Biała klasa średnia uciekała nie tylko z Detroit. Biali pakowali walizki i wyjeżdżali z każdego większego miasta w Ameryce, do którego przybywali czarni, a jeśli akurat uciec nie mogli, wówczas bunkrowali się w swoich dzielnicach i potem w podręcznikach szkolnych zjawisko to nazwano “segregacją rasową”. Poniżej dobrze udokumentowane przykłady “white flight”.

1. Savannah
Kojarzycie serial “Savannah” – leciał kiedyś wieczorami w publicznej tv i miał konsekwentnie białą obsadę (a już na pewno wszyscy główni bohaterowie byli biali). Serial kręcono w latach 1996-97, tymczasem według danych ze spisu powszechnego przeprowadzonego w roku 1990 miasto zmieniło kolor na czarny u progu ostatniej dekady XX wieku. Dzisiaj czarni stanowią tam większość miejskiej populacji. Naturalnie w miarę jak Murzynów przybywało, biali rezydenci emigrowali na przedmieścia. Później dołączyli do nich także niektórzy czarni, inicjując drugą falę migracji:

Czarni mieszkańcy Savannah stali się oficjalnie większością w 1990 roku. W roku 1995 burmistrzem został Floyd Adams Jr., pierwszy czarnoskóry zasiadający na tym stanowisku w historii miasta. Do grudnia 1999 roku rada miejska także była w większości czarna za sprawą Edny Jackson, która wygrała wybory do ratusza. Doug Bachtel, profesor na Uniwersytecie Georgii, specjalizujący się w badaniach nad dynamiką procesów demograficznych, wskazuje na dwa czynniki, które doprowadziły w rezultacie do “zmiany warty” w mieście i odpływu białej populacji. Najpierw nastąpiła desegregacja w szkołach, co pchnęło białych z klasy średniej i bogaczy do ucieczki i osiedlenia się na przedmieściach albo w sąsiednich hrabstwach w poszukiwaniu lepszej edukacji dla swoich dzieci. Następny etap migracji dotyczył czarnej klasy średniej, która uciekała z tych samych powodów: obawy przed narastającą przestępczością, chęci znalezienia lepszych szkół i zamieszkania w lepszym sąsiedztwie.

[Savannah’s black residents became the majority in the 1990 Census. In 1995, the city elected Floyd Adams Jr. as the city’s first black mayor. By the November 1999 elections, council had its first black majority when Edna Jackson was elected at large and became the fifth black member of council. Doug Bachtel, a University of Georgia professor specializing in demographics, points to two underlying changes that shift a city’s population to majority black. “White flight” came first after school desegregation. Middle- and upper-income white families left the city, moving onto the islands and west Chatham and later out into Effingham and Bryan counties for better schools. The next exodus is called “bright flight” and was triggered when upper- and middle-class African-American residents left for the same reasons: Fear of crime and the desire for better schools and newer homes.]

Profesor Doug Bachtel nie podkreślił aż tak wyraźnie jakbym sobie tego życzył powodów, dla których biali uciekali, więc zrobię to za niego: razem z czarnymi przybyła do Savannah przestępczość na niespotykaną dotąd skalę, co odblokowało odpływ ludności. Murzyni całkowicie zmonopolizowali ten sektor miejskiej działalności. Desegregacja w szkołach oznaczała, że placówki edukacyjne stały się również siedliskiem patologii [1]. Oficjalnych statystyk nie udało mi się znaleźć, na szczęście prócz mniej lub bardziej rzetelnych raportów lokalnej policji istnieją alternatywne źródła. Na przykład oparta na faktach powieść “Północ w ogrodzie dobra i zła” autorstwa Johna Berendta (jej zawartość można podejrzeć w Google Books, a przynajmniej można było, gdy robiłem ten wpis). Berendt pisze, że krótko po wchłonięciu murzyńskiej ludności miasto przekształciło się w amerykańską stolicę morderstw i podaje konkretne liczby:

Don Mendosa, zarządca miasta, ogłosił, że z policyjnych statystyk wynika, iż przestępczość w Savannah to “problem czarnych”. Niemal połowa miejskiej populacji jest czarna, powiedział, a mimo to 91 proc. morderców ma czarny kolor skóry i 85 proc. ofiar też ma czarny kolor skóry. To samo dotyczy gwałtów, napadów i napaści rozbójniczych: 89 proc. gwałcicieli i 87 proc. ofiar gwałtu to czarni mieszkańcy Savannah, 94 proc. napadów i 95 proc. rabunków to też sprawka czarnych.

[The city manager, Don Mendosa, announced that a breakdown of police showed crime in Savannah “is a black problem”. Nearly half of Savannah’s population was black, he said, but 91 percent of the murderers were black, and 85 percent of the victims were also black. The same was true for rape (89 percent of the offenders and 87 percent of the victims were black). 94 percent of assaults and 95 percent of the robberies involved black offenders.]

2. Atlanta
Ucieczce białych przed czarną przestępczością bardzo często towarzyszy święte oburzenie murzyńskich liderów (wspieranych moralnie przez progresywne elity), że uciekinierzy tworzą sobie “super oazy dobrobytu” i nie chcą dzielić się bogactwem z resztą. Niedawno zresztą wielebny Joseph Lowery złożył pozew w sądzie federalnym stanu Georgia, oskarżając białych o wspieranie idei “super-majority white neighborhoods” [2]. Jedną z takich społeczności było Sandy Springs, niepozorna mieścina ulokowana na obrzeżach Atlanty:

Atlanta jest sporej wielkości obszarem metropolitalnym, który oprócz samego centrum skupia wokół siebie kilka mniejszych jednostek osadniczych oraz terenów o wysokim stopniu zurbanizowania: Johns Creek, Milton, Chattahoochee Hills, Dunwoody, Peachtree Corners i właśnie Sandy Springs. Ta ostatnia wspólnota dała sygnał do zmian, nie mogąc już dłużej znieść widoku podupadającej macierzy. Wkrótce inne peryferia poszły za jej przykładem, przegłosowały secesję i zdecydowały, że będą samodzielnymi miastami administrowanymi przez zakontraktowane władze. Niebawem w nowych miastach i miasteczkach zainicjowano kampanie na rzecz połączenia się w odrębne hrabstwo. Ten plan spotkał się z gwałtownym sprzeciwem na zewnątrz projektowanej enklawy: głównie czarnych polityków, wspieranych przez białych aktywistów. I tradycyjnie w płomiennych tyradach wygłaszanych przez członków tej tęczowej koalicji zabrakło najważniejszego elementu: podania przyczyn, dla których biali zdecydowali się odłączyć. Bo pomijając chciwość i egoizm, za decyzją o przeprowadzce stały pobudki dalece bardziej prozaiczne – np. obawa o własne życie.

Atlantę zamieszkuje łącznie 420 tysięcy ludzi, z czego przynajmniej połowa to czarnoskórzy rezydenci. Od kwietnia 2011 do kwietnia 2012 (specjalnie zaokrągliłem, żeby wyszedł pełny rok) czarni popełnili w Atlancie:

100 proc. zabójstw;
95 proc. gwałtów;

brali udział w 95 proc. napadów rabunkowych;
odpowiadają za 93 proc. włamań;
dokonali 84 proc. napaści z bronią w ręku;

Dopiero w maju 2012 roku pierwsze morderstwo od kwietnia 2011 (a na dobrą sprawę od grudnia 2010) popełnił przedstawiciel rasy białej. Z kolei w roku 2013 biały człowiek zadał śmierć bliźniemu tylko raz, we wrześniu. Pozostałe miesiące to pasmo zabójstw w wykonaniu Murzynów. Wszystkie dane pochodzą z oficjalnych policyjnych raportów (gdzieś w okolicach strony jedenastej widnieją statystyki dotyczące przestępczości z podziałem na rasy). Po lekturze tych dokumentów powinno być jasne, czemu biali uciekają z Atlanty i czemu izolują się w zamkniętych wspólnotach.

3. North Lawndale, Chicago
W 1950 roku dzielnica była w 90 proc. biała, dziesięć lat później – w 90 proc. czarna. W rezultacie wolty rasowej cały obszar przerzedł przez fazę szybkiej degeneracji, z której do dzisiaj się nie wydźwignął. Archiwalny kawałek z “Chicago Tribune” z 17 grudnia 1985 roku:

Zmiana koloru populacji z białej na czarną następowała równocześnie z pogrążaniem się dzielnicy w kryzysie ekonomicznym i utratą miejsc pracy (…) Badacze z Uniwersytetu Illinois w Chicago oszacowali, że w latach 1960-1970 North Lawndale straciła 75 proc. firm i 25 proc stanowisk pracy. Dalej w latach 1970-1980 ubyło dalsze 44 proc. miejsc pracy w sektorze usług i nieprawdopodobne 80 proc. stanowisk w przetwórstwie i przemyśle.

[The neighborhood’s change from white to black coincided exactly with the decline in North Lawndale’s economy and the loss of jobs there. (…) A University of Illinois at Chicago study estimated that between 1960 and 1970, North Lawndale lost 75 percent of its businesses and 25 percent of its jobs. Between 1970 and 1980, it lost another 44 percent of the remaining commercial jobs and an astounding 80 percent of its manufacturing jobs.]

I znowu wszystko jest tak ładnie napisane, że w sumie nie wiadomo, co doprowadziło do zapaści dzielnicy. Wizja stopniowego upadku North Lawndale, nakreślona przez dziennikarza “Chicago Tribune”, sugeruje, jakby cały ten proces zachodził w kompletnym oderwaniu od czarnej społeczności, która tam osiadła. Wystarczy jednak przespacerować się po dowolnej gęsto zasiedlonej przez Murzynów dzielnicy w Chicago i zobaczyć, jak wyglądają tam knajpy serwujące fast foody, żeby wyrobić sobie wyobrażenie o tym, co musiało się dziać w North Lawndale w momencie historycznej “zmiany warty”:

Restauracja Popeye’s Louisiana Kitchen przy alejce 5500 W. North Ave., gdzie zabito Marshalla Fieldsa, przypomina fortyfikację: łańcuch spaja ogrodzenie z drutu kolczastego, a zasieki otaczają tę część dachu, na której stoją agregatory chłodnicze; tafla grubego szkła oddziela jadalnię od kas fiskalnych. Zamówienia i pieniądze wydawane są przez niewielki otwór przy ladzie – jak w banku.

[The Popeye’s Louisiana Kitchen at 5500 W. North Ave. where Marshall Fields-Hall died is fortified: a chain link fence with barbed and razor wire encircles part of the roof near cooling units and thick glass separates the dining area from the cash registers. Food and money exchange hands through small openings at the counter.]

__________________

[1] W latach 70. XX wieku zniesiono segregację rasową w szkołach publicznych w Bostonie. Wykres za “New York Times”, artykuł4 Decades After Clashes, Boston Again Debates School Busing”.

O ile “rasizm” bostońskich rodziców, którzy przenoszą swoje potomstwo do prywatnych szkół zamiast integrować się z “Innymi”, można jeszcze zrozumieć (plebs jest nietolerancyjny z definicji), o tyle na rasistowskie uprzedzenia światowca Billa Gatesa nie ma wytłumaczenia. 

Proponuję wsłuchać się w spicz wygłoszony przez Gatesa w ramach TED Talks – monolog o tym, jak ważna w nowoczesnym modelu nauczania jest interakcja na linii studenci-nauczyciele. Gdzieś w okolicach 5 minuty 30 sekundy Bill zaczyna snuć wizje “idealnej klasy”. Okazuje się, że klasa ta naprawdę istnieje i mieści się w budynku Johnston High School w stanie Iowa. Wśród obecnej na zajęciach młodzieży naliczałem 14 blondynów i blondynek rasy białej, 8 brunetów/brunetek rasy białej i paru Azjatów. Gdzieś z boku kadru na kilka sekund pojawia się czarnoskóry uczeń, którego znowu nie ma na innych ujęciach, wnioskuje więc, że to może być seria ujęć z różnych klas.

Gates naturalnie wychwala swój nowy projekt wniebogłosy, podkreśla, jak fajnie i gładko teoria została przekuta w praktykę, jak bezproblemowo młodzież przyswaja wiedzę oraz komunikuje się z nauczycielami, jak bezkolizyjnie przebiegają zajęcia itd. Wszystko pięknie, szkopuł w tym, że klasa jest praktycznie w całości rasowo homogeniczna. Ponadto Johnston to szybko rozrastające się przedmieścia hrabstwa Des Moines. W 2010 roku demografia tego obszaru wyglądała następująco: 91 proc. białych mieszkańców i 4.6 proc. Azjatów. Na stronach zillow.com znalazłem informacje na temat składu etnicznego/rasowego ogólniaka w Johnston – 85 proc. uczniów stanowią biali pochodzenia europejskiego (Azjaci 4 proc.). Żeby tego było mało, w roku 2011 portal US News uplasował obszar metropolitalny Des Moines na pierwszym miejscu pod względem warunków życia/mediany dochodów – w skali całego kraju! 

Podsumujmy: biała szkoła, białe miasto, amerykańska biała klasa średnia. A ponieważ jest to blog poświęcony broni palnej, nie mogę nie wspomnieć o tamtejszych regulacjach prawnych. W rankingu “Bandy Brady’ego” stan Iowa dostał 7 punktów na 100, czyli z perspektywy etatowego hoplofoba anarchia, dzicz i krew na ulicach.

Bill kończy swoje video o ogólniaku w Johnston sugestią (7:58) – Każda klasa mogłaby tak wyglądać. [Every classroom could look like that.]

Rzecz jasna nikt, ani Gates, ani jego widownia, nie załapali dowcipu.

[2] Dążenia do zachowania etniczno-kulturowo-narodowej odrębności są współcześnie piętnowane jako postulaty rasistowskie – przynajmniej na lewo od centrum i szczególnie w kręgach pracowników akademickich. YouGov, międzynarodowy ośrodek badań opinii publicznej z siedzibą w Londynie, przeprowadził w grudniu 2016 roku (miesiąc ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich Trump-Clinton) sondaż na grupie 2600 dorosłych Amerykanów. Pytanie brzmiało, czy motywowane etnicznie restrykcje imigracyjne powinny być postrzegane w kategoriach rasistowskich resentymentów. Poniżej tabela z rezultatami, które nie potrzebują raczej szerszego komentarza:

Co natomiast wymaga komentarza, to brak tego samego pytania, ale w odwróconej formie. Przykładowo: “Czy jest przejawem rasizmu wpuszczanie do kraju nie-białych imigrantów i promowanie ideologii multikulturalizmu w celu zredukowania odsetka białych genów w amerykańskiej populacji?” Innymi słowy, dlaczego chęć zachowania etnicznej odrębności określana jest mianem rasistowskiej, a planowa korekta składu etnicznego populacji na danym terenie wręcz przeciwnie? Intencje te rzadko bywają artykułowane wprost (do wyjątków należy zdobywca Oscara, Michael Moore, zobacz jego wypowiedź dla magazynu “Fast Company”: The angry white guy is dying out, and the Census Bureau has already told us that by 2050, white people are going to be the minority, and I’m not sad to say I can’t wait for that day to happen. I hope I live long enough to see it because it will be a better country), zazwyczaj maskowane są ekonomiczno-prawnoczłowieczymi sloganami, niemniej w głównym nurcie mediów można czasami trafić na artykuły, wyrażające explicite nadzieje, że niebawem dojdzie do historycznej zmiany warty i że, co więcej, owa zmiana “uratuje Amerykę” (“Newsweek” link).