Czy Polacy są agresywni?

Jesteśmy dość nerwowym społeczeństwem. Ludzie mogą chcieć
używać broni jako straszaka w sytuacjach spornych pomiędzy sobą.

– Były rzecznik prasowy KGP, Mariusz Sokołowski, dla portalu onet.pl

Polakom to lepiej dać słabe kije niż broń. Polacy bez broni
i tak się tłuką, biją, zabijają, kamieniami rzucają. 

Sonda uliczna z 2008 roku wykonana na zlecenie RMF FM

W kraju, gdzie przynajmniej jedna trzecia dorosłej populacji
co wieczór jest po alkoholu, łatwy dostęp do broni palnej
wyzwoli rodzinne i sąsiedzkie masakry; pijany Polak, zamiast
chwycić za siekierę, pociągnie za spust.

– Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”

Agresywni. (…) Bezduszni. (…) Wkurwieni. (…) Tacy jesteśmy.

– Jacek Kowalczyk, bloger “Polityki”

Pogląd głoszący, iż Polacy są warcholskim narodem i w trosce o ich dobro nie wolno wkładać im broni do ręki, bo wymordują się przy pierwszej sąsiedzkiej kłótni o flaszkę, jest tak głęboko zabetonowany we wszystkich grupach zawodowych – od robotniczych po menadżerskie – we wszystkich przedziałach dochodowych – od drobnych ciułaczy po krezusów – i na wszystkich szczeblach sprawności intelektualnej – od tępaka (np. prominentnego dziennikarza “Polityki”) po członka Mensy – iż niepoświęcenie osobnego komentarza na neutralizację tego aksjomatu byłoby karygodnym zaniedbaniem. Czerpiąc natchnienie z makabrycznych fantazji rodaków, postanowiłem więc przybliżyć czytelnikom bloga to groteskowe zagadnienie za pomocą kilku wykresów. Naturalnie musiałem się śpieszyć, gdyż zgodnie z kasandrycznymi prognozami, przy takim natężeniu wewnętrznej agresji III RP czeka nieuchronny zjazd w stronę krwawej anarchii i za jakiś czas nie będzie już czego wizualizować.

Do odsłaniania spustoszeń zabieram się rutynowo – od prezentacji długofalowych trendów w przestępczości kryminalnej z naciskiem na manifestacje bandytyzmu wywołujące największe poczucie trwogi wśród obywateli, czyli morderstwa, zgwałcenia, pobicia, napady rabunkowe i kradzieże z włamaniem. Będąc doskonale świadomym faktu, że polskie organy policyjne i prokuratorskie mogą celowo sztucznie zawyżać poziom bezpieczeństwa, aby przypudrować swój wizerunek w oczach opinii publicznej, w dalszej części wątku powołam się na badania ankietowe autorstwa renomowanych europejskich i światowych sondażowni, specjalizujących się w estymowaniu skali/rozmiarów przestępczości. Dopiero po takiej kwerendzie powinniśmy otrzymać obiektywny obraz barbarzyństwa, w jakim pogrążona jest Trzecia Rzeczpospolita, a zarazem ostateczne potwierdzenie racji hoplofobów, że dorosłych Polaków od broni palnej trzeba koniecznie izolować ze względu na wyssaną z butelki po wódce genetyczno-kulturową skłonność do przemocy i zabijania. 

Kardynalnego dowodu degrengolady obyczajów dostarczają wskaźniki zabójstw w Polsce [1], które w nadającej się do zrekonstruowania perspektywie historycznej jeszcze ani razu nie przekroczyły obecnej średniej dla całego kontynentu (UNODC: link). Prawdę powiedziawszy, w ostatniej dekadzie nasz narodowy zapał w mordowaniu się wzrósł do tego stopnia, że jeśli tendencja ta nie wyhamuje, to w niedalekiej przyszłości będziemy musieli znosić towarzystwo norwesko-duńskiej dziczy w europejskiej hierarchii (współczynnik ~0.9 w roku 2014):

Odzwierciedlone w policyjnych statystykach gwałty [2], napady rabunkowe, pobicia/napaści z wykorzystaniem rąk, nóg i rekwizytów pomocniczych [3] oraz włamania:

Same liczby ogołocone z kontekstu mówią tyle co nic na temat upadku Polski, wklejam zatem materiał porównawczy [4]. Diagramy uszeregowane są chronologicznie w celu podkreślenia naszej konsekwentnie stabilnej pozycji. W odróżnieniu bowiem od innych nacji, które potrafią drastycznie przetasować kolejność stawki, awansując z dolnych rejonów drabiny prosto w okolice szczytu, RP demonstruje znikomą mobilnością i nie zmienia miejsca w rankingu [5]:

Przechodzę teraz do sondaży wiktymizacyjnych.

W ramach inicjatywy World Poll analitycy Gallupa spytali swoich respondentów, czy w okresie dwunastu miesięcy przed przeprowadzeniem rozmowy doznali przejawów fizycznej przemocy (Have you been victim of an assault crime in the last twelve months?). Poniżej zamieszczam finalne szacunki dla grupy wybranych krajów, wywiedzione z odpowiedzi udzielanych przez osoby od piętnastego roku życia wzwyż, które przyznały się do bycia ofiarą napaści (link). Jak widać, znowu nie mamy się czym chwalić – pijackie ustawki na działkowym grillu, nawalanki o wolne miejsca parkingowe koło Biedronki czy strzelaniny z użyciem dostępnej bez zezwolenia broni czarnoprochowej [6] uplasowały nas obok Kanady, Japonii i USA:

Pomiary Gallupa potwierdzają dane gromadzone niezależnie przez Eurostat (link) – jesteśmy Wandalami współczesnej Europy:

eurostat_survey_2013

I jeszcze CBOS (link):

Jeżeli sposób, w jaki traktuje się kobiety, uznać za probierz ucywilizowania społeczeństwa, to w tej dziedzinie również nie zdajemy egzaminu. Proszę spojrzeć: polski troglodyta puka w dno tabeli od spodu ze wskaźnikiem 19 proc. przy średniej unijnej równej 33. Odwieczne pytanie, kiedy w końcu dościgniemy “Zachód”, nigdy nie było bardziej aktualne [7]:

przemoc_wobec_kobiet[IRONIA OFF]

_________________

[1] Na przełomie lat 1989/90, w związku z transformacją ustrojową, nastąpiła istotna zmiana wzorów przyjmowania i rejestrowania meldunków o pokrzywdzeniu przestępstwami. W praktyce nieco ponad 30 proc. wszystkich czynów kwalifikowanych jako zabójstwo stanowią usiłowania. Wyodrębniłem je z podstawowej kategorii i zilustrowałem oddzielnie w postaci niebieskiej krzywej. Napaści prowadzące do śmierci ofiary (tzw. ciężki uszczerbek na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym: sprawca chce dotkliwie pobić i w tym zakresie działa z winy umyślnej, natomiast skutek, czyli śmierć ofiary, objęta jest winą nieumyślną) nie są w Polsce wliczane do agregatowej puli zabójstw (tabela, artykuł). Ponieważ jednak zajścia te odpowiadają za niewielki odsetek zgonów, można spokojnie założyć, iż nie odkształcają one linii trendu w stopniu powodującym zafałszowanie. Rozmiary populacji dla poszczególnych lat ściągnięte z banku danych GUS (arkusz); informacje o zabójstwach z okresu 1980-2000 przepisane z pracy Krajewskiego (link), dla lat późniejszych skopiowane ze strony Komendy Głównej Policji (link).

[2] 15-20 proc. to usiłowania.

[3] Fascynującego wglądu w profil sprawców (i ofiar) wszelkiego rodzaju pobić oferuje studium Pawła Bachmata pt. “Instytucja obrony koniecznej w praktyce prokuratorskiej i sądowej” (link). Zacytuję autora:

W społecznym postrzeganiu obrona konieczna kojarzy się zazwyczaj z przypadkami przeciwdziałania aktom kradzieży lub kradzieży z włamaniem, w sytuacji przyłapania sprawcy na gorącym uczynku. Bywa także często łączona ze zdarzeniami, w których przypadkowy przechodzień jest zmuszony samodzielnie odeprzeć atak ze strony agresywnie zachowujących się, zwykle będących pod wpływem alkoholu, nieznanych mu sprawców. (…) Społeczne odczucie zawodzi jednak, jeśli chodzi o wskazanie najbardziej reprezentatywnych, tj. mających miejsce najczęściej, sytuacji, w których dochodzi do zastosowania tego kontratypu. 

I dalej:

Przeciętny sprawca bezprawnego zamachu charakteryzuje się bardzo niskim poziomem wykształcenia. W ponad połowie przypadków (51.1%) były to osoby legitymujące się zaledwie wykształceniem podstawowym, względnie podstawowym niepełnym, w 32.6% – wykształceniem zawodowym. Jedynie 16.3% badanych osób ukończyło szkołę średnią, a osób z wykształceniem wyższym nie odnotowano w ogóle. Zazwyczaj w chwili popełniania czynu napastnik był po spożyciu alkoholu; przypadki działania pod wpływem innych środków odurzających nie wystąpiły. (…) Opis przeciętnej osoby występującej w obronie koniecznej co do zasady nie odbiega od ukazanej wyżej charakterystyki przeciętnego sprawcy zamachu.

Krótko mówiąc, ogromna większość incydentów w Polsce skutkujących użyciem siły w samoobronie wygląda tak, że podczas libacji alkoholowej dwóch meneli pobije się o jabola albo w rodzinie patoli dojdzie do rękoczynów. Taki obraz ma niewiele wspólnego z hoplofobicznymi wyobrażeniami o losowych napadach agresji na ulicach albo o ludziach mijanych w drodze do pracy z żądzą mordu w oczach. 

[4] Warto wspomnieć przy tej okazji o międzynarodowym porównaniu z roku 1995 wykonanym przez działający pod oenzetowską egidą Europejski Instytut do spraw Zapobiegania i Kontroli Przestępczości w Helsinkach (The European Institute for Crime Prevention and Control). Jak zaznacza Krajewski, komentując wyniki eksperymentu – nawet w latach dziewięćdziesiątych XX wieku w relacji do Europy Zachodniej Polska jawiła się jako kraj o średnim nasileniu przestępczością ujawnioną oraz rzeczywistą (zobacz także wizualizację ostatniego sondażu z serii ICVS). Na trzynaście państw poddanych ocenie zajęliśmy dopiero dziesiątą lokatę, zaś wskaźniki przemocy miały u nas wartość poniżej przeciętnej. Na minus wyróżnialiśmy się jedynie w subkategorii ataków rozbójniczych, przy czym należałoby tu uczciwie dodać, że była to konsekwencja skrzywienia, wywołanego nienaturalnie wysokim odsetkiem wiktymizacji rozbojami usiłowanymi. W zakresie rozbojów faktycznie dokonanych Polska figurowała za Czechami, USA, Szwajcarią i Anglią wraz z Walią – na pozycji czwartej:

przestepczosc w Polsce 1995

[5] Zestawienia Eurostatu podane za serwisem forsal.pl (link). Wykresy uwzględniają przestępstwa (crime) tudzież akty przemocy i wandalizmu (violence, vandalism). Przestępstwa zdefiniowano jako wszystkie odnotowane przez policję przypadki łamania prawa z wyjątkiem drobnych wykroczeń: naruszenia nietykalności cielesnej, kradzieże z użyciem siły oraz napaści na tle seksualnym. Podane liczby dotyczą gęsto zaludnionych europejskich obszarów.

[6] Oficjalnych statystyk sprzedaży nie ma, bo egzemplarze czarnoprochowe nie podlegają centralnej rejestracji, ale z anegdotycznych opowieści wynika, że konstrukcje te cieszą się sporą popularnością i schodzą z półek sklepowych szybciej niż wszystkie inne rodzaje broni palnej w Polsce:

“COLT CATTLEMAN 1873 & MAGICZNA SKRZYNIA” by BrzydkiBurak

[7] Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris wypuścił ostatnio raport (link) podsumowujący kluczowe wnioski z analiz (→ link) sporządzonych przez Europejską Agencję Praw Podstawowych (The European Union Agency for Fundamental Rights, skrót FRA). Przedmiotem ewaluacji był stopień natężenia przemocy wobec kobiet ze strony mężczyzn w poszczególnych państwach członkowskich. Było to najszerzej zakrojone przedsięwzięcie naukowe, jakie kiedykolwiek uruchomiono na tym polu, przeprowadzone na grupie 42 tysięcy kobiet ze wszystkich 28 krajów Unii Europejskiej, przy zapewnieniu im komfortu psychicznego poprzez izolację od partnerów. Metodyka opierała się na anonimowych ankietach/rozmowach z losową próbką respondentek, a nie na porównywaniu liczby zgłoszeń do organów ścigania (ustalenia z zakresu wiktymologii nieodmiennie wykazują, że zachowania przestępcze o podłożu seksualnym charakteryzują się bardzo dużą tzw. ciemną liczbą w tym sensie, że spektrum przestępstw ujawnionych według statystyk policyjnych nie odpowiada rzeczywistej skali występowania zjawiska; w takich sytuacjach zawsze najlepiej sięgać do alternatywnych źródeł). Pytania ponadto ustandaryzowano i doprecyzowano na tyle, aby uniknąć nieporozumień związanych z różną interpretacją słowa “przemoc”. Do tego sformułowano je w taki sposób, żeby nie sugerować, czy chodzi o przemoc “zasłużoną” czy nie.

Konkluzje: Polska na tle Unii Europejskiej odznacza się najniższymi wskaźnikami przemocy doświadczanej przez kobiety od obecnego lub dawnego partnera i najwyższym wskaźnikiem raportowalności przypadków przemocy policji. Dane te stoją w jawnej sprzeczności z forsowaną często w mediach tezą, że na wyniki badania decydujący wpływ miały czynniki kulturowe, rozumiane jako brak społecznego przyzwolenia na mówienie o sprawach intymnych. Gdyby istotnie tak było, wtedy liczba zgłoszonych aktów przemocy na policji byłaby wprost proporcjonalna do liczby samych incydentów. Tymczasem sytuacja kształtuje się dokładnie odwrotnie – w krajach skandynawskich wysoki odsetek kobiet powyżej piętnastego roku życia, deklarujących przestępczą wiktymizację, łączy się z niską liczbą interwencji policji, która rzadko przekracza poziom kilkunastu procent, w Polsce zaś przy najniższej wśród krajów Unii deklarowanej liczbie aktów przemocy, niemalże 30 proc. badanych kobiet poświadcza taką interwencję, co w przypadku nie-partnerów stanowi najwyższy wskaźnik wśród krajów UE.

30 komentarzy na temat “Czy Polacy są agresywni?”

  1. Niestety fragment o przemocy wobec kobiet jest błędny. Wcale nie zadbano o uniknięcie nieporozumień w związku z interpretacjami słowa “przemoc”. W Polsce kobiety albo boją się mówić o tym co się dzieje w domu albo udają, że nic się nie stało, przecież Heniek to kochany jest, tylko nerwowy, niechcący mi to oko podbił. Po drugie policja często nie przyjmuje zgłoszeń dot. przemocy domowej a przyjęcie zgłoszeń gwałtu to zwykle wyjątek a nie reguła. Zdarza się, że pierwsze pytanie do ofiary brzmi ” jak pani była ubrana?’. Często na bezczelnie mówią, że prawdopodobieństwo złapania sprawcy jest nikłe i nie przyjmują zgłoszenia, bo zepsuje im statystyki (przypadek znajomej). Zresztą, o czym tu w ogóle mówić skoro ustawa przeciw przemocy jest tu nazywana “zagrażającą cywilizacji”? Nawet Malta, państwo wyznaniowe, przyjęła ustawę bez takich cyrków. U nas dalej panuje przekonanie, że ofiara jest sama sobie winna.

    1. “Niestety fragment o przemocy wobec kobiet jest błędny.”

      Poproszę o wskazanie tych błędów.

      “policja często nie przyjmuje zgłoszeń dot. przemocy domowej a przyjęcie zgłoszeń gwałtu to zwykle wyjątek a nie reguła.”

      Badania, o których mowa, nie są oparte na zgłoszeniach do organów policji (zobacz przypis nr 7).

      1. Chociażby raport prof. Beaty Gruszczyńskiej z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, według którego każdego roku przemocy fizycznej lub seksualnej doświadcza 700 tysięcy kobiet w Polsce, a co dziesiąta doświadczyła przestępstwa zgwałcenia lub jego usiłowania.

        “Badania, o których mowa, nie są oparte na zgłoszeniach do organów policji”

        Więc może jednak warto przytoczyć też inne dane? W 2013 zatrzymano 60 tyś. osób podejrzanych o przemoc domową względem kobiet, z tego skazano 12 tyś. To chyba coś mówi o podejściu do problemu przemocy wobec kobiet w Polsce.

        O postrzeganiu przemocy wiele mówią także badania Instytutu Psychologii Zdrowia. Większość badanych nie uznała jednokrotnego uderzenia w twarz za przemoc w rodzinie, a dopiero wielokrotne. Jak tu zatem mówić o obiektywnych ustaleniach z ankiet?

        1. Kiedy Gruszczyńska publikowała swój raport, wyniki FRA były jeszcze w trakcje opracowywania. I z tego, co się orientuję, nie porównywała ona sytuacji w Polsce z sytuacją w innych krajach w oparciu o te same instrumenty analityczne, których użyła do zbadania polskiego problemu. Zatem nawet jeśli jej szacunki są wiarygodne, to nie stanowią one dla mnie żadnej wartości w kontekście komparatystyki kryminalnej.

          Dane o 60 tysiącach podejrzanych i 12 tysiącach skazanych brzmią ponuro, ale znowu: jak to się ma w odniesieniu do innych krajów?

          Wszystkie badania i statystyki od co najmniej 1995 roku pokazują, że problem przemocy w Polsce – jakiejkolwiek i wymierzonej w kogokolwiek – jest w najgorszym razie przeciętny. Większość danych sugeruje natomiast, że prezentujemy się dobrze albo bardzo dobrze w zestawieniu z innymi nacjami. Naprawdę trzeba sporej ekwilibrystyki, żeby teraz przerzucić Polskę z dołu wszystkich rankingów na samym szczyt.

          Chciałbym też zaznaczyć, że w kwestionariuszu wykorzystanym przez FRA znalazły się pytania o bicie w twarz i szarpanie za włosy. I bynajmniej nie w kontekście “Czy uznałaś to za przemoc?” tylko jako suche stwierdzenie faktu statystycznego.

  2. Ktoś mógłby się teraz doczepić i powiedzieć: “No popatrz, w Polsce jest tak mało przestępstw, bo jest mało broni palnej! W Niemczech czy Francji jedna trzecia ma broń i dlatego jest tyle przestępstw.” Z ludźmi prezentującą taką pogardę dla bliźnich niestety nie przekonasz :/

    1. Byłaby to niezła wolta w narracji hoplofobów. Z dotychczasowej: “Polacy to niezrównoważeni furiaci” na: “Polacy są do rany przyłóż”. Albo lepiej: “Polacy są zbyt spokojni, żeby dawać im broń”.

      1. Nie, śpiewka będzie inna: “W Polsce jest tak spokojnie WŁAŚNIE DLATEGO, że Polacy nie mają dostępu do broni. Gdyby mieli, to zaraz by dorównali albo przebili resztę Europy”. Aby temu zaradzić, warto byłoby podać wskaźniki dostępu do broni palnej w poszczególnych krajach i zestawić je ze wskaźnikami przestępczości.

        1. “śpiewka będzie inna: “W Polsce jest tak spokojnie WŁAŚNIE DLATEGO, że Polacy nie mają dostępu do broni. Gdyby mieli, to zaraz by dorównali albo przebili resztę Europy”

          Czyli tak jak powtarzam: ciężki psychiatryk. Pod wpływem martwego przedmiotu z narodu spokojnego zmieniliby się w naród morderców; z narodu nienapadającego innych ludzi zmieniliby się w naród masowo popełniający akty rabunków i napaści (których nie popełniają dzisiaj z użyciem np. broni białej). Z takim tokiem rozumowania nie warto nawet polemizować.

          “warto byłoby podać wskaźniki dostępu do broni palnej w poszczególnych krajach i zestawić je ze wskaźnikami przestępczości.”

          Po pierwsze, to bez znaczenia – Polska ma i tak najniższe wskaźniki posiadania broni w Europie. Po drugie, dostep do broni palnej na kontynencie – oprócz paru wyjątków – jest regulowany na mocy praktycznie identycznych przepisów, więc to nie jest tak, że, przykładowo, w Belgii statystycznie jest większa przestępczość, bo mają tam bardziej liberalny system. Po trzecie wreszcie, legalni właściciele broni palnej nie dokonują przestępstw. W USA posiadacze zezwoleń na noszenie broni w ukryciu należą do najrzadziej łamiącej prawo grupy społecznej w Ameryce. Z danych, które udało się pozyskać na Florydzie i Teksasie, wynika, że legalnie uzbrojeni cywile wchodzą w konflikt z prawem rzadziej niż funkcjonariusze policji, a jeśli już wchodzą, to w większości przypadków ich wina polega na wniesieniu broni palnej do GFZ (gun free zone).

        1. Odnoszę się do twojego cytowania.

          “Ja przede wszystkim nie wiem po co polakom w ogóle broń, jesteśmy bardzo bezpiecznym narodem (…)”

          To rozumowanie zakłada w sposób utajony, że po liberalizacji przepisów nastąpi pogorszenie sytuacji. Z narodu spokojnego przekształcimy się w naród agresywny, popełniający przestępstwa, których dzisiaj nie popełniamy z użyciem broni białej. Jak bardzo chora i absurdalna jest ta “logika”, nie muszę chyba wyjaśniać. Broń palna w tym równaniu to oczywiście przedmiot obdarzony magicznymi właściwościami, który pokonuje siłę woli przeciętnego Polaka, wpływając na jego psychikę i przepoczwarzając go w nieobliczalnego furiata. Ta skrajna postać paranoicznych rojeń w połączeniu z prymitywnym animizmem stawia polskich hoplofobów w jednym rzędzie z ludami pierwotnymi uprawiającymi zbieracko-łowiecki tryb życia.

          Druga sprawa: osoby, posługujące się tą paranoiczną argumentacją, powinny podać przykład kraju, w którym liberalizacja przepisów regulujących posiadanie i noszenie broni palnej pokryła się w czasie z pogorszeniem stanu sprzed reformy. Gwarantuję, że będą z tym kłopoty. Żadnych kłopotów nie ma natomiast ze wskazaniem kraju, w którym zaostrzenie przepisów czy wręcz całkowity ban skorelowane były ze skokowym wzrostem wskaźników zachowań przestępczych.

          1. Wiem, też mnie to rozwala – że ludzie, którzy w innych sytuacjach określają siebie mianem “racjonalnych” czy nawet “postępowych”, w dyskusji o broni palnej nagle przemieniają się w całkowite zaprzeczenie racjonalności, a rozumową analizę zastępują frazesami i logiką paranoika.

  3. Do 39. roku Polacy mogli i posiadali broń. Palna i biala. Potrafili się nią posługiwać. 14-latkowie strzelali zające i cietrzewie. Dziadek opowiadał, jak jego ojciec tłumaczył mu zasady użycia i bhp z bronią. Prababcia opowiadała, ze każda rodzina w miasteczku miała flintę albo sztucer. Młodzi albo w Strzelcu albo w Kole łowieckim szlifowali umiejętności. Prababcia rpcznik 1904. Dziadek 1928. Ludzie nosili broń i nikt nikogo nie mordował. Dodam, że za czasow komuny harcerze nosili finki legalnie, też nie bylo problemu. Pozdrawiam, Bartek

    1. Dodam, że w tych czasach byłem w podstawówce harcerzem, w czwartek był “dzień mundurowy” a finka stanowiła obowiązkową część munduru… no ale to było za komuny, teraz byłaby wzywana milicja albo i AT.

      1. Czy ja wiem? Dalej sobie można śmigać z nożem, w krytycznym przypadku raz kiedyś wezwano do nas Policję (jakiś nerwowy właściciel baru na Polach Mokotowskich się trafił), przyjechały cztery radiowozy, panowie obejrzeli kolekcję noży małych, dużych i całkiem wielkich, podziękowali za współpracę, życzyli miłego dnia i odjechali :-)

  4. Zrobiłem kiedyś tak całkiem dla siebie porównanie między krajami świata, jak kształtuje się zależność ilości broni palnej na mieszkańca do ilości zabójstw z bronią palna na mieszkańca. Nie porównywałem sytuacji “przed” czy “po” zakazach czy nakazach, zresztą zawsze można powiedzieć, że czynników mogących wpłynąć na ilość zabójstw jest więcej niż tylko zakaz. Moje porównanie było na podstawie danych statystycznych wszystkich krajów z jednego roku.

    Wnioski?

    Zarówno w skali świata, jak i każdego z kontynentów była tendencja niewielkiego spadku ilości zabójstw wraz ze wzrostem ilości broni.

    Całe moje badanie było tylko wykresem w excelu oraz wyliczonym współczynnikiem korelacji, ale mi to wystarczyło.

    1. “Nie porównywałem sytuacji “przed” czy “po” zakazach czy nakazach”

      A szkoda, bo to są najważniejsze pomiary. Bardzo często w badaniach, usiłujących dowieść, że powszechność broni palnej skorelowana jest ze zwiększonym występowaniem przestępczości manipulatorzy wykorzystują wyłącznie dane przekrojowe (cross-sectional data) z kompletnym pominięciem tego, jak przestępczość zmieniała się w czasie.

      “zresztą zawsze można powiedzieć, że czynników mogących wpłynąć na ilość zabójstw jest więcej niż tylko zakaz.”

      Można, ale hoplofobicy nigdy tak nie postępują. Wiadomo, że kilka czynników może równocześnie wpływać na zmiany zjawiska x i modulować – przyśpieszając albo zwalniając – trend spadkowy/wzrostowy.

      1. “A szkoda, bo to są najważniejsze pomiary.”

        Może i szkoda, ale nie mam czasu szukać lepszych danych i umiejętności liczenia bardziej skomplikowanych statystyk, zwykły geodeta jestem ;) Wystarczyło mi to, co policzyłem samodzielnie. Resztę wyczytałem na tym blogu. Jeśli samemu się nie sprawdza źródeł nie ogarnia danych (kto ma na to tyle czasu i cierpliwości), to w zasadzie każdy argument się przyjmuje na wiarę. Ja chciałem sprawdzić samodzielnie jak jest i wynik mnie samego zaskoczył, bo nie widziałem co wyjdzie. Teraz mogę spokojnie zaufać w to co piszesz na tym blogu ;)

        A Hoplofobika nie da sie zazwyczaj przekonać, na argumenty emocjonalne nie ma kontrargumentów. Właśnie sie dowiedziałem w dyskusji (jako argument), że gdyby była bardziej dostępna broń w Polsce, to organizacje paramilitarne (a jest to podobno 30-40 tys lidzi) stałyby się niebezpieczne, jak te co walczyły na Ukrainie. Nie zawsze taka organizacja chce współpracować z rządem. Argumentem było: czy chcę, zanim udam się do danego regionu, sprawdzać czy nie toczą się tam działania wojenne jak na Ukrainie! Szkoda słów…

  5. Nie odniosę się do tekstu, tylko do wykresów dotyczących pobić, włamań i gwałtów. Zauważyłem bowiem ciekawą rzecz. W latach trwania stanu wojennego (1981-1983) o ile nie mamy znacznego wzrostu lub spadku włamań, pobić, bójek w stosunku do roku 1980, tak przeraził mnie wręcz gwałtowny skok liczby gwałtów. Po transformacji potrzeba było 6 lat, aby liczba gwałtów zrównała się z tą w 1984 roku.

    A przecież stan wojenny kojarzy mi się ze zwiększonymi patrolami, ciągłymi kontrolami, godziną milicyjną i wzmożoną inwigilacją (kontrolowanie rozmów telefonicznych). Teoretycznie więc, pomimo mniejszej wolności niż przed 1981 rokiem, powinno wzrosnąć bezpieczeństwo. A tu proszę, jeszcze jeden argument przeciw państwu policyjnemu.

      1. Do którego wykresu konkretnie się odnosisz? Bo ostatni diagram to wizualizacja wyników sondażu wiktymizacyjnego, który przeprowadzono na randomizowanej próbie kobiet w oparciu o ustandaryzowaną metodykę. Policja – ani polska, ani jakakolwiek inna – nie ma z tymi statystykami nic wspólnego. W przypisie nr 7 jest wszystko wytłumaczone.

    1. “Naprawdę uważacie, że jeżeli każdy żul spod sklepu”

      Ty myślisz, że broń będzie w gratisie dodawana do czteropaka czy jak? Czy każdy żul spod sklepu ma takie rzeczy jak: zegarek, telefon, laptop, scyzoryk, latarkę… Pistolet to dość drogie urządzenie i zapewniam Cię, że żaden żul nie będzie jej posiadał z takiego samego powodu z jakiego nie posiada powyższych przedmiotów: nie da się ich wypić!

      “psychol w czarnej beemce”

      Może obecnie posiadać: miecz samurajski, siekierę, kij baseballowy (nabity gwoździami), kuszę, czarnoprochowca, kastet, maczetę, pitbulla… Naprawdę uważasz, że jeśli do tej pory był NIEKARANY to posiadanie przez niego broni palnej zmienia cokolwiek?

  6. Mam pytanie czy w tych statystykach odnosimy się do zbrodni, gwałtów itd. na terenie polski czy do obywateli polski. A jeśli nawet do obywateli, to czysto Polacy z pokoleń czy np. Romowie lub inne narodowości lub grupy etniczne mające obywatelstwo polskie?

  7. W komentarzach cały czas nie rozróżnia się PRAWA do posiadania broni, od FIZYCZNEGO jej posiadania, a nawet od jej UŻYWANIA. Prawo dopuszcza posiadanie takich narzędzi zbrodni jak nóż, siekiera, piła łańcuchowa, kosa, pałka, dzban Kryształowy itp. Na widok domownika z kosą w ręku każdy złodziej czmychnie. Dlaczego więc nie może czmychnąć na widok domownika z pistoletem?

Dodaj komentarz