Mity narosłe wokół amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości

 Mit 1: Mordercy gniją w więzieniach do końca życia.

Mediana długości czasu spędzonego w zakładach karnych na terenie Stanów Zjednoczonych dla osób prawomocnie skazanych za przestępstwa z użyciem przemocy, lata 1995-2012 [1]:

  • morderstwo 9 lat i 3 miesiące;
  • morderstwo + umyślne zabójstwo 8 lat i 11 miesięcy;
  • gwałt 5 lat i 3 miesiące;
  • napad rabunkowy 3 lata i 1 miesiąc;
  • napaść/pobicie 1 rok i 8 miesięcy.

Poniżej fragment konferencji, zorganizowanej przez nowojorskie uczelnie The King’s College oraz Uniwersytet Fordham, na której Barry Latzer, prof. kryminologii z Wyższej Szkoły Prawa Karnego im. Johna Jaya, po raz pierwszy zaprezentował wspomniane statystyki, podkreślając zarazem truizm, że formalna dotkliwość sądowego werdyktu często ma się nijak do faktycznej rozpiętości czasowej okresu uwięzienia:

Tytuł sympozjum: “Mass Incarceration and Violence” (03/11/2017)

Lektura uzupełniająca:

  • W skali całych Stanów Zjednoczonych tylko ~5 proc. przestępstw z użyciem przemocy kończy się osadzeniem winnego w zakładzie karnym (dla zabójstw wskaźnik ten wynosi 40+ proc).

 Mit 2: Osoby skazane za narkotyki są niegroźne dla społeczeństwa.

John Pfaff, specjalista w zakresie prawa karnego na Uniwersytecie Fordham, argumentuje, że określanie ludzi skazywanych za przestępstwa narkotykowe mianem nonviolent offenders jest mylące, gdyż statystyki więzienne nie pokazują, za co konkretna osoba została aresztowana i oskarżona; pokazują tylko efekt końcowy, czyli prawomocny wyrok, ten zaś mógł być przecież rezultatem “ugody obrończej”, na mocy której napaść z bronią w ręku albo przemoc domową zredukowano w toku negocjacji między adwokatem a prokuraturą do np. “posiadania heroiny z zamiarem dystrybucji”. Jakkolwiek niesprawiedliwie może się to wydawać, wyłuskiwanie “za narkotyki” bywa też dla organów ścigania prostym i wygodnym narzędziem do zdejmowania z ulic jednostek realnie niebezpiecznych, których inaczej nie dałoby się przyszpilić:

Podcast: “Deadly And Dangerous Prison Conditions” (25/03/2020)

Lektura uzupełniająca:

  • Czy istnieje zależność przyczynowo-skutkowa między zainicjowaniem i kontynuowaniem wojny z narkotykami a gwałtownym rozrostem systemu penitencjarnego w Ameryce i czy prawdą jest, że połowa amerykańskich więźniów odsiaduje wyroki za przestępstwa narkotykowe? → link

 Mit 3: Prywatne więzienia napędzają zjawisko masowej inkarceracji.

Aktualnie w placówkach kontraktowych przebywa symboliczne 8+ proc. populacji więziennej, z czego ponad połowa kumuluje się w raptem pięciu stanach, rozlokowanych na południu USA: w Teksasie, na Florydzie, w Georgii, Oklahomie i Arizonie (zobacz tabelka z raportu BJS oraz tekst Pfaffa). Jest zatem fizyczną niemożliwością, by prywatne więzienia cokolwiek nakręcały.

 Mit 4: Wymiar sprawiedliwości traktuje czarnych surowiej niż białych.

Podnosząc tę kwestię, aktywiści sięgają odruchowo po narrację o dyskryminacji rasowej przy zasądzaniu wyroków. Całkiem natomiast zapominają, że nim ktokolwiek zostanie osądzony i prawomocnie skazany, najpierw trzeba takiego delikwenta rozpoznać i schwytać. Tymczasem Murzyni w Ameryce to bez przesady jedyna grupa demograficzna, której reprezentanci trafiają przed oblicze Temidy rzadziej niż miałoby to wynikać z ich udziału w ogólnej puli przestępstw. Innymi słowy, wskaźniki wykrywalności i/lub skazywalności za przemoc wśród ciemnoskórych kryminalistów utrzymują się od dekad na niepokojąco niskim poziomie. Ktoś złośliwy mógłby na tej podstawie zasugerować, że wymiar sprawiedliwości faktycznie jest skrzywiony, lecz na korzyść czarnych, a nie przeciwko nim.

Szczególnie jaskrawo widać to na przykładzie strzelanin ulicznych. Tajemnicą poliszynela jest, że za przeważającą większość z nich – w zależności od roku i jurysdykcji będzie to między 75-99 proc. przypadków – odpowiadają przedstawiciele murzyńskiej (ewentualnie murzyńsko-latynoskiej) subpopulacji (patrz tu albo tu). Niedawno wyszło na jaw, że w Bostonie ~96 proc. bandytów, którzy postrzelili kogoś w okresie od stycznia 2014 do połowy września 2016, nigdy nie znalazło się w areszcie (Shooting someone is not a punishable offense in Boston – so long as the victim doesn’t dielink). W hrabstwie Cook i stołecznym Dystrykcie Kolumbii sprawy wyglądają równie dramatycznie: 90 proc. chicagowskich strzelców, mających na koncie udany atak z bronią w ręku na drugą osobę, unika odsiadki i wychodzi na wolność z czystą kartą, tj. bez postawionych zarzutów usiłowania morderstwa bądź dokonania napaści (link), w stolicy zaś około pięćdziesięciu uzbrojonych recydywistów porusza się swobodnie po mieście przy pełnej wiedzy organów ścigania – w roku 2015 aresztowano ich łącznie 857 razy. Na drugim krańcu kontynentu podobne cuda: w Los Angeles za kratkami ląduje mniej niż 1/5 sprawców strzelanin, w San Francisco z kolei odsetek łapanych oprychów z bronią ustabilizował się w okolicach 17 proc. W konsekwencji wszyscy czarni, którzy tak skutecznie wymykają się policji, przyczyniają się do sporego niedoszacowania oficjalnych statystyk murzyńskiej inkarceracji.

______________________

[1] Dane za rok 2016 (link):

  • morderstwo + umyślne zabójstwo 13 lat i 4 miesiące;
  • gwałt 4 lata i 2 miesiące;
  • napad rabunkowy 3 lata i 2 miesiące;
  • napaść/pobicie 1 rok i 4 miesiące.