temu na łamach prestiżowego wydawnictwa medycznego “American Journal of Public Health” (skrót AJPH). W tym samym elaboracie zakopano inną newralgiczną informację. Otóż zwiększenie udziału czarnoskórych mieszkańców w ogólnej liczbie ludności o zaledwie jeden punkt procentowy pociąga za sobą wzrost średniej morderstw o 5.2 proc. Zwracam uwagę na ten drażliwy szczegół już w pierwszym akapicie, ponieważ o ile amerykańskie Biuro Spisowe zarządza bardzo dokładnymi statystykami demograficznymi, które można potem swobodnie zaprzęgać do rozmaitych regresji, o tyle nie istnieją na ten moment żadne ustandaryzowane procedury mierzenia lokalnego poziomu uzbrojenia w Ameryce w ujęciu wieloletnim.

Jak zaobserwował Gary Kleck, kryminolog z Uniwersytetu Stanowego Florydy, w największym teście poprawności instrumentów pomiarowych dla broni palnej – niemal wszystkie dysertacje postulujące dodatni związek między bronią a przemocą są niemożliwe do interpretacji, gdyż bazują na wadliwych zmiennych zastępczych (proxy variables) przy określaniu rozmiarów cywilnego arsenału. Cytat z abstraktu i paragrafu końcowego: Valid measures of macro-level gun levels are essential to assessing the impact of gun levels on crime and violence rates, yet almost all prior research on this topic uses proxies that are either invalid or whose validity has been assumed rather than demonstrated. (…) The supposed gun-crime associations estimated in nearly all past research must be regarded as uninterpretable on the simple grounds that gun levels were not adequately measured. [1]

U podstaw metodyki Siegela i wsp. legła strategia porównań podłużnych, tj. autorzy dokonali po prostu ewaluacji zabójstw na dłuższym odcinku czasowym (1981-2010). Do oszacowania stanu uzbrojenia amerykańskiej populacji wykorzystali samobójstwa z broni palnej (liczone w stosunku do całkowitej puli udanych prób samobójczych). Decyzja ta pozornie wydaje się być logiczna: większy odsetek postrzeleń implikuje, że w danej okolicy musi być więcej pistoletów i sztucerów myśliwskich. Problem w tym, że samobójstwa jako zmienna proxy nie nadają się do potwierdzania takiej zależności w badaniach długookresowych (kryteria poprawnościowe spełniają wyłącznie w analizie przekrojowej), bo rozmijają się z wynikami choćby sondaży, w których respondenci odpowiadają bezpośrednio na pytania o prywatne posiadanie broni [2]. Jak radykalnie mogę się rozjechać oba źródła, zdradza poniższe zestawienie:

Poziome czarne paski przedstawiają średnie wskaźniki uzbrojonych gospodarstw domowych z lat 2001-2010. Siegel et al. udostępnili te kalkulacje w formie aneksu do swojej oryginalnej publikacji. Belki pomarańczowe ilustrują natomiast sondażowe estymacje z referatu Kalesan et al., obejmujące rok 2013 [3]. Widać jasno, iż różnice są niekiedy horrendalne. Przykładowo, w rozprawie lekarzy z Bostonu ustalony przy użyciu samobójstw odsetek domów pod bronią dla New Hampshire wyniósł 47.6 proc., z kolei w eksperymencie nadzorowanym przez ich koleżankę po fachu ów procent zmalał do 14.4. Dalej: w stanie Delaware broń palną posiada 5.2 proc. mieszkańców albo bagatela 45.2 proc. Podobnie w Rhode Island – 5.8 albo 26.3. W statystykach hawajskich również zieje spora dziura: jeśli wierzyć Kalesan, 45.1 proc. ludności archipelagu rekrutuje się spośród właścicieli broni, jeśli zaś ufać matematyce bostończyków – jest ich tam o połowę mniej (20.3 proc.).

Podsumowanie: działając w oparciu o mylne założenie, że oto samobójstwa z broni mogą być ekwiwalentem dla mierzenia dynamiki zmian wskaźników uzbrojenia w czasie, Siegel i wsp. odkryli pozytywną korelację między powszechnością broni palnej a zabójstwami. Ich wnioski należy jednak traktować z olbrzymim dystansem z tej prostej przyczyny, iż nie udało im się w sposób prawidłowy wyznaczyć, jaki odsetek populacji na przestrzeni trzydziestu lat faktycznie tą bronią dysponował.

  • AKTUALIZACJA 26/08/2017

Niecały rok po wypuszczeniu pierwszej wersji manuskryptu ci sami autorzy, świadomi głosów krytycznych, powtórnie zasiedli do tematu, tym razem inkorporując do pomiarów cywilnego uzbrojenia ulepszony wariant zmiennej zastępczej – samobójstwa z broni palnej w połączeniu z federalnym rejestrem stanowych licencji łowieckich. O rezultatach poinformowali w krótkim suplemencie na stronach dwumiesięcznika medycznego “Injury Prevention”.

Okazało się, że szacunki dotyczące posiadania broni, odpowiednio wzmocnione koncesjami na odstrzał zwierzyny, ściślej odzwierciedlają wyniki sondaży niż miało to miejsce poprzednio bez zastosowania dodatkowej aproksymanty (zaktualizowany wykres tu, dane po korekcie dostępne tutaj). Co prawda, ciągle można wskazać palcem rażące niedopasowania (Hawaje, Delaware, Maine, Nowy Jork, Rhode Island etc.), ale w ogólnym rozrachunku obydwa źródła pokrywają się teraz ze sobą w stopniu dalece bardziej rygorystycznym.

To, co najciekawsze, lekarze zachowali jednak na koniec, potwierdzając przy okazji, że teksty o broni zamieszczane w literaturze medycznej warto zawsze czytać od konkluzji do abstraktu. Otóż w przedostatnim akapicie raportu do ostatniej pozycji w bibliografii wstawili odnośnik, w którym przyznali rację Kleckowi – że mimo statystyk z trzech dekad, ich analiza ma w istocie charakter czysto przekrojowy (przypominam: Kleck udowodnił, iż samobójstwa z broni palnej spełniają kryteria poprawnościowe tylko w analizach typu przekrojowego), że odkryli jedynie związek korelatywny, że nie uzgodnili kierunku przyczynowego (broń może podbijać indeksy przestępczości, lecz na zasadzie sprzężenia zwrotnego przestępczość może też oddziaływać na broń, zwiększając popyt na nią wśród potencjalnych ofiar  link) i że nie istnieją narzędzia efektywnie mierzące fluktuacje wskaźników posiadania broni w czasie. Poniżej wklejam pełną odpowiedź Siegela et al.:

Podkreślanie tych kwestii jest ważne. Nie powinno się formułować wniosków o broni na bazie porównań przekrojowych. To nie tyle moja prywatna fanaberia, co raczej oficjalne stanowisko podzielane przez większość środowiska naukowego – również przez osoby z bogatą i dobrze udokumentowaną historią antybroniowych interwencji. Garen Wintemute, epidemiolog oraz ekspert medycyny ratunkowej na Uniwersytecie Kalifornijskim dla “Los Angeles Timesa”: I’m generally skeptical of cross-sectional studies of association. Evidence from such studies is not considered to be strong. ( link)

_______________

[1] Konsekwencje zaaplikowania do modelu nieadekwatnej zmiennej zastępczej mogą być dramatycznie złe, co dobitnie unaocznia przykład Duggana (link), który próbował skalkulować wskaźnik uzbrojenia, posiłkując się liczbą subskrybentów magazynu strzeleckiego “Guns & Ammo”. Jak wykazali później panowie Moody i Marvell (link), z powodu wyboru ułomnej proxy Duggan trzykrotnie przeszacował wpływ broni palnej na zabójstwa i niedoszacował wpływu zabójstw na broń o podobną wartość. W efekcie wyciągnął wnioski kompletnie na opak.

[2] Siegel et al. powinni to wiedzieć – na autorytet Klecka powołali się bowiem dwukrotnie. Swoją drogą, sondaże też nie są wolne od błędów. W ich przypadku chodzi o zaniżanie wskaźnika “gun ownership”link.

[3] Kwestionariusz składał się z sześciu pytań. Aby zostać sklasyfikowanym jako właściciel, względnie właścicielka broni palnej, wystarczyło udzielić twierdzącej odpowiedzi tylko na jedno:

1) Czy posiadasz broń palną?
2) Czy podarowano ci broń w ramach prezentu?
3) Czy kupiłeś/-aś broń przed rokiem 2000/po roku 2000?
4) Czy używałeś/-aś broni do polowań?
5) Czy uczęszczałeś/-aś na kursy bezpiecznej obsługi broni?
6) Czy orędowałeś/-aś za odpowiedzialnością w posługiwaniu się bronią?