Nazajutrz po rasistowskim ataku na kościół w Charleston decydenci nowojorskiego “Timesa” postanowili wrzucić na swoją witrynę gościnny felieton, od którego włos zjeżył mi się na głowie. Mocno egzaltowana murzyńska aktywistka, Patricia Williams Lessane, wyłożyła w nim kawa na ławę, co sądzi o współczesnej Ameryce.

Otóż w jej halucynacjach czarnoskórzy obywatele USA żyją w poczuciu permanentnego strachu, w domyśle obsesyjnie prześladowani i dyskryminowani przez białych (the increasing terror we African-Americans face on a daily basis), a Stany Zjednoczone 2015 są krajem tak do szpiku kości przesiąkniętym zoologicznym rasizmem, że czarni nie mogą już liczyć na bezpieczny azyl nawet we własnych kościołach (For me, last night’s events signal several visceral truths. One, that we African-Americans have no sanctuary). Największe kuriozum: zaplanowane z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem morderstwo dziewięciu wyznawców autorka fałszywie przyrównała do chicagowskiej fali strzelanin i zabójstw, przelewającej się regularnie przez tamtejsze klorowe dzielnice (Charleston is a wonderful city, but in some very real ways, my children are no safer here than they were in Chicago).

Tekst wylądował w rubryce z opiniami, ale obawiam się, że w przeświadczeniu kobiety, która go napisała, oraz większości jej czytelników jest to relacja oparta na twardych, empirycznych dowodach. Szczęśliwie istnieje w miarę prosty sposób na zweryfikowanie chorych majaczeń o Murzynach gnębionych przez białych rasistów. 

Heather Mac Donald z Instytutu Manhattańskiego, komentatorka polityczna kwartalnika “City Journal”, na łamach magazynu “National Review” w artykule o haniebnym rozgrywaniu przez środowiska lewicowe tragedii w Południowej Karolinie (“The Shameful Liberal Exploitation of the Charleston Massacre [link]) zamieściła tabelę z wykazem przestępstw międzyrasowych, którą otrzymała od urzędników Biura Statystycznego Departamentu Sprawiedliwości (dalej BJS), złożywszy uprzednio prośbę o jej “odtajnienie”. Procedury bardzo nietypowe jak na warunki amerykańskie choćby dlatego, że raporty eksponujące wspomniany fenomen rząd federalny wypuszczał nieprzerwanie od roku 1996 i nikt się z tym specjalnie nie konspirował. Dopiero jak prezydentem został Obama, a w fotelu Prokuratora Generalnego zasiadł Eric Holder, to nagle zaprzestano wydawania kłopotliwych dla nowego gabinetu dokumentów [1]. Ostatni PDF, wiszący na oficjalnej stronie agencji, datowany jest na rok 2008.

obama-holder-sharpton-jackson

Obama/Holder/Sharpton/Jackson [2]

Tabelka, którą zdobyła Mac Donald, w jednym aspekcie jest przełomowa. Oto po raz pierwszy w długiej historii badań sondażowych Departamentu Sprawiedliwości wykluczono latynoskich napastników z kategorii “White offenders” i potraktowano ich jako odrębną grupę etniczną. Zestawienie to oferuje zatem wszystkie elementarne informacje potrzebne do sporządzenia szacunków, demaskujących mitotwórstwo pani Lessane oraz całej rzeszy podobnych do niej podżegaczy rasowych ze ścisłej administracji rządowej i najbliższego otoczenia prezydenta. Uwaga techniczna: skompilowane niżej dane obejmują wyłącznie zagregowane przypadki brutalnych przestępstw (violent crimes – gwałty, pobicia, napady rabunkowe); morderstwa i umyślne zabójstwa nie zostały uwzględnione w podsumowaniu:

NCVS_table_race_crime_2012-13Ekstrapolując wartości uzyskane z narodowej ankiety na resztę społeczeństwa, w latach 2012-2013 czarnoskórzy sprawcy dopuścili się 486 945 aktów przemocy przeciwko białym pochodzenia europejskiego (Mac Donald podaje zawyżoną sumę 560 600 incydentów, co koliduje z moimi kalkulacjami), podczas gdy u białych w analogicznym okresie licznik stanął na 99 403 przestępstwach przeciwko czarnym. Oznacza to, że Murzyni prowokowali ataki w 85 proc. konfliktów, w które zaangażowani byli przedstawiciele obu ras.

W żadnym razie nie są to rezultaty zaskakujące. Wystarczy przejrzeć materiały archiwalne albo zapoznać się z udostępnionym w drodze wyjątku przez pracowników BJS excelowskim arkuszem “Table: 42 Personal Crimes of Violence, 2010” (ujawniającym szokująco wysoką liczbę ofiar napaści po stronie rasy białej [3]), żeby zidentyfikować konsekwentny wzorzec zachowań. Trudno o bardziej powtarzalne wskaźniki na polu kryminologii.

Zdumiewająca jest natomiast inna prawidłowość: z tych danych wynika, że międzyrasowa przemoc w kontaktach murzyńsko-latynoskich występuje w niemal identycznych proporcjach jak dla wiktymizacji osób białych. Czarni atakują Latynosów w 82.5 proc. incydentów z udziałem obydwu ras, Latynosi atakują czarnych zaledwie w 17.5 proc. Zadaje to kłam spekulacjom, jakoby różnice w statystykach na niekorzyść czarnoskórych napastników były skutkiem ogromnej przewagi liczebnej białej populacji. Białych jest 5x więcej niż czarnych i ma to niby potęgować realną możliwość wejścia z nimi w interakcję, ale jak widać, w zetknięciu z brązową mniejszością agresja Murzynów jest tak samo skrajnie przechylona jak w przypadku agresji wymierzonej w białych.

Posiłkując się wskazówkami z tabeli, wzbogaconymi dodatkowo o wartości wyciągnięte z bilansów opracowanych przez Biuro Spisowe (United States Census Bureau/USCB), łatwo można też oszacować relatywne prawdopodobieństwo padnięcia ofiarą napaści zainicjowanej przez członków poszczególnych ras. Przekrój demograficzny USA w 2013 roku wyglądał następująco: potomkowie europejskich osadników stanowili 62.2 proc. ogółu mieszkańców, przybysze z Ameryki Łacińskiej – 17.1 proc., potomkowie afrykańskich niewolników – 13.2 proc. I tak: szansa, że w analizowanym przedziale czasowym reprezentant czarnej ludności popełni przestępstwo z użyciem przemocy skierowane przeciwko białym/brązowym była odpowiednio 27x/8x większa niż sytuacja odwrotna (przy okazji: szansa, że Latynos skrzywdzi białego była 8x większa niż vice versa – że biały napadnie Latynosa).

Indeks BJS pozwala również określić częstość, z jaką kryminaliści ze wszystkich trzech grup wybierają ofiary innej rasy niż własna. Po przeskalowaniu okazuje się, że gdy biały człowiek dopuszcza się agresji, w 82.4 proc. przypadków atakuje swoich ziomków, a prawie nigdy nie wybiera czarnych, czarni stosują przemoc wobec białych praktycznie tak często jak wobec siebie, z kolei brązowi generalnie unikają konfrontacji z Murzynami i uderzają w białych wyraźnie chętniej niż w przedstawicieli własnej wspólnoty etnicznej:

biali_sprawcy_wykres

czarni_sprawcy_wykres

brazowi_sprawcy_wykres

Łaskawie i od święta amerykańskie media potrafią sklecić doraźny reportaż o zjawisku black-on-black crime, czyli czarnych mordercach, którzy w pół roku wyrabiają 86-letnią normę Ku Klux Klanu. Ale jakoś nikt spośród najgłośniejszych krzykaczy i oburzonych nie podnosi larum w kwestii pozostałych przestępstw, nie mówiąc o ich rasowej dystrybucji – 60 proc. ofiar murzyńskiej przemocy, która nie zakończyła się przedwczesnym zgonem osoby napadniętej, to ludzie o innym kolorze skóry niż czarny [4]. Warto o tym pamiętać, gdy znowu użyje się słówka “terror” jako przecinka w absurdalnym felietonie na łamach drugiego pod względem nakładu największego dziennika w kraju

________________

[1] Narodowy Sondaż Wiktymizacyjny (The National Crime Victimization Survey/NCVS) – przy wszystkich swoich ograniczeniach i miejscami wadliwej metodyce – do dzisiaj pozostaje jedynym spójnym, uporządkowanym i w ostateczności także najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy nt. międzyrasowej przemocy w Ameryce. Decyzję o anulowaniu publikacji jego wyników w tym szczególnie drażliwym punkcie i to akurat w momencie dokonywania przetasowań na szczytach władzy w Waszyngtonie należy zatem uznać za posunięcie motywowane względami wizerunkowo-poprawnościowymi, a nie merytoryczną troską o rzetelność pomiarów dot. napaści na tle seksualnym (bo tak brzmi rutynowa wersja tłumacząca zaniechanie aktualizacji sprawozdań BJS o interracial crimes).

[2] Stare, ale jare. Wielebny Jesse Jackson podczas swoich wojaży po murzyńskich miastach w roku 1993 (cytat za Bob Herbert, “In America; A Sea Change On Crime”):  

Nie ma dla mnie bardziej przykrego doświadczenia na tym etapie życia niż konieczność nasłuchiwania odgłosu kroków na ulicy w obawie przed napadem rabunkowym. I potem to uczucie ulgi, kiedy odwracam się i widzę białego człowieka. Po tym wszystkim, co przeszliśmy, świadomość, że nie możemy bezpiecznie poruszać się po naszych własnych dzielnicach, jest upokarzająca.

[There is nothing more painful to me at this stage in my life than to walk down the street and hear footsteps and start thinking about robbery. Then look around and see somebody white and feel relieved. After all we have been through. Just to think we can’t walk down our own streets, how humiliating.]

[3] Wizualizacja rzeczonych statystyk:

Bill Whittle: “Ferguson and the Real Race War”

[4] Barry Latzer, profesor kryminologii w nowojorskiej Szkole Wyższej Prawa Karnego im. Johna Jaya, w fascynującej pracy “The Rise and Fall of Violent Crime in America” wymienia murzyńską przestępczość (w tym zwłaszcza napady rabunkowe) jako czynnik izolujący czarnych od reszty społeczeństwa oraz samoistnie napędzający tworzenie się gett w amerykańskich miastach. Ponieważ w USA jest to temat tabu, w wywiadzie radiowym dla “Encounter Books” autor wspomniał, że miał ogromne problemy z publikacją książki, która wcześniej gładko przeszła przez recenzenckie sito. Opór materii napotkał dopiero na etapie domykania kontraktu. Najwięcej kontrowersji wzbudził rozdział poświęcony kwestii międzyrasowej przemocy i tego, jak wpływa ona na geograficzną segregację ludności. Znane i szanowane wydawnictwo z północno-wschodniej części kraju, po zapoznaniu się z treścią manuskryptu, zażyczyło sobie, by specjalna komisja złożona z Afroamerykanów ponownie oceniła jego zawartość. Członkowie gremium nie potrafili zakwestionować poprawności wnioskowania Latzera ani zdebunkować żadnej informacji zawartej w jego szkicu, mimo to odrzucili całość z pobudek czysto ideologicznych. W konsekwencji umowa została zerwana (podcast dla “Library of Law & Liberty”).