Roger D. McGrath i moje tłumaczenie kawałka rozdziałuPrzemoc i bezprawie na terenach Zachodniego Pogranicza” (“Violence and Lawlessness on the Western Frontier”), będącego częścią książki “Rewolwerowcy, bandyci i samozwańczy egzekutorzy prawa: przemoc na Pograniczu” (“Gunfighters, Highwaymen, and Vigilantes: Violence on the Frontier”):

Dave Bannon to był dobry chłopak, ale skończył źle. Na co dzień wyciszony i pracowity, lecz kiedy z pracą było u niego krucho, potrafił całymi godzinami przesiadywać w barach i kasynach, gdzie ślęczał nad stołami do pokera, pijąc na umór i wdając się w bezsensowne bójki. Pewnego piątkowego popołudnia, 21 stycznia 1881 roku, zalany gorzałą wtoczył się do saloonu Divident, jednego z ponad pięćdziesięciu podobnych przybytków w górniczym miasteczku Bodie w Kalifornii, i od razu natknął się na paru znajomych przy barze. Wśród nich był niejaki Ed Ryan, weteran wojny secesyjnej, który po zakończeniu wojaczki na chleb zarabiał jako profesjonalny hazardzista. Żartobliwym gestem Ryan chwycił Bannona za klapę płaszcza i niechcący go rozdarł. Bannon, będąc już i tak w dostatecznie ponurym nastroju, wpadł w szał i przyłożył Ryanowi z pięści w twarz. Cios nie był na tyle mocny, aby powalić weterana – Ryan szybko odzyskał równowagę i oznajmił koledze, że rozdarcie płaszcza to nie powód do chowania urazy.

“Ty zawszony sukinsynu”, wymamrotał Bannon. “Robisz ze mnie głupka od dawna. Już raz kiedyś podarłeś mi płaszcz!” Nie czekając na odpowiedź, ponownie zdzielił Ryana w zęby, po czym sięgnął po rewolwer. Trzymając broń w prawej ręce, lewą ciągle okładał kolegę.

Szeryf James Monahan dostrzegł zamieszanie z chodnika naprzeciwko saloonu i ruszył w kierunku baru. Schwycił Bannona i próbował go odciągnąć od towarzysza, ten jednak wykorzystał interwencję, zanurzył rękę w bocznej kieszeni spodni i też wydobył rewolwer. Momentalnie po uwolnieniu się z uścisku szeryfa, Bannon rzucił się z furią na weterana. Obydwaj mężczyźni runęli razem na podłogę, dusząc się, okładając pięściami i strzelając do siebie.

Ta zażarta szamotanina trwała może z minutę, zanim obydwaj adwersarze oderwali się od siebie i odczołgali w przeciwnych kierunkach. Ryan wypadł przez wahadłowe drzwi saloonu, po czym wyczerpany grzmotnął na chodnik. Krew sączyła mu się z rany w lewej dłoni i wypływała z dziury w boku. W tym samym czasie Bannon pokuśtykał przez salę do pokera i osunął się nieprzytomny na ziemię z podziurawionym płucem i krwią tryskającą z nosa i ust. Jego oddech pomału przemieniał się w agonalne sapanie. Kwadrans później był już martwy. Ryan również otarł się o śmierć, ostatecznie jednak przeżył, kurując się w łóżku i na przemian odzyskując i tracąc przytomność.

W powszechnej świadomości amerykańskie Pogranicze zaludnione jest różnej maści Bannonami i Ryanami – odważnymi, walecznymi, brawurowymi, niestroniącymi od przemocy ludźmi, którzy uczynili ze Starego Zachodu miejsce bezprawia. Pierwsze założenie zgodne jest z prawdą. Drugie jest w dużej mierze błędne. Rzut oka na dwie górnicze osady z Pogranicza – Aurorę w Nevadzie oraz Bodie w Kalifornii – pozwala lepiej zilustrować sens tego stwierdzenia.

Obydwa miasta stały się swego czasu domem dla Bannonów i Ryanów Ameryki, co znalazło odzwierciedlenie we wskaźnikach zabójstw, ale pomimo tego osady te były praktycznie wolne od innych form przestępczości: rabunki, kradzieże, włamania czy akty wandalizmu należały do rzadkości, z kolei napady na banki, ataki na konwoje, gwałty, przemoc na tle rasowym, przestępstwa młodocianych – te zjawiska w ogóle nie występowały. Wysokie wskaźniki zabójstw były przeważnie rezultatem aktywności wojowniczych mężczyzn, którzy ginęli w pojedynkach, dających obu stronom “równe szanse”. Innymi słowy, w Aurorze i Bodie osoby stare, kobiety oraz ci wszyscy, którzy stronili od barów, alkoholu i zuchwałych wyczynów, rzadko stawali się ofiarami przestępstw i zbrodni.

McGrath zbierał materiały, pisał i wydał drukiem tę publikację w czasach największego nasilenia przestępczości ulicznej w Ameryce (końcówka dekady lat 80. XX wieku), dlatego też w podsumowaniu nie mogło zabraknąć aluzji do współczesności:

Obiegowa mądrość głosi, że pokolenie zasiedlające Pogranicze uczyniło z Amerykanów naród rozmiłowany w przemocy i bezprawiu. No cóż, obiegowa mądrość jest w błędzie. To samo tyczy się literatury aspirującej do miana naukowej, która wnioskuje z anegdotycznych dowodów. Przestępczość przenikająca Amerykę dzisiaj ma niewiele albo zgoła nic wspólnego z przestępczością, która występowała na terenach Pogranicza – przy założeniu że Aurora i Bodie są reprezentatywnymi przykładami społeczności osiadłych wówczas na Zachodzie. Napady rabunkowe, których ofiarami były jednostki, włamania i pospolite akty kradzieży zdarzały się rzadko, z kolei gwałty praktycznie w ogóle. Przemoc motywowana nienawiścią rasową oraz przestępczość nieletnich także były nieobecne. Wreszcie zabójstwa stanowiły rezultat strzelanin-pojedynków, prawie zawsze między stronami, które dobrowolnie się na to godziły. Osoby stare, słabe i niezaangażowane nie stawały się celem ataków. W rzeczywistości wszyscy ci ludzie byliby statystycznie znacznie bardziej bezpieczni, żyjąc na co dzień w miastach takich jak Aurora czy Bodie, aniżeli są teraz w większości największych amerykańskich metropolii.

Nie istnieje żaden intelektualny wybieg, mogący usprawiedliwić obwinianie dziedzictwa Pogranicza za współczesną przestępczość. Najwyższa pora, by Amerykanie przestali szukać wymówek i rozglądać się za chłopcem do bicia w postaci historii Starego Zachodu za każdym razem, gdy jakiś akt przemocy rozdziera dzisiejsze społeczeństwo. Przeciwnie, to właśnie Pogranicze, zamiast personifikować najgorsze cechy Ameryki, pod wieloma względami reprezentuje to, co w tym narodzie najwartościowsze.

Hamilton-burr-duel

Rok 1804: aktualnie urzędujący wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, Aaron Burr,
śmiertelnie rani w pojedynku byłego sekretarza skarbu, Aleksandra Hamiltona.

Jest wielką ironią amerykańskiej historii, że stany powszechnie uważane dzisiaj za najbardziej przywiązane do broni palnej były forpocztą zmian kryminalizujących noszenie broni ukrytej. Większość terytoriów północnych nie miała żadnego ustawodawstwa w tym zakresie aż do roku 1920 (Nowy Jork był pierwszy), podczas gdy na Południu parę dekad przed wybuchem wojny domowej osiem z piętnastu stanów zdążyło już sobie uchwalić szereg aktów prawnych otwarcie piętnujących tę praktykę, z czego siedem to były stany niewolnicze (Kentucky, Tennessee, Georgia, Alabama, Arkansas, Luizjana i Wirginia), ósmy zaś – Indiana – był formalnie wolny na mocy umowy zwanej Ordynacją Północno-Zachodnią z 1787 roku, lecz gdy przepchnięto tam pierwsze zakazy w 1820 roku, ciągle trzymał u siebie niewolników.

Istnieje przynajmniej kilka hipotez tłumaczących pochodzenie tych restrykcji. Większość badaczy twierdzi, że miały one kluczowy związek z instytucją niewolnictwa. Pięć z ośmiu uchwał pojawiło się w latach 30. XIX wieku po wydarzeniach związanych z murzyńskim buntem inspirowanym i dowodzonym przez Nata Turnera. Było to największe powstania niewolników w dziejach “Dixie Land” – wybuchło w hrabstwie Southampton, w stanie Wirginia. Jurysdykcje niewolnicze obawiały się możliwości, że wyzwoleni czarni podburzą do rebelii swoich ziomków, stąd też najwcześniejsze uchwały normujące noszenie broni dotyczyły wolnych Murzynów. Niektóre stany do tego stopnia obawiały się buntu, że za broń uznały psy. Wirginia i Maryland zabraniały Murzynom posiadania czworonogów bez licencji, a ten drugi stan posunął się nawet do tego, że zezwalał białym na odstrzelenie każdego zwierzęcia, gdyby jego właściciel nie mógł wylegitymować się stosownym zezwoleniem. Najdalej posunęły się władze Missisipi: nałożyły na Murzynów całkowity zakaz posiadania psów.

Alternatywne wyjaśnienie dla fenomenu masowego produkowania ustaw delegalizujących noszenie broni w ukryciu proponuje Clayton Cramer [1] w fascynującym studium “Prawa o noszeniu broni ukrytej we wczesnej fazie Republiki: pojedynki, przemoc i moralna odnowa” (“Concealed Weapon Laws of the Early Republic: Dueling, Southern Violence, and Moral Reform”). Szkic autora streszczający tezy zawarte w książce dostępny tu.

W dużym skrócie: najpierw pod groźbą kary więzienia stany Południa Ameryki zabroniły swoim obywatelom pojedynkowania się. Mnóstwo młodych mężczyzn, zwłaszcza Szkotów i Irlandczyków, ginęło w takich starciach. W wyniku uchwalenia zakazu ci sami ludzie, którzy wcześniej umawiali się na pojedynki, teraz zaczęli zabijać się w biały dzień na ulicach. Po usłyszeniu obelgi sięgali po nóż/rewolwer i bez zbędnego certolenia się przechodzili od słów do czynów. To, co wcześniej było “ucywilizowaną” praktyką – krwawą, ale unormowaną oddolnie – teraz wymknęło się spod kontroli. Jak podkreśla Cramer, prawa regulujące noszenie broni ukrytej były logiczną konsekwencją wcześniejszych interwencji władz po tym jak pojedynki uznano za nielegalne.

Poniżej kompletna lista dekretów kryminalizujących noszenie broni w kolejności uchwalenia (poszczególne zapisy obejmują także tępe przedmioty, noże traperskie, sztylety, a nawet szpady zakamuflowane w laskach spacerowych):

  • Kentucky – 3 lutego, 1813 (dziewięć lat później sąd stanowy uchylił zakaz jako niekonstytucyjny);
  • Luizjana – 25 marca, 1813 (sąd podtrzymał zakaz);
  • Indiana – 14 stycznia, 1820 (j/w);
  • Georgia – 25 grudnia, 1837 (j/w);
  • Arkansas – 1837-38 (najpierw broń biała, potem nowelizacja i poszerzenie katalogu o broń palną; zakaz podtrzymany wyrokiem sądu);
  • Tennessee – 27 stycznia, 1838 (tylko broń biała, zakaz podtrzymany);
  • Virginia – 2 lutego, 1838 (zakaz podtrzymany);
  • Alabama – 1 lutego, 1839 (j/w);

Niezwykle interesujący w kontekście represyjnej polityki stanów południowych jest historyczny przypadek Kalifornii, geograficznie odległy w stosunku do wyżej wymienionych i znacznie późniejszy chronologicznie. Zebrane przez McGratha i Cramera materiały źródłowe wskazują, że incydenty z udziałem młodych, nieżonatych, awanturniczych osobników, przewrażliwionych na punkcie własnego honoru, które skłoniły władze na Południu do podjęcia radykalnych kroków, stały się także pretekstem dla legislatury kalifornijskiej do przeforsowania w roku 1863 lokalnej wersji rasowo neutralnego prawa [2], penalizującego noszenie broni w ukryciu. Spod działania reżimu wyłączono funkcjonariuszy policji oraz osoby przemierzające Kalifornię bez intencji zatrzymywania się w jej granicach. 

Co ciekawe, nie tylko miasteczka górnicze, lecz także większe ośrodki miejskie, tzw. Gold Rush Cities jak San Francisco, pełne były uzbrojonych ludzi oraz wywieszek informujących, że klientów z bronią nie wpuszczamy. Znany podróżnik i dziennikarz J.D. Borthwick był naocznym świadkiem tamtych wydarzeń i uwiecznił je w swoich esejachThree Years in California”. Gdy tylko jakaś większa zwarta grupa biesiadników wjeżdżała do miasta, pragnąc skorzystać z oferowanych w nim rozrywek, natychmiast trafiała się okazja do podziwiania, jak w praktyce egzekwowano takie obwieszczenia:

Kilku odźwiernych przeprowadzało rewizje i każdy gość musiał zdać przy wejściu swoją broń. W zamian otrzymywał kwit, dokładnie taki sam jaki dostaje się wchodząc do galerii sztuki i oddając na przechowanie laskę albo parasol. Większość mężczyzn wyciągała pistolety zza pleców, często razem z nożem; niektórzy nosili wielkie noże traperskie na plecach albo na piersiach. Sam widziałem dostojnie wyglądającego, pobożnego mężczyznę pod krawatem i w szaliku, który zadarł przed odźwiernym dolną część swojej kamizelki, ujawniając kolbę rewolweru; inni jeszcze podciągali nogawki spodni i wydobywali stamtąd pistolety, a z butów wysuwali noże traperskie; widziałem delikwentów, typów spod ciemniej gwiazdy, którzy w trakcie rewizji wyjmowali broń ze wszystkich kieszeni w spodniach. Jeśli trafił się jegomość, co deklarował, że przybył nieuzbrojony, wzbudzało to taką sensację, że z marszu zgłaszano go do przeszukania. Zauważyłem też, że odźwierni, odznaczający się wyjątkową pieczołowitością, byli dodatkowo nagradzani, gdy udało im się odkryć broń ukrytą w jakimś nietypowym miejscu w ubraniu.

[Several doorkeepers were in attendance, to whom each man as he entered delivered up his knife or his pistol, receiving a check for it, just as one does for his cane or umbrella at the door of a picture-gallery. Most men draw a pistol from behind their back, and very often a knife along with it; some carried their bowie-knife down the back of their neck, or in their breast; demure, pious-looking men, in white neckcloths, lifted up the bottom of their waistcoat, and revealed the butt of a revolver; others, after having already disgorged a pistol, pulled up the leg of their trousers, and abstracted a huge bowie-knife from their boot; and there were men, terrible fellows, no doubt, but who were more likely to frighten themselves than any one else, who produced a revolver from each trouser-pocket, and a bowie-knife from their belt. If any man declared that he had no weapon, the statement was so incredible that he had to submit to be searched; an operation which was performed by the doorkeepers, who, I observed, were occasionally rewarded for their diligence by the discovery of a pistol secreted in some unusual part of the dress.] 

Najbardziej zdumiewające były jednak reakcje ówczesnej prasy. Te same gazety, które w 1863 roku nawoływały do uchwalenia zakazu, siedem lat później domagały się anulowania ustawy. Poniżej porównanie dwóch artykułów, które pojawiły się na łamach “The Daily Alta California” (gazeta wydawana w San Francisco) z roku 1863 i 1870 [3]:

W ciągu trzynastu lat, od kiedy Kalifornia stała się pełnoprawnym stanem Ameryki, doświadczyliśmy więcej zabójstw spowodowanych przez ataki bronią ukrytą, aniżeli jakichkolwiek innych przejawów kryminalnej aktywności. I jak dotychczas nie uchwalono żadnego prawa, które mogłoby przeciwdziałać złu. Opinia publiczna jak również członkowie legislatury najwyraźniej godzili się z tymi barbarzyńskimi zwyczajami. Aż do teraz. Na ostatnim zgromadzeniu parlamentu szanowna większość deputowanych w końcu przeforsowała nowe prawo, zatytułowane “O zakazie noszenia broni ukrytej”.

Siedem lat później, ta sama gazeta:

Konstytucja federalna głosi: “Prawo ludzi do posiadania i noszenia broni nie może być naruszone.” U fundamentów tego zapisu, bardzo dobrze znanego, leży intencja, aby zapobiegać praktykom uskutecznianym na kontynencie europejskim w ostatnich wiekach i polegającym na konfiskowaniu broni cywilom za każdym razem, gdy sytuacja polityczna w kraju robiła się niepokojąca. Ponieważ wolność i poczucie suwerenności zadomowiły się w sercach Amerykanów, dozwolone jest wśród ludzi posiadanie dowolnej broni i noszenie jej w taki sposób, jaki uznają za stosowny. Odczytując Drugą Poprawkę dosłownie, staje się jasne, że zakaz noszenia broni ukrytej godzi w prawo do noszenia broni jako takie.

I dalej:

Prawo zakazujące noszenia broni ukrytej uderza w ludzi dobrych, a nagradza złych. Przyczynia się do rozbrojenia praworządnych obywateli, usuwając wszelkie przeszkody na drodze zbrodni. Prawdą jest, że zabójstwa były zjawiskiem bardzo rozpowszechnionym kilka lat temu w Kalifornii, ale było to częściowo spowodowane zwyczajami panującymi wśród górników i poszukiwaczy złota. Znakomita większość z nich to samotni mężczyźni, lubiący od czasu do czasu wypić i pod wpływem alkoholu nie wahali się potem odebrać komuś życia w kłótni. Jednak w ostatnich latach wyraźnie wzrosła liczba rodzin z dziećmi, pokusa rozpusty zmalała, a zakrapiane alkoholem bójki barowe nie zdarzają się już tak często jak kiedyś.

Dzisiaj wydaje się wręcz nie do pomyślenia, by jedna z największych kalifornijskich gazet napisała coś takiego – bez bzdurnych spekulacji i logicznie wnioskując z chronologii zdarzeń. Inna sprawa, że gazety grzmiały swoje, ale dlaczego legislatorzy zdecydowali się na kasację ustawy – tego nie wiadomo. Nie zachowały się żadne prasowe wycinki z wypowiedziami ówczesnych polityków ani oficjalne dokumenty uzasadniające tę nagłą woltę.

____________________

[1] Jako historyk z wykształcenia Cramer zasłynął w środowisku akademickim zdemaskowaniem zmyśleń, błędów i pospolitych fałszerstw zawartych w publikacji Michaela A. Bellesilesa.

[2] Dlaczego rasowo neutralnego – patrz spis ustaw i w kogo były one wymierzone. 

[3] Cytaty z gazet za: Clayton Cramer – The Rise and Fall of California’s First Concealed Carry Law