Przejdź do treści

Korelacja między poziomem biedy, kolorem skóry i przestępczością

    Jak postaram się za chwilę pokazać na przykładzie USA, skala i natężenie przestępczości wśród bogatych, wykształconych czarnych oraz białej, niewykształconej biedoty różnią się drastycznie. Przepaść jest tu niekiedy wręcz kolosalna.

    • Szansa, że czarnoskóry mężczyzna z wykształceniem średnim bądź niższym z przedziału wiekowego 25-34 (tradycyjnie podgrupa najbardziej narażona na ryzyko zabójstwa) padnie ofiarą morderstwa z broni palnej jest 14x większa niż dla porównywalnie wyedukowanych białych mężczyzn. Mało tego: szansa, że młody Murzyn po studiach z tych samych widełek zginie od kuli jest 30x większa niż dla białych, którzy skończyli uniwersytet (cytat, artykuł).
    • Odsetek najbiedniejszych białych uczniów, tymczasowo wydalanych dyscyplinarnie z najgorzej dofinansowanych szkół publicznych (K-12), jest niższy niż odsetek czarnych uczniów karanych w taki sam sposób i uczęszczających do najbogatszych placówek edukacyjnych (7.3 vs 7.5 proc., tabela, raport).
    • Biali mieszkańcy Chicago z biednych domów i ubogich dzielnic mają zauważalnie niższe wskaźniki zabójstw niż bogaci czarni z dobrze sytuowanych rodzin (tabela, artykuł).
    • Czarni mieszkańcy Filadelfii z najbogatszych obszarów miasta notują blisko 16x wyższe wskaźniki napaści z użyciem broni palnej aniżeli ich biali odpowiednicy. Ujmując tę kwestię inaczej: czarni z górnych warstw społecznych doświadczają wskaźników napaści na poziomie białych mieszczuchów z dolnych warstw społecznych (tabela, artykuł).
    • Amerykańskie dzielnice klasy średniej zasiedlone w większości przez ludność czarnoskórą rejestrują ponad czterokrotnie wyższe wskaźniki morderstw z broni palnej niż dzielnice klasy średniej okupowane w większości przez białych: Among middle class neighborhoods, the rate of gun homicides is more than four times higher in neighborhoods with mostly black residents than neighborhoods with mostly white residents (link).
    • Inne źródło i znowu to samo: pomimo iż dla wszystkich grup demograficznych przeciętna liczba zabójstw rośnie wraz z zagęszczeniem biedy, to Murzyni pozostają jedyną rasą, która cechuje się nienaturalnie wysokimi wskaźnikami wiktymizacji (artykuł).

    • W makroskali młodzi czarnoskórzy mężczyźni wychowywani przez czarnych milionerów, należących do 1 procenta najzamożniejszych ludzi Ameryki, trafiają do więzień tak samo często jak biali, dorastający w biednym środowisku robotniczym i/lub standardach klasy niższej, tj. w gospodarstwach domowych, których roczne zarobki nie przekraczają pułapu $36 tysięcy (za NYT: Black men raised in the top 1 percent – by millionaires – were as likely to be incarcerated as white men raised in households earning about $36,000). W cytowanym artykule pada inny jeszcze (eufemistyczny) komentarz: “Czarni chłopcy mają problemy z porzuceniem stereotypu murzyńskiego kryminalisty, nawet jeżeli mieszkają w dostatnich warunkach socjoekonomicznych” (Simply because you’re in an area that is more affluent, it’s still hard for black boys to present themselves as independent from the stereotype of black criminality.) Autor opublikował później te wyniki w recenzowanym czasopiśmie (zobacz wykres, artykuł).
    • Za “The Washington Post” – Poor white kids are less likely to go to prison than rich black kids (biedne białe dzieci rzadziej lądują za kratkami niż ich bogatsi czarni rówieśnicy):


    (statystyki pochodzą z tekstu Zawy et al. “Race, Wealth and Incarceration”, 2016)

    Podsumowując: skład rasowy populacji jest zdecydowanie najlepszym prognostykiem nasilenia przestępczości. Im więcej Murzynów, tym wyższe rejestrowane wskaźniki rozbojów, morderstw i napaści. Pomiary ubóstwa absolutnego, rynkowych stóp bezrobocia czy przywilejów klasowych zazwyczaj albo słabo korelują z przemocą, albo generują niestabilne i niespójne rezultaty (cytat, książka). Konkluzja ta nie ogranicza się tylko do wielkomiejskich jurysdykcji w Ameryce (cytaty, artykuł), ale dotyczy też całej puli hrabstw (cytaty, artykuł) oraz wszystkich pięćdziesięciu stanów (tabela, artykuł / tabela, artykuł / wykresy, raport). Ba, na przekór bezrefleksyjnie powielanym mitom, popularny wśród ekonomistów i socjologów indeks Giniego (papierek lakmusowy rozkładu nierówności dochodowych w danym kraju) również nie sprawdza się jako uniwersalne i systematyczne wyjaśnienie przestępczości (cytaty, macierz korelacji, metaanaliza / cytaty, metaanaliza); nie jest on nawet tożsamy z odczuwaniem frustracji przez ludzi, czyli z faktyczną percepcją nierówności w społeczeństwie, która mogłaby ewentualnie napędzać zabijanie (artykuł). Krótko: rozważania socjoekonomiczne są wewnętrznie sprzeczne i mętne. Nieporównywalnie bardziej rygorystyczne wskazówki odnośnie fenomenu występowania przemocy oferuje zgłębianie ludzkiego genotypu.

    Z szerokiego spektrum badań nad udziałem czynników genetycznych w zróżnicowaniu agresji wyłania się obraz, w którym komponent dziedziczny odpowiada za minimum ~50 proc. wspomnianego zróżnicowania (ZGMiS / metaanaliza / artykuł). Zdolność kontrolowania własnych impulsów i panowania nad stresem (co wiąże się bezpośrednio z wybuchami agresji) także jest w większości dziedziczna (metaanaliza) – podobnie jak skłonność do antyspołecznych zachowań (cytat, metaanaliza), która w przypadku np. groźnych uczniów manifestuje się karnym wydalaniem ich ze szkół (cytat, artykuł). Dalej: istnieje powszechna zgoda co do tego, że asymetrię w mierzalnej wartości inteligencji u przedstawicieli rasy czarnej i białej można przynajmniej w połowie [1] wytłumaczyć bagażem genetycznym (cytat, sondaż / cytat, metaanaliza) [2][3][4][5][6][7], a jak wiadomo, średnia inteligencja wśród członków danej grupy ma potem w sensie praktycznym wymierne przełożenie na jej osiągnięcia cywilizacyjno-militarno-techniczne (cytat, edytorial), indeksy przestępczości (artykuł) tudzież ryzyko aresztowania/uwięzienia (cytat, artykuł) [8] – i to w kompletnym oderwaniu od realiów socjalno-bytowych (cytaty, artykuł).

    Powołując się na autorytety Roberta Plomina, profesora genetyki behawioralnej w Instytucie Psychiatrii, Psychologii i Neuronauk w Kolegium Królewskim w Londynie (cytat, książka), i Russella T. Warne’a, profesora psychologii na Uniwersytecie Utah Valley (cytat, książka):

    • Wpływ genów na postępowanie człowieka jest olbrzymi – i nie chodzi tu wcale o istotność statystyczną. Genetyka jest najważniejszym faktorem kształtującym nas samych; wyjaśnia więcej różnic między nami niż wszystkie pozostałe wskaźniki razem wzięte. Przykładowo: jeżeli skorygujemy pomiary o geny, newralgiczne czynniki środowiskowe takie jak nasze rodziny czy jakość edukacji odpowiadają za mniej niż 5 proc. tego, jak różnimy się w aspekcie zdrowia psychicznego czy radzimy sobie w szkole.
    • Rola genetyki w warunkowaniu ludzkiej inteligencji jest tak doniosła, że równoważy skumulowany wpływ wszystkich innych bodźców środowiskowych.

    Ignorowanie w modelach statystycznych procesów przekazywania informacji genetycznej sprzyja powstawaniu tzw. “złudzenia socjologów” (fraza użyta po raz pierwszy w literaturze naukowej przez Arthura Jensena → link). Polega ono na interpretowaniu korelacji pomiędzy parametrami natury społeczno-ekonomicznej (zamożność, wykształcenie) a obserwowalnymi zjawiskami (inteligencja, skłonność do stosowania przemocy) w kategoriach współzależności przyczynowych bez uwzględniania dziedziczenia jako zmiennej zakłócającej. Dobrą ilustracją takiego upośledzonego rozumowania jest właśnie maglowane tu twierdzenie, że u podstaw wielu kryminalnych patologii leży status majątkowy reprezentantów danej zbiorowości, przy równoczesnym kompletnym pomijaniu oddziaływania genetyki (determinującej choćby ich IQ) jako przyczyny zarówno większej biedy, jak i wyższej przestępczości. Zaniechanie weryfikacji tego scenariusza stanowi klasyczną sociologists’ fallacy, albowiem sprzężenie czynników środowiskowych z ludzkim zachowaniem nosi wyraźne ślady wpływu genetycznego [9].


    (diagramy na bazie tekstu Hart et al. “Nurture Might Be Nature”, 2021)

    U podłoża większości aktów przemocy
    nie leżą problemy ekonomiczne.

    – Barry Latzer (link)

    Zwalczanie biedy trzeba zacząć
    od zwalczania przestępczości.

    – The Baltimore Sun (link)

    Bill O’Reilly jest zbyt łagodny
    [w krytykowaniu czarnej patologii].

    – Don Lemon, CNN (link)

    David M. Kennedy, profesor kryminologii z nowojorskiej Wyższej Szkoły Prawa Karnego im. Johna Jaya, odpowiada na pytanie, czy jest możliwa redukcja przestępczości w murzyńskich dzielnicach Ameryki metodą stopniowej poprawy warunków socjoekonomicznych:

    The President Speaker Series – David M. Kennedy (28/03/2014)

    Pytanie: Wielu ludzi jest zdania, że przestępczość powinno się zwalczać u samych jej źródeł, niwelując rozwarstwienia społeczne, podnosząc jakość kształcenia młodzieży i tym podobne. Jak to stanowisko współgra z twoim podejściem do zagadnienia?

    Odpowiedź: Z racji wychowania i osobistych predyspozycji, jak również z powodu specyfiki wykonywanego zawodu sam byłem onegdaj zwolennikiem takiego myślenia. Światopogląd ten został jednak brutalnie zweryfikowany w połowie lat 80. zeszłego wieku po wizycie w dzielnicy Watts na południu Los Angeles i pięciominutowym spacerze po lokalnym rynku narkotyków. W sytuacji kiedy gangi ostrzeliwują okoliczne budynki, gdy na każdym rogu ulicy toczą się walki o dominacje i gdy czarnoskóre staruszki muszą dosłownie barykadować się we własnych domach z obawy przed grasującymi na zewnątrz młodocianymi oprychami – forsowanie pomysłu, że w takiej sytuacji można podnosić poziom nauczania, sprowadzać inwestorów czy zachęcać ludzi do kupowania nieruchomości albo renowacji już istniejącej zabudowy… Mówimy tutaj o realiach, w których dzieciaki przestają chodzić na lekcje, bo ścieżka wiodąca do ich szkoły przecina terytorium gangu. Zatem czysta idea, że oto można naprawić wszystko u podstaw na drodze polepszenia kondycji socjoekonomicznej, jest w istocie kuriozalna. W takim środowisku nic nie da się zrobić. Doświadczenie to postawiło na głowie całe moje dotychczasowe zapatrywania. Dopóki dzielnice te nie zaznają ukojenia, rozumianego jako brak przestępczości, nigdy nie będzie można otwierać tam szkół, wspierać polityki prorodzinnej czy odbudowywać ekonomii. Nie nakłonisz właściciela supermarketu, aby przeniósł swój sklep do miejsca, gdzie ludzie boją się wyjść z domu na zakupy.

    Kennedy sygnalizuje tu udział sprzężenia zwrotnego: aberracyjnie wysoka przestępczość prowadzi do erozji warunków bytowych ludności, co z kolei prowadzi do dalszej eskalacji przemocy. Jego inicjatywy prewencyjne i długoletnie obserwacje sugerują, że znaczna większość napaści / morderstw jest skutkiem okoliczności, na które można wpłynąć bez potrzeby dokonywania super kosztownych reform strukturalnych. Wystarczy jedynie dotrzeć do względnie niewielkiej subpopulacji najbardziej zhardziałych i aktywnych kryminalistów, którzy nakręcają spiralę śródmiejskich strzelanin. Stąd proste wnioskowanie, że korzystne zmiany w sferze gospodarczo-socjalnej są ubocznym produktem malejących chronologicznie wcześniej wskaźników przestępczości, nie zaś wymogiem koniecznym do zainicjowania ich spadku.

    Analityk harvardzkiej Szkoły Administracji Publicznej im. Johna F. Kennedy’ego, Thomas Abt, w wywiadzie dla “The Harvard Gazette” (link):

    Argumentacja, że w celu zredukowania przestępczości w amerykańskich miastach trzeba w pierwszej kolejności rozwiązać problem biedy, nie jest wspierana przez materiał dowodowy. W rzeczywistości konkluzje w odwrotnym kierunku wydają się bardziej przekonujące. Coraz lepiej rozumiemy, że ekspozycja na przemoc stanowi jeden z podstawowych mechanizmów, utrzymujących ludzi w błędnym kole ubóstwa. Przemoc wpływa na każdy aspekt ich życia – edukację, zdrowie, zatrudnienie, wszystkie te rzeczy na raz.

    Obszary zamieszkane przez czarnych w USA nie popadają w ruinę dlatego, że panuje w nich bieda – murzyńskie miasta bankrutują i pogrążają się w ubóstwie, bo ucieka stamtąd kapitał i ewakuuje się baza podatkowa (zjawisko white flight na przykładzie choćby powojennej historii Detroit). W konsekwencji nikt nie chce tych rejonów odwiedzać, nikt nie chce się tam osiedlać, otwierać sklepów, warsztatów, parków, kin czy restauracji. Wszystko w obawie przed atakiem tubylca uzbrojonego w maczetę lub Glocka. Kryminolog Barry Latzer w monografii “The Rise and Fall of Violent Crime in America” wymienia przestępczość (w tym zwłaszcza rozboje) jako główny czynnik izolujący Murzynów od reszty społeczeństwa, utrwalający rasowe stereotypy oraz napędzający oddolne procesy formowania się gett w obrębie amerykańskich metropolii. Ponieważ w USA jest to temat tabu, o którym publicznie nie wolno dyskutować, autor miał problemy z domknięciem książkowego kontraktu (więcej tu).

    Naturalnie ofiarami murzyńskiej przemocy padają nie tylko biali czy Azjaci, ale także ci czarni mieszkańcy, którzy mają coś wartościowego do zaoferowania swojej sąsiedzkiej wspólnocie i na skutek szalejącego bandytyzmu zmuszeni są do migracji. Na str. 49 specjalnego wydania chicagowskiego miesięcznika “Ebony” z sierpnia 1979 roku wielkimi literami wybito nagłówek “ZNISZCZENIA W MIASTACH”, pod spodem zaś umieszczono anegdotkę z życia:

    Na rogu South Side w Chicago kobieta ucięła sobie pogawędkę z pewnym kioskarzem o swej przyjaciółce. “Nie mogę jej winić. Włamali jej się do domu, ukradli dwa auta z podjazdu, więc wyniosła się na przedmieścia”. Tematem ich rozmowy była czarna przestępczość oraz to, w jaki sposób przyczynia się ona do odpływu klasy średniej z czarnych dzielnic. Równie dobrze owa kobieta mogłaby jednak rozprawiać o tym, jak lokalna przestępczość wymusza na murzyńskich właścicielach zamykanie firm, albo o tym, jak fabryki są przenoszone z dala od miasta, a nawet o tym, jak biedota musi ryglować drzwi w obawie przed kradzieżą. (…)

    Innym dość często pojawiającym się nieporozumieniem jest fałszywe przekonanie, że zbrojne bandy w gettach zwalczają się nawzajem z pobudek finansowych (narkotyki, pieniądze):

    The President Speaker Series – David M. Kennedy (28/03/2014)

    Na przekór obiegowym opiniom nadrzędnym motorem zabijania są prywatne vendetty narosłe wokół z pozoru prozaicznych konfliktów (użycie klaksonu w samochodzie, wypowiedziana mimochodem, głupia odzywka, niewłaściwa kolorystyka obuwia, uszczypliwy komentarz na Facebooku, zbyt głośna muzyka na domówce, zalotne spojrzenie na czyjąś dziewczynę etc.), w których uczestniczą członkowie skłóconych gangów, drobni uliczni dilerzy lub samozwańczy przywódcy osiedlowych klik. Te prymitywne standardy plemienno-honorowej sprawiedliwości dobrze uchwycili dziennikarka śledcza, Jill Leovy, w bestsellerze “Ghettoside: A True Story of Murder in America” [10], twórcy reportażu o murzyńskim getto-folklorze w mieście Wilmington, oraz czarnoskóry rysownik, Aaron McGruder, w animowanym sitcomie “The Boondocks”:

    Najbardziej trywialna sprzeczka po czarnej stronie miasta zdawała się ciążyć ku przemocy, jakby pod nieobecność prawa zniknęły alternatywne sposoby rozwiązywania sporów. Mimo że nieuregulowane długi i rywalizacja o dobra materialne albo względy kobiet (to ostatnie szczególnie) były zaczynem wielu zabójstw, do równie banalnych motywów zbrodni należały werbalne zniewagi, posądzenia o bycie policyjną wtyką, pijackie awantury czy klasyka – pojawienie się na imprezie bez zaproszenia. Drobne antagonizmy dzieliły ludność tubylczą na zwaśnione obozy, wyzwalając nieprzerwane ataki odwetowe. (…) Każda uraza skrywała niszczycielski potencjał, eksplodujący w momencie przypadkowego zetknięcia się wrogich frakcji, czy to na rogu ulicy czy w sklepie monopolowym. Pragnienie pomszczenia krzywd było pierwotnym impulsem. (link)

    Pyskówki w mediach społecznościowych między nastolatkami często bywają rozwiązywane za pomocą broni palnej. Celem ataku odwetowego może stać się każdy z powodu rzucenia pozornie błahej obelgi pod adresem czyjejś dziewczyny albo prześmiewczej uwagi na temat cudzego obuwia. Jedna strzelanina prowadzi do kolejnej i tak bez końca. “Nie da się o tym nie myśleć przed wyjściem z domu. Czy ktoś mnie dzisiaj postrzeli? Czy zostanę napadnięty i obrabowany?” – pyta 17-letni chłopak, który w śródmiejskich porachunkach stracił brata i najlepszego przyjaciela. (…) Z obawy przed zemstą nikt nie chce rozmawiać z policją nawet o ulicznych strzelaninach dziejących się w środku dnia. Haniebna kultura milczenia blokuje śledztwa, zaniża statystyki wykrywalności i obraca część dzielnic w strefy bezprawia. (link)

    “Granddad’s Fight” (sezon 1, odcinek 4)

    ____________________

    [1] 50 proc. to oszacowanie konserwatywne; realistyczne może wynosić 60-70 proc., ponieważ w przypadku IQ na poziomie jednostkowym wraz z wiekiem udział genów zaczyna przeważać (wykres, artykuł / wykres, artykuł / wykres, metaanaliza). Proces ten nosi nazwę “Efektu Wilsona” (artykuł). Generalnie obserwacje na dużych, reprezentatywnych próbach niezmiennie wykazują, że przeciętna rozbieżność w ilorazie inteligencji między rasą czarną i białą oscyluje w granicach ~15 punktów (a zatem 1 odchylenie standardowe w rozkładzie empirycznym wyników testów). Zobacz: Jensen & Reynolds (tabela, artykuł), Rushton (tabele, książka), Roth et al. (tabela, metaanaliza), Weiss et al. (cytat, artykuł), Hunt (książka), Frisby & Beaujean (cytat, artykuł), Hu et al. (tabela, artykuł), Lasker et al. (cytat, artykuł) czy Fuerst et al. (cytat, artykuł). Optymistyczne rokowania części badaczy odnośnie stopniowego zanikania międzyrasowych dysproporcji w inteligencji (łączone z “Efektem Flynna”) zawsze były przedwczesne i nieuzasadnione, patrz Rushton & Jensen (cytat, artykuł), Williams (cytat, artykuł), Platt et al. (cytaty, artykuł) czy Nijenhuis & Flier (cytat, metaanaliza).

    [2] Nie ma dowodów na to, że do powstania tej dywergencji przyczyniły się okoliczności zewnętrzne (systemowo-środowiskowe). W realiach Ameryki z 15-punktowej różnicy w IQ między osobami pochodzenia europejskiego a potomkami przybyszów z Afryki Subsaharyjskiej ekspozycja na ołów odpowiada za raptem 0.6 punktu straty Murzynów w stosunku do białych (tabela, artykuł). To samo tyczy się niedoboru składników odżywczych (link). Przy okazji warto wiedzieć, że w roku 2009/10 organizacja zrzeszająca szkoły w Ameryce – College Board – przestała udostępniać wyniki testów egzaminacyjnych SAT (dobra zmienna proxy dla IQ) z podziałem na rasę i dochody, bo dzieci z najbiedniejszych białych rodzin regularnie wykręcały zbliżoną albo lepszą punktację niż dzieci najbogatszych Murzynów (tabela, biuletyn JBHE / tabela, artykuł / cytat+tabela, raport).

    [3] Wbrew popularnym mitom inteligencji nie da się trwale “podnieść” za pomocą nakierowanych interwencji, treningów poznawczych czy innych kognitywnych stymulujących aktywności (cytat, artykuł / cytat, metaanaliza). Przegląd 39 losowych badań kontrolowanych wykazał, że u dzieci, które poddano wczesnym zabiegom w celu “podbicia” wartości ich IQ (nauka czytania, serwowanie wysokiej jakości pożywienia, rozwiązywanie łamigłówek etc.), efekt korzyści w postaci “dodatkowych punktów” zanikał stopniowo po zamknięciu eksperymentów (cytat+wykresy, metaanaliza). Ingerencja na wczesnym etapie rozwoju dziecka jest o tyle uzasadniona, że im człowiek starszy, tym coraz bardziej doniosła rola genów w profilowaniu zdolności umysłowych kosztem czynników środowiskowych (wykres, artykuł / wykres, artykuł).

    [4] Alternatywna hipoteza, którą często zaprzęga się do argumentacji o ukrytych powodach tego, czemu Murzyni (oraz inne “stygmatyzowane” mniejszości) wykręcają dużo niższą punktację w testach umiejętności kognitywnych, jest tzw. “zagrożenie stereotypem” (ST), czyli fenomen psychologiczny, polegający na zredukowaniu potencjału intelektualnego we wszelkiego rodzaju zadaniach u osób obciążonych negatywną cechą i aktywnie świadomych jej istnienia. Spekuluje się, że efekt ten zachodzi w praktyce poprzez wywoływanie reakcji stresowej, która prowadzi z kolei do niedowładu motywacji i zachwiania sprawności pamięci roboczej. Problem w tym, że wpływ motywacji (np. finansowej) na wyniki testów jest statystycznie pomijalny (w najbardziej optymistycznym wariancie odpowiada za różnicę rzędu ~2.5 pkt IQ, zatem mieści się w granicach standardowego błędu pomiaru), natomiast oddziaływanie ST, mimo znacznego upływu czasu od pierwszej publikacji w temacie z roku 1995, jest notorycznie błędnie interpretowane w tekstach naśladowców (cytat, artykuł). Co ważniejsze, szansa uzyskania pozytywnych rezultatów (wspierających hipotezę o ST) w czterech pionierskich eksperymentach Steele’a & Aronsona była niewiarygodnie niska i, jak policzono, wynosi zaledwie 1.4 proc. Już tylko ten detal w oderwaniu od reszty powinien zapalić diodę ostrzegawczą u komentatorów w kwestii jakości oryginalnego źródła (cytat, książka – rozdział 30). Ogólnie rzecz biorąc, im mniej realistyczne otoczenie (np. laboratorium), tym prawdopodobieństwo otrzymania konkluzji na korzyść ST wzrasta; w warunkach symulujących rzeczywistość, znaczenie ST maleje niemal do zera, co sugeruje, że nie mamy do czynienia z namacalnym, autentycznym zjawiskiem (cytat, metaanaliza).

    [5] Cenna uwaga: wśród specjalistów od inteligencji panuje konsensus, że eksperymenty, które ją mierzą, są maksymalnie obiektywne, czytaj: nikogo nie dyskryminują i nie są skrzywione na niekorzyść kolorowych mniejszości (tabela, artykuł).

    [6] Moc statystyczna badań genetycznych (w tym badań nad inteligencją rozmaitych grup etniczno-rasowych) przewyższa szacowaną wartość mocy testowej w innych dziedzinach wiedzy (ekonomii, psychologii, psychologii społecznej, ekologii behawioralnej, neuronaukach etc.), co z grubsza oznacza, że uzyskiwane konkluzje są tu bardziej wiarygodne i precyzyjne w oddzielaniu ziarna od plew, tj. różnicowaniu między hipotezami prawdziwymi i fałszywymi (cytat, meta-metaanaliza). Nie ma też dowodów na stosowanie przez autorów QRPs, czyli wątpliwych praktyk badawczych typu przeciąganie wyników poniżej progu p<0.05 dla wygenerowania statystycznie istotnych rezultatów (link). Co więcej, czasopismo “The Journal of Individual Differences”, w którym zamieszczane są artykuły dot. różnic międzygrupowych w inteligencji, może pochwalić się najwyższym wskaźnikiem replikacji, sięgającym aż 97 proc. Jeśli zatem ktoś krytykuje domenę intelligence research za “podejrzaną metodykę”, to powinien zdawać sobie sprawę, że w pozostałych dyscyplinach sytuacja jest pod tym względem jeszcze gorsza – niekiedy o rząd wielkości gorsza.

    [7] Regularnie można usłyszeć w rozmowach dyletantów, że “istnieje wiele rodzajów inteligencji” oraz że “cechy osobowościowe człowieka są ważniejsze niż IQ w przewidywaniu jego sukcesów życiowych”. Opinie te nie mają podstaw empirycznych – w większości są jedynie paranaukowymi spekulacjami, które nigdy nie przechodzą procesu niezależnej replikacji. Uniwersalny, pięcioczynnikowy model osobowości (tzw. Wielka Piątka albo Big Five), na który składają się ekstrawersja, ugodowość, sumienność, neurotyczność i otwartość na doświadczenia, posiada znacznie mniejszy potencjał prognostyczny aniżeli inteligencja generalna (cytat, książka / cytat, artykuł). Big Five nie wykazuje też żadnego systematycznego powiązania ze strukturą i działaniem mózgu. Dotychczas uważano, że cechy osobowości są biologicznie uwarunkowane (czyli charakteryzuje je wysoki stopień dziedziczności). Najnowsze badania kwestionują ten paradygmat (cytaty, metaanaliza).

    [8] W tym miejscu pojawia się czasami argument, że negatywna korelacja między statystykami przestępczości a ilorazem inteligencji to konsekwencja banalnego faktu, że “debile” częściej dają się złapać policji niż kryminaliści o pospolitym lub wyższym IQ. Sprawdzono tę hipotezę i uzyskano ambiwalentne wnioski (za: link / przeciw: link). Warto jednak doprecyzować, że autorzy, którzy otrzymali rezultaty wspierające DDH, potwierdzili, iż w realnym świecie oba zjawiska są prawdziwe i nie muszą się wzajemnie wykluczać: inteligencja ma ewidentnie przyczynowy związek z przestępczością i jednocześnie osoby mniej inteligentne narażone są na zwiększone ryzyko aresztowania.

    [9] Nauki społeczne będą tak długo upośledzone, dopóki badacze nie zaczną uwzględniać w swoich modelach oddziaływania genów. Patrz artykuł Plomina et al.: Między większością zmiennych środowiskowych a cechami psychologicznymi pośredniczą geny; studium Barnesa et al.: Powszechnie stosowane w kryminologii zmienne środowiskowe znajdują się pod częściowym wpływem genetycznym; publikacja Hart et al.: Pomiary socjoekonomiczne nie powinny być robione w oderwaniu od genów, ponieważ może to prowadzić do błędnego wnioskowania na temat przyczynowości; i eksperyment Trzaskowskiego et al.: Dobrze udokumentowany związek między statusem socjoekonomicznym rodziców a rozwojem zdolności kognitywnych u dzieci, rutynowo interpretowany jako efekt działania środowiska zewnętrznego, jest w znacznym stopniu determinowany przez ich wspólne geny. Dalej: jak pokazały rygorystyczne testy, przeprowadzone na ogromnych, reprezentatywnych próbach w krajach skandynawskich, włączenie do badań nieobserwowalnych w makroskali wewnątrzrodzinnych czynników ryzyka (unobserved familial risk factors), które można skontrolować tylko za pomocą instrumentów analitycznych używanych w genetyce, podkopuje lewicowe dogmaty wiary, jakoby u podłoża dewiacji i patologicznego stylu życia wśród młodych ludzi tkwiła “bieda” (cytat+tabela, artykuł / cytat+tabela, artykuł / cytat+diagram, artykuł / cytat+tabela, artykuł).

    [10] Uprzedzając: Jill Leovy nie przełamuje w tej książce żadnego tabu, przeciwnie – wyznaje te same bezpieczne “prawdy wiary”, które stanowią sedno światopoglądu wszystkich największych producentów narracji w Ameryce: za murzyńskie morderstwa winę ponoszą rzecz jasna “białe diabły” i stworzone przez nich “dyskryminujące, opresyjne prawa”. Oto jak autorka racjonalizuje sobie zabijanie, gwałty, rozboje oraz przemoc międzyrasową w wykonaniu czarnych: Być może nie wszystkim wydaje się oczywiste, że bezkarność białych krzywdzących czarnych przyczynia się do wzrostu liczby morderstw wśród czarnych. Jednak gdy ludzie zostają pozbawieni ochrony prawnej i znajdują się w trudnej sytuacji życiowej, prawdopodobieństwo, że zwrócą się przeciwko sobie, rośnie, a nie maleje. (link).