Nie jestem tu z namaszczenia Krajowego Stowarzyszenia Strzeleckiego. Nie jestem nawet ich członkiem. (…) W domu, w którym dorastałam, nie było broni. Nie poluję. Osobiście brzydzę się polowaniami. Po raz pierwszy dostałam broń od przyjaciela, kiedy miałam 21 lat, żeby nosić ją w torebce do obrony. Nauczyłam się nią posługiwać.

Parę lat temu wybrałam się z rodzicami do kawiarni w Teksasie. Był słoneczny, piękny dzień. To nie był żaden ciemny zaułek, którego powinno się unikać.  Dalszą część historii znacie: jakiś szaleniec wjechał pickupem przez okno i zaczął strzelać. Mój ojciec i ja natychmiast rzuciliśmy się na podłogę, osłaniając się blatem stołu. A tamten facet ciągle strzelał. W takich sytuacjach myślisz: “Co to mogło być?  Napad?” To pierwsza rzecz, jaka zazwyczaj przychodzi człowiekowi do głowy. Ale on nie przestawał strzelać. Potrzebowałam niecałą minutę, żeby się zorientować, o co chodzi: ten typ nie wpadł tam w celach rabunkowych. To nie był skok. On tam wjechał, żeby zabić tylu ludzi, ilu się tylko da.

Chciałabym w tym miejscu coś wyjaśnić. Bez przerwy słyszę uczone debaty na temat pojemności magazynków. Ja tam byłam i mogę wam teraz powiedzieć, że to bez znaczenia. Wymiana magazynka trwa sekundę. Możesz mieć jeden nabój albo sto nabojów. Byłam tam. Zwalniasz przycisk magazynka, wkładasz nowy. Tak po prostu. Uwierzcie mi – to za mało czasu, żeby ruszyć na gościa.

Kiedy wreszcie dotarło do mnie, co się dzieje, pomyślałam: “Mam go!” I sięgnęłam do torebki. Facet stał jakieś trzy i pół metra dalej. Pewnie, że moja broń mogła nie wypalić. Czy mogłam chybić? Jasne. Ale mówię wam, trafiałam w znacznie mniejsze cele ze znacznie większej odległości. W tym momencie jednak zdałam sobie sprawę, że kilka miesięcy temu popełniłam najgłupszy błąd w życiu. Włożyłam broń do torebki i zostawiłam ją w samochodzie. Mój rewolwer leżał w torebce zamknięty w aucie, ponieważ władze stanu Teksas zakazują noszenia przy sobie broni i zdarza się, że traktują taki czyn nie w kategoriach wykroczenia o niskiej szkodliwości społecznej, lecz jako ciężkie przestępstwo.

Mogę wam teraz oświadczyć, że nie jestem wściekła na człowieka, który to zrobił. To raczej oczywiste, że był szaleńcem. Pamiętam, jak mój ojciec, kiedy już wszyscy zrozumieliśmy, co się dzieje, pamiętam, jak powiedział: “Muszę… muszę coś zrobić! Coś muszę zrobić, inaczej nas wszystkich zabije!” I rzucił się na typa. Bez szans. Facet odwrócił się i strzelił mu prosto w klatkę piersiową. Ojciec osunął się na ziemię i umierał. Z jakiegoś powodu tamten facet nie poszedł w moją stronę, skierował się trochę na lewo. Chwilę potem ktoś na tyłach restauracji rozwalił okno.

To była nasza okazja do ucieczki. Chwyciłam matkę pod ramię i powiedziałam: “Dalej! Musimy uciekać! Musimy uciekać!” I chyba z moich stóp wyrosły skrzydła, bo nim się zorientowałam, już byłam na zapleczu przy oknie. Jak tylko wydostałam się na zewnątrz, zauważyłam, że nie było ze mną matki. Dowiedziałam się później od policji, że zamiast uciekać, podczołgała się do mojego ojca i zaczęła go przytulać. Wtedy ten koleś podszedł do niej i przyłożył jej pistolet do głowy. Matka spojrzała mu w oczy i wiedziała, że to koniec – spuściła czoło, a morderca nacisnął spust. Rodzice obchodzili wtedy 47 rocznicę ślubu i tamtego dnia mama nie zamierzała się nigdzie bez ojca wybierać.

Jak już wspomniałam, nie jestem specjalnie wściekła na tego gościa, a już z całą pewnością nie jestem wściekła na broń, której użył. Jego pistolety same nie weszły do kawiarni i nie zaczęły strzelać. Gość, który to zrobił, był obłąkańcem. To tak jakbym miała być zła na rozjuszonego psa, bo jest rozjuszony. Jestem wściekła na polityków za pozbawienie mnie prawa do obrony życia mojego i mojej rodziny. Wolałabym teraz siedzieć w celi oskarżona o przestępstwo stanowe i mieć żywych rodziców.

A co do kwestii, że tak zwane “karabiny szturmowe” nie kwalifikują się jako broń obronna – powiedzcie to facetowi, co w Los Angeles podczas zamieszek stał na dachu i takim właśnie karabinem bronił swojego dobytku i życia przed rozszalałym motłochem. Powiedzcie mu, że to nie była legalna, prawowita obrona.

Kończąc, chciałabym jeszcze coś oświadczyć. Z każdą minutą siedzenia tutaj robię się coraz bardziej znużona i zmęczona wysłuchiwaniem tej całej gadaniny o tym, że karabin szturmowy nie nadaje się do uprawiania strzelectwa sportowego, że nie taki cel przyświecał jego konstruktorom, że nie nadaje się do polowań. Ludzie, sport i polowania nie leżą u podstaw Drugiej Poprawki. Druga Poprawka to nie jest prawo strzelania do kaczek. Zdaję sobie sprawę, że to, co zaraz powiem, nie zaskarbi mi wielu przyjaciół, ale w Drugiej Poprawce chodzi o prawo, nasze prawo jako cywilów, do obrony przed takimi ludźmi jak wy.

Przez frontowe okno kawiarni zabójca wjechał niebieską terenówką. Kiedy wysiadł z auta, natychmiast otworzył ogień do personelu i znajdujących się w środku klientów. Podchodził kolejno do przerażonych, niezdolnych do reakcji ludzi i strzelał do nich z bliska. Zabił 23 osoby (z czego dziesięć pojedynczym strzałem w głowę), ranił dwadzieścia, by w finale – po krótkiej wymianie ołowiu z policją – popełnić samobójstwo. O uzbrojonych klientów nie musiał się martwić, gdyż zgodnie z obowiązującym wówczas w Teksasie prawem cywile z ukrytą bronią mieli zakaz wstępu do restauracji oraz innych lokali gastronomicznych. Miejsca te były ustawowo strefami wolnymi od broni.

Po masakrze w Killeen Suzanna Gratia Hupp aktywnie “lobbowała” w stanowej legislaturze za zmianami w przepisach. Jej upór się opłacił. W roku 1995 Teksas nie tylko uchylił zakaz wnoszenia broni do restauracji, ale dołączył wreszcie do grona stanów, zezwalających na publiczne noszenie w ukryciu pistoletów i rewolwerów.

Tłumaczenie na podstawie transkrypcji z przesłuchania.