White Lives Matter

Sam Harris, fragmenty podcastu “Can We Pull Back From The Brink?”

Policja częściej zabija białych niż czarnych: zarówno w ujęciu absolutnym, jak i po znormalizowaniu statystyk o wskaźniki przestępczości. Oczywiście opinia publiczna rozumie wszystko na opak. Skala dezinformacji, wobec której kapitulują nawet, wydawać by się mogło, poważni i logiczni ludzie, jest po prostu szokująca. U podstaw wielu twierdzeń dotyczących przemocy w naszym społeczeństwie, o których sądzicie, że są prawdziwe, niemal na pewno tkwi fałsz. I to powinno was obchodzić. Historia przestępczości w Ameryce jest bowiem w przytłaczającej większości przypadków historią przestępstw popełnianych przez czarnych na innych czarnych. Poniekąd jest to także historia przestępstw popełnianych przez czarnych na białych.

Potwierdzenie ostatniego zdania:

  • W roku 2018 czarni dopuścili się 90.2 proc. przestępstw międzyrasowych na białych ofiarach. Innymi słowy, kiedy dochodziło do konfrontacji między białą osobą a czarną, czarni inicjowali agresję w 9 przypadkach na 10.
  • Można jeszcze inaczej: szansa, że w roku 2018 czarny fizycznie napadnie, ewentualnie podejmie próbę napaści na białego człowieka była 43x większa niż sytuacja odwrotna.
  • Co się zaś tyczy zabijania, to tutaj z kolei względne ryzyko, że czarny zamorduje białą ofiarę było piętnastokrotnie wyższe aniżeli w drugą stronę [1,2,3].

raport / tabela 14 / arytmetyka / diagram po angielsku

tabela 6 / arytmetyka / diagram po angielsku

_______________________

[1] Murzyni ginący z rąk białych stanowią dosłownie symboliczny procent wszystkich czarnych ofiar zabójstw. FBI podaje średnio ~200 przypadków w skali roku, ale ponieważ wielu z tych zabójców to w rzeczywistości Latynosi, błędnie zakodowani przez lokalną policję jako biali na wstępnym etapie śledztwa, bardziej realna liczba “white-on-black homicides” jest nieporównywalnie niższa.

[2] W zderzeniu z tymi faktami, niektórzy chwytają się brzytwy i spekulują, iż ogromne różnice w policyjnych raportach na niekorzyść czarnoskórych napastników są pochodną przewagi liczebnej białej populacji (jako pierwszy hipotezę tę zaproponował w roku 1987 oregoński socjolog, Robert M. O’Brien). Białych Amerykanów jest pięć razy więcej niż czarnych i z czysto statystycznego punktu widzenia ma to niby potęgować możliwość wejścia z nimi w interakcję. Argumentacja ta jest jednak beztrosko absurdalna, gdyż z niejasnych przyczyn zakłada losowość aktów przemocy. W prawdziwym świecie bandyci i ich ofiary nie zachowują się jak kulki w bębnie maszyny do totolotka, czytaj: nie odbijają się od siebie chaotycznie.

[3] Ostatnią deską ratunku dla osób negujących realia amerykańskiej przemocy międzyrasowej jest narracja o niesprawiedliwym traktowaniu Murzynów przez policję. W tej paranoicznej fantazji służby mundurowe na terenie niemal całego kraju notorycznie gnębią, profilują i dyskryminują mniejszości etniczne, sztucznie pompując im indeksy przestępczości, a zarazem przymykają oko na występki i zachowanie białych podejrzanych. Oczywisty problem z tą groteskowo ponurą wizją jest taki, że kiedy spojrzy się na federalne albo lokalne statystyki, to od razu widać, że czarni są jedyną grupą demograficzną, której reprezentanci trafiają do aresztu, względnie przed oblicze Temidy rzadziej niż wynikałoby to z ich udziału w ogólnej puli przestępstw. Innymi słowy, wskaźniki wykrywalności i/lub skazywalności za przemoc wśród czarnoskórych napastników utrzymują się na zaniżonym poziomie.

Szczególnie jaskrawo widać to na przykładzie strzelanin ulicznych. Tajemnicą poliszynela jest, że za przeważającą większość z nich – w zależności od roku i jurysdykcji będzie to między 75-99 proc. przypadków – odpowiadają przedstawiciele murzyńskiej (ewentualnie murzyńsko-latynoskiej) subpopulacji (patrz tu albo tu). Niedawno wyszło na jaw, że w Bostonie ~96 proc. bandytów, którzy postrzelili kogoś w okresie od stycznia 2014 do połowy września 2016, nigdy nie znalazło się w areszcie (Shooting someone is not a punishable offense in Boston – so long as the victim doesn’t dielink). W hrabstwie Cook i stołecznym Dystrykcie Kolumbii sprawy wyglądają równie dramatycznie: 90 proc. chicagowskich strzelców, mających na koncie udany atak z bronią w ręku na drugą osobę, unika odsiadki i wychodzi na wolność z czystą kartą, tj. bez postawionych zarzutów usiłowania morderstwa bądź dokonania napaści (link), w stolicy zaś około pięćdziesięciu uzbrojonych recydywistów porusza się swobodnie po mieście przy pełnej wiedzy organów ścigania – w roku 2015 aresztowano ich łącznie 857 razy. Na drugim krańcu kontynentu podobne cuda: w Los Angeles za kratkami ląduje mniej niż 1/5 sprawców strzelanin, w San Francisco z kolei odsetek łapanych oprychów z bronią ustabilizował się w okolicach 17 proc. W konsekwencji wszyscy czarni, którzy tak skutecznie wymykają się policji, przyczyniają się do sporego niedoszacowania oficjalnych statystyk murzyńskiej inkarceracji.