Spośród wielu obietnic złożonych przez Obamę z okazji niedawnego orędzia inicjującego szósty rok jego urzędowania, jeden akapit w szczególności zwrócił moją uwagę:

Bycie obywatelem oznacza stawanie w obronie ludzkiego życia, odbieranego nam każdego dnia przez przemoc z użyciem broni palnej. Jak ten kraj długi i szeroki, widziałem odwagę, z jaką rodzice, uczniowie, osoby duchowne oraz funkcjonariusze policji mówią “nie boimy się” i z poparciem Kongresu albo bez niego zamierzam czynić starania, by położyć kres tragediom nawiedzającym niewinnych Amerykanów w kinach, centrach handlowych czy szkołach takich jak Sandy Hook.

[Citizenship means standing up for the lives that gun violence steals from us each day. I have seen the courage of parents, students, pastors, and police officers all over this country who say “we are not afraid” and I intend to keep trying, with or without Congress, to help stop more tragedies from visiting innocent Americans in our movie theaters and our shopping malls, or schools like Sandy Hook.]

Od publiki gromkie brawa, ode mnie – przeciągłe, ostentacyjnie ziewnięcie.

W grudniu zeszłego roku, tuż po oficjalnej sesji otwierającej 82. Zgromadzenie Ogólne Interpolu w kolumbijskiej Kartagenie, sekretarz generalny tej instytucji, Ronald K. Noble, wyłamał się spod tyranii dominującego na salonach dyskursu i powiedział coś, co stoi w ostrej kontrze nie tylko do zacytowanego wyżej fragmentu prezydenckiego orędzia, ale także do wizji świata z mokrych snów lobby rozbrojeniowego. Otóż ten dobrze sytuowany w hierarchii służb międzynarodowych prominent ośmielił się zakwestionować “społeczny konsensus” co do poglądów, których podzielanie jest warunkiem koniecznym przynależności do elitarnej grupy “ludzi rozsądnych”, i zasugerował (na tyle delikatnie, na ile mógł), że w obliczu takich incydentów jak zamach w Nairobi istnieją tylko dwa sposoby na ochronę obywateli przed podobnymi masakrami: albo powszechna militaryzacja policji i bunkrowanie obiektów cywilnych, albo… uzbrojenie zagrożonej atakiem ludności w broń palną. Gdy Noble zaczynał mówić, nic jeszcze nie zapowiadało zwrotu akcji:

Ludzie muszą przemyśleć, jak zamierzają podejść do problemu. Ktoś może powiedzieć, że chcemy uzbrojonych obywateli i że są ku temu powody. Ktoś inny może powiedzieć, że enklawy powinny być chronione w taki sposób, by dotarcie do nich wymagało przejścia przez wyjątkowo restrykcyjny system zabezpieczeń.

[Societies have to think about how they’re going to approach the problem. One is to say we want an armed citizenry; you can see the reason for that. Another is to say the enclaves are so secure that in order to get into the soft target you’re going to have to pass through extraordinary security.]

“Enklawy” należy rozumieć jako żargonowe określenie wszelkich obiektów niewojskowych, do których uczęszczają i gdzie spotykają się cywile, czyli przykładowo: centra handlowe, multipleksy, hale targowe, rynki miejskie itp. W dalszej części krótkiego wywiadu udzielonego reporterom podczas konferencji prasowej Noble stwierdził, że atak na Westgate w Nairobi wyznacza kolejny punkt w od dawna obserwowanej “ewolucji terroryzmu”. Zamiast budynków typu Pentagon czy gmachów w rodzaju World Trade Center, które po 9/11 zostały dosłownie obwarowane uzbrojoną ochroną i okablowane czujnikami alarmowymi, monitoringiem oraz inną automatyką, zamachowcy koncentrują się na “łatwych celach” (soft targets), tworzących duże skupiska ludności. I tu następuje wolta w narracji:

Jak chronić “łatwe cele”? Oto prawdziwe wyzwanie. Nie da się rozmieścić wszędzie sił prewencji. Zadajcie sobie pytanie: gdyby to zdarzyło się w Denver w Kolorado albo gdzieś w Teksasie, czy ci bandyci mogliby chodzić sobie godzinami i strzelać do przypadkowych ludzi? Zmierzam do tego, że takie właśnie wydarzenia sprawiają, iż policja na całym świecie rewiduje swoje stanowisko w sprawie kontroli dostępu do broni. Czy w sytuacji narastającego zagrożenia terroryzmem uzbrojeni cywile są bardziej potrzebni teraz niż byli kiedykolwiek wcześniej? O tych rzeczach powinno się rozmawiać. Dla mnie osobiście to jest głębokie pytanie. Ludzie bez zastanowienia rzucają: “Tak, kontrola dostępu do broni, tak, należy rozbroić cywilów”. Moim zdaniem osoby, które to mówią, powinny spytać same siebie: “Gdzie chciałbym się znaleźć jako klient centrum handlowego Westgate – pośród bezbronnych cywilów w mieście, w którym obowiązuje kontrola dostępu do broni, czy w miejscu takim jak Denver albo Teksas?”

[How do you protect soft targets? That’s really the challenge. You can’t have armed police forces everywhere. Ask yourself: If that was Denver, Col., if that was Texas, would those guys have been able to spend hours, days, shooting people randomly? What I’m saying is it makes police around the world question their views on gun control. It makes citizens question their views on gun control. You have to ask yourself, “Is an armed citizenry more necessary now than it was in the past with an evolving threat of terrorism?” This is something that has to be discussed. For me it’s a profound question. People are quick to say “gun control, people shouldn’t be armed” etc., etc. I think they have to ask themselves: Where would you have wanted to be? In a city where there was gun control and no citizens armed if you’re in a Westgate mall, or in a place like Denver or Texas?]

W ramach formalności dodam, że somalijscy islamiści z ugrupowania Asz-Szabab, którzy wtargnęli do Westgate Mall, mieli ułatwione zadanie: centrum handlowe było oczywiście klasyczną GFZ. Co się zaś tyczy głównego bohatera tego wątku, to Ronald K. Noble nie jest wcale postacią o krystalicznej przeszłości. Zanim rozsiadł się wygodnie na stołku sekretarza generalnego Interpolu, pracował w administracji Clintona w Departamencie Skarbu Stanów Zjednoczonych i znany był w środowisku ze swoich hoplofobicznych poglądów. Mimo wszystko lepszy jednak urzędnik ostrożnie kwestionujący zastany porządek demokratycznego świata aniżeli amerykański prezydent, intonujący wyćwiczone orędzie pełne pustych frazesów, czy pani komisarz europejska ds. wewnętrznych, znana do tej pory głównie z prób wprowadzenia cenzury Internetu, której ideologiczna zajadłość osiągnęła szczyt w rozpisanej przez nią ostatnio ankiecie dotyczącej broni palnej [1].

  • AKTUALIZACJA 21/02/2016

Szefowa waszyngtońskiej policji, Cathy Lanier, zapytana tuż po paryskich zamachach, jak powinny zachowywać się osoby cywilne w przypadku konfrontacji z uzbrojonym terrorystą, odpowiedziała zaskakująco:

Większość aktywnych strzelców zabija swoje ofiary w czasie krótszym niż dziesięć minut. Czas przyjazdu policji to w najlepszym razie 5-7 minut. W sytuacji ataku masz zatem trzy opcje: uciekać, kryć się albo walczyć. Jeśli pozwalają ci na to okoliczności i możesz zneutralizować mordercę, zrób to. JEST TO NAJLEPSZY WYBÓR, ŻEBY URATOWAĆ ŻYCIE LUDZI zanim zjawi się policja. 

Wywiad dla programu “60 Minutes” (CBS)

Stanowisko Lanier skrytykował na falach radia WMAL przewodniczący związku zawodowego stołecznych mundurowych, Delroy Burton. Krytyka nie dotyczyła jednak treści wywiadu, ale zawartej w nim hipokryzji. Niespodziewana wolta w temacie defensywnego użycia broni ostro kontrastuje bowiem z wcześniejszą postawą pani komisarz, która znana była w środowisku ze swojego poparcia dla drakońskich restrykcji, wykluczających w praktyce noszenie broni palnej w granicach Dystryktu Kolumbii. Jak ludzie mają strzelać do terrorystów, skoro jeszcze do niedawna nie mogli trzymać pistoletu w domu? To schizofreniczne podejście do tematu jest niewytłumaczalne – konkluduje Burton.

  • AKTUALIZACJA 21/06/2016

W roku 2013 sekretarz generalny Interpolu, Ronald K. Noble, wprawił w konsternację opinię publiczną, zadając pytanie, na które nie udzielił jednak bezpośredniej odpowiedzi. Niecałe trzy lata później odpowiedź w końcu padła: Gdyby moja rodzina albo bliskie mi osoby zostały zaatakowane przez terrorystów, chciałby, żeby na miejscu byli uzbrojeni cywile, gotowi ich chronić.

Noble Newspaper

________________

[1] Rafał Kawalec z Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni fajnie podsumował ten sondaż:

Ankieta przypominała nieco dawne dowcipy o szkolnych wypracowaniach pt. “Kto jest twoim idolem i dlaczego Lenin”. Żadne z pytań nie przewidywało odpowiedzi typu “przepisy już są za ostre”. Można było co najwyżej określić, jak bardzo mają być zaostrzone (lub nie mieć zdania). W ankiecie wzięło udział 85 tys. respondentów i ku rozpaczy prowadzącej projekt pani komisarz Cecilii Malmström udowodnili oni, że do demokracji nie dorośli, gdyż ok. 80 proc. z nich uznało zagrożenia za niezbyt poważne, a nowe regulacje za zbędne. Dlatego wyniki ankiety należało odłożyć ad acta, a podeprzeć się zupełnie innym badaniem, w którym, co prawda, brało udział zaledwie 25 tys. respondentów, ale jego rezultaty można już było podciągnąć pod z góry określoną tezę. W końcu jeśli 50 proc. ankietowanych twierdzi, że przestępczość z użyciem broni palnej jest duża, to co stoi na przeszkodzie, by zignorować drugie 50 proc. twierdzące, że jest ona mała? Tak czy siak ankieta z mniejszą liczbą respondentów i większą niekonsekwencją wyników została uznana za wystarczającą, aby komisarz mogła ogłosić pracę nad nową dyrektywą zaostrzającą prawo unijne.