Biuro Statystyczne Departamentu Sprawiedliwości (dalej BJS) podsumowało bilans zabójstw w Ameryce z ostatnich trzech dziesięcioleci w raporcieHomicide Trends in the United States, 1980-2008″. Można z niego wyłuskać, że relatywnie niewielka subpopulacja czarnoskórych sprawców (których tożsamość rozpoznano), rekrutująca się z rasy liczącej zaledwie 13 proc. ludności, popełniła w analizowanym okresie 52.5 proc. wszystkich zgłoszonych morderstw. Niestety, dwie największe federalne instytucje, zobowiązane do gromadzenia materiałów na temat przestępczości [1], jeszcze do niedawna nie stosowały podziałów etnicznych w swoich głównych dokumentach, przez co do kategorii “White” wrzucani byli prawie wszyscy Latynosi (a także tradycyjnie przybysze z Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej):

statsOkazuje się, że przynależność etniczną zabójców można częściowo zweryfikować w innych publikacjach pochodzących z archiwów DOJ. Przykładowo, alternatywne źródła rządowe, obejmujące obszary miejskie, podają, że w granicach 75 najsilniej zurbanizowanych hrabstw, w których żyje większość obywateli Ameryki, czarni stanowią 57 proc. aresztowanych pod zarzutem dokonania morderstwa i 62 proc. oskarżonych o napaści rozbójnicze, pomimo że składają się na niecałe 15 proc. mieszkańców tych jurysdykcji (wśród latynoskich podsądnych proporcje wynoszą odpowiednio 30 proc. i 22 proc.):stats2Dla kogoś, kto pierwszy raz w życiu ma styczność z rasową dystrybucją przemocy w Stanach Zjednoczonych, odsetek zabójstw w skali kraju na poziomie 52 proc. (albo 57 proc. w obrębie miast) może wydawać się nieprawdopodobny; z drugiej jednak strony, osoby na bieżąco monitorujące historyczne trendy w amerykańskiej przestępczości oraz interesujące się ich zniuansowaniem, doskonale rozumieją, że są to kalkulacje raczej ostrożne i na pewno oficjalnie raportowane wskaźniki rozmijają się z rzeczywistością empiryczną. Decyduje o tym kombinacja trzech czynników:

  • zjawisko o nazwie “Hispanic Effect”;
  • niska wykrywalność zabójców w czarnych dzielnicach;
  • fałszowanie statystyk na niekorzyść białych przez lokalne departamenty policji;

Zespół socjologów pod kierownictwem Darrella Steffensmeiera z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii wypuścił drukiem w roku 2011 niezwykle ciekawe studium, oferujące pogłębiony komentarz do fenomenu murzyńskiej przestępczości – “Reassessing Trends in Black Violent Crime”. W abstrakcie czytamy, że optymistyczne przypuszczenia co do zmniejszającego się rozziewu w statystykach federalnych między czarną populacją a innymi rasami mogą być mocno wyolbrzymione – realnie bowiem częstość dokonywania czynów kryminalnych przez Murzynów nie spadła aż tak bardzo jak sugerowałyby to coroczne zestawienia. Autorzy dalej podkreślają, że gwałtowna ekspansja latynoskiej diaspory w USA na przestrzeni minionych paru dekad połączona z niepoprawną kategoryzacją latynoskich aresztantów mogły przełożyć się na niedoszacowania rozmiarów czarnej przestępczości w raportach FBI oraz sondażach wiktymizacyjnych BJS.

Jak już było wspomniane w akapicie otwierającym wątek, w procedurach kodujących obydwu agencji ogromna większość “brązowych” (około 93 proc.) zaliczana jest przez pracowników rządowych do rasy białej, co istotnie wykrzywia dane wyjściowe i w konsekwencji ciężko precyzyjnie określić, za jaki procent morderstw czy napadów rabunkowych odpowiadają czarnoskórzy. Dodatkowo, jak wielokrotnie zaznacza Steffensmeier, indeksy dla białych są przez to zawyżone, z kolei dla czarnych zaniżone. Sięgając do nowojorskich i kalifornijskich rejestrów więziennych, badacze skorygowali ten błąd poprzez wydestylowanie jednostek o latynoskim pochodzeniu z grupy “non-Hispanic Whites”. W rezultacie odsetek murzyńskich zabójstw podskoczył z 52 proc. do 64 proc., a wielokrotność ich popełniania zwiększyła się względem białej populacji z 7x do 12x [2]:

wykres_CTOryginalne wykresy dostępne tu.

black-crime-adjusted_2Oryginalne wykresy dostępne tu.

Druga zmienna kwestionująca dokładność pomiarów amerykańskiej przestępczości dotyczy zabójstw nierozwiązanych. Thomas Hargrove, reporter “Scripps Howard News Service”, wraz z kryminologiem z Uniwersytetu Maryland, Charlesem Wellfordem, przeanalizowali pulę 525 tysięcy morderstw dokonanych na terytorium USA w latach 1980-2008 z perspektywy spraw nierozwikłanych. Owocem ich kwerendy była seria artykułów (zamkniętych później w jednym zeszycie), które regularnie ukazywały się w prasie od maja do grudnia 2010 roku. Kluczowe wnioski z pracy Hargrove’a i Wellforda można streścić w paru punktach:

  • Przez prawie trzydzieści lat nagromadziło się 185 tysięcy morderstw niezakończonych schwytaniem zabójcy. Po uśrednieniu daje to 6000 nierozwiązanych zabójstw rocznie.
  • Mimo ogromnego i trwałego spadku liczby przestępstw w ciągu ostatnich dwóch dekad oraz zaprzęgnięcia do zwalczania bandytyzmu nowoczesnych technologii (monitoring, testy porównawcze DNA, komputerowe mapowanie danych etc.), wykrywalność obniża się systematycznie, oscylując aktualnie w przedziale 60-65 proc.
  • Najwięcej zabójstw, w których nie udało się zidentyfikować napastnika, to wypadkowa konfliktów ulicznych z udziałem młodych (20-24 lata) Murzynów, co wskazuje też na zaangażowanie czarnoskórego mordercy [3].
  • Przy rekonstruowaniu tożsamości sprawców FBI polega wyłącznie na informacjach przesyłanych do centrali z komisariatów policji. Jeśli zatem jednocześnie wiek, płeć i rasa podejrzanego pozostają nieudokumentowane w raportach, wówczas taka osoba usuwana jest z finalnych statystyk (zobacz przypis: NOTE: This table is based on incidents where some information about the offender is known by law enforcement; therefore, when the offender age, sex, and race are all reported as unknown, these data are excluded from the table.)

Najbardziej trywialna metoda urabiania wskaźników przestępczości – fałszerstwa. Zabójstwa ukryć najtrudniej, ale już wszelkiego rodzaju pobicia, ataki z użyciem broni (palnej lub białej), napady rozbójnicze czy gwałty są relatywnie łatwe do zatajenia i stanowią bardzo podatną na manipulacje kategorię przestępstw. Mundurowi z Milwaukee przez długi czas wykazywali się niebywałą kreatywnością na tym polu. Ślady perfidnie zorganizowanej akcji najpierw zwęszyli dziennikarze lokalnej gazety; wkrótce potem przeprowadzono audyt. Kontrola ujawniła, że począwszy od roku 2006 ponad 5300 napaści przy użyciu niebezpiecznego narzędzia w ogóle nie trafiło do akt, co pozwoliło uzyskać w tej jednej kategorii rezultaty lepsze aż o 20 proc. w stosunku do scenariusza, w którym ktoś by te incydenty poprawnie zapisywał.

Typowy scenariusz: ofiara z raną postrzałową łydki, odwieziona na urazówkę, zoperowana, policja aresztowała napastnika i zakwalifikowała jego czyn do najmniej znaczącej rubryki w statystykach FBI, tj. do zbioru “inne przewinienia” (other offenses), które ze względu na swoją niską szkodliwość społeczną nie mają żadnego wpływu na publikowane później sprawozdania podsumowujące trendy w przestępczości. Tymczasem zgodnie z wytycznymi FBI, strzelaniny bez ofiar śmiertelnych powinny być zawsze klasyfikowane jako napaści z użyciem przemocy.

Milwaukee nie jest osamotnione w tym skandalicznym procederze. Departament policji w Detroit od lat stosuje analogiczne sztuczki, przy czym dochodzi do tego jeszcze “ustawianie” statystyk zabójstw. W San Francisco to samo, w dodatku, ku zdziwieniu miejscowych oficjeli, aresztowani sprawcy przestępstw z innych grup etnicznych byli notorycznie wrzucani do jednego wora razem z białymi, żeby zmniejszyć statystyczną przepaść dzielącą rasę białą od czarnej w policyjnych papierach. Deprecjonowanie rangi zgłaszanych przez ofiary meldunków to również standardowa praktyka w największych miejskich jurysdykcjach w USA – patrz Chicago i Nowym Jorku – gdzie skala matactw przybrała wyjątkowo niepokojącą rozpiętość. Duet dziennikarzy śledczych z “Chicago magazine”, David Bernstein i Noah Isackson, odkrył, że oprócz klasycznych machinacji z liczbami, w samym tylko roku 2013 policyjnym rachmistrzom udało się usunąć z ogólnej puli zabójstw aż dziesięć przypadków morderstw, które pomimo istnienia ewidentnych dowodów zbrodni, ujęto na wykazie zgonów niebędących skutkiem aktów przestępczych.

_______________________

[1] Statystyki przemocy w Ameryce rozproszone są między dwiema instytucjami: Federalnym Biurem Śledczym (FBI) oraz Departamentem Sprawiedliwości (DOJ). Obydwie agencje korzystają z różnych instrumentów w trakcie robienia pomiarów, dlatego często zdarza się, że wypuszczane przez nie oświadczenia odbiegają od siebie zawartością, co prowadzi potem do zamieszania w relacjach medialnych. Generalnie rzecz ujmując, FBI, mimo iż wchodzi w skład struktur DOJ, jest instytucją nadrzędną w tym sensie, że statystyki upubliczniane przez tę agencję są rozstrzygające w kwestii przestępczości. Tak było rok temu, gdy niemal równolegle DOJ i FBI wypuściły swoje raporty: Biuro Statystyczne odnotowało wzrost wskaźników przestępczości za rok 2011, podczas gdy FBI odnotowało spadek. Natychmiast wydano oficjalne oświadczenie, w którym podkreślono, że nie powinno się porównywać ze sobą obu zestawów badań statystycznych i wyciągać na ich podstawie wniosków co do trendów w przestępczości ze względu na różnice metodologiczne, jakie pomiędzy nimi występują (Users should not compare crime trends between the two programs because of methodology and crime coverage differences).

[2] Na podstawie tych samych rekordów aresztowań Steffensmeier et al. oszacowali, że wskaźniki zabójstw wśród Latynosów są 4x wyższe niż dla białych “Europejczyków”.

[3] Taka implikacja uzasadniona jest faktem, że problemy z rozpoznawaniem sprawców zabójstw rzadko dotyczą przemocy domowej czy miłosnych trójkątów, a są to najbardziej typowe motywy zbrodni wśród przedstawicieli białej populacji, regularnie wieńczone aresztowaniem podejrzanego:

Domestic violence killings are routinely solved. Much of what remains are killings involving gangs, drugs and witnesses with criminal backgrounds who are wary of talking to the police. (link)

According to the FBI’s Supplementary Homicide Report – in which police are asked if they can identify the killer rather than if they’ve made an arrest – 98 percent of all homicides involving a lover’s triangle or other lover’s quarrels are solved. About 95 percent of all homicides that erupted from an emotional argument over money are also solved. Also easily identified are the killers who take human life during an alcohol- or drug-influenced “brawl” – the term FBI statisticians used for a fatal fight regardless of the kind of weapons used. Police identify the offender in about 90 percent of these homicides. (link)

Poza tym ze statystyk federalnych wiadomo, że Murzyni ginący z rąk białych składają się na symboliczny procent wszystkich czarnych ofiar zabójstw. FBI podaje średnio ~180 przypadków w skali roku, ale ponieważ wielu z tych zabójców to w rzeczywistości Latynosi, błędnie zakodowani jako biali na wstępnym etapie śledztwa, bardziej realna liczba “white-on-black homicides” nie przekracza od kilku do maksymalnie kilkunastu incydentów rocznie. Mało tego: w 2006 roku przebadano pod kątem przemocy międzyrasowej 91 amerykańskich miast z czarną populacją liczącą minimum dwa tysiące mieszkańców. Wyniki były następujące: wskaźnik przestępstw popełnianych przez białych na czarnych (do białych zakwalifikowano także latynoskich sprawców) wyniósł zaledwie 6 ofiar na dziesięć tysięcy, a dla przestępstw popełnianych przez czarnych na białych – 103 ofiary. Innymi słowy, w najlepszym razie czarni atakowali białych 17x częściej niż vice versa (zobacz też → link).