Wpadli na międzystanowej. Na tylnym siedzeniu samochodu, którym jechali z Oklahomy do Arkansas, przewozili strzelbę ze spiłowaną lufą. Miller siedział za kółkiem, Frank Layton obok, w fotelu pasażera. Obydwaj spłukani eks złodzieje, w latach swojej świetności rabowali banki na Środkowym Zachodzie, napadali na przydrożne speluny i okradali stacje benzynowe. Zatrzymania dokonał miejscowy patrol drogówki, początkowo za przekroczenie prędkości, ale gdy gliniarze zobaczyli strzelbę, aresztowali ich pod zarzutem naruszenia NFA.

Był 18 kwietnia 1938 roku.

Antycypując kluczowe fakty: rozprawa “United States v. Miller”, sfinalizowana precedensowym orzeczeniem, ustanawiającym kolektywną wykładnię Drugiej Poprawki, została skrupulatnie zaaranżowana w celu potwierdzenia konstytucyjności historycznie pierwszych, federalnych regulacji antybroniowych, przeforsowanych przez administrację Roosevelta. Krótko mówiąc, od początku miała to być “ustawka”, swoisty sprawdzian, uwiarygadniający w oczach opinii publicznej legalność nowych przepisów. Spektakl z udziałem marionetkowego oskarżonego, prowadzony przez sędziego, sympatyzującego z Rooseveltowskim “New Dealem” – materiały archiwalne nie pozostawiają wątpliwości co do natury śledztwa oraz politycznego charakteru samego wyroku. Rozpisuje się na ten temat Brian L. Frye, profesor prawa na Uniwersytecie w Kentucky, w fascynującej monografii “Dziwna historia procesu Stany Zjednoczone przeciwko Millerowi” (link).

Jackson “Jack” Miller startował do wielkiej gangsterskiej kariery jako uzależniony od hazardu, pospolity złodziej, a skończył z tytułem rządowego informatora w papierach. Po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę służb u zarania lat dwudziestych i od tamtej pory nie znikał już z policyjnych radarów. To wtedy nieumyślnie zabił stenotypistę sądowego, który zalany w trupa wytoczył się z baru, gdzie “Jack” dorabiał jako wykidajło. Później na rozprawie argumentował, że ów mężczyzna, będąc pod wpływem alkoholu, zachowywał się wobec niego agresywnie, więc zdzielił mu w japę, gruchocząc delikwentowi szczękę. Po tygodniu wdało się zakażenie i pijaczek zmarł na sepsę. Miller dobrowolnie zgłosił się na komisariat, ale długo nie posiedział: niemal natychmiast wpłacił kaucję i opuścił areszt.

Pierwszoligowy status zyskał dopiero w 1934 roku, gdy zasilił szeregi gangu O’Malleya. Ekipa była dobra. Jej członkowie podejmowali się najbardziej zuchwałych skoków w przedwojennej historii zorganizowanej przestępczości w Ameryce. Rościli sobie prawo do bycia najlepszymi rabusiami na całym Środkowym i Południowym Zachodzie. Spiknęli się w stanowym zakładzie karnym w Missouri. Dziennikarze ochrzcili ich mianem “gangu O’Malleya” po nieudanej, acz spektakularnej próbie porwania jakiegoś ówczesnego lokalnego ważniaka. Akcję zaplanował Leo “Irish” O’Malley, lecz w rzeczywistości był on tylko średniej rangi graczem w drużynie. Prym wiedli inni: Dewey Gilmore, Daniel Heady aka “Wytworny Dan” (bo lubił się elegancko nosić po mieście) oraz George Leonard “Shock” Short. Millera zwerbował “Wytworny Dan” na stanowisko “czujki” i kierowcy. Okazja na większy zarobek nadarzyła się dla niego krótko po dołączeniu do gangu.

W roku 1934 grupa skroiła najstarszy bank w stanie Arkansas, położony w samym centrum Fayetteville – McElroy Bank and Trust. Gdy Miller krążył dookoła budynku, reszta towarzyszy wbiła do środka przed otwarciem i czekała spokojnie na przybycie pracowników, których następnie obezwładnili, po czym prysnęli z łupem wartości $5700. Zdobycz okazała się jednak skromniejsza niż pierwotnie zakładali, dlatego nagranie kolejnej roboty było jedynie kwestią czasu. I tak jeszcze w grudniu, tuż przed sylwestrem, niemal równocześnie obrobili dwa różne banki w Oklahomie – Okemah National Bank i First National Bank of Okemah. Uderzyli z rana, twarze mieli owinięte bandażami. Miller siedział w gablocie. Uzbrojeni w pistolety maszynowe Thompsona, sterroryzowali kasjerów i zmusili kierownika do otwarcia sejfu. Z Okemah National Bank wynieśli trochę ponad trzynaście tysięcy dolarów, a z tego drugiego dokładnie $5491. Policja ruszyła za nimi w pościg, lecz nikogo nie złapano. Był to jeden z niewielu podwójnych skoków w historii Ameryki zwieńczonych pełnym sukcesem.

Po robocie Miller nawet nie rozważał opcji opuszczenia stanu. Do rodzinnej mieściny zajechał z równowartością $2100, z czego połowę musiał kopsnąć Gilmorowi. Nie spodobał mu się ten układ. Stawał się nerwowy. Pewnej nocy do spółki z paroma kuplami postanowił obrabować stację benzynową w miasteczku Salina. Za ladą stał nastoletni chłopaczek, gdy banda Millera przekroczyła próg przybytku. Grzecznie zamówili napoje i usadowili się przy automatach do gry. Z biegiem czasu robili się coraz bardziej hałaśliwi: przechylali maszyny i okładali je nogami, więc chłopak poprosił, żeby wyszli. O dziwo, nie protestowali. Niebawem zjawili się ponownie, tym razem kradnąc cały dzienny utarg z kasy i monety z automatów, które utopili w pobliskim jeziorze. Nie minął tydzień, a lokalny szeryf miał już ich wszystkich na oku.

3 maja 1935 roku ekipa uderzyła w City National Bank of Fort Smith w Arkansas, popełniając tym samym swój ostatni wielki skok. Policja zwinęła jednego z członków gangu, niejakiego Coopera, który już na pierwszym przesłuchaniu wsypał Gilmore’a, ukrywającego się przed pościgiem na farmie w Teksasie. Po schwytaniu Gilmore śpiewał wcale nie gorzej niż Cooper – wydał swoich kamratów jak leci, jednego po drugim. O’Malley i “Wytworny Dan” wpadli w Kansas City, zabawiając się w luksusowej kryjówce wynajętej od starego kumpla. Shortowi fortuna przestała dopisywać tydzień później w okolicach Galen, Missouri. Tak oto drużyna niezwyciężonych, zuchwałych kryminalistów gładko znalazła się pod kuratelą FBI, wyczekując w celach procesu.

Oczywiście oskarżeni twardo obstawali przy wersji, że są niewinni i w życiu nie weszli do żadnego banku z zamiarem innym aniżeli zdeponowanie gotówki. Na ich nieszczęście FBI wyniuchało norę, w której zaszył się Miller. Typ przyznał się do zarzucanych mu przestępstw i przysiągł, że będzie zeznawać przeciwko swoim byłym wspólnikom. Jeden z indagujących go agentów odniósł wrażenie, że gość gdyby tylko mógł, przehandlowałby własną matkę za paczkę orzeszków. Wszyscy sypali, ale on sypał ordynarnie i bez wyrzutów sumienia.

Federalni gratulowali sobie wygranej. Jack Miller był ich asem w rękawie, wsadzili go więc do aresztu, by tam spokojnie doczekał rozprawy. Obrońca w zamian za zeznania swojego klienta zażądał oczyszczenia go z zarzutów. Sędzia przystał na te warunki i Miller zgodnie z umową wydał wszystkich członków bandy. Cooper, którym sam był przecież szczurem, ostentacyjnie wyszedł z sali rozpraw, gdy Jackson zeznawał.

Proces zakończył się tak szybko jak się zaczął. Miller wrócił do domu (gdzie szybko nawiązał znajomość z drobnym złodziejem, Frankiem Laytonem), a sędzia wyznaczył datę ogłoszenia werdyktu na 9 grudnia. Do zamknięcia jednak nie doszło. 3 grudnia ekipa nawiała z więzienia.

Małżonka “Wytwornego Dana” w trakcie jednej z wizyt przemyciła mężowi broń. Heady zrobił pożytek z prezentu, terroryzując strażnika więziennego i śmiertelnie raniąc detektywa, który stanął mu na drodze ucieczki. Połączone siły lokalne i federalne błyskawicznie zorganizowały obławę. Funkcjonariuszy wspomagały psy gończe i samoloty. Wytropili zbiegów w Górach Kiamachi w pobliżu miasta Clayton (Oklahoma). Miller przez cały ten czas siedział jak na szpilkach, wiedział, że Gilmore i reszta nie zapomną mu zdrady. FBI pilnowało go jak oczka w głowie. Potrzebowali swojego kapusia żywego, żeby ostatecznie przypieczętować sprawę z Arkansas. 14 stycznia 1936 roku sędzia Hiram Heartsill Ragon skazał członków gangu w zależności od ciężaru winy na 25-99 lat więzienia.

Jack-MillerJackson Miller z typowym dla siebie
uśmieszkiem cwaniaczka.

Tuż po aresztowaniu przez drogówkę Miller i Layton wylądowali w Fort Smith, gdzie dobrał się do nich okręgowy prokurator generalny, Clinton R. Barry, z Zachodniego Dystryktu Arkansas i oskarżył o pogwałcenie zapisów NFA dotyczących posiadania i przewożenia broni objętej federalnymi restrykcjami. Barry doskonale pamiętał Millera z okresu, kiedy ten bujał się z ludźmi O’Malleya. Chętnie uczęszczał na rozprawy z udziałem podejrzanego, przysłuchując się jego zeznaniom. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że sędzia wręcz palił się do tego, by wspomóc rząd w udowodnieniu mu winy. 

2 czerwca 1938 roku duet M-L został uroczyście oskarżony o transport niezarejestrowanej i nieopodatkowanej strzelby krótkolufowej. Obydwaj panowie przyznali się do winy, nie wiedząc jeszcze, iż wkrótce staną się przedmiotem poważnej rozgrywki politycznej. Ku zaskoczeniu wszystkich, sędzia Ragon (doprowadził wcześniej do skazania gangu O’Malleya) zignorował ich akt skruchy i wyznaczył im obrońcę z urzędu, Paula E. Gutensohna. Od tego momentu złodzieje zaczęli grać na zupełnie inną nutę: ostro kontestowali zarzuty, podkreślając, że nie przedstawiają one dostatecznych dowodów przestępstwa, oraz, ni z gruchy, ni z pietruchy, zakwestionowali konstytucyjność NFA w kontekście Drugiej i Dziesiątej Poprawki.

Ragon nie zwlekał z odpowiedzią: natychmiast wydał opinię prawną, podtrzymującą sprzeciw oskarżonych i poddającą w wątpliwość merytoryczne aspekty stawianych zarzutów. Zgodził się ponadto z podsądnymi, że NFA godzi w integralność Drugiej Poprawki. W efekcie Miller i Layton, przy wydatnej współpracy ze strony sędziego Ragona, wyszli na wolność. Nazajutrz gubernator wspaniałomyślnie zainstalował papugę Gutensohna w fotelu stanowego senatora, żeby dokończył kadencję w miejsce zmarłego poprzednika. Przysługa za przysługę. Sprawa była ustawiona i śmierdziała upolitycznieniem z kilometra. Osobliwy przypadek Jacksona Millera miał niebawem stać się sprawdzianem konstytucyjności NFA. Rząd federalny potrzebował apelacji do SN i precedensu głoszącego, iż reglamentacja broni palnej nie narusza Drugiej Poprawki.

Przerywnik i notka biograficzna: Hiram Heartsill Ragon nigdy nie miał żadnych złudzeń co do konstytucyjnego charakteru restrykcji na broń. Wiele wskazuje na to, że działał w zmowie z administracją rządową w celu wykreowania idealnej “test case”. Zanim rozsiadł się wygodnie na stanowisku sędziego, spędził dziesięć lat w Kongresie z ramienia Partii Demokratycznej. Był bliskim znajomym Roosevelta; pomagał mu przepychać “New Deal” przez Kongresową Komisję Budżetową. Jako deputowany głośno lobbował za regulacjami zaostrzającymi dostęp cywilów do broni palnej; w 1924 roku przedłożył projekt uchwały zabraniający importowania rzeczonych przedmiotów do Stanów Zjednoczonych i popierał zakaz wysyłania broni krótkiej pocztą, który ostatecznie wszedł w życie trzy lata później. Poniżej jego słowa:

Chcę, żeby było jasne: jednoznacznie sprzeciwiam się idei, że osoba może posiadać i nosić przy sobie pistolet. Jeśli naprawdę potrzebujesz broni do obrony domu, wystarczy ci strzelba. Pistolet to narzędzie używane nie w celach defensywnych, lecz z intencją zabijania.

NFA była swego rodzaju ukoronowaniem Rooseveltowskiego “Nowego Ładu”. Już na starcie wzbudzała jednak niemałe kontrowersje – zwłaszcza horrendalny podatek, który w praktyce eliminował 95 proc. prywatnych nabywców. Rząd potrzebował zatem czegoś, co uciszyłoby lamenty krytyków, a Miller nadawał się do tej roli idealnie. Ragon wiedział, że jest on średnio rozgarniętym kapusiem z wyostrzonym instynktem przetrwania, bez przeszkód da się go wmanipulować w sprawę i nie będzie sprawiał problemów. Gutensohn też był posłuszny i znał swoje miejsce w szeregu. W dodatku nie było obaw, że nagle obrona zacznie mącić wodę. Wszystko było zapięte na ostatni guzik i przygotowane pod pokazowy proces.

30 czerwca 1939 roku wniesiono apelację w sprawie Millera do SN. Do artykulacji stanowiska rządowego oddelegowano anonima z Biura Radcy Generalnego USA. W notatce służbowej, sporządzonej na okoliczność przesłuchania, można przeczytać, że Druga Poprawka dotyczy nie indywidualnego prawa przysługującego ludziom, lecz prawa kolektywnego przynależnego milicji, tj. jednostkom uformowanym na potrzeby państwa do ochrony porządku publicznego, w tym instytucji rządu. Ponadto Druga Poprawka gwarantuje prawo do posiadania i noszenia broni używanej przez milicje, nie zaś “broni gangsterów”.

Po przeciwległym froncie sali sądowej nie było nikogo, kto mógłby rzeczowo argumentować przeciwko NFA, dlatego też 15 maja 1939 roku szacowne gremium przewodniczących Sądu Najwyższego jednogłośnie wydało werdykt:

Interpretujemy Drugą Poprawkę jako związaną ze służbą w milicji i nie jesteśmy w stanie stwierdzić, by krótkolufowe strzelby miały jakiekolwiek zastosowanie w takiej służbie.

Uzasadnienie wyroku zapisano na dziewięciu stronach maszynopisu: że NFA nie reguluje tylko nakłada (wysoki) podatek; że NFA nie zabrania posiadania i nabywania broni objętych restrykcjami, a jedynie wymaga ich rejestracji; że Kongres ma prawo opodatkować określone typy broni palnej; wreszcie – że strzelby krótkolufowe, karabiny krótkolufowe, obrzynki etc. nie są bronią używaną w milicji, więc Druga Poprawka jako klauzula ustanawiająca zręby formacji milicyjnych dotyczy wyłącznie konstrukcji, z których korzystają członkowie tej organizacji.

Ewidentnie Sąd Najwyższy miał banalnie proste zadanie: obrona nie istniała, ba, nikt nie pofatygował się nawet na salę rozpraw, żeby przedstawić tak oczywiste dowody jak choćby fakt, iż krótkolufowe strzelby były powszechnie używane przez Amerykanów w okopach wielu wojen, w tym podczas wojny secesyjnej (→ link).

POSTSCRIPT

3 kwietnia 1939 roku Miller, Robert Drake “Major” Taylor oraz jakiś trzeci niezidentyfikowany osobnik obrabowali bar “Miami” przy międzystanowej 66 w Oklahomie. Uzbrojeni w strzelby, ukradli $80, raniąc dwóch klientów. Najwyraźniej była to wewnętrzne robota, bo w papierach jako właściciel knajpy figurował Earl Clanton, ksywa “Drewniana Stopa”, drugoplanowa postać w gangu O’Malleya. Następnego dnia farmer, niejaki pan Fisher, odkrył podziurawione kulami zwłoki Millera, stygnące nad brzegiem bajorka. Z prywatnej broni Miller zdążył wystrzelić trzy naboje. Kilka dni później w przydrożnym rowie znaleziono również jego spalone auto