W kraju wolnym od religijnych, etnicznych i rasowych konfliktów, od sporów terytorialnych i granicznych, w kraju bez wojen domowych i brutalnych politycznych zamieszek, w latach 2008-2011 odnotowano w sumie 206 tysięcy zabójstw – to więcej niż wynosi liczba ofiar dwunastu niedawnych największych konfliktów zbrojonych na świecie.

– Julio Jacobo Waiselfisz, “Map of Violence” (s. 28)

Każdego dnia w Brazylii od kul wystrzelonych z broni palnej ginie przeszło sto osób – głównie młodych Murzynów z przedziału wiekowego 15-24 lata, którzy w tej kategorii stanowią prawie 80 proc. wszystkich ofiar zabójstw [1]. Jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic w brazylijskich kronikach kryminalnych pozostaje kwestia przynależności etnicznej i/lub rasowej sprawców. Ile morderstw popełniają czarnoskórzy – oficjalne źródła milczą. W odróżnieniu od USA, gdzie tego typu dane są ogólnodostępne, w Brazylii w najbliższym czasie informacja ta nie opuści raczej katakumb urzędów statystycznych.

brazil_blacks_guns3Powyższe zdjęcie, przedstawiające narcotraficante, wykonano w slumsach rozlokowanych na obrzeżach Rio de Janeiro. U nieprzygotowanego odbiorcy może one wygenerować mylne wyobrażenie, że oto Brazylia jest miejscem, gdzie każdy nosi broń palną na ulicy. Działa tu dokładnie to samo medialne złudzenie (wzmacniane dodatkowo przez popkulturę: kino i gry), które próbowałem naprostować w przypadku Hondurasu: w brazylijskim obiegu cywilnym nie krąży wcale dużo broni w przeliczeniu na jednego obywatela. Do światowych liderów takich jak Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Urugwaj czy Serbia Brazylijczycy nie mają startu – obracają ~15 milionami sztuk, z czego na uzbrojenie nielegalne składa się 8.5 miliona egzemplarzy (po części jest to zasługa służb mundurowych; kraina kawy, samby i karnawału znajduje się w czołówce państw, w których najłatwiej odkupić albo ukraść broń bezpośrednio z wojskowych/policyjnych magazynów). Po przeskalowaniu wychodzi więc skromne osiem jednostek na stu mieszkańców.

Warto też pamiętać, że Ameryka ma ponad 20-krotną przewagę w liczbie broni, lecz to w Brazylii zdarza się sześć razy więcej przestępstw z jej użyciem. Serbia ma wskaźniki zabójstw na poziomie Francji i Wielkiej Brytanii, Szwajcaria zaś to jeden z najspokojniejszych regionów na kuli ziemskiej – razem z Urugwajem, który historycznie należy do najbezpieczniejszych krajów Ameryki Łacińskiej. Ewidentnie to nie broń palna jest w tym równaniu problemem.

Mimo nieubłaganej logiki faktów, ciągle jednak przybywa chętnych do uczonego chrząkania i wygłaszania umoralniających tyrad o tym, jak to w Brazylii trup ściele się gęsto z powodu wiadomo czego [2]. Na polskim podwórku dantejskie sceny maluje Marcin Maroszek, bloger specjalizujący się w zagadnieniach związanych z obszarem Ameryki Łacińskiej, a także felietonista udzielający się gościnnie na łamach czasopisma “Polska Zbrojna” [3]; w skali globalnej na intelektualny autorytet, mobilizujący pod wspólnym sztandarem populistycznych krzykaczy, zaangażowanych społecznie dziennikarzy, sławnych noblistów, zatroskanych celebrytów i katolickich duchownych [4], wyrósł socjolog z wykształcenia, Antonio Bandeira.

Za rządów Luli da Silvy (oskarżonego później o korupcję i pranie pieniędzy) Bandeira pełnił funkcję głównego koordynatora największego w dziejach Brazylii programu rozbrojeniowego, firmowanego przez współpracującą z ONZ organizację Viva Rio. Z tej okazji w marcu 2013 roku udzielił agencji prasowej Bloomberga obszernego wywiadu, który zainspirował mnie do stworzenia niniejszej blognotki. Poniżej wrzucam tłumaczenie paru kluczowych fragmentów (odpowiedzi-sprostowania bezpośrednio pod cytatami).

brazil_blacks_guns2Do roku 2003 brazylijskie organy ustawodawcze blokowały wszelkie inicjatywy zmierzające do zreformowania łagodnych przepisów o broni odziedziczonych w spadku po poprzednim reżimie wojskowym. (…) Zgodnie z nowymi ustaleniami, minimalny wiek upoważniający do kupna broni palnej wynosi teraz 25 lat, jej noszenie poza domem zostało zakazane, jednostki używane przez policję oznakowano, dzięki czemu będzie można śledzić ich obrót, wreszcie – znacząco rozbudowano system weryfikowania niekaralności nabywców. Od teraz żeby wejść legalnie w posiadanie broni, trzeba ukończyć szkolenia, zdać testy psychologiczne, mieć czystą kartotekę etc.

[Until 2003, like your Congress, our legislature was against any changes in our permissive gun laws, which were an inheritance from the former military regime. (…) According to the statute, the minimum age to buy a gun was raised to 25 years, carrying guns was prohibited, guns and the ammunition used by police were marked, so they could be traced, and 15 conditions were established, which a person buying a gun must meet: no criminal record, psychological and gun handling tests, etc.]

Wszystko rozbija się o interpretację frazy “łagodne przepisy”. Prawdą jest, że przed 2003 rokiem restrykcje nie były jakoś przesadnie surowe, ale z drugiej strony, dla osoby, obsesyjnie uczepionej idei reglamentowania, każde ustawodawstwo zezwalające na zakup broni czy choćby gromadzenie prochu strzelniczego może być postrzegane jako zbyt pobłażliwe. Kiedy parę lat temu w Anglii, tj. kraju, który, że przypomnę, ściga się z Japonią o pozycję czempiona w rankingu najsurowszych regulatorów, pewien taksówkarz z Kumbrii, uzbrojony w dwururkę i powtarzalny karabinek myśliwski, z bliżej nieokreślonych powodów zamordował dwunastu przypadkowych ludzi, natychmiast rozległy się w mediach głosy oburzenia, że tragedii można by uniknąć, gdyby wcześniej zlikwidowano jakąś mikroskopijną lukę w prawie, umożliwiającą legalnym posiadaczom broni ciułanie po piwnicach zapasów amunicji. W tym wyścigu nie ma górnej granicy, po której przekroczeniu hoplofob stwierdza, że już wystarczy.

W okresie prezydentury Fernando Henrique Cardoso przeforsowano pierwszą federalną ustawę definiującą zasady dostępu cywilów do broni palnej – tzw. Narodowy System Broni, Sistema Nacional de Armas, w skrócie: SINARM. Nowa legislacja nakładała obowiązek rejestrowania każdej pojedynczej sztuki broni, niezależnie od kategorii, do której była ona pierwotnie zakwalifikowana. Po dokonaniu rejestracji petent otrzymywał zaświadczenie uprawniające do trzymania zakupionej broni wyłącznie w obrębie domu lub jako właściciel firmy na terenie zakładu pracy. Jej skryte noszenie było ściśle unormowane i wymagało uzyskania oddzielnej zgody od lokalnych władz. Licencje wydawano uznaniowo i tylko po pozytywnym przejściu weryfikacji. W ustawie zostało wyraźnie podkreślone, iż zdobycie glejtu warunkowane było cechami osoby zainteresowanej, jej ustabilizowaną sytuacją rodzinną i zawodową, efektywną potrzebą oraz umiejętnościami psycho-fizycznymi. Upoważnienie obowiązywało w obrębie stanu, który zamieszkiwała dana osoba. SINARM wymuszał także limity na amunicję. Obywatel mógł nabyć maksymalnie pięćdziesiąt nabojów miesięcznie.

W ujęciu teoretycznym obostrzenia nie były zatem aż tak liberalne, jak usiłuje to przedstawić Bandeira [5]. Problemy pojawiały się w momencie praktycznego wdrażania zapisów ustawy, dlatego gdy stery administracji przejął Lula da Silva, postanowił nie tylko rozbudować i zunifikować dotychczasowe regulacje, co przede wszystkim zagonić podległe mu służby do ich konsekwentnej egzekutywy.

Z naszej kwerendy wynika, że do większości zgonów dochodziło z udziałem broni legalnej, należącej wcześniej do praworządnych obywateli. Sprawcami przemocy byli mężowie strzelający do żon, sąsiedzi strzelający do innych sąsiadów, pracownicy strzelający do swoich szefów; wśród ofiar były również dzieci ginące w wypadkach oraz samobójcy. Wspomniane incydenty po zsumowaniu w znacznym stopniu przewyższyły liczbę zabójstw dokonywanych przez gangi i notowanych kryminalistów.

[We found that most gun deaths were committed with legal guns, by previously law-abiding citizens – and not by organized criminals. The perpetrators of gun violence are husbands shooting wives, neighbors shooting neighbors, employees firing at bosses, children’s accidents, suicides, etc. All put together, they largely surpass homicides perpetrated by organized crime.]

Bandeira konfabuluje.

Pierwsze primo, zacytowane rewelacje pochodzą z badań, nadzorowanych bezpośrednio przez pana koordynatora i wykonanych na zlecenie organizacji Viva Rio. Nie udało mi się znaleźć żadnego alternatywnego źródła (raportu policyjnego, dysertacji z zakresu kryminologii ofensywnego użycia broni etc.), które mogłoby ewentualnie zaświadczyć o wiarygodności słów Bandeiry. Robert Muggah, dyrektor Igarapé Institute, zauważył tylko, że większość ofiar zabójstw w Brazylii (precyzując: większość ofiar zabójstw, w których rozpoznano tożsamość napastnika) znała swoich oprawców i że ciała znajdowano zazwyczaj w pobliżu miejsca zamieszkania osoby zabitej. Zero wzmianki o losowych morderstwach kierowców stojących w korku czy pladze weekendowych strzelanin w barach, inicjowanych przez podpitą klientelę.

Drugie primo, z punktu widzenia hoplofobicznej propagandy, którą próbuje wciskać Bandeira, sam fakt istnienia koneksji towarzyskich między ofiarą a mordercą nic nie znaczy. W Ameryce rzeczy mają się bardzo podobnie. Definicja “znajomego” (acquaintance) jest niesłychanie pojemna (zobacz też → link) i może odnosić się do dilera narkotyków, kochanki gangstera, dłużnika, a nawet pasażera taksówki, który zapłacił taryfiarzowi za kurs. Liczba możliwych wariantów konstytuujących nić znajomości w federalnych statystykach jest nieskończona. 

Trzecie primo, wykrywalność zabójców w Brazylii, eufemistycznie mówiąc, pozostawia wiele do życzenia. Tamtejsza policja rozwiązuje zaledwie 8 proc. morderstw (w Meksyku jest jeszcze gorzej – w 2012 roku mniej niż 2 proc. spraw, których przedmiotem było zabójstwo, zakończyło się skazaniem oskarżonego). Zwracam uwagę, że odsetek rozwikłanych zabójstw w USA, pomimo zaangażowania nowoczesnych technologii (testy DNA, komputerowe bazy danych, monitoring) oraz ciągłego doskonalenia technik operacyjnych, spada nieprzerwanie od drugiej połowy lat 60. ubiegłego wieku (na tym tle wyróżniają się szczególnie miasta zasiedlone przez murzyńską subpopulację, gdzie wykrywalność potrafi zejść do 20 proc. albo niżej).

Amerykańscy mundurowi zrzucają swoją indolencję na karb czynników od nich niezależnych. Tłumaczą się w ten sposób, że współcześnie nieporównywalnie więcej zabójstw ma charakter wewnętrznych porachunków między gangami i dzieją się one w środowiskach, które nie są skłonne do współpracy z organami ścigania. Przedstawione wyjaśnienie brzmi sensownie i nie widzę powodu, by nie uznać tej argumentacji za usprawiedliwienie bezsilności także w szeregach służb meksykańskich czy brazylijskich (choć tam dodatkowo dochodzi niedowład wymiaru sprawiedliwości i systemowa korupcja). Na chłopski rozum: gdyby prawdą było to, co podaje do wierzenia Bandeira – że sprawcami przemocy są “zwykli ludzie” – wówczas wykrywalność zabójstw musiałaby być wyższa niż oficjalnie raportowana. Mąż mordujący żonę z broni palnej w ich własnym domu to nie jest mechanika kwantowa dla policyjnych śledczych. Schwytanie i aresztowanie takiego delikwenta nie powinno nastręczać kłopotów. W rzeczywistości jest jednak dokładnie na odwrót: w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Brazylii dużo zabójstw łączy się z działalnością stricte przestępczą i handlem narkotykami, dlatego tak trudno zidentyfikować sprawców czy nakłonić świadków do mówienia.

Czwarte primo: żeby zabić żonę, szefa czy sąsiada, potrzeba jednej kuli z rewolweru kaliber 0.38, a broń o takiej mocy można spokojnie w Brazylii dostać w każdym sklepie. Według danych opublikowanych przez hiszpańską Agencję Prasową EFE, sprzedaż legalnej broni palnej wzrosła sześciokrotnie w ciągu ostatniej dekady: w 2004 roku Brazylijczycy zakupili trochę ponad pięć tysięcy sztuk, by osiem lat później ustanowić nowy rekord – 31 500 sprzedanych egzemplarzy. Wszystko wskazuje na to, że “zwykli ludzie” broń kupują w ilościach większych niż kiedykolwiek wcześniej, a Bendeira podejrzanie milczy w temacie.

Najważniejsze: ten konkretny fragment wywiadu do złudzenia przypomina fałszywą narrację amerykańskich ekspertów od zdrowia publicznego z przełomu lat 80. i 90. XX wieku – że głównymi sprawcami morderstw są praworządni obywatele, którym w pewnym momencie po prostu puszczają nerwy i w konsekwencji chwytają za broń i zabijają. Odnoszę dziwne wrażenie, że jest to wręcz kalka rozumowania forsowanego w okresie rządów Clintona. Na szczęście dość szybko zostało ono zdemaskowane [6] i dzisiaj rzadko wraca w oficjalnych wystąpieniach hoplofobów. Zachęcam do lektury podrozdziału “The Myth That Murderers Are Ordinary Gun Owners” – Amerykanie już to przerabiali.

brazil_blacks_gunsEwaluacja statystyk pokazała, że odsetek zabójstw z broni palnej zmalał o 8 proc. w ciągu pięciu lat od zaimplementowania nowych wytycznych, co po przeliczeniu dało pięć tysięcy uratowanych ludzkich istnień.

[Research showed gun homicides declined 8 percent in the five years after the law was implemented in 2004, saving 5,000 lives.]

Pewności nie ma, bo brakuje odnośników do materiałów źródłowych, ale prawdopodobnie Bandeira powołuje się tu na konkluzje twórców raportu “Reductions In Firearm-Related Mortality In Brazil After Gun Control”, którzy wysunęli swoje wnioski na podstawie obserwacji trendów z dwóch lat po wejściu w życie regulacji. Nie podlega dyskusji, że do roku 2003 współczynnik zabójstw z broni palnej zwiększał się średnio o 7.3 proc. rocznie. Faktem jest też, że krótko potem nastąpiło wyhamowanie tempa przyrostu wskaźnika. Ale konstatacja, że to wszystko dzięki ofensywie rozbrojeniowej zapoczątkowanej przez gabinet prezydenta Luli, wydaje się jednak zbytnio uproszczona. Autorzy innego papieru, tym razem analizującego dłuższy szereg czasowy aniżeli dwa lata z kalendarza, studzili radosne nastroje:

Obniżka wskaźnika zabójstw w 2003 roku sprowokowała u niektórych badaczy optymizm co do skutków działania nowego prawa. Tymczasem dokładniejsze analizy wykazały, że spadek śmiertelności z broni palnej w latach 2003-2005 to w dużej mierze zasługa bardzo ostrej redukcji zabójstw w jednym tylko stanie – São Paulo, w którym popełnia się jedną-czwartą wszystkich zabójstw z broni. W większości innych jurysdykcji wskaźniki przeciwnie – wzrosły.

[The downturn in homicide rates after 2003 provoked some optimism about the effects of this legislation. However, the overall reduction in firearm mortality in Brazil between 2003 and 2004 mainly reflected a very sharp drop in homicides in São Paulo state, which accounts for about 25% of national firearm deaths. In other states, rates of firearm death actually increased from 2003 to 2004.]

sao_pauloGrafika z artykułu Johna Lyonsa “As Crime Rattles Brazil, Killings by Police Turn Routine”.

Dwie największe i najgęściej zaludnione brazylijskie metropolie od kilku lat są teatrem zaciętej wojny między operatorami jednostek bojowych a najemnymi żołnierzami gangów. Rzeka krwi i nienawiści płynie wartkim strumieniem. Na przestrzeni lat 2003-2008 policja w Rio de Janerio i São Paulo zabiła łącznie jedenaście tysięcy ludzi (część z tych zgonów to rezultat podjęcia koniecznej samoobrony, część wygląda na pozasądowe egzekucje, reszta obejmuje tragiczne pomyłki). Bandyta wie, że uniesienie rąk w geście kapitulacji oznacza nierzadko śmierć i nie ma wyboru – atakuje glinę, gdy ten wkracza na jego terytorium. W konsekwencji coraz więcej zabłąkanych kul dosięga niewinnych przechodniów, a przebywający na obcym i wrogim terenie mundurowi nie zawsze bawią się w ceregiele, ponieważ są świadomi, że jak tylko rozkład sił uleganie odwróceniu, odznaka znowu stanie się celem i przestępca będzie szukał zemsty. Dlatego tak ważne jest, by do walki z bandytyzmem wysyłać możliwie najlepiej wyszkolone jednostki [7], co w dalszej perspektywie pozwala minimalizować straty po obu stronach barykady. Kluczowy akapit w kontekście redukowania zabójstw:

Spadek przestępstw z użyciem przemocy to zasługa instalowania w fawelach Oddziałów Policji Pacyfikacyjnej oraz minimalizowania śmiertelnych starć zbrojnych z formacjami mundurowymi. Dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa Publicznego akcentuje, że “jednym z ważniejszych elementów trendu spadkowego jest drastyczna obniżka liczby zgonów w wyniku konfrontacji ze służbami porządkowymi.”

[The drop in violent crime is being attributed to the success of Rio’s UPP (Police Pacification Units) program, and fewer fatal armed encounters with police: “One of the important components that has been involved with this decline was the drastic reduction in deaths during confrontations with police. With the decrease in fighting, because of the UPPs, this rate is also falling,” said ISP chief Colonel Augusto Souza Paulo Teixeira.]

Na trop innego jeszcze wyjaśnienia fenomenu topniejących wskaźników naprowadza Marcelo Freixo, były deputowany do brazylijskiego parlamentu, szef komisji śledczej powołanej do zbadania zbrodni popełnianych przez oddziały specjalne milicji w fawelach, prywatnie aktywista z organizacji Global Justice. W jego opinii za wyhamowaniem liczby morderstw stoi regularnie od lat rosnąca pula zaginięć, które sprytnie maskują zabójstwa w policyjnych archiwach, tworząc iluzję względnej poprawy sytuacji i wprowadzając w błąd komentatorów. W 2013 roku w samym tylko Rio de Janeiro zgłoszono organom ścigania zniknięcie prawie sześciu tysięcy osób:

VICE, “The Pacification of Rio”

Najbardziej miarodajną krynicą statystyk dotyczących gwałtownych zgonów (violent deaths) są sprawozdania wypuszczane przez Brazylijskie Centrum Studiów Latynoamerykańskich (Brazilian Centre for Latin American Studies). Posiłkując się najnowszą edycją dokumentu “Map of Violence” (link), skompilowałem wykresy, ukazujące dynamikę zmian wszystkich istotnych wskaźników z minionych trzech dekad:

brazylia zabojstwabrazylia-zabojstwa-0-19odsetek-zabojstw-z-broni

Podsumowując: procedury reglamentacyjne, wzorowane na europejskim ustawodawstwie, Brazylia ma już zaimplementowane na szczeblu centralnym i od dwunastu lat można monitorować, jak sprawdzają się one w praktyce. Zgromadzone dowody sugerują, że gdyby skupiono się wyłącznie na usprawnieniach w pracy policji i oddelegowano ją na terytoria, gdzie służby zapuszczały się dotychczas incydentalnie w celu zwalczania kwitnącej tam przestępczości, spokojnie taka polityka sama w sobie przełożyłaby się na te kilka tysięcy uratowanych żyć [8]. Żadne dodatkowe restrykcje nie byłyby konieczne – a już szczególnie można by się obejść bez organizowania ideologicznej krucjaty i demonizowania broni palnej.
___________________

[1] W rozmaitych badaniach z pogranicza kryminologii i socjologii dotyczących brazylijskiej przestępczości, na jakie natknąłem się podczas gromadzenia materiałów do tego wpisu, słowo “czarny” praktycznie zawsze było używane na zdefiniowanie zarówno jednostki o czarnym kolorze skóry, jak i “mieszańca” (w ostatnim spisie powszechnym po raz pierwszy w historii odsetek Brazylijczyków zaliczających siebie do grona czarnoskórych bądź Mulatów wyniósł trochę ponad 50 proc.), dlatego gdy będę posługiwał się określeniem “czarny” albo “Murzyn”, to domyślnie należy je odnosić do przedstawicieli obydwu grup.

[2] Jeżeli w Brazylii zabijają się z powodu łatwego dostępu broni, to w takim razie w Timorze Wschodnim zabijają się z powodu łatwego dostępu do noży, bumerangów, tomahawków, zatrutych strzał, włóczni oraz improwizowanych łuków. W czwartym odcinku trzeciego sezonu brytyjskiego serialu dokumentalnego “Ross Kemp on Gangs” jeden z australijskich żołnierzy stacjonujących na wyspie demonstruje uzbrojenie regularnie konfiskowane lokalnym gangom. Jest tam wszystko prócz broni palnej:

[3] “Polska Zbrojna” wydawana jest przez “Redakcję Wojskową”, utworzoną z kolei przez Ministerstwo Obrony Narodowej, co wyczerpująco tłumaczy tendencyjny charakter zamieszczanych w środku artykułów. Osoby zainteresowane odsyłam do numeru szóstego z roku 2011 – znajdziecie tam jednostronicowy, merytorycznie słaby tekst o broni palnej w Brazylii zatytułowany “Strzał w stopę”.

[4] W październiku 2005 roku, na fali rozbrojeniowej ofensywy legislacyjnej (dwa lata wcześniej uchwalono Statute of Disarmament – dosłownie Ustawę ws. Rozbrojenia), władze postanowiły kuć żelazo póki gorące i spożytkować poprzedni sukces na przeforsowanie prohibicji totalnej. W tym celu przeprowadzono bezprecedensowe referendum. Pytania brzmiało: “Czy uważasz, że powinno się zakazać komercyjnej sprzedaży broni palnej oraz amunicji?” (Do you think the commercial sale of firearms and munitions should be prohibited in Brazil?)

Udział w głosowaniu był przymusowy dla obywateli w wieku 18-70 lat. Za absencję przy urnie groziła grzywna. Brazylijczycy w wieku 16-17 lat też mogli oddać głos, aczkolwiek nie mieli takiego obowiązku. Początkowo wydawało się, że rząd odniesie sukces. Inicjatywę prezydenta poparły najpotężniejsze i najbardziej opiniotwórcze globalne organizacje: ONZ, Kościół Katolicki, dziesięciu laureatów nagrody Nobla i znakomitości świata kultury. Zorganizowanie i przeprowadzenie referendum pochłonęło niebagatelną sumę ponad dwustu milionów dolarów (złożyli się oczywiście brazylijscy podatnicy) – wg NRA-ILA kosztowało równo dwieście milionów, wg portalu openDemocracy – 215.

Mimo gigantycznych wysiłków włożonych w propagandę, mimo aprobaty mediów i pomocy ze strony potężnych organizacji politycznych, mimo błogosławieństwa przywódców Kościoła Katolickiego i zaangażowania całego aparatu państwa, mimo finansowego wsparcia z krajowego budżetu – prawie dwie-trzecie Brazylijczyków (63 proc.) opowiedziało się przeciw.

Kto szuka prawdy, nie powinien liczyć głosów. Nie jestem zwolennikiem referendów – nie w systemie, w którym do urabiania mas wykorzystuje się państwowe i korporacyjne konglomeraty medialne, a słuszny przekaz finansuje z podatków – ale wyniki brazylijskiego plebiscytu ładnie pokazały, że straszenie trupami zabitych z broni palnej mężów, kochanków, sąsiadów, szefów i dzieci to trochę za mało, by uśpić czujność przeciętnego Brazylijczyka. Aktywiści rozbrojeniowi do dzisiaj żałują, że nie udało im się całkowicie zakazać sprzedaży broni cywilom, o czym dobitnie świadczy wypowiedź Ilony Szabó dla TED Talk.

[5] Przez długie lata handel bronią palną na terenie Brazylii obłożony był najwyższym na świecie, 81-procentowym podatkiem (ostatnio obniżonym do 65 proc.). Stara sztuczka: jak nie można wyeliminować broni ze sprzedaży, to za pomocą instrumentów politycznego nacisku zaburza się równowagę podażowo-popytową na rynku (link).

[6] David M. Kennedy, profesor kryminologii z nowojorskiej Szkoły Wyższej Prawa Karnego im. Johna Jaya:

Przeważająca część odbywających się ostatnio debat wokół broni palnej całkowicie ignoruje podstawową kwestię dotyczącą przestępczości w Ameryce. Notorycznie pomijany jest fakt, że największą rolę w jej eskalacji odgrywają gangi oraz pomniejsze bandy handlujące narkotykami, popełniając w wielu miastach nawet do 75 proc. wszystkich zabójstw; reszta przypada w udziale innym notowanym kryminalistom. Zwykli obywatele, posiadający w domach broń, nie dopuszczają się napadów rabunkowych, nie ostrzeliwują własnych dzielnic ani nie zabijają swoich żon. (→ link)

[The fact is that most of the recent debate entirely missed the point about the nature of most gun violence in America. The largest share – up to three-quarters of all homicides in many cities – is driven by gangs and drug crews. Most of the remainder is also concentrated among active criminals; ordinary citizens who own guns do not commit street robberies or shoot their neighbors and wives.]

[7] Równolegle z “czyszczeniem” slumsów władze zainicjowały akcję wykupywania broni z rąk obywateli. Szacuje się, że w ten sposób przejęto 500-600 tys. sztuk prywatnego uzbrojenia. Kwestionując sensowność robienia takich zbiórek, Walter Merling z Brazylijskiego Stowarzyszenia Kolekcjonerów Broni zdradził, że 90 proc. oddanych spluw to stary, bezużyteczny złom (90 percent of what was turned in was useless old junk).

[8] Doświadczenia nowojorskie dowodzą, że większość przestępstw jest pochodną okoliczności, na które można wpłynąć bez potrzeby wdrażania kosztownych zmian strukturalnych i społecznych (inżynieria socjalna). Jedyną sferą radykalnych reform podjętych w latach 90. XX wieku przez magistrat NYC była reorganizacja struktur policji.