Przestępczość imigrantów w Szwecji

Przekonuje się nas, że imigracja przynosi Szwedom korzyści. Jeżeli jest to prawda, powinny być one też widoczne w statystykach przestępstw. Zgodnie z najnowszymi ustaleniami, które prezentuję w niniejszym studium, rzeczywistość empiryczna przeczy tym zapewnieniom. (…) W latach 2013-17 ponad 70 proc. wyroków skazujących i podejrzeń o popełnienie zabójstwa lub morderstwa (w tym usiłowań) dotyczyło ludności napływowej, względnie jej potomstwa. Wskaźnik morderstw u imigrantów w Szwecji zwiększył się w ostatnim czasie czterokrotnie w stosunku do tubylczej populacji.

– Göran Adamson, socjolog (cytat, link)

Pracowałem w policji 40 lat, ale nigdy nie widziałem czegoś podobnego.

– Rick Fuentes, były szef policji z New Jersey, o szwedzkich gangach (link)

Znajdujemy się w stanie wojny. Sytuacja jest dramatyczna. Uzbrojeni po zęby kryminaliści walczą o dominację w przestępczym podziemiu niczym oddziały paramilitarne; są niezwykle niebezpieczni. Nigdy wcześniej nie było tu zbrodni tego rodzaju – ataki z użyciem granatów, strzelaniny na ulicach.

– Jale Poljarevius, rzecznik policji w Uppsali (link)

Wedle doniesień szwedzkich służb, lokalne gangi używają obecnie materiałów wybuchowych z częstotliwością niespotykaną dla kraju, który nie jest pogrążony w konflikcie zbrojnym.

– Paulina Neuding, dziennikarka (link)

[W Szwecji] jest bardzo dużo kobiet, dziewczynek, gwałconych każdego dnia. (…) W tej chwili po zmroku kobiety boją się wyjść z domu. Ludzie mają przy sobie pilniczki do paznokci, noże, spraye różne. Każdy boi się wyjść.

– Agnieszka Wiśniewska, ofiara brutalnej napaści (link)

Odsetek szwedzkich kobiet padających ofiarą przemocy seksualnej od lat wykazuje tendencję wzrostową. Oficjalne statystyki są mocno niedoszacowane i nie przedstawiają realistycznej skali nasilenia zjawiska. Z treści rządowego raportu wynika, że w roku 2017 po ekstrapolacji rezultatów sondażu wiktymizacyjnego w przybliżeniu 112 tysięcy osób w wieku powyżej lat szesnastu doświadczyło gwałtu albo zostało wykorzystanych seksualnie. Dla porównania w analogicznym okresie w Szwecji policja zarejestrowała 5236 zgłoszeń o zgwałceniu; z tej puli skazano raptem 190 indywidualnych sprawców.

– Amnesty International (link)

Impulsem do napisania tego komentarza stał się dla mnie wywiad, jakiego portalowi Wirtualna Polska udzielił Jerzy Sarnecki, profesor kryminologii na Uniwersytecie w Sztokholmie. Pada w nim kategoryczna uwaga, że wpływ imigrantów na proces degradowania wizerunku Szwecji to wyłącznie propagandowy nonsens, wykreowany przez skrajnie populistyczne ruchy prawicowe o korzeniach neonazistowskich. W celu obalenia rzekomo ksenofobicznej narracji, forsowanej przez te środowiska w internecie, Sarnecki udostępnił prymitywny wykres swojego autorstwa, korelujący dynamikę przyrostu imigranckiej populacji z długofalowymi wskaźnikami zabójstw. I wyszło mu, że między jednym a drugim nie występuje żaden związek. Ba, stwierdził wręcz, że kiedyś było gorzej – dawniej pijani (biali) Szwedzi atakowali innych (białych) Szwedów nożami. W konsekwencji średnia liczba morderstw była wyższa niż obecnie. Jak można wywnioskować po wklejonych cytatach, nie podzielam hurraoptymizmu pana profesora (dalej JS) i zamierzam pokazać, że wbrew jego uspokajającym deklaracjom imigracja odciska niekorzystne piętno na statystykach szwedzkiej przestępczości.

Po pierwsze, gdy JP przekonuje, że trzydzieści lat temu policja indeksowała więcej zabitych w przeliczeniu na sto tysięcy mieszkańców niż dzisiaj, to ma rację, ALE trzeba tu powiedzieć, że w relacji do współczesności dysproporcja ta jest naprawdę niewielka. W najgorszej dekadzie po wojnie (1985-1995) Szwecja zanotowała wskaźnik 1.4 (zobacz str. 23), później objawił się trwały kurs spadkowy, który wyhamował i uległ odwróceniu w okolicach 2013 roku. Aktualnie współczynnik zabójstw wynosi tam 1.2.

Po drugie, krytykom szwedzkiej polityki imigracyjnej chodzi nie tyle o to, że wraz z napływem kolejnych fal imigrantów przemoc eskaluje rekordowo ponad historyczną normę, lecz o udział tychże przybyszów w ogólnej puli przestępstw oraz ich nadreprezentację względem populacji autochtonów. JS wywinął się od odpowiedzi na tak postawione pytanie, klepiąc wyświechtane frazesy o dyskryminacji i biedzie, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że odpowiedź musi być tylko jedna: bez imigrantów przestępczość w Szwecji zmalałaby dramatycznie – w idealnym wariancie scenariusza nawet o ~60 proc. Co się zaś tyczy najgroźniejszych dla zdrowia i życia deliktów, to tutaj spośród czterech nadrzędnych kategorii:

  • morderstwa/zabójstwa zostałyby zredukowane o 60-70 proc. [1]
  • napady rabunkowe też o 60-70 proc.
  • gwałty o 55-60 proc. [2]
  • napaści o 50-60 proc.

Wizualizacje danych za tekstem Adamson(po kliknięciu ilustracje otworzą się w pełnej rozdzielczości w oddzielnych oknach), dystrybucja ludności przyjezdnej w szwedzkim społeczeństwie → link

W minionym dziesięcioleciu udokumentowano również wyraźny wzrost ulicznych strzelanin w Szwecji. Te bezprecedensowe zmiany napędzają w ogromnej większości przypadków młodzi mężczyźni, uzbrojeni w nielegalną broń palną z rejonu Bałkanów, zasiedlający muzułmańskie getta (w debacie publicznej tudzież oficjalnych raportach rządowych zawsze używa się na ich określenie szyfrogramu “disadvantaged neighborhoods”, czytaj: ubogie dzielnice imigranckie). W przytoczonej podgrupie sprawców zwyżka przemocy była wyjątkowo drastyczna – wskaźnik śmiertelności obrażeń postrzałowych skoczył siedmiokrotnie na przestrzeni analizowanego interwału. Przy okazji chciałbym uczulić, że oba wykresy na pewno nie oddają faktycznej skali problemu, urywają się bowiem w newralgicznym momencie, tj. na roku 2015, kiedy nastąpiła intensyfikacja wojen miejscowych klanów, zbieżna zresztą z przybyciem 162 877 azylantów, głównie z Syrii, Afganistanu, Iraku i Somalii.

Rysunki 1 i 3 z pracy Sturupa et al. odwzorowane dla poprawy czytelności. 

W rozmowie z dziennikarzem Wirtualnej Polski JS zasugerował też, że najbardziej klasycznym argumentem prawicy jest bałamutne straszenie społeczeństwa (w którym odbywa się akurat polityczna dyskusja na temat przyjmowania uchodźców z Afryki Północnej i terenów Bliskiego Wschodu) hordami “arabskich gwałcicieli” – że przyjadą do nas Arabowie i będą prześladować nasze kobiety. Amerykańska lewica czyni dokładnie to samo: próbuje bagatelizować fenomen murzyńskich, międzyrasowych gwałtów na białoskórych kobietach, szydząc i insynuując, że są one jedynie urojeniem garstki rasistów, nie zaś dobrze rozpoznanym w literaturze przedmiotu, dominującym trendem statystycznym. Owszem, jest prawdą, iż na skutek szeregu modyfikacji, zaszczepianych stopniowo w szwedzkim kodeksie karnym w latach poprzednich, gruntownym przeobrażeniom uległa bazowa definicja gwałtu. Zazwyczaj były to poprawki rozszerzające jej zakres. Najradykalniejsze korekty wprowadzono w roku 2005 i od tamtej pory zaraportowane incydenty poszybowały w górę:

Brå (link)

Choć kwestia ta niesamowicie komplikuje albo wręcz uniemożliwia robienie porównań między krajami z powodu głębokich różnic w podejściu do definiowania, rejestrowania i klasyfikowania poszczególnych deliktów przez lokalne organy ścigania (patrz cytat z tej publikacji), to jednak absolutnie nie oznacza, że nic merytorycznie sensownego nie da się wydukać o niepokojąco rosnącym zagrożeniu przemocą seksualną w Szwecji. Istnieją sprawdzone, alternatywne narzędzia do szacowania częstości występowania gwałtów w populacji; mało tego – niedawno ukazał się zrecenzowany artykuł, rzucający snop światła na bez przesady najpilniej strzeżoną tajemnicę szwedzkich kronik kryminalnych, mianowicie udział obcokrajowców w statystykach zgwałceń. Wystarczy powiedzieć, że po ujawnieniu tych “drażliwych informacji” sygnatariusze referatu znaleźli się na radarze prokuratury za rzekome złamanie zasad etyki naukowej.

Na początek warto sobie uzmysłowić, że oprócz Szwedów są w Europie jeszcze ledwo dwie nacje, które przy kompletowaniu danych wsadowych nt. gwałtów posługują się ekwiwalentną metodyką. Należą do nich Duńczycy oraz Belgowie (zobacz tabela z podlinkowanego paragraf wyżej sprawozdania Brå). Dzięki temu możemy bezpiecznie zestawić ze sobą długoterminowe wskaźniki, pochodzące bezpośrednio z ich policyjnych źródeł. Rezultaty takiego zabiegu każą przypuszczać, że pod wierzchnią warstwą słodkiej, medialnej propagandy złe rzeczy dzieją się w sielankowym państwie szwedzkim [3]:

Brå (link), Danmarks Statistik (link), Eurostat (link)

Obiektywnie najlepszym sposobem mierzenia poziomu przemocy w ujęciu całego kontynentu pozostają mimo wszystko sondaże wiktymizacyjne. Ich pryncypialną zaletą jest standaryzacja formularzy z pytaniami, ujednolicenie kluczowych pojęć i brak konieczności opierania się na, nierzadko wadliwych i wybiórczo egzekwowanych, normach protokołowania meldunków przez policję. Najszerzej zakrojone przedsięwzięcie badawcze, jakie kiedykolwiek uruchomiono na tym polu w granicach Unii Europejskiej, które dotyczyło problematyki napaści seksualnych na kobiety w państwach członkowskich, przeprowadziła w roku 2012 Europejska Agencja Praw Podstawowych (The European Union Agency for Fundamental Rights, akronim FRA). Próba: losowa, 42 tysiące respondentek (średnio 1500 osób na kraj). Procedury: ankiety połączone z anonimowymi wywiadami; kobietom zapewniono komfort psychiczny, izolując je od partnerów; kwestionariusze odpowiednio doprecyzowano, żeby uniknąć nieporozumień z interpretacją rozmaitych określeń. Otrzymane wyniki potwierdziły tylko spekulacje wysnuwane z policyjnych statystyk: Szwecja cechuje się relatywnie wysokim stopniem natężenia przemocy wobec kobiet (dla kontrastu Polska uplasowała się na dolnych szczeblach rankingu [4]):

Dane w oryginalnej formie graficznej sprzed reprodukcji link (po kliknięciu oba diagramy otworzą się w pełnej rozdzielczości w oddzielnym oknie).

Czas wsadzić kij w mrowisko i poruszyć ekstremalnie toksyczne (zwłaszcza w lewoskrętnych kręgach polityczno-kulturalno-akademickiej elity intelektualnej, do której niewątpliwie aspiruje także JS) zagadnienie – kto w końcu gwałci w tej Szwecji? “Gazeta Wyborcza” skłania się ku opcji, że lepiej tego nie wiedzieć. Ja z kolei kilka akapitów wcześniej napomknąłem o pewnym artykule naukowym. W abstrakcie czytamy, że większość gwałcicieli (blisko 60 proc.) rekrutuje się z grupy “imigranckiej”. Ale co to właściwie znaczy w tym kontekście? Proponuję spojrzeć na tablicę nr 2 ze zbiorczym opisem pochodzenia 3039 skazańców.

Najpierw ogólna obserwacja/przestroga/rada: w celu identyfikacji miejsca urodzenia sprawców i ich biologicznych rodziców Khoshnood et al. posłużyli się (zamiast gradacją rasową/etniczną) podziałem na regiony geograficzne, czyli najbardziej chyba rozmytym i neutralnym kryterium. Przykładowo: w tabeli uwzględnili Europę Wschodnią i Azję, tj. dwa olbrzymie i zróżnicowane narodowościowo terytoria. Na obszarze azjatyckim żyją przecież afgańskie plemiona/Talibowie (dopuszczający się wszelakich, motywowanych doktryną szariatu, okrucieństw wobec kobiet) i Japończycy (mentalnie ich totalne przeciwieństwo). Europa Wschodnia natomiast rozciąga się od Rosji poprzez Bułgarię, a na Polsce kończąc, przy czym cudzoziemcy z Polski mogli trafić równie dobrze do koszyka zachodnioeuropejskiego (unijnego), gdyż autorzy pracy w żadnym momencie tego nie klarują. W efekcie jakiekolwiek twarde konkluzje powinny być mitygowane świadomością, że w gronie imigrantów-gwałcicieli znajdują się nacje, których przedstawiciele minimalnie wykrzywiają szwedzkie statystyki przemocy seksualnej i nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego. Działania prewencyjne i represje, aby były skuteczne, muszą być zogniskowane na tzw. podejrzanych wysokiego ryzyka.

Ostatnia uwaga na marginesie: mówimy wyłącznie o przestępcach skazanych prawomocnym wyrokiem. Jest rzeczą udowodnioną i bulwersującą (patrz komunikat Amnesty International na wstępie), że lwia część gwałtów w Szwecji nigdy nie kończy się aresztowaniem napastnika, zaś w przypadku aresztowania raptem niewielki procent oskarżonych staje przed sądem. W okresie 2011-2015 wskaźnik skazań był tam prawie 35 razy niższy aniżeli wskaźnik zgłoszeń odebranych przez policję:

Miikka Vuorela, tabela 2, str. 10 (link)

Wracając do publikacji Khoshnooda et al. – przez szesnaście lat Murzyni z Afryki + Arabowie z Bliskiego/Środkowego Wschodu, ewentualnie ich potomstwo urodzone na terenie Szwecji (w sumie 853 osoby) popełnili niemalże 30 proc. wszystkich gwałtów i usiłowań zgwałceń, zwieńczonych wyrokiem sądowym, choć reprezentują ~7 proc. ludności (link). Jeśli zawęzić ich wkład jedynie do subkategorii “imigranckiej”, to odsetek gwałcicieli wzrasta do 47 proc.

Teraz już wiadomo, czemu za obnażenie tych statystyk poszczuto badaczy prokuraturą.

Wątek kończę urywkiem eseju Cheryl Benard [5], który ładnie spina klamrą treść blognotki:

Na trop trzeciej hipotezy naprowadził mnie mój afgański przyjaciel, biegły tłumacz sądowy. Na podstawie setek rozmów, jakie odbył z młodymi mężczyznami z Afganistanu w ciągu ostatnich kilku lat profesjonalnej kariery, doszedł do wniosku, że głównym motywem ich zachowania jest głęboka i niesłabnąca pogarda dla zachodniej cywilizacji. W ich mniemaniu, Europejczycy to wrogowie, zaś europejskie kobiety stanowią swoiste łupy wojenne, podobnie zresztą taktują mieszkania socjalne, zasiłki pieniężne i paszporty. Lokalne prawa nie mają dla nich znaczenia, bo w ostateczności Europa i tak ma upaść pod naporem najeźdźców, na których czele kroczą właśnie oni. Asymilacja z tubylcami i ciężka praca mijają się z celem – Europejczycy są za słabi, by należycie karać ich za łamanie prawa. Dni Europy są policzone.

Do refleksji.

_______________________

[1] Posiłkując się trochę inną próbą z szesnastu lat, Khoshnood et al. dostali odsetek = 43 proc. (tabela, link)

[2] Średnią 55 proc. potwierdzili niezależnie Khoshnood et al. (tabela, link)

[3] Co ciekawe, szwedzka sonda kryminalna NTU zanotowała skok dopiero w roku 2015 (wykres, link).

[4] Polska na tle Unii Europejskiej odznacza się najniższymi wskaźnikami krzywdy doświadczanej przez kobiety od obecnego lub dawnego partnera i najwyższym wskaźnikiem raportowalności przypadków przemocy policji. Dane te stoją w jawnej sprzeczności z forsowaną często w mediach tezą, że na wyniki badania decydujący wpływ miały czynniki kulturowe, rozumiane jako brak społecznego przyzwolenia na mówienie o sprawach intymnych. Gdyby istotnie tak było, wtedy liczba zgłoszonych aktów przemocy na policji byłaby wprost proporcjonalna do liczby samych incydentów. Tymczasem sytuacja kształtuje się dokładnie odwrotnie – w krajach skandynawskich wysoki odsetek kobiet powyżej piętnastego roku życia, deklarujących przestępczą wiktymizację, łączy się z niską liczbą interwencji policji, która rzadko przekracza poziom kilkunastu procent, w Polsce zaś przy najniższej wśród krajów Unii deklarowanej liczbie aktów przemocy, niemalże 30 proc. indagowanych kobiet poświadcza taką interwencję, co w przypadku nie-partnerów stanowi najwyższy wskaźnik w UE (patrz tabela 3.5).

[5] Cheryl Benard poświęciła całe swoje dorosłe życie na pomaganie uchodźcom z różnych podupadłych rejonów globu. Tematem jej tekstu jest przestępczość w Europie wśród przybyszów z Afganistanu, z naciskiem na przemoc seksualną. Według Benard, zjawisko to jest trudne do zrozumienia (zarówno pod względem skali, jak i charakteru) i pokazuje, co czeka Europę, jeśli dominujące na kontynencie polityczne trendy nie zostaną wyhamowane. Autorka przedstawia generalnie dwie hipotezy, racjonalizujące “zdziczenie” Afgańczyków, które są powszechnie używane jako usprawiedliwienie dla ich agresji, oraz hipotezę trzecią, o której można tylko szeptać na salonach:

  • wpływ alkoholu (z automatu eliminuje tę teorię);
  • szok powstały na skutek zderzenia z obcą kulturą (tę wersję również wyklucza);
  • nienawiść do zachodniej kultury i przekonanie o jej zerowej wartości.