Jesteśmy dość nerwowym społeczeństwem. Ludzie mogą chcieć używać broni jako straszaka w sytuacjach spornych pomiędzy sobą.

– Były rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji, Mariusz Sokołowski, dla portalu onet.pl

* * *

Polakom to lepiej dać słabe kije niż broń. Polacy bez broni i tak się tłuką, biją, zabijają, kamieniami rzucają. 

Sonda uliczna z 2008 roku wykonana na zlecenie RMF FM

* * *

W kraju, gdzie przynajmniej jedna trzecia dorosłej populacji co wieczór jest po alkoholu, łatwy dostęp do broni palnej wyzwoli rodzinne i sąsiedzkie masakry; pijany Polak, zamiast chwycić za siekierę, pociągnie za spust.

– Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”

* * *

Agresywni. Atakujący. Bezduszni. Bezmyślni. (…) Choleryczni. (…) Gniewni. (…) Kłótliwi. (…) Napastliwi. (…) Nienawistni. (…) Niespokojni. (…) Podenerwowani. (…) Wkurwieni. Wkurzeni. (…) Zeźleni. Zirytowani. (…) Tacy jesteśmy.

– Jacek Kowalczyk, bloger “Polityki”

Pogląd głoszący, iż Polacy są warcholskim narodem i w trosce o ich dobro nie wolno wkładać im broni do ręki, bo wymordują się przy pierwszej sąsiedzkiej kłótni o flaszkę, jest tak głęboko zabetonowany we wszystkich grupach zawodowych, od robotniczych po menadżerskie, we wszystkich przedziałach dochodowych, od drobnych ciułaczy po milionerów, i na wszystkich szczeblach sprawności intelektualnej, od imbecyla (np. prominentnego dziennikarza “Polityki”) po członka Mensy, że niepoświęcenie osobnego komentarza na neutralizację tego aksjomatu byłoby karygodnym zaniedbaniem. Czerpiąc natchnienie z makabrycznych fantazji rodaków, postanowiłem więc przybliżyć czytelnikom bloga to groteskowe zagadnienie za pomocą kilku wykresów. Naturalnie musiałem się śpieszyć, gdyż zgodnie z kasandrycznymi prognozami, przy takim natężeniu wewnętrznej agresji III RP czeka nieuchronny zjazd w stronę krwawej anarchii i za jakiś czas nie będzie już czego wizualizować.

Do odsłaniania spustoszeń zabieram się rutynowo – od prezentacji długofalowych trendów w przestępczości kryminalnej z naciskiem na manifestacje bandytyzmu wywołujące największe poczucie trwogi wśród obywateli, czyli zabójstwa, zgwałcenia, pobicia, napady rabunkowe i kradzieże z włamaniem. Będąc doskonale świadomym faktu, że polskie organy policyjne i prokuratorskie mogą celowo sztucznie zawyżać poziom bezpieczeństwa, aby przypudrować swój wizerunek w oczach opinii publicznej, w dalszej części wątku powołam się na badania ankietowe autorstwa renomowanych europejskich i światowych sondażowni, specjalizujących się w estymowaniu rozmiarów przestępczości. Dopiero po takiej kwerendzie powinniśmy otrzymać obiektywny obraz barbarzyństwa, w jakim pogrążona jest Trzecia Rzeczpospolita, a zarazem ostateczne potwierdzenie racji hoplofobów, że dorosłych Polaków od broni palnej trzeba koniecznie izolować ze względu na wyssaną z butelki po wódce genetycznie-kulturową skłonność do przemocy i zabijania. 

Kardynalnego dowodu degrengolady obyczajów dostarczają wskaźniki zabójstw w Polsce [1], które w nadającej się do zrekonstruowania perspektywie historycznej jeszcze ani razu nie przekroczyły obecnej średniej dla całego kontynentu (UNODC: link). Prawdę powiedziawszy, w ostatniej dekadzie nasz narodowy zapał w mordowaniu się wzrósł do tego stopnia, że jeśli tendencja ta nie wyhamuje, to w niedalekiej przyszłości będziemy musieli znosić towarzystwo norwesko-duńskiej dziczy w europejskiej hierarchii (współczynnik ~0.9 w roku 2014):

Odzwierciedlone w policyjnych statystykach gwałty [2], napady rabunkowe, pobicia/napaści z wykorzystaniem rąk, nóg i rekwizytów pomocniczych [3] oraz włamania:

Same liczby ogołocone z kontekstu mówią tyle co nic na temat upadku Polski, wklejam zatem materiał porównawczy [4]. Diagramy uszeregowane są chronologicznie w celu podkreślenia naszej konsekwentnie stabilnej pozycji. W odróżnieniu bowiem od innych nacji, które potrafią drastycznie przetasować kolejność stawki, awansując z dolnych rejonów drabiny prosto w okolice szczytu, RP demonstruje znikomą mobilnością i nie zmienia miejsca w rankingu [5]:

Przechodzę teraz do sondaży wiktymizacyjnych.

W ramach inicjatywy “Better Life” analitycy OECD spytali swoich respondentów, czy w okresie dwunastu miesięcy przed przeprowadzeniem rozmowy doświadczyli przejawów fizycznej przemocy. Poniżej zamieszczam finalne szacunki dla grupy wybranych krajów wywiedzione z odpowiedzi udzielanych przez osoby powyżej piętnastego roku życia, które przyznały się do bycia ofiarą napaści (link). Jak widać, znowu nie mamy się czym chwalić – pijackie ustawki na działkowym grillu, nawalanki o wolne miejsca parkingowe czy strzelaniny z użyciem dostępnej bez zezwolenia broni czarnoprochowej [6] uplasowały nas obok Kanady i Japonii:

assault_rate_oecd

Pomiary OECD potwierdzają dane gromadzone niezależnie przez Eurostat (link) – jesteśmy Wandalami współczesnej Europy:

eurostat_survey_2013

I jeszcze CBOS (link):

Jeżeli sposób, w jaki traktuje się kobiety, uznać za probierz ucywilizowania społeczeństwa, to w tej dziedzinie również nie zdajemy egzaminu. Proszę spojrzeć: polski troglodyta puka w dno tabeli od spodu ze wskaźnikiem 19 proc. przy średniej unijnej równej 33. Odwieczne pytanie, kiedy w końcu dościgniemy “Zachód”, nigdy nie było bardziej aktualne [7]:

przemoc_wobec_kobiet[IRONIA OFF]

_________________

[1] Na przełomie lat 1989/90, w związku z transformacją ustrojową, nastąpiła istotna zmiana wzorów przyjmowania i rejestrowania meldunków o pokrzywdzeniu przestępstwami. W praktyce nieco ponad 30 proc. wszystkich czynów kwalifikowanych jako zabójstwo stanowią usiłowania. Wyodrębniłem je z podstawowej kategorii i zilustrowałem oddzielnie w postaci niebieskiej krzywej. Napaści prowadzące do śmierci ofiary (tzw. ciężki uszczerbek na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym: sprawca chce dotkliwie pobić i w tym zakresie działa z winy umyślnej, natomiast skutek, czyli śmierć ofiary, objęta jest winą nieumyślną) nie są w Polsce wliczane do agregatowej puli zabójstw (tabela, artykuł). Ponieważ jednak zdarzenia te odpowiadają za relatywnie niewielki odsetek zgonów, można spokojnie założyć, iż nie odkształcają one linii trendu w stopniu powodującym zafałszowanie. Rozmiary populacji dla poszczególnych lat ściągnięte z banku danych GUS (arkusz); informacje o zabójstwach z okresu 1980-2000 pobrane z pracy Krzysztofa Krajewskiego (link), dla lat późniejszych skopiowane ze strony Komendy Głównej Policji (link).

[2] 15-20 proc. to usiłowania.

[3] Fascynującego wglądu w profil sprawców (i ofiar) wszelkiego rodzaju pobić oferuje studium Pawła Bachmata pt. “Instytucja obrony koniecznej w praktyce prokuratorskiej i sądowej” (link). Zacytuję autora:

W odczuciu społecznym obrona konieczna kojarzy się zazwyczaj z przypadkami przeciwdziałania aktom kradzieży lub kradzieży z włamaniem, w sytuacji przyłapania sprawcy na gorącym uczynku. Bywa także często łączona ze zdarzeniami, w których przypadkowy przechodzień jest zmuszony samodzielnie odeprzeć atak ze strony agresywnie zachowujących się, zwykle będących pod wpływem alkoholu, nieznanych mu sprawców. (…) Społeczne odczucie zawodzi jednak, jeśli chodzi o wskazanie najbardziej reprezentatywnych, tj. mających miejsce najczęściej, sytuacji, w których dochodzi do zastosowania tego kontratypu. 

I dalej:

Przeciętny sprawca bezprawnego zamachu charakteryzuje się bardzo niskim poziomem wykształcenia. W ponad połowie przypadków (51.1%) było to osoby legitymujące się zaledwie wykształceniem podstawowym lub podstawowym niepełnym, w 32.6% – wykształceniem zawodowym. Jedynie 16.3% badanych osób ukończyło szkołę średnią, a osób z wykształceniem wyższym nie odnotowano w ogóle. Zazwyczaj w chwili popełniania czynu napastnik był po spożyciu alkoholu; przypadki działania pod wpływem innych środków odurzających nie wystąpiły. (…) opis przeciętnej osoby występującej w obronie koniecznej co do zasady nie odbiega od przedstawionej wyżej charakterystyki przeciętnego sprawcy zamachu.

Krótko mówiąc, ogromna większość incydentów w Polsce skutkujących użyciem siły w samoobronie wygląda tak, że podczas libacji alkoholowej dwóch meneli pobije się o jabola albo w rodzinie patoli dojdzie do rękoczynów. Taki obraz ma niewiele wspólnego z hoplofobicznymi wyobrażeniami o losowych napadach agresji na ulicach albo o ludziach mijanych w drodze do pracy z żądzą mordu w oczach. 

[4] Warto wspomnieć przy tej okazji o międzynarodowym porównaniu z roku 1995 wykonanym przez działający pod oenzetowską egidą Europejski Instytut do spraw Zapobiegania i Kontroli Przestępczości w Helsinkach (The European Institute for Crime Prevention and Control albo HEUNI). Jak zaznacza Krajewski, komentując wyniki eksperymentu (→ link), nawet w latach 90. XX wieku w relacji do Europy Zachodniej Polska jawiła się jako kraj o przeciętnym nasileniu przestępczością ujawnioną oraz rzeczywistą (zobacz też wizualizację ostatniego sondażu z serii ICVS → link). Na trzynaście państw poddanych ocenie zajęliśmy dopiero dziesiątą lokatę, zaś wskaźniki przemocy miały u nas wartość poniżej przeciętnej. Na minus wyróżnialiśmy się jedynie w subkategorii ataków rozbójniczych, przy czym trzeba tu uczciwie dodać, że była to konsekwencja skrzywienia, spowodowanego nienaturalnie wysokim odsetkiem wiktymizacji rozbojami usiłowanymi. W zakresie rozbojów dokonanych Polska figurowała na pozycji czwartej (za Czechami, USA, Szwajcarią i Anglią wraz z Walią):

przestepczosc w Polsce 1995

[5] Zestawienia Eurostatu za serwisem forsal.pl (link). Wykresy uwzględniają przestępstwa (crime) lub akty przemocy i wandalizmu (violence, vandalism). Przestępstwa zdefiniowano jako wszystkie odnotowane przez policję przypadki łamania prawa z wyjątkiem drobnych wykroczeń: naruszenia nietykalności cielesnej, kradzieże z użyciem siły oraz napaści na tle seksualnym. Podane liczby dotyczą gęsto zaludnionych europejskich obszarów.

[6] Oficjalnych statystyk sprzedaży nie ma, bo egzemplarze czarnoprochowe nie podlegają centralnej rejestracji, ale z anegdotycznych opowieści wynika, że konstrukcje te cieszą się sporą popularnością i schodzą z półek sklepowych szybciej niż wszystkie inne rodzaje broni palnej w Polsce:

Fragment filmu “COLT CATTLEMAN 1873 & MAGICZNA SKRZYNIA” by BrzydkiBurak

[7] Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris opublikował niedawno raport (link) podsumowujący kluczowe wnioski z analiz (link) sporządzonych przez europejską Agencję Praw Podstawowych (The European Union Agency for Fundamental Rights, skrót FRA). Przedmiotem ewaluacji był stopień natężenia przemocy wobec kobiet ze strony mężczyzn w poszczególnych państwach członkowskich. Było to najszerzej zakrojone przedsięwzięcie naukowe, jakie kiedykolwiek uruchomiono na tym polu, przeprowadzone na grupie 42 tysięcy kobiet ze wszystkich 28 krajów Unii Europejskiej, przy zapewnieniu im komfortu psychicznego poprzez izolację od partnerów. Metodyka opierała się na anonimowych ankietach/rozmowach z losową próbką respondentek, a nie na porównywaniu liczby zgłoszeń do organów policji (ustalenia z zakresu wiktymologii nieodmiennie wykazują, że zachowania przestępcze o podłożu seksualnym charakteryzują się bardzo dużą tzw. ciemną liczbą w tym sensie, że spektrum przestępstw ujawnionych według statystyk policyjnych nie odpowiada rzeczywistej skali występowania zjawiska; w takich sytuacjach zawsze najlepiej sięgać do alternatywnych źródeł). Pytania ponadto ustandaryzowano i doprecyzowano na tyle, by uniknąć nieporozumień związanych z różną interpretacją słowa “przemoc”. Do tego sformułowano je w taki sposób, żeby nie sugerować, czy chodzi o przemoc “zasłużoną” czy nie.

Konkluzje: 1) Polska na tle Unii odznacza się najniższym wskaźnikiem przemocy doświadczanej przez kobiety od obecnego lub byłego partnera i 2) Polska charakteryzuje się najwyższym w Unii Europejskiej wskaźnikiem raportowalności przypadków przemocy policji.