Część I

Ludzie Bloomberga za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów od ładnych paru lat forsują tezę, że realną konsekwencją wdrożenia “poprawki Dickeya” było wyczerpanie funduszy oraz dramatyczny spadek odsetka publikowanych tekstów o broni:

Roczna objętość uniwersyteckich publikacji na temat współzależności między bronią palną a przestępczością i/lub przemocą zauważalnie wzrosła w latach 1980-1995, osiągnąwszy punkt szczytowy w połowie następnego dziesięciolecia. Potem już tylko malała, odnotowując 60-procentową obniżkę w roku 2010 i nigdy nie odzyskując dawnego pułapu. (…) Ukrócenie państwowych subwencji skłoniło bardzo wielu fachowców do porzucenia swoich dziedzin i zniechęciło młodych naukowców do podejmowania nowych wyzwań. (…) Blokada federalnej pomocy podkopała proces akumulowania wiedzy, ponieważ uczeni są silnie zależni od środków federalnych, dzięki którym finansowane są ich prace.

[The annual volume of academic publications on the relationships between firearms and crime or violence rose markedly between 1980 and the mid-1990s. But that is where it peaked: the share of academic research on firearms fell by 60% from 1996 to 2010, and has never recovered. (…) The decline in federal research funding has driven many experts to abandon the field and kept young researchers from taking it up. (…) The decline in federal research has undermined overall knowledge-creation because scholars are highly dependent on federal grants to support their research.]

Prawda to czy fałsz?

Przede wszystkim przez całą epokę obowiązywania “prohibicji” prywatni darczyńcy zastąpili państwo w roli mecenasa, hojnie nagradzając osieroconych przez rząd federalny ekspertów od zdrowia publicznego. Uruchomiona z polecenia George’a Sorosa Fundacja Społeczeństwa Otwartego oraz fundacje Joyce’a i MacArthura zgromadziły łącznie na przestrzeni czterech lat (2009-2013) bagatela $16 milionów (link 1 / link 2). Spory kawał tej kwoty wyłożono na granty badawcze i studenckie stypendia, resztę zaś przekierowano w strategicznie ważne sektory odpowiedzialne za kształtowanie “medialnego dyskursu”.

Warto także nadmienić, iż parę tygodni po egzekucji dzieciaków w podstawówce Sandy Hook zarówno wiceprezydent Joe Biden, jak i prezydent Obama spotkali się z przedstawicielami kilkunastu wspólnot religijnych i 23 najważniejszych amerykańskich instytucji charytatywnych z zamiarem rozhulania ogólnonarodowej kampanii lobbującej za zaostrzeniem przepisów o broni (link 1 / link 2). W zebraniu uczestniczyli m.in. delegaci Fundacji McCormicka, Fundacji Roberta W. Johnsona i czołowi reprezentanci The California Endowment. Zaledwie jeden prywatny mecenas, reanimowany przez demokratyczną kongresmenkę Gabrielle Giffords tuż po zamachu w arizońskim Tuscon Fundusz Bezpiecznej Przyszłości (The Fund for a Safer Future), przeznacza więcej oszczędności na promowanie “common-sesne gun laws” aniżeli Krajowy Instytut Sprawiedliwości i Krajowe Instytuty Zdrowia razem wzięte, ba, Giffords do spółki z mężem dysponują większymi pieniędzmi niż prezydencka administracja gotowa jest zaoferować z podatków na reaktywację finansowania Narodowego Centrum Zapobiegania i Kontroli Urazów (NCIPC). Pomijam w tym zestawieniu szczodrość nowojorskiego burmistrza i jego zadeklarowane $50 milionów, gdyż poświęciłem mu osobną blognotkę.

Tyle jeśli chodzi o niedoinwestowanie nauki. Pytanie: co z gwałtownym spadkiem wskaźnika publikacji medycznych, o którym była mowa w broszurce MAIG?

Mimo ciągłego bicia na alarm, nie istnieją żadne dowody na to, że częstość ukazywania się prac rzeczywiście zmalała po wejściu w życie klauzuli Dickeya. Tym, co Bloomberg zmierzył i co w rezultacie wygenerowało 60-procentową obniżkę, był stosunek artykułów dot. broni, zamieszczanych w recenzowanych publikatorach, do wszystkich pozostałych tekstów wydanych w egzaminowanym okresie (wykresy za raportem CPRC → link):

firearms_articlesPoniższy diagram wyraźnie pokazuje, że na przekór uprawianej sofistyce nie nastąpiła żadna statystycznie istotna redukcja publikowanych badań, wręcz przeciwnie: po roku 1996 łączna liczba artykułów zwiększyła się z 69 do 121. Po prostu dynamika owego przyrostu nie była tak szybka jak dla innych tekstów z dziedziny zdrowia publicznego, których odsetek podskoczył o blisko 140 proc.:

firearms_articles_raw_numbersAlternatywnym sposobem szacowania wielkości dorobku naukowego może być liczenie stron w specjalistycznych periodykach. Wolne miejsce do druku jest tam zawsze towarem mocno deficytowym, przez co obowiązuje selekcja nadsyłanego materiału. Redaktorzy pism dzielą zazwyczaj dostępną przestrzeń pomiędzy tych badaczy, których prace uważają za bardziej wartościowe, doniosłe albo zwyczajnie “dobrze rokujące”. Jeśli spojrzeć z tej perspektywy na rzekomy kryzysowy niedobór publikacji z “bronią palną” w tytule, to okaże się, iż kryzysu nie ma i nigdy nie było. Po zsumowaniu stron w poszczególnych wydawnictwach medycznych z reżimem peer review i zagregowaniu redaktorskich edytoriali oraz listów otwartych wychodzą liczby 459 w roku 1996 i 651 siedemnaście lat później:

firearms_articles_pagesOczywiście nie jest wykluczone, że gdyby Kongres nie anulował funduszy zarezerwowanych dla NCIPC, ideologicznie “skażonych” i politycznie motywowanych artykułów o broni byłoby jeszcze więcej. Jednakże ani surowe dane, ani przelicznik w postaci stron w dziennikach nie uprawniają do wypowiadania autorytarnych twierdzeń o gremialnym porzucaniu badań przez sterroryzowanych lekarzy. Już choćby skokowy przyrost liczby tekstów odnotowany w latach 2012-2013, czyli na odcinku bezpośrednio poprzedzającym nowy-stary system federalnych dotacji zaaprobowany przez administrację Obamy (i tuż po uchwaleniu ustawy budżetowej zamrażającej środki dla sieci placówek biomedycznych z Krajowych Instytutów Zdrowia – na rysunkach oznaczonych przerywaną linią jako NIH, skrót od National Institutes of Health), dowodzi, że skala subsydiowania sektora naukowego nie ma wcale prostego przełożenia na kreatywność jego pracowników.

Co ciekawe, lwia część opracowań dotyczących użycia broni palnej i tak nie zawiera adnotacji o źródłach finansowania. Spośród wszystkich przeanalizowanych artykułów, które ukazały się w latach 1992-2013, wzmiankę o mecenacie można znaleźć w ~15 proc. z nich, co, jakby nie patrzeć, stanowi niewielki wycinek ogólnej puli. Dalej: z tych 15 proc. jedynie w około 3 proc. przypadków autorzy raczyli wspomnieć, że ich wysiłki sponsorował z podatków rząd Stanów Zjednoczonych. Inaczej mówiąc, fundusze federalne pomogły sfinalizować 1/5 przedsięwzięć badawczych, co do których udało się ustalić adres instytucji dotującej, względnie tożsamość donatora, z czego wyższy odsetek przypada na erę post-Dickeyowską. Niby detal, ale znowu zadaje kłam popularnej tezie o klęsce nieurodzaju:

tabelka_finansowanie_badanW dyskusjach o centralnym subwencjonowaniu projektów naukowych notorycznie ignoruje się kwestię braku rządowego wsparcia dla badań opisujących zależność pomiędzy dystrybucją przestępczości a prawodawstwem zezwalającym na noszenie broni ukrytej (Right-to-Carry Laws, concealed handgun laws). Z wyjątkiem jednej pozycji w literaturze przedmiotu cały zasób wiedzy w tej dziedzinie skumulowany został po tym, jak NRA zainicjowało “atak, który uderzył w samo serce nauki” (an attack that strikes at the very heart of scientific research – Jerome P. Kassirer, redaktor NEJM, link):

Right-to-Carry_wykresWnioski końcowe:

  • Interwencja NRA w Kongresie sprowokowana była trywialnym faktem, że u schyłku XX wieku kadra zarządzająca CDC zaczęła odgrywać w amerykańskiej debacie publicznej rolę swoistej tuby propagandowej na usługach bardzo konkretnej grupy politycznej. W celu wykreowania iluzji bezstronności grupa ta posługiwała się szanowaną państwową instytucją, opłacając wątpliwej jakości badania, będące kwintesencją “śmieciowej nauki” (the very epitome of junk science – fraza użyta przez Gary’ego Klecka w odpowiedzi na ogłoszenie tekstu Branasa i wsp.).
  • Na przekór rozpuszczanym w mediach plotkom, po zablokowaniu dotowania w roku 1996 liczba recenzowanych publikacji medycznych nie zmalała, lecz wzrosła, co było zasługą wzmożonej aktywności filantropijnej prywatnych darczyńców – osób indywidualnych i fundacji.
  • Najważniejsze: sprzeciwu wobec finansowania z podatków politycznej czy wręcz partyjnej agitki nie należy mylić z postawą antynaukową.