Zaprezentowane wydarzenia rozegrały się w niedzielę wieczorem, 27 września 2009 roku, 32 kilometry od “Azjatyckiego Muru Berlińskiego” – kontrolowanej przez wojsko nieoficjalnej granicy indyjsko-pakistańskiej, przecinającej terytorium Dżammu i Kaszmiru, najdalej na północ wysuniętej jurysdykcji w Indiach.

Trzech uzbrojonych w karabinki AK członków kaszmirskiej siatki terrorystycznej znanej jako Armia Praworządnych (w innej wersji: Armia Nieskalanych) wtargnęło na teren domostwa należącego do lokalnego farmera, Waqalata Hussaina. Zażądali widzenia z jego starszym bratem, który zamieszkiwał budynek obok. Kiedy Noon Hussain, bo takie imię nosił ów człowiek, nie odpowiedział na okrzyki pakistańskich bojówkarzy, ci rozwalili okno i weszli do środka jak do siebie. Rukhsana Kausar – główna bohaterka tego wpisu – od dobrych paru minut leżała ukryta pod łóżkiem. Jak się miało niebawem okazać, Nieskalani przyszli właśnie po nią i nie zamierzali odejść z pustymi rękami. 

Gdy stało się jasne, że rodzice nie puszczą córki po prośbie, poirytowani terroryści zaczęli ich kopać i okładać kolbami. W tym momencie Rukhsana wygramoliła się spod łóżka i zrobiła coś niesamowitego: chwyciła lidera watażki za włosy i uderzyła jego łbem o ścianę, po czym na dokładkę zdzieliła mu siekierą w czerep. Nie zabiła go, ale uderzenie wprawiło w konsternację pozostałych napastników. Dziewczyna skorzystała z okazji i błyskawicznie podniosła karabin maszynowy upuszczony na podłogę przez zataczającego się herszta bandy, a drugi, odebrany jednemu z oszołomionych terrorystów, podrzuciła młodszemu bratu. W ten sposób rozpoczęła się obustronna wymiana ognia, trwająca bite cztery godziny [1]. 

Opór rodziny był tak silny, że koniec końców terroryści zrezygnowali z ataku i wycofali się z budynku. Przywódca Nieskalanych zginął tam, gdzie stał – od kul dziewczyny, którą chciał porwać z domu. Na jego ciele naliczono w sumie dwanaście otworów wlotowych. Poetic justice w najlepszym wydaniu. Po fakcie ujawniono personalia zabitego łotra – Abu Osama, ponoć jakiś ważny boss jednego z miejscowych oddziałów milicji. Już wcześniej miał grozić Rukhsanie, że ją uprowadzi, jeśli ta zlekceważy jego romantyczne zaloty. Szczęśliwie, oprócz wuja dziewczyny, Waqalata Hussaina, który został lekko ranny podczas walki, obyło się bez innych strat w ludziach.

Chwile po tym jak ucichły odgłosy spadających łusek, Rukhsana pomaszerowała wspólnie z bratem na najbliższy komisariat policji. Przez całą drogę młody oddawał salwy z karabinu prosto w niebo, by zniechęcić Nieskalanych do powrotu. Obawy co do zemsty były jak najbardziej zasadne – miesiąc później niezidentyfikowany strzelec cisnął dwa granaty w kierunku domu dziewczyny (obydwa eksplodowały w bezpiecznej odległości nie wyrządzając większych szkód) i podziurawił ścianę chałupy serią z automatu. Od tamtej pory domostwo znajduje się pod stałą obserwacją policji, która rozłożyła sobie w pobliżu niewielki posterunek.

Teraz najlepsze. Rukhsana nigdy nie miała w swoich rękach niczego co miota pociskami z energią większą niż siedemnaście dżuli. To był jej pierwszy kontakt z bronią palną i w dodatku od razu z maszynową i od razu w konfrontacji na śmierć i życie. Jak sama przyznała:  

Nigdy wcześniej nie dotykałam karabinu, nie mówiąc już o strzelaniu z niego. Ale oglądałam sporo filmów w telewizji i widziałam, jak bohaterowie strzelają, więc próbowałam ich naśladować. Jakoś zebrałam się na odwagę i walczyłam aż nie padłam ze zmęczenia.

[I had never touched a rifle before this, let alone fired one. But I had seen heroes firing in films on TV and I tried the same way. Somehow I gathered courage – I fired and fought till dead tired.]

Dziewczyna została odznaczona Państwowym Medalem za Odwagę (The National Bravery Awards), przyznawanym regularnie od kilkudziesięciu lat przez indyjskie władze starannie wyselekcjonowanej grupie dzieci i nastolatków, którzy, ryzykując własnym życiem, wbrew wszelkim przeciwnościom, dokonują niecodziennych aktów heroizmu. Indywidualna historia Rukhsana i jej rodziny to jednak coś więcej niż tylko pojedynczy przypadek defensywnego użycia broni. 

Problem przemocy wobec kobiet w Indiach – z naciskiem na brutalne napaści seksualne – przeniknął nagle do świadomości międzynarodowej opinii publicznej w 2012 roku. 23-letnia dziewczyna została wtedy bestialsko zgwałcona w autobusie w Delhi przez pięciu dorosłych mężczyzn i jednego nastolatka. Po wszystkim banda zwyrodnialców wypchnęła jej ciało z pędzącego pojazdu prosto na ulicę. Ofiara gwałtu zmarła dwa tygodnie później w szpitalu w Singapurze. Jakie było moje niedowierzanie, gdy niemal w tym samym czasie na stronach lewoskrętnego “The Guardiana” przeczytałem pozytywny artykuł o broni palnej.

Nagłówek felietonu obwieszczał: “W obliczu zagrożenia przemocą kobiety w Indiach zwracają się ku broni palnej”, a pod spodem jeszcze dopisek: “Broń zyskuje popularność wśród dobrze sytuowanych indyjskich kobiet, które odczuwają potrzebę ochrony przed przestępczością”. Nawet się pofatygowali i wrzucili reportaż, będący kolejnym potwierdzeniem starej prawdy, że kiedy w danej okolicy dochodzi do eskalacji przestępczości, ludzie zaczynają przejawiać zwiększone zainteresowanie środkami służącymi do obrony:

“India’s Women Turning to Guns for Protection”

Niestety – jak słusznie zauważył dziennikarz “Guardiana” – na luksus posiadania i noszenia broni palnej stać wyłącznie kobiety rekrutujące się z klasy średniej i wyżej. Indie nie mają tak konkurencyjnego, bogatego i nasyconego rynku jak Amerykanie, ponadto przepisy regulujące dostęp cywilów do broni należą tam do wyjątkowo surowych i w rezultacie nie istnieje żadna realna możliwość legalnego kupna pistoletu/rewolweru po rozsądnej cenie (w USA za mniej niż $350 można już nabyć całkiem solidną konstrukcję).

______________

[1] BBC podaje cztery godziny, cytując Rukhsane (Ms Kauser said the exchanges of gunfire with the militants had gone on for four hours.)