Szef chicagowskich niebieskich, Garry McCarthy, to prawdopodobnie najgłupszy i najbardziej niekompetentny [1] urzędnik, który aktualnie zasiada w fotelu inspektora policji w Stanach Zjednoczonych. W wywiadzie udzielonym rozgłośni radiowej WVON, nadającej programy zorientowane na murzyńską część populacji Illinois, McCarthy powiedział, cytuję:

Rzucisz więcej broni na ulice – będziesz miał więcej strzelanin. Nie obchodzi mnie, czy oni będą nosić tę broń legalnie. Dawanie broni ludziom, którzy nie przeszli rygorystycznego treningu w posługiwaniu się nią, to recepta na katastrofę. W związku z powyższym mam zamiar poinstruować moich podwładnych, że co prawda obowiązuje prawo do noszenia broni ukrytej, ale jeśli ktoś odwróci się w ich kierunku z pistoletem w ręku, funkcjonariusz nie ma obowiązku czekać przed oddaniem strzału i mówię wam, będą z tego wychodzić tragedie. Ostrzegam was zawczasu.

[You put more guns on the street expect more shootings. I don’t care if they’re licensed legal firearms, people who are not highly trained… putting guns in their hands is a recipe for disaster. So I’ll train our officers that there is a concealed carry law, but when somebody turns with a firearm in their hand the officer does not have an obligation to wait to get shot to return fire and we’re going to have tragedies as a result of that. I’m telling you right up front.]

Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że dla osób, które całą swoją wiedzę o broni palnej czerpią z migawek Teleexpressu, nagłówków grozy Onetu albo milicyjnych anegdotek etatowego eksperta TVN24, Jurka Dziewulskiego, słowa pana inspektora brzmią niczym skumulowana mądrość kilku pokoleń i nic tylko trzeba się przed nią głęboko pokłonić. Prawda jest jednak taka, że wszystko, co powiedział McCarthy, da się bez większego wysiłku zakwestionować jako rojenia histeryka, filtrującego rzeczywistość przez ideologiczne sito.

McCarthy całą swoją karierę spędził w miastach (najpierw Nowy Jork w najgorszym okresie w historii, potem Newark w New Jersey, teraz Chicago), w których przestępczość była i ciągle jest rezultatem transformacji, jaką aglomeracje te przeszły wiele lat temu, upodabniając się częściowo do Sierra Leone, Rwandy, Haiti czy Puerto Rico, i w swej nieskończonej ignorancji rzutuje obraz tych miejsc na całą Amerykę, a zwłaszcza na jej białe obszary. Gość nigdy nie powie publicznie, że za wysokie wskaźniki przestępczości w miastach, w których pracował albo aktualnie pracuje, nie odpowiadają wcale potomkowie europejskich osadników ani tym bardziej rezydenci okalających je przedmieść, nierzadko od małego chowani pośród broni palnej, którym media notorycznie przyprawiają “gębę” oszołomów przy okazji każdej głośnej masakry – lecz kolorowe gangi, na stałe wpisane w krajobraz największych amerykańskich metropolii, konsekwentnie śrubujące rekordy na odcinku morderstw, napadów i strzelanin. Tajemnicą poliszynela jest, że w efekcie zdziczenia relatywnie nielicznej subpopulacji 31 lat temu władze “Chicagolandu” zafundowały mieszkańcom hrabstwa Cook pakiet najbardziej drakońskich regulacji w USA, kryminalizujących sprzedaż i posiadanie broni krótkiej:

(oryginalny tytuł audycji: “Evolution of Chicago’s Handgun Ban”, transkrypcja)

Społeczność zasiedlająca Chicago jest niemal równo podzielona: 33 proc. to czarni, 32 proc. biali, 29 proc. Latynosi. Poniżej dwa wyjątki z dwóch różnych raportów policyjnych. Wykres pochodzi z Chicago Murder Analysis 2011, tabelka – z 2009 Chicago Annual Report:
.chicago_homicide_1991-2011

tabelka Indeks przedstawia nieprzeskalowane liczby dotyczące osób aresztowanych za przestępstwa z użyciem przemocy z podziałem na grupy etniczne. Pierwszy rząd w poziomie to morderstwa i umyślne zabójstwa, drugi – zabójstwa nieumyślne, trzeci – napaści seksualne, czwarty – rozboje, piąty i szósty – napaści bez podtekstu seksualnego, siódmy – włamania, ósmy – kradzieże, dziewiąty – kradzieże aut, dziesiąty i jedenasty – niegroźne napaści, wreszcie rząd dwunasty – podpalenia.

Biali w Chicago mają taki sam dostęp do broni palnej jak czarnilink. W każdej chwili mogą wsiąść do auta, przejechać dwanaście kilometrów do sąsiedniego hrabstwa albo skoczyć na przedmieścia, kupić klamkę, wrócić i zabijać. Z jakiegoś powodu jednak nie chcą tego robić. Ewidentnie to nie broń stanowi w tym równaniu problem. Problemem jest murzyńska część miasta. Ta konkluzja jest tak politycznie niepoprawna, że miejscowi oficjele prędzej zablokują możliwość praktykowania konstytucyjnych swobód obywatelskich wynikających z zapisów Drugiej Poprawki niż wprost przyznają, kto morduje i wszczyna rozróby w mieście. Inspektor McCarthy jest dobrym przykładem patologii takiego myślenia, gdyż z racji przebytej drogi zawodowej ma nieodwracalnie spaczone postrzeganie wielu spraw. Może powinien pójść w ślady Jamesa Craiga i zmienić otoczenie?

Za puentę do tego wpisu niech posłuży następująca anegdota. U McCarthy’ego na podwórku murzyńskie gangi tak ostro przetrzebiają sobie szeregi, że w szpitalach brakuje krwi do transfuzji. Szkopuł w tym, że czarnoskórzy i Latynosi stanowią mniej niż 5 proc. dawców [2], co oznacza, że praktycznie cała krew ratująca życie kolorowej ludności miasta pochodzi od dobroczyńców i wolontariuszy z białej części “Chicagolandu”.

  • AKTUALIZACJA 02/12/2015

Już oficjalnie: Garry McCarthy wywalony z roboty. Powód: opublikowanie filmu odsłaniającego kulisy zamordowania przez niebieskich 17-letniego Laquana McDonalda.

W październiku zeszłego roku 37-letni biały glina, Jason Van Dyke, oddał szesnaście strzałów do czarnoskórego nastolatka uzbrojonego w nóż, którym przebijał opony w samochodach. Van Dyke jest pierwszym w chicagowskiej historii funkcjonariuszem policji w czynnej służbie oskarżonym o popełnienie zabójstwa z premedytacją.

________________

[1] Niedawno wyciekło nagranie zarejestrowane telefonem komórkowym, na którym słychać, jak pan inspektor mówi, że Druga Poprawka jest rasistowska, ponieważ z jej winy broń palna zalewa amerykańskie miasta, zabijając czarne i brązowe dzieci. Komisarz wyraźnie staje tu na rzęsach i snuje absurdalne teorie spiskowe, byle tylko odwrócić uwagę od swojej nieudolności na stanowisku szefa policji. Pod jego wodzą chicagowscy niebiescy naprawdę nie mają się czym chwalić. Każdego roku +90 proc. strzelców, którzy zranili inną osobę, unika odsiadki i wychodzi na wolność bez zarzutów popełniania przestępstwa. Chicago może się również poszczycić najniższym od dwóch dekad odsetkiem rozwikłanych morderstw: w roku 2012 wskaźnik wykrywalności wyniósł żenujące 25 proc. Jeśli teraz dołoży się do tego notoryczne fałszowanie raportów policyjnych oraz kompletnie niedorzeczne, rekomendowane przez ratusz posunięcia kadrowe takie jak choćby relokacja doświadczonych funkcjonariuszy z terenów najbardziej dotkniętych przemocą w rejony relatywnie spokojniejsze, rysuje się ponury obraz korupcji i biurokratycznego chaosu jakże typowy dla hrabstwa Cook.

[2] W skali kraju odsetek czarno-latynoskich dawców wynosi mniej niż 1 proc.