Mój udział w tej debacie po stronie zwolenników broni palnej nie wziął się z wyznawanych przeze mnie poglądów ani sympatii politycznych. Środowisko, w którym się wychowałem, również nie miało na to wpływu. Dorastałem na przedmieściach, gdzie broń palna była rzadkością. Nie mieliśmy broni do popełniania przestępstw, nie mieliśmy broni do obrony przed przestępcami, nie mieliśmy broni do polowań, po prostu nie mieliśmy broni. Moje obecne stanowisko ukształtowały badania empiryczne.

Jestem do znudzenia naukowy. Prawie trzy dekady poświęciłem na analizowanie zagadnień związanych z bronią palną. Wydałem kilka książek, opublikowałem dziesiątki artykułów opisujących efekty defensywnego użycia broni – więcej niż ktokolwiek inny. Czasami z debaty takiej jak ta można sporo wynieść, wsłuchując się w ciszę – skupiając uwagę na tym, co chcielibyśmy usłyszeć od jej uczestników, a co zbywane jest przez nich milczeniem. Mówiąc wprost – druga strona praktycznie w ogóle nie zająknęła się na temat skuteczności broni palnej w samoobronie. Krążyli wokół tego zagadnienia, ale nie podjęli wątku.

Jest z nami dzisiaj Paul Helmke, reprezentujący organizację Brady Campaign, wcześniej znaną jako Handgun Control Incorporated. Był taki okres, że udostępniali oni na swojej stronie internetowej rozbudowany dział zawierający informacje o incydentach, w których użycie broni palnej w defensywie poskutkowało albo śmiercią osoby broniącej się, albo kontuzją, albo doprowadziło do utraty przez tę osobę broni, która następnie została użyta przeciwko niej. Po pewnym czasie zaniechano jednak dalszych aktualizacji, zaprzestano o tym mówić, sprawa przycichła. To był doniosły moment. Powodem milczenia był fakt, że dowody empiryczne – co, swoją drogą, jest zjawiskiem niezwykle rzadkim w kryminologii – nie pozostawiały wątpliwości: defensywne użycie broni palnej jest skuteczne w tym sensie, że ryzyko odniesienia ran, utraty życia albo dobytku przez uzbrojoną ofiarę jest mniejsze niż w przypadku innych prób samoobrony, wliczając w to brak oporu (brak oporu nie jest wcale najlepszą taktyką defensywną).

Ludzie, którzy decydują się sięgnąć po broń w celach obronnych, robią to zazwyczaj w skrajnych okolicznościach. Wyciągają broń nie dlatego, że strzelają szybciej niż myślą, ale dlatego, że znaleźli się w beznadziejnym położeniu: muszą stawić czoła kilku napastnikom naraz albo są atakowani przez uzbrojonych bandytów – uzbrojonych także w broń palną. Ponadto w większości wypadków sięgają po tę broń w sytuacji, gdy odnieśli już pierwsze obrażenia na skutek napaści, i od tego punktu, tj. z chwilą dobycia broni, nie doświadczają już więcej żadnych urazów.

Wiele badań, w których autorzy dowodzili, iż jeśli ofiara użyje broni, to zostanie zraniona albo sama się zrani, od samego początku zawierało banalny w swej prostocie błąd. Polegał on na nieprawidłowym zrekonstruowaniu przebiegu wydarzeń. Badacze ci przytaczali w swoich raportach przykłady, w których ofiara odniosła rany podczas ataku i jednocześnie korzystała z broni do obrony. Czego natomiast nie sprawdzili, a co wyszło później na jaw w toku korygowania ich błędów – że wszystkie te incydenty to były przypadki, gdzie ofiara została poważnie zraniona zanim sięgnęła po broń. To nie fakt użycia przez nią broni doprowadził do urazu, ale odniesione urazy pchnęły ją do użycia broni. Kiedy wprowadzono te poprawki, nagle okazało się, że ludzie korzystający z broni palnej w celach defensywnych praktycznie nigdy nie doznają obrażeń na skutek takich interwencji. Istnieje dobry powód, dla którego funkcjonariusze policji noszą przy sobie broń – jest ona skutecznym narzędziem do obrony i nie wymaga od właściciela posiadania żadnych szczególnych umiejętności ani długoletniego doświadczenia, aby tę skuteczność potwierdzić. Broń jest skuteczna w rękach każdego.

Nigdy nie spotkałem się z argumentacją, że broń w rękach kryminalistów czyni takie same spustoszenia co broń w rękach przestrzegających prawa obywateli. To naprawdę robi kolosalną różnicę. Broń palna znajdująca się w posiadaniu nie-kryminalistów albo szerzej: w posiadaniu ofiar (bez względu na ich kryminalną przeszłość) przyczynia się do zmniejszenia poziomu przemocy. Zmniejszenia w tym sensie, że gdy ofiara ją dobywa, agresor zaprzestaje ataku. Koniec, kropka. Defensywne użycie broni jest zjawiskiem niezwykle powszechnym i wbrew temu, co niektórzy usiłują na ten temat twierdzić, szacunki mówiące o przeszło dwóch milionach incydentów, nie są czystą fantastyką. Statystyki te pochodzą z ankiet wiktymizacyjnych, tych samych ankiet, którymi posiłkują się największe sondażownie w kraju.

Procedury są trywialnie proste: zadaje się ludziom pytania. Nie usłyszycie o tym z serwisów informacyjnych ani nie przeczytacie w gazetach. Policja też się nie dowie, bo osoba, która padła ofiarą przestępstwa i obroniła się przed atakiem używając do tego celu pistoletu, musiałaby być szalona, żeby zgłosić to organom ścigania. W najlepszym razie groziłoby jej aresztowanie za nielegalne posiadanie broni, gdyż do większości z tych incydentów dochodzi w przestrzeni publicznej, gdzie jej noszenie bez licencji jest zabronione. Natomiast najgorsze, co mogłoby ją spotkać, to zarzuty kryminalne, w tym oskarżenie o napaść. Doświadczywszy na własnej skórze sądowo-prawniczego koszmaru, taka osoba zostałaby pewnie gdzieś po drodze oczyszczona z wszelkich podejrzeń, lecz wyrządzonych szkód na reputacji i kosztów procesowych cofnąć się nie da. Ostatecznie nikt nie przeczyta na osiemnastej stronie lokalnej gazety, że, no wiecie, Joe Smith był jednak niewinny.

Kończąc: informacji o użyciu broni w celach obronnych nie znajdziecie ani w mediach, ani w policyjnych statystykach. Jednakże przeprowadzane z poszanowaniem naukowych rygorów badania, w tym sondaże wiktymizacyjne, pokazują jednoznacznie, że broń palna jest nie tylko powszechnie wykorzystywana do obrony życia i mienia, ale że w tej roli występuje wielokrotnie częściej niż w roli narzędzia służącego do popełniania przestępstw.

Gary Kleck uważany jest powszechnie w środowisku akademickim za czołowego specjalistę w dziedzinie kryminologii defensywnego użycia broni palnej w USA. Jest członkiem ACLU, Amnesty Intl. i Common Cause. Te wyjątki z jego biografii przytacza się zazwyczaj po to, aby udowodnić, że autor jest rzetelny, bo choć liberał, to konkluzje ma mocno konserwatywne.

Tłumaczyłem ze słuchu:

Pełna wersja IQ2 Debate: Guns Reduce Crime → link