Popularna teoria, tłumacząca przyczyny fluktuacji wskaźników przemocy w Ameryce, zakłada, że jeśli nałoży się mapę przestępczości na mapę skażenia ołowiem (ołowiem w benzynie, nie mylić z ołowianą amunicją do broni palnej), obydwie będą ściśle do siebie przylegać. Ponadto efekt poprawy bezpieczeństwa na obszarach, gdzie zatrucie uległo zmniejszeniu, pojawi się z około dwudziestoletnim poślizgiem (populacja wystawiona na działanie pierwiastka w wieku dziecięcym zacznie przejawiać agresywne skłonności dopiero w życiu dorosłym).

Prawda to czy fałsz? [1]

The Young Turks: “Lead Poisoning Linked to Violent Crime”

Michael Woods: “Lead Poisoning Linked to Black Violent Crime”

Wszystko zależy od jakości statystyk, z których korzysta badacz. Innymi słowy, wybór danych wsadowych determinuje konkluzje. Jeżeli użyje źródeł cechujących się mniejszą dokładnością (w tym przypadku chodzi o federalną bazę UCR, czyli Standardowy Protokół Przestępstw FBI), na wyjściu otrzyma niezwykle silną pozytywną korelację między wczesną ekspozycją na ołów a późniejszą ostrą redukcją natężenia przemocy. Jeśli natomiast sięgnie do rezerwuaru bardziej kompletnego z perspektywy długookresowej, tj. przeprowadzanych cyklicznie przez ankieterów Departamentu Sprawiedliwości narodowych sondaży wiktymizacyjnych (National Crime Victimization Survey, dalej NCVS), wówczas postulowany związek ołowiu z przemocą stanie się w skali ogólnokrajowej zaledwie statystycznym artefaktem – błędem, wynikającym z polegania wyłącznie na szacunkach FBI przy dokonywaniu obliczeń.

Ten doniosły fakt został po raz pierwszy poddany głębszej ewaluacji w roku 2015 na łamach recenzowanego wydawnictwa “Journal of Quantitative Criminology” w pracy “Kiedy selekcja danych ma znaczenie. Analiza trendów w amerykańskiej przestępczości w latach 1973-2012”. Na piętnastej stronie artykułu znajduje się wykres, demonstrujący brak jakiejkolwiek łączności między poziomem konsumpcji (sprzedaży i zużycia) paliwa ołowiowego (tradycyjna zmienna proxy przy mierzeniu zatrucia ołowiem) a wiktymizacją poważnymi przestępstwami (NCVS), względnie dynamiką zabójstw (UCR). Całkowite dopasowanie zachodzi jedynie dla krzywej ciężkich przestępstw (bez zabójstw) z katalogu FBI:

W komentarzu umieszczonym tuż pod grafiką autorki podkreślają, że żaden ze zwolenników przedmiotowej hipotezy nigdy nie podjął się zweryfikowania poprawności statystyk przemocy, na których legła narracja o ołowiu jako czynniku sprawczym przestępstw:

Obiektywna wyższość danych sondażowych NCVS nad indeksami UCR bierze się stąd, że 1. statystyki NCVS nie opierają się na policyjnych raportach tylko na bezpośrednich rozmowach z ofiarami przemocy (odpada więc problem przyjmowania zgłoszeń, w tym także ignorowania meldunków o pokrzywdzeniu przestępstwami, oraz problem różnego kodowania tych samych czynów kryminalnych przez lokalne departamenty policji), 2. współczynniki napaści, gwałtów i rozbojów w statystykach NCVS znacznie wierniej odzwierciedlają trendy w kształtowaniu się wskaźników zabójstw UCR niż analogiczne subkategorie w tabelach FBI, co widać zwłaszcza na przestrzeni lat 1973-1990 (wartości przeskalowane, średnia na 1000 mieszkańców):

W podsumowaniu artykułu jest rekomendacja, by do badań panelowych, analizujących długie (rozciągnięte na kilka dekad wstecz) szeregi czasowe i obejmujących agregatowe wskaźniki przemocy albo przestępstwa inne niż zabójstwa (ewentualnie napady rabunkowe), zaprzęgać najlepiej dane gromadzone przez NCVS, gdyż ich wiarygodność została potwierdzona:

__________________

[1] Wayne Hall (link): Lead exposure in childhood may have played a small role in rising and falling crime rates in the USA but it is unlikely to account for the very high percentage of the decline suggested by Nevin and Reyes. Z innych osób: Steven Pinker uważa, że hipoteza “ołowiana” daleka jest od udowodnienia (link), z kolei Barry Latzer twierdzi, że jest ona po prostu błędna (link).