W kraju wolnym od religijnych, etnicznych i rasowych konfliktów, od sporów terytorialnych i granicznych, w kraju bez wojen domowych i brutalnych politycznych zamieszek, w latach 2008-2011 odnotowano w sumie 206 tysięcy zabójstw – to więcej aniżeli wynosi liczba ofiar dwunastu ostatnich największych starć zbrojonych na świecie.

– Julio Jacobo Waiselfisz, “Map of Violence” (s. 28)

Każdego dnia na ulicach Brazylii od kul wystrzelonych z broni palnej ginie przeszło sto osób – rekrutujących się głównie z ludności murzyńskiej [1], której przedstawiciele stanowią 70 proc. wszystkich ofiar morderstw. Jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic w brazylijskich kronikach kryminalnych wciąż pozostaje kwestia rasowo-etnicznego rodowodu sprawców. Ile zabójstw popełniają czarnoskórzy – oficjalne źródła uparcie milczą. W odróżnieniu od USA, gdzie tego typu dane są ogólnodostępne, w Brazylii w najbliższym czasie informacja ta nie opuści raczej katakumb urzędów statystycznych.

brazil_blacks_guns3Powyższe zdjęcie, przedstawiające narcotraficante, wykonano w slumsach rozlokowanych na peryferiach Rio de Janeiro. U nieprzygotowanego odbiorcy może ono wygenerować błędne wyobrażenie, że oto Brazylia jest miejscem, gdzie każdy nosi broń palną za pasem. Działa tu dokładnie to samo medialne złudzenie (wzmacniane dodatkowo przez popkulturę: kino i gry), które próbowałem naprostować w przypadku Hondurasu: w brazylijskim obiegu cywilnym nie krąży wcale dużo broni w przeliczeniu na jednego obywatela. Do światowych liderów takich jak Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Urugwaj czy Serbia Brazylijczycy nie mają startu: obracają około ~15 milionami sztuk, z czego na uzbrojenie nielegalne składa się 8.5 miliona egzemplarzy (po części jest to zasługa służb mundurowych – kraina kawy, samby i karnawału znajduje się w czołówce państw, w których najłatwiej odkupić albo ukraść broń bezpośrednio z wojskowych/policyjnych magazynów) [2]. Po przeskalowaniu wychodzi więc skromne osiem jednostek na stu mieszkańców.

Warto również pamiętać, że Ameryka ma ponad 20-krotną przewagę w liczbie broni, lecz to w Brazylii zdarza się sześć razy więcej przestępstw z jej użyciem. Serbia ma wskaźniki zabójstw na poziomie Francji i Wielkiej Brytanii, Szwajcaria zaś to jeden z najspokojniejszych regionów na kuli ziemskiej – łącznie z Urugwajem, który historycznie należy do najbezpieczniejszych krajów Ameryki Łacińskiej. Ewidentnie to nie broń palna jest w tym równaniu problemem [3].

Mimo nieubłaganej logiki faktów, ciągle przybywa jednak chętnych do uczonego chrząkania i straszenia rozlewem krwi. Na rodzimym podwórku dantejskie sceny maluje Marcin Maroszek, bloger obyty w klimatach latynoamerykańskich, a także felietonista produkujący się gościnnie na łamach czasopisma “Polska Zbrojna” [4], natomiast w skali międzynarodowej na autorytet intelektualny, mobilizujący pod wspólnym sztandarem prominentnych noblistów, zatroskanych celebrytów, zaangażowanych społecznie dziennikarzy oraz katolickich duchownych [5], wyrósł socjolog z wykształcenia, Antonio Bandeira.

Za rządów Luli da Silvy (oskarżonego później o korupcję/pranie pieniędzy) Bandeira piastował funkcję naczelnego koordynatora najdroższej w dziejach Brazylii inicjatywy rozbrojeniowej, firmowanej przez współpracującą z ONZ organizację Viva Rio. Z tej okazji w marcu 2013 roku udzielił on agencji prasowej Bloomberga inspirującego wywiadu, który zdopingował mnie do spisania dłuższego komentarza. Niżej wrzucam tłumaczenie paru newralgicznych fragmentów (moje riposty bezpośrednio pod żółtymi cytatami).

brazil_blacks_guns2Do roku 2003 brazylijskie organy ustawodawcze blokowały wszelkie wysiłki zmierzające do zreformowania pobłażliwych przepisów odziedziczonych w spadku po poprzednim reżimie wojskowym. (…) Zgodnie z nowymi ustaleniami, do 25 lat podniesiono minimalny wiek upoważniający do kupna broni palnej, zakazano noszenia jej poza domem, oznakowano jednostki broni używane przez policje, dzięki czemu łatwiej można je wyśledzić i wreszcie, znacząco rozbudowano system weryfikowania niekaralności nabywców. Teraz żeby wejść legalnie w posiadanie broni palnej, trzeba ukończyć szkolenia, zdać testy psychologiczne, mieć czystą kartotekę etc.

[Until 2003, like your Congress, our legislature was against any changes in our permissive gun laws, which were an inheritance from the former military regime. (…) According to the statute, the minimum age to buy a gun was raised to 25 years, carrying guns was prohibited, guns and the ammunition used by police were marked, so they could be traced, and 15 conditions were established, which a person buying a gun must meet: no criminal record, psychological and gun handling tests, etc.]

Wszystko rozbija się o interpretację frazesu “łagodne przepisy”. Prawdą jest, że przed 2003 rokiem restrykcje nie były jakoś przesadnie surowe, ale z drugiej strony, dla osoby, obsesyjnie uczepionej idei reglamentowania, każde ustawodawstwo zezwalające na kupowanie broni czy choćby gromadzenie prochu strzelniczego może być postrzegane jako zbyt pobłażliwe. Kiedy parę lat temu w Anglii, tj. kraju, który, że przypomnę, ściga się z Japonią o pozycję czempiona w rankingu najsurowszych regulatorów, pewien taksówkarz z Kumbrii, uzbrojony w dwururkę i powtarzalny karabinek myśliwski, z bliżej niedookreślonych powodów zamordował dwunastu przypadkowych ludzi, natychmiast rozległy się w mediach głosy oburzenia, że tragedii można by uniknąć, gdyby wcześniej zlikwidowano jakąś mikroskopijną lukę w prawie, umożliwiającą legalnym posiadaczom broni prywatne ciułanie zapasów amunicji. W tym wyścigu nie widać górnego limitu, po którego przekroczeniu padłoby stwierdzenie, że już wystarczy.

W okresie prezydentury Fernando Henrique Cardoso przeforsowano, po wyczerpującej batalii z opozycją, rewolucyjną ustawę federalną, definiującą zasady dostępu do broni palnej – tzw. Sistema Nacional de Armas, w skrócie SINARM. Przełomowa legislacja nakładała obowiązek rejestrowania każdej pojedynczej sztuki prywatnego oręża, niezależnie od kategorii, do której była ona pierwotnie zakwalifikowana. Dopełniwszy wszelkich formalności, interesant odbierał zaświadczenie, uprawniające do trzymania zakupionej broni wyłącznie w obrębie domostwa lub, jako właściciel firmy, na terenie zakładu pracy. Skryte noszenie było ściśle unormowane i wymagało uzyskania oddzielnej zgody od miejscowych władz. Licencje wydawano uznaniowo i tylko po pozytywnym przejściu weryfikacji. Ustawa wyraźnie podkreślała, iż zdobycie glejtu uwarunkowane było cechami prześwietlanej osoby, jej stabilną sytuacją rodzinną i zawodową, wiarygodną potrzebą oraz zdolnościami psychicznymi. Upoważnienie obowiązywać miało w granicach stanu, który zamieszkiwał określony petent. SINARM wymuszał także ostre limity na amunicję. Obywatel mógł nabyć maksymalnie pięćdziesiąt nabojów miesięcznie.

W ujęciu teoretycznym obostrzenia nie były zatem aż tak liberalne, jak usiłuje to przedstawić Bandeira [6]. Problemy pojawiały się w momencie praktycznego wdrażania zapisów ustawy, dlatego gdy za sterami administracji rozsiadł się Lula da Silva, postanowił nie tyle rozbudować i zunifikować dotychczasowe regulacje, co przede wszystkim zagonić podległe mu służby do ich konsekwentnej egzekutywy [7].

Z naszej kwerendy wynika, że do większości zgonów dochodziło z udziałem broni legalnej, należącej wcześniej do praworządnych obywateli. Prowodyrami przemocy byli mężowie strzelający do żon, sąsiedzi strzelający do sąsiadów, robotnicy strzelający do szefów; wśród ofiar były również dzieci ginące w wypadkach oraz samobójcy. Wspomniane incydenty po zsumowaniu w znacznym stopniu przewyższyły liczbę zabójstw dokonywanych przez gangi.

[We found that most gun deaths were committed with legal guns, by previously law-abiding citizens and not by organized criminals. The perpetrators of gun violence are husbands shooting wives, neighbors shooting neighbors, employees firing at bosses, kid’s accidents, suicides. All put together, they largely surpass homicides perpetrated by organized crime.]

Bandeira konfabuluje.

Pierwsze primo, cytowane rewelacje pochodzą z badań, nadzorowanych bezpośrednio przez pana koordynatora i wykonanych na zlecenie organizacji Viva Rio. Nie udało mi się znaleźć żadnego alternatywnego źródła, które mogłoby ewentualnie zaświadczyć o prawdziwości słów Bandeiry. Robert Muggah, współzałożyciel Igarapé Institute, zauważa tylko, iż większość ofiar zabójstw w Brazylii (precyzując: większość ofiar zabójstw, w których rozpoznano tożsamość napastnika) znała swoich katów/rzeźników i że ciała znajdowano zazwyczaj w pobliżu miejsca zamieszkania osoby zabitej. Zero wzmianki o losowych morderstwach kierowców stojących w korku czy pladze weekendowych strzelanin w barach, inicjowanych przez podpitą klientelę.

Drugie primo, z punktu widzenia antybroniowej propagandy, którą próbuje wciskać Bandeira, sam fakt istnienia koneksji towarzyskich między ofiarą a mordercą nic nie znaczy. W Ameryce rzeczy mają się bardzo podobnie i definicja “znajomego” (acquaintance) jest tam niesłychanie pojemna (zobacz także → link). Może odnosić się do dilera narkotyków, kochanki gangstera, dłużnika, a nawet pasażera taksówki, który zapłacił taryfiarzowi za kurs. Wachlarz możliwych wariantów konstytuujących nić znajomości w federalnych statystykach jest przebogaty. 

Trzecie primo, wykrywalność zabójców w Brazylii, eufemistycznie mówiąc, pozostawia wiele do życzenia. Tamtejsi detektywi rozwiązują zaledwie 8 proc. morderstw (w Meksyku jeszcze gorzej – mniej niż 2 proc. spraw, których przedmiotem jest zabójstwo, kończy się skazaniem oskarżonego [8]). Przy okazji zwracam uwagę, że odsetek rozwikłanych zabójstw w Stanach, pomimo zaangażowania nowoczesnych technologii (komputerowe bazy danych, testy DNA, monitoring) oraz ciągłego doskonalenia technik operacyjnych, spada nieprzerwanie od drugiej połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia (na tym tle wyróżniają się szczególnie miasta zasiedlone przez murzyńską populację, gdzie wykrywalność potrafi zejść poniżej 20 proc.).

Amerykańscy mundurowi zrzucają swoją indolencję na karb czynników od nich niezależnych. Tłumaczą się w ten sposób, że współcześnie nieporównywalnie więcej zabójstw ma charakter wewnętrznych porachunków między gangami i dzieją się one w środowiskach, które nie są skłonne do współpracy z organami ścigania. Zaprezentowane wyjaśnienie brzmi sensownie i nie widzę przesłanek, by nie uznać tej argumentacji za usprawiedliwienie bezsilności także w szeregach służb meksykańskich czy brazylijskich (tam dodatkowo w grę wchodzą niedowład wymiaru sprawiedliwości i systemowa korupcja). Na chłopski rozum: gdyby prawdą było to, co podaje do wierzenia Bandeira – że oto inicjatorami przemocy są “zwykli ludzie” – wówczas wykrywalność zabójstw musiałaby być wyższa aniżeli oficjalnie raportowana. Mąż mordujący żonę z broni palnej pod ich własnym dachem to nie jest mechanika kwantowa dla policyjnych śledczych. Schwytanie lub aresztowanie takiego delikwenta nie powinno nastręczać kłopotów. W rzeczywistości jest jednak dokładnie na odwrót – w Stanach Zjednoczonych, Brazylii czy w Meksyku dużo zabójstw łączy się z działalnością stricte przestępczą i handlem narkotykami, dlatego tak trudno zidentyfikować sprawców i nakłonić świadków do zeznawania. Naturalnie niemal wszystkie z tych zabójstw popełniane są przy użyciu broni nielegalnej:

Mariana van Zeller dla VICE News

Czwarte primo – żeby zabić żonę, szefa czy sąsiada, potrzeba jednej kuli z rewolweru kaliber 0.38, a narzędzia o takiej mocy można spokojnie w Brazylii dostać w każdym sklepie. Według danych opublikowanych przez hiszpańską Agencję Prasową EFE, sprzedaż legalnej broni palnej wzrosła sześciokrotnie w ciągu ostatniej dekady – w roku 2004 Brazylijczycy zakupili trochę ponad pięć tysięcy sztuk, aby niecałe osiem lat później ustanowić nowy rekord: 31 500 sprzedanych egzemplarzy. Wszystko wskazuje na to, że oto “zwykli ludzie” broń palną kupują w ilościach większych niż kiedykolwiek wcześniej, a Bendeira podejrzanie milczy w temacie.

Najważniejsze – ten konkretny fragment wywiadu do złudzenia przypomina fałszywą narrację amerykańskich ekspertów od zdrowia publicznego z przełomu lat 80. i 90. XX wieku – że niby głównymi prowodyrami morderstw są praworządni obywatele, którym w pewnym momencie zwyczajnie puszczają nerwy i w konsekwencji chwytają za broń i zabijają. Odnoszę dziwne wrażenie, że jest to wręcz kalka rozumowania forsowanego w okresie rządów Clintona. Na szczęście dość szybko zostało ono zdemaskowane [9] i dzisiaj rzadko powraca w oficjalnych wystąpieniach hoplofobów. Zachęcam do lektury podrozdziału “The Myth That Murderers Are Ordinary Gun Owners” – Amerykanie już to przerabiali.

brazil_blacks_gunsEwaluacja statystyk pokazała, że odsetek zabójstw z broni palnej zmalał o 8 proc. w ciągu pięciu lat od zaimplementowania nowych wytycznych, co po przeliczeniu dało pięć tysięcy uratowanych ludzkich istnień.

[Research showed gun homicides declined eight percent in the five years after the law was implemented in 2004, saving 5,000 lives.]

Pewności nie mam, bo brakuje odnośników do materiałów źródłowych, ale prawdopodobnie Bandeira powołuje się tutaj na konkluzje twórców raportu pt. “Reductions In Firearm-Related Mortality In Brazil After Gun Control”, którzy wysunęli swoje wnioski na podstawie obserwacji trendów z dwóch lat po wejściu w życie regulacji. [10] Nie podlega dyskusji, że do roku 2003 zagregowany współczynnik zabójstw z broni palnej zwiększał się średnio o 6.2 proc. Faktem jest również, że krótko potem nastąpiło wyhamowanie tempa przyrostu wskaźnika. Jednakże konstatacja, iż wszystko to dzięki ofensywie zapoczątkowanej przez gabinet prezydenta Luli, wydaje się być mylącym uproszczeniem. Autorzy innego elaboratu, tym razem analizującego dłuższe szeregi czasowe aniżeli dwa lata z kalendarza, studzili radosne nastroje:

Obniżka wskaźnika zabójstw w 2003 roku sprowokowała u niektórych badaczy optymizm co do skutków działania nowego prawa. Tymczasem spadek śmiertelności z broni palnej w latach 2003-2005 to w dużej mierze zasługa bardzo ostrej redukcji morderstw w jednym tylko stanie – São Paulo, w którym popełnia się 1/4 wszystkich zabójstw z broni. W innych jurysdykcjach wskaźniki przeciwnie – wzrosły.

[The downturn in homicide rates after 2003 provoked some optimism about the effects of this legislation. However, the overall reduction in firearm mortality in Brazil between 2003 & 2004 mainly reflected very sharp drop in homicides in São Paulo state, which accounts for about 25 percent of national firearm deaths. In other states, rates of firearm death actually increased from 2003 to 2004.]

Na potwierdzenie powyższego wykres z artykułu Danilo Freire, doktora ekonomii politycznej z Kolegium Królewskiego w Londynie:

Dlaczego akurat w São Paulo doszło do tak radykalnych przeobrażeń? Dziennikarz i znawca meandrów brazylijskiej przestępczości zorganizowanej, Bruno Paes Manso (link), i socjolog z Uniwersytetu Rutgersa w Camden, Ted Goertzel (link):

Przyczyn tradycyjnie jest wiele. Miejska populacja się starzeje, a jak wiadomo, morderstwa popełniane są głównie przez ludzi młodych, więc proces ten musi mieć znaczenie. Dalej – policja zyskała na efektywności, sądy stały się surowsze. Niedobór kryminalistów na ulicach pociągnął za sobą nieoczekiwane efekty uboczne. Gang więzienny uformowany w roku 1993, tzw. Pierwsze Komando Stolicy, przejął kontrolę nad rynkiem narkotyków i skartelizował go. Deficyt konkurencji pozwolił im uniknąć zabijania w São Paulo i rozwinąć skrzydła w innych zakątkach kraju.

[As it is usually the case, there are many causes that explain fall like this one. The population grew older, and as most murders are committed by young males, that makes a difference. The police in São Paulo became more efficient and the judiciary became tougher. Fewer criminals on the streets had an unexpected side effect. Primeiro Comando da Capital, prison drug gang created in 1993, consolidated the market. Without a competing drug gang, PCC avoided killings in São Paulo and expanded its power to all corners of Brazil.]

Policja w São Paulo zareagowała na rosnącą w latach 90. XX stulecia falę przestępczości, adaptując u siebie rozwiązania systemowe znane z policji nowojorskiej. Priorytet uzyskało gromadzenie na bieżąco dokładnych empirycznych informacji o działalności gangów, jak również planowanie i ewaluacja programów interwencyjnych. Uruchomiono wewnętrzną, międzyrządową sieć komunikacyjną w celu koordynowania pracy wojska i cywilnych służb mundurowych. Za pomocą komputerów wykreowano geograficzną mapę obszarów ściśle kontrolowanych przez handlarzy narkotykami i bez przerwy wysyłano tam wzmocnione patrole. Stworzono ponadto bazę danych ze zdjęciami przeszło 300 tysięcy kryminalistów, centralę telefoniczną do odbierania medlunków od obywateli oraz stronę internetową, gdzie można było szybko zawiadomić o przestępstwie. Prócz tego ustanowiono jeszcze specjalną grupę zadaniową, oddelegowaną do wyjątkowo trudnych zabójstw, i powołano do istnienia oddzielną jednostkę wsparcia, dedykowaną dla kobiecych ofiar napaści seksualnych. Do użytku weszły wyrafinowane aplikacje, spajające cyfrowe kartoteki osób podejrzanych z ich historią przelewów bankowych, rejestrami połączeń telefonicznych i możliwymi miejscami zamieszkania. Wreszcie, przystąpiono do bardziej agresywnego usuwania nielegalnej broni palnej z ulic. Skomasowaną konsekwencją tych wszystkich zmian był gwałtowny przyrost liczby osadzonych. Morderstwa zaczęły spadać dokładnie w momencie, w którym poziom inkarceracji osiągnął swój punkt szczytowy.

[The police in São Paulo responded to the rising crime rates in the 1990s with changes in management culture similar to those instituted in New York City in the 1990s. They gave new priority to gathering accurate and timely empirical data and using it to plan and evaluate programs. An intergovernmental communications network was established to link the military and civil police. Crimes were entered into a geographic information system, and saturation units were sent to areas tightly controlled by drug traffickers. A database was established with photographs of over 300,000 criminals. Telephone switchboards were set up to receive citizen complaints of incidents, and a web site was opened to take reports of thefts of vehicles, documents, and cellular telephones. Community policing stations were opened, and a homicide combat unit was organized with an emphasis on solving difficult cases. A specialized unit was organized to provide supportive assistance to women who were victims of sexual crimes. Sophisticated computer software linked information from police reports with bank records, telephone records, and probable areas of residence, and the police began to remove illegal firearms from the streets more aggressively. As a consequence of these efforts, the number of imprisonments in the São Paulo state increased from 18,602 in the first quarter of 1996 to 30,831 in the first quarter of 2001. The turning point in the criminal homicide rate came at the peak of this increase in imprisonments.]

Goertzel wspomniał o wzmożonych akcjach konfiskowania nielegalnej broni przez stołeczną policję. Okazuje się, że po nałożeniu krzywej ze wskaźnikami zabójstw w stanie São Paulo na wykres z uśrednioną liczbą przejętych egzemplarzy broni palnej w latach 1992-2005 obydwa diagramy pokrywaja się ze sobą, lecz jedynie na odcinku od schyłku dekady lat 90. XX wieku do roku 2005. W okresie wcześniejszym krzywe wyraźnie się rozchodzą i korelacja stopniowo zanika. Doszukiwanie się zależności przyczynowej między malejącymi wskaźnikami zabójstw a bardziej energicznym wdrażaniem ustaw rozbrojeniowych budzić może zatem uzasadnione wątpliwości. Trzeba tu podkreślić, że dane dot. skonfiskowanej broni sprzed roku 1999 niemal na pewno są niedoszacowane:

Dwie największe i najgęściej zaludnione brazylijskie metropolie od kilku lat są teatrem zaciętej wojny między operatorami jednostek bojowych a najemnymi żołnierzami gangów. Rzeka krwi i tłumionej nienawiści płynie rwącym strumieniem. Na przestrzeni lat 2003-2008 policja w São Paulo i Rio de Janerio zabiła łącznie jedenaście tysięcy ludzi (część z tych zgonów to rezultat podjęcia koniecznej samoobrony, część wygląda na pozasądowe egzekucje, reszta obejmuje tragiczne pomyłki). Bandyta rozumie, iż uniesienie rąk w geście kapitulacji oznacza nierzadko śmierć i nie ma wyboru – atakuje glinę, gdy ten wkracza na jego terytorium. W konsekwencji coraz więcej zabłąkanych kul dosięga niewinnych przechodniów, a przebywający na obcym i wrogim terenie mundurowi nie zawsze bawią się w ceregiele, ponieważ są świadomi, że jak tylko rozkład sił uleganie odwróceniu, odznaka ponownie stanie się celem i przestępca będzie szukał zemsty. Dlatego tak ważne jest, by do walki z bandytyzmem wysyłać możliwie najlepiej wyszkolone jednostki, co w dalszej perspektywie pozwala minimalizować straty w ludziach po obu stronach barykady. Kluczowy akapit w kontekście polityki redukowania zabójstw:

Spadek przestępczości z użyciem przemocy to zasługa instalowania w fawelach Oddziałów Policji Pacyfikacyjnej oraz ograniczania śmiercionośnych potyczek zbrojnych z formacjami mundurowymi. Dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa Publicznego jest przekonany, że jednym z ważniejszych elementów trendu spadkowego była drastyczna obniżka liczby zgonów w wyniku konfrontacji ze służbami porządkowymi.

[The drop in violent crime is being attributed to the success of Rio’s UPP (Police Pacification Units) program, and fewer fatal armed encounters with policemen: “One of the important components that has been involved with this decline was the drastic reduction in deaths during confrontations with police. With the decrease in fighting, because of the UPPs, this rate is also falling,” said ISP chief Colonel Augusto Souza Paulo Teixeira.]

Na trop innego jeszcze wyjaśnienia fenomenu topniejących wskaźników naprowadza Marcelo Freixo, były przewodniczący parlamentarnej komisji śledczej powołanej do zbadania zbrodni popełnianych w fawelach przez mafijno-paramilitarne oddziały milicji. W jego przekonaniu, za wyhamowanie licznika morderstw odpowiadać może regularnie od lat rosnąca pula zaginięć, która sprytnie maskuje zabójstwa w policyjnych archiwach, tworząc iluzję względnej poprawy sytuacji i wprowadzając w błąd komentatorów. W roku 2013 tylko w samym tylko mieście Rio de Janeiro zgłoszono organom ścigania zniknięcie około sześciu tysięcy osób:

VICE, “The Pacification of Rio”

W przypadku zaś całości stanu dysponujemy poważnymi dowodami na to, że odzwierciedlona w raportach Ministerstwa Zdrowia korekta liczby zabitych zdaje się w ogóle nie być realnym zjawiskiem, lecz co najwyżej zwodniczym, statystycznym artefaktem, wytworzonym na skutek wadliwej klasyfikacji danych medycznych. Ekonomista Daniel Ricardo Cerqueira przetestował tę możliwość i oto co odkrył:

Wnioskując z rządowych statystyk, stan Rio de Janeiro zredukował morderstwa o prawie 30 proc. w latach 2006-2009. Istnieją jednak przesłanki, aby domniemywać, iż różnica ta spowodowana jest nieprawidłową kodyfikacją zgonów. Począwszy od roku 2007, wolumen gwałtownych śmierci o niejasnych przyczynach w niewytłumaczalny sposób uległ rozdęciu, generując trend przeciwny do standardów krajowych. Bazując na cyfrowych kartotekach medycznych, opracowaliśmy procedury przypisywania niewyjaśnionych zgonów do trzech odrębnych kategorii – zabójstw, samobójstw i wypadków śmiertelnych. Nasze oszacowania wskazują, że liczba osób zabitych w Rio de Janeiro w analizowanym okresie zmniejszyła się ledwo o 3.6 proc., za to “ciemna liczba” ofiar wzrosła rażąco, składając się w roku 2009 na ponad 60 proc. wszystkich zarejestrowanych zabójstw.

[According to official data, the number of homicides in the State of Rio de Janeiro decreased 28.7% between 2006 and 2009. However, there is evidence that this variation is due to error on data classification. The number of fatal violent incidents of unknown cause in Rio de Janeiro has inexplicably increased since 2007, which is in the opposite direction of the national standard trend. Based on microdata of the victims’ characteristics, we developed a multinomial logit model to reclassify deaths with undetermined cause, as homicides, suicides or fatal accidents. Our estimates indicated that the number of homicides in Rio de Janeiro, in this period, decreased only 3.6%, but the number of “hidden homicides” sharply increased representing 62.5% of the homicides registered in 2009.]

Analogiczną metodykę Cerqueira zaaplikował też w skali ogólnej:

Zamykając wątek – procedury reglamentacyjne, wzorowane na europejskim ustawodawstwie, Brazylia ma już zaimplementowane na szczeblu centralnym i od przeszło piętnastu lat można monitorować, jak sprawdzają się one w praktyce. Skumulowana dokumentacja sugeruje, że gdyby skupiono się jedynie na usprawnieniach w funkcjonowaniu policji i oddelegowano ją na terytoria, gdzie służby zapuszczały się dotychczas incydentalnie w celu zwalczania kwitnącej tam przestępczości, spokojnie taka polityka sama w sobie przełożyłaby się na te kilka tysięcy uratowanych żyć [11]. Żadne dodatkowe restrykcje nie byłyby konieczne – a już szczególnie można by się obejść bez organizowania ideologicznej krucjaty i demonizowania broni palnej.
___________________

[1] W rozmaitych badaniach z pogranicza kryminologii i socjologii dotyczących brazylijskiej przestępczości, na jakie natknąłem się podczas gromadzenia materiałów do tego wpisu, słowo “czarny” praktycznie zawsze było używane na zdefiniowanie zarówno jednostki o czarnym kolorze skóry, jak i “mieszańca” (w ostatnim spisie powszechnym po raz pierwszy w historii odsetek Brazylijczyków zaliczających siebie do grona czarnoskórych bądź Mulatów wyniósł trochę ponad 50 proc.), dlatego gdy będę posługiwał się określeniem “czarny” albo “Murzyn”, to domyślnie należy je odnosić do przedstawicieli obydwu grup.

[2] ~30 proc. brazylijskiej broni przepływa Atlantyk albo trafia do kraju drogą lądową z Argentyny, Paragwaju, Boliwii i Kolumbii. Pozostałe ~70 proc. jest rodzimej produkcji.

[3] Jeżeli w Brazylii zabijają się z powodu łatwego dostępu broni, to w takim razie w Timorze Wschodnim zabijają się z powodu łatwego dostępu do bumerangów, tomahawków, zatrutych strzał, improwizowanych łuków, noży i włóczni. W czwartym odcinku trzeciego sezonu brytyjskiego serialu dokumentalnego “Ross Kemp on Gangs” jeden z australijskich żołnierzy stacjonujących na wyspie demonstruje uzbrojenie regularnie konfiskowane gangom. Jest tam wszystko prócz broni palnej:

[4] “Polska Zbrojna” wydawana jest przez “Redakcję Wojskową”, utworzoną przez Ministerstwo Obrony Narodowej, co wyczerpująco tłumaczy tendencyjny charakter zamieszczanych w środku artykułów. Zainteresowanych odsyłam do numeru szóstego z roku 2011 – znajdziecie tam jednostronicowy tekst pt. “Strzał w stopę”.

[5] W październiku 2005 roku, na fali rozbrojeniowej ofensywy legislacyjnej (dwa lata wcześniej uchwalono Statute of Disarmament – dosłownie: Ustawę ws. Rozbrojenia), władze postanowiły kuć żelazo póki gorące i spożytkować poprzedni sukces na przepchnięcie prohibicji. W tym celu wyreżyserowano bezprecedensowe referendum. Pytanie brzmiało: “Czy uważasz, że powinno się zakazać komercyjnej sprzedaży broni palnej i amunicji?” (Do you think the commercial sale of firearms and munitions should be prohibited in Brazil?)

Udział w głosowaniu był przymusowy dla obywateli w wieku 18-70 lat – za absencję przy urnie groziła grzywna. Niepełnoletni Brazylijczycy (16-17) również mogli oddać głos, aczkolwiek obowiązku takiego nie mieli. Początkowo wydawało się, że rząd odniesie sukces. Inicjatywę prezydenta wsparły najpotężniejsze i najbardziej opiniotwórcze globalne organizacje: ONZ, Kościół Katolicki, dziesięciu laureatów nagrody Nobla oraz znakomitości świata kultury i sztuki. Przeprowadzenie referendum pochłonęło niebotyczną sumę 215 milionów dolarów amerykańskich.

Mimo gigantycznych wysiłków włożonych w propagandę, mimo aprobaty mediów i pomocy ze strony potężnych organizacji politycznych, mimo błogosławieństwa katolickich duchownych i zaangażowania aparatu państwowego, mimo hojnego finnsowania z krajowego budżetu – prawie dwie-trzecie Brazylijczyków (63 proc.) opowiedziało się przeciwko zakazowi.

Kto szuka prawdy, nie powinien liczyć głosów. Nie jestem zwolennikiem referendów – nie w systemie, w którym do urabiania mas wykorzystuje się państwowe i korporacyjne konglomeraty medialne, zaś słuszny przekaz finansuje z pieniędzy publicznych – ale wyniki plebiscytu z 2005 roku ładnie pokazały, że straszenie trupami zabitych z broni palnej mężów, kochanków, sąsiadów, szefów i dzieci to zdecydowanie za mało, aby uśpić czujność przeciętnego Brazylijczyka. Aktywiści rozbrojeniowi do dzisiaj plują sobie w brodę, że wbrew rozbuchanym prognozom nie udało im się całkowicie zablokować sprzedaży broni cywilom, o czym świadczy wypowiedź Ilony Szabó dla TED Talk.

[6] Przez długie lata handel bronią palną na terenie Brazylii obłożony był najwyższym na świecie, 81-procentowym podatkiem (ostatnio obniżonym do 65 proc.). Stara sztuczka: jak nie można wyeliminować broni ze sprzedaży, to za pomocą instrumentów politycznego nacisku zaburza się równowagę podażowo-popytową na rynku (link).

[7] Efektywne egzekwowanie wymaga istnienia populacji, wykazującej powszechną wolę do partycypowania w tym procesie. Zachodzi tu więc dość silne sprzężenie zwrotne. Łatwo się mówi o skutecznej egzekutywie w przypadku Kanady, Norwegii czy Polski, gdzie lwia część społeczeństwa przestrzega prawa i rozumie podstawy, na których opiera się idea “rule of law”. Natomiast tam, gdzie ludzie nie są skłonni poddawać się zaleceniom Lewiatana, gdzie poszanowanie dla praworządności jest zachwiane i gdzie funkcjonuje gigantyczne podziemie przestępcze, z samej definicji nie będzie żadnego egzekwowania, nawet pomimo faktu, że rocznie policja pacyfikuje całe dzielnice i zabija tysiące cywilów w starciach ulicznych.

[8] W Meksyku najwyraźniej panuje bezkarność idealna (link):

Karanie należy do rzadkości. Państwa Ameryki Łacińskiej uwzględnione na Globalnym Indeksie Bezkarności cechują się wysokim stopniem anarchii i bezprawia. Meksyk figuruje w tym rejestrze na drugiej pozycji, zaraz po Filipinach. Jeśli wliczyć do puli przestępstwa, które nie są raportowane policji, obydwa te kraje mają wskaźnik bezkarności na poziomie 99 proc.

[Punishment is rare. The Latin American countries included on the Global Impunity Index, from Mexico’s Center for Studies on Impunity and Justice, are categorized as nations of “high” impunity. Mexico is No. 2 on the list, after the Philippines. If we take into account the crimes that are never reported and remain unaccounted for, the two countries have an impunity rate of 99 percent.]

[9] David M. Kennedy, profesor kryminologii z nowojorskiej Wyższej Szkoły Prawa Karnego im. Johna Jaya:

Większość odbywających się ostatnio w Ameryce debat całkowicie ignoruje sedno problemu przestępczości z użyciem broni palnej. Gangi oraz pomniejsze bandyckie grupy handlujące narkotykami popełniają w wielu miastach do 75 proc. wszystkich zabójstw, a przeważająca część z reszty przypada w udziale innym notowanym kryminalistom. Zwykli obywatele, posiadający w domach broń, nie dopuszczają się napadów rabunkowych, nie ostrzeliwują własnych dzielnic ani nie zabijają swoich żon. (→ link)

[The fact is that most of the recent debate entirely missed the point about the nature of most gun violence in America. The largest share – up to three-quarters of all homicides in many cities – is driven by gangs and drug crews. Most of the remainder is also concentrated among active criminals; ordinary citizens who own guns do not commit street robberies or shoot their neighbors and wives.]

[10] Pod koniec 2004 roku władze zainicjowały akcję wykupywania broni z rąk obywateli. Ocenia się się, że w ten sposób zebrano około 600 tysięcy sztuk prywatnego uzbrojenia. Kwestionując sensowność robienia takich zbiórek, Walter Merling z Brazylijskiego Stowarzyszenia Kolekcjonerów Broni zdradził, że 90 proc. oddanych spluw to stary, bezużyteczny złom (90 percent of what was turned in was useless old junk).

[11] Doświadczenia nowojorskie dowodzą, że większość przestępstw jest pochodną okoliczności, na które można wpłynąć bez potrzeby wdrażania kosztownych zmian strukturalnych i społecznych (inżynieria socjalna). Jedyną sferą radykalnych reform podjętych w latach 90. XX wieku przez magistrat NYC była reorganizacja struktur policji.