Przeglądając archiwalne numery “Chicago Tribune”, natrafiłem na artykuł z października 1993 roku autorstwa Boba Greene’a zatytułowany “Will Today’s Gangs Get Capone Treatment?” Tekst zawiera kilka niezwykle interesujących wypowiedzi osób, które pamiętają z autopsji “Wietrzne Miasto” epoki prohibicji i porównują realia współczesnej czarno-latynoskiej gangsterki do czasów, kiedy zorganizowana przestępczość w Chicago miała kolor biały. Materiał bezcenny z historycznego punktu widzenia – pozwala nabrać dystansu do wydarzeń portretowanych w popkulturze jako “krwawe rządy bezwzględnych kryminalistów” [1]. 

Ludzie są dzisiaj o wiele bardziej zastraszeni i mają ku temu powody. O gangsterach Capone’a da się powiedzieć dużo złego, ale mieszkańcy Chicago się ich nie bali. W nocy można było spać z otwartymi drzwiami i oknami i nikt ci nie przeszkadzał. Dzisiejsze gangi są znacznie bardziej niebezpieczne i będzie tylko gorzej. W epoce Capone’a przeciętny ciułacz nie miał żadnego powodu, by obawiać się gangsterów.

[People are much more afraid now, and they should be. As bad as the Capone-era gangs were, people were not afraid of them. You could sleep with the windows and doors open, and no one would bother you. These gangs now are much more dangerous than Capone was, and it’s only going to get worse. In Capone’s day, the average citizen had nothing to fear from the gangs.]

– Al Wolff, ostatni z żyjących członków “Nietykalnych” Eliota Nessa

* * *

Gangi lat 20. i 30. nie były nawet w przybliżeniu tak groźne jak współczesne. Capone i jego pomagierzy zabijali się we własnym gronie. Zabijali innych gangsterów. Obecnie pierwszy lepszy członek gangu ma gdzieś, kogo morduje. Dzieci, rodziny – bez znaczenia dla nich. Wszelkie strzelaniny z przejeżdżających aut w czasach Capone’a wymierzone były wyłącznie w konkretnych przedstawicieli gangsterskiego światka. W odróżnieniu od tego, co jest teraz, przeciętny obywatel nie miał wtedy żadnego powodu, aby obawiać się Capone’a lub jego ludzi. Współcześni gangsterzy ulepieni są ze znacznie gorszej gliny. Dawniej czułam się całkowicie bezpieczna, jak u matki w ramionach. Dzisiaj boję się wyjść z domu.

[The gangs in Capone’s day weren’t anywhere near as dangerous as the gangs are today. Capone and his gangsters, they did their killings among themselves. They killed other gangsters. Today, the gangs don’t care who they kill. Children, families – it doesn’t matter to them. The only drive-by shootings in the days of Capone were aimed at specific gang members. The average citizen had no reason to be afraid of Capone or his gang members, but today the average citizen has every reason to be afraid of the gangs. The gangsters today are much worse people. In the days of the Capone gang I felt completely safe. Like I was in my mother’s arms. Today I’m afraid to go around the corner.]

– Rio Burk, żona Dominicko Roberto, jednego z przybocznych bossa

* * *

Przyznaję, że jestem odrobinę rozbawiony pomysłem otwarcia muzeum ku pamięci Capone’a. Nic nie poradzę, że poprawia mi to humor, nawet biorąc pod uwagę postawę mojego ojca, który pałał nienawiścią do typa i wszystkiego, co on sobą reprezentował. Gdyby jednak ktoś zechciał z dzisiejszych gangów ulicznych zrobić atrakcję turystyczną, zebrałoby mi się na wymioty. Nie ma absolutnie żadnego wspólnego mianownika miedzy realiami współczesnej gangsterki a bandami Capone’a. Bezsensowne, okrutne, przypadkowe mordy, które powtarzają się obecnie – mówcie, co chcecie o jego ludziach, ale to byli przynajmniej zaradni kolesie, którzy mieli gdzieś przeciętnych mieszkańców miasta. A teraz? Mój ojciec nie bał się Scarface’a, lecz gdyby tak samo traktował przestępców dzisiaj, uznałbym, że do reszty zgłupiał.

[I am a little bit amused by the Capone museum and all the Capone memorabilia. I can’t help being amused by it even though my father hated Al Capone, and everything that Capone stood for. But if they were ever to build museums and tourist attractions about today’s street gangs, it would make me vomit. There is no parallel between the gangs on our streets today and the gangs of the Capone era. The needless, cruel, random killing that goes on today – say what you will about Capone, but his men were skillful people who didn’t bother the average citizen. Now? Listen, my father was never afraid of Capone, but he would be awfully stupid if he weren’t afraid of the gangs today.]

– George E.Q. Johnson, chicagowski prokurator (jego ojciec był oskarżycielem w procesie Capone’a)

* * *

Współczesne gangi są bez porównania bardziej zdziczałe niż za rządów Capone’a. To jakaś tragedia, ile niewinnych osób ginie na ulicach. Mieszkańcy Chicago są dosłownie więźniami we własnych domach. Rzecz nie do pomyślenia w epoce prohibicji. Ludzie mają dużo więcej powodów, aby bać się ulicznych bandytów teraz aniżeli w latach 20. i 30. Nieczęsto można coś takiego usłyszeć, ale fakty są nieubłagane – współczesne gangi nie mają żadnego poszanowania dla ludzkiego życia. Tu nie chodzi o gloryfikację postaci Capone’a, lecz o wybór między dwiema epokami: osobiście odczuwam o wiele większy strach, poruszając się po ulicach okupowanych przez dzisiejsze gangi. Nikt nie będzie za nimi tęsknił. Teraz wszystko jest zbyt potworne.

[The gangs today are so much more vicious than Capone ever was. There are so many innocent people being killed today. It is such a tragedy. Because of the gangs in Chicago today, people have literally become prisoners in their own homes. That was never the case in the Capone era. People today have much more reason to be afraid of street gangs than they did during the days of Capone. This is an unsual thing to say, but the fact is, the street gangs today have no respect at all for human life, and the gangsters of Capone’s day did. This is not to glamorize Capone. But, given the choice between the two eras, I would personally be much more afraid to walk the streets in a neighborhood controlled by gangs today. There will never be nostalgia for this gang era. Things are too terrible right now.]

– Robert Fuesel, dyrektor generalny Chicagowskiej Komisji ds. Przestępstw, śledczy federalny

_________________

[1] Fikcyjny polityk na falach radia NBC straszy i sieje panikę niczym Orson Welles relacjonujący inwazję kosmitów na Amerykę:

“Boardwalk Empire”, sezon 5, odcinek 7

Dzień dobry, panie i panowie. Nazywam się Robert Hodge i reprezentuję prokuraturę na Obwód Południowy. Przemawiam do was tu, w Nowym Jorku. Drodzy współobywatele, toczymy wojnę. Nie przeciw obcemu mocarstwu. Nie przeciwko żądnemu krwi despocie. Toczymy wojnę przeciwko armii opryszków, którzy uczynili z naszych ulic miejsca wrogie dla uczciwych ludzi. Groza, zastraszanie, przemoc – oto narzędzia tych nikczemnych łotrów, znanych jako kryminaliści czasów nowożytnych. Od Lower East Side po Harlem, od Brooklynu przez New Jersey aż do Atlantic City. Rozlew krwi i chaos to waluta tych zatraceńców, zbirów, przemytników, walczących o przejęcie kontroli nad dzielnicami naszych miast. Daję uroczyste słowo honoru, iż nie spocznę, póki każdy mężczyzna, kobieta i dziecko nie będą mogli bezpiecznie poruszać się po ulicach.