W połowie roku 2013 stało się ciałem to, na co wszyscy zwolennicy broni palnej w Illinois czekali, pomni werdyktu, jaki trzy lata temu wydał Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych w sprawie McDonald v. City of Chicago. Prawo do posiadania i noszenia broni, wynikające z Drugiej Poprawki, “shall not be infringed” przez władze stanowe. Oczywiście, to tak w dużym i patetycznym skrócie, bo realia są takie, że władze stanowe mogą sobie dowolnie “infringed”, czego najlepszy przykład stanowią enklawy ideologicznej nienawiści do broni typu Kalifornia czy Nowy Jork. Ale odstawiając na bok niuanse – od przyszłego roku Illinois oficjalnie dołączy do grupy “shall-issue states”, zaś władze Chicago nie będą już mogły zakazywać wydawania pozwoleń na noszenie ukrytej broni palnej na terenie miasta. To jest mega przełom. Illinois było jedynym stanem w USA, który nie zezwalał swoim rezydentom na noszenie broni – ani w ukryciu pod kurtką, ani na widoku w kaburze przy pasie. A teraz nie dość, że pozwolenia będą tam przyznawane, to jeszcze wydawane będą w trybie “shall-issue”, czyli jeśli petent spełni obiektywne kryteria (niekarany, opłata licencyjna, trening), dostaje zgodę i kropka.

Ten historyczny moment to rezultat ciężkiej harówki wielu anonimowych ludzi, którzy musieli toczyć batalie po sądach z niezwykle wpływową w Illinois frakcją propagatorów kolektywnej interpretacji Drugiej Poprawki. W drużynie zwolenników broni najbardziej wyróżniał się młody i przebojowy Alan Gura, wschodząca gwiazda na prawniczym firmamencie w USA. Jego filozofia to, jak sam zaznacza w wywiadach, strategia “pancernych pięści” z okresu II wojny światowej – duża liczba wąsko sprecyzowanych “cichych” pozwów sądowych jest lepsza niż jedna szeroko formułowana, sztandarowa sprawa, prowokująca olbrzymią polityczną dyskusję w całym kraju.

Trzeba koniecznie podkreślić, że nowe prawo zrodziło się w bólach z kompromisu między Republikanami a Demokratami. Republikanie, wiadomo, chcieli zliberalizować wszystko jak leci, Demokraci – przeciwnie. Ustalono, co następuje:

  • opłata licencyjna będzie wynosić $150, co eliminuje z grona legalnych posiadaczy broni ludzi mniej zamożnych (po co biedakom broń? – słusznie Demokraci kombinują);
  • aby uzyskać pozwolenie, trzeba będzie spędzić na strzelnicy pod okiem instruktora szesnaście godzin (najwięcej w USA);
  • pozwolenia wydawane będą na pięć lat;
  • broni nie będzie można wnosić do kasyn, parków, urzędów, szkół, na obiekty sportowe oraz do pojazdów komunikacji publicznej;
  • broń będzie można wnosić do restauracji, gdzie serwowany jest alkohol [1] (ale już puby i bary, które serwują prawie wyłącznie alkohol, będą “strefami wolnymi od broni”);
  • można będzie przewozić broń w prywatnych samochodach;
  • nowe prawo nie kasuje chicagowskiego zakazu sprzedaży “szybkostrzelnych karabinów” (czego domagali się Republikanie), zabrania natomiast wprowadzania jakichkolwiek nowych restrykcji w granicach miasta;

Głównym podkopującym postanowienia tego kompromisu był Pat Quinn, aktualnie urzędujący gubernator stanu Illinois z ramienia Partii Demokratycznej, który naniósł własne poprawki do ustawy. Przypomnę je dla formalności:

  • zakaz wnoszenia broni do barów, restauracji oraz innych lokali gastronomicznych podających alkohol (w oryginalnej ustawie mowa była tylko o tym, że nie można wnosić broni do lokali, gdzie połowa dziennego utargu to dochód ze sprzedaży napojów alkoholowych);
  • poszczególne hrabstwa powinny zachować możliwość ustalania we własnym zakresie stopnia restrykcyjności przepisów;
  • w obrębie prywatnych posesji domyślnie ma obowiązywać zakaz noszenia broni (w oryginalnej wersji domyślnie broń można było nosić, chyba że właściciel posesji wywiesił wcześniej tabliczkę z informacją, iż nie życzy sobie uzbrojonych gości);
  • pracodawcy mogą zakazywać trzymania broni palnej w aucie na parkingu przed zakładem pracy;
  • ustawa w swojej pierwotnej postaci nie narzucała żadnych ograniczeń co do liczby jednostek broni i amunicji, które można przy sobie nosić; poprawka Pata zawęziła tę liczbę do jednego egzemplarza i dziesięciu nabojów w magazynku (magazynek sztuk jeden);
  • ustawa powinna precyzyjniej definiować termin “ukryta broń palna”, ponieważ wersja oryginalna zawierała mgliste wyrażenie “w większości ukryta” (mostly concealed), co w ujęciu praktycznym sugeruje noszenie broni częściowo widocznej;
  • ustawa powinna również nakładać na osobę noszącą broń w ukryciu obowiązek bezzwłocznego wykonywania wszystkich poleceń wydawanych przez funkcjonariusza policji (w tym obowiązek udzielania odpowiedzi na wszelkie zapytania);

Szczęśliwie żaden z tych pomysłów nie przeszedł. Najpierw gubernatorskie weto odrzuciła stanowa Izba Reprezentantów. Za głosowało 77 kongresmenów, 31 było przeciw. Po kilku godzinach głosowanie odbyło się w Senacie, gdzie również weto Pata przepadło stosunkiem 41-17, co oznacza, że w średnio przyjaznym środowisku dla zwolenników broni palnej, jakim była dotychczas “Land of Lincoln”, prawo jest teraz bardziej liberalne niż w Kalifornii, New Jersey, Massachusetts i Nowym Jorku razem wziętych.

Na koniec warto wspomnieć, że ostatnie dni przed głosowaniem upłynęły panu gubernatorowi na demonizowaniu nowej inicjatywy. Quinn odwiedził nawet restauracje w pobliżu stadionu Wrigley Field, gdzie razem z “lokalnymi liderami” zorganizował konferencję prasową, na której ostrzegał właścicieli lokalnych knajp przed zbliżającą się falą krwawych strzelanin.

______________

[1] We wrześniu rada miasta Chicago zatwierdziła zakaz wstępu osobom uzbrojonym do wszystkich restauracji serwujących alkohol. Nowe przepisy wymagają, by właściciele takich lokali wywiesili przy wejściu tablicę zabraniającą wpuszczania klientów, którzy mają przy sobie ukrytą broń. Lokalom, które nie zastosują się do tego wymogu, grozi odebranie licencji. Prawo miejskie jest oczywiście bardziej restrykcyjne niż stanowe, dlatego NRA zapowiedziało, że będzie zabiegać na drodze sądowej o kasację zakazu.