Egzekucja białych dzieciaków w Sandy Hook rozpoczęła się rankiem 14 grudnia 2012 roku o godzinie 9:35 czasu miejscowego. Pięć minut później było już po wszystkim. Dokładnie tego samego dnia Max Fisher z “The Washington Post” postanowił zakomunikować światu swój punkt widzenia na tę jatkę. Tak bardzo chciał być w gronie pierwszych, którzy zabiorą głos w wykluwającej się właśnie ogólnonarodowej debacie, że spory kawałek kontentu skopiował na prawach autocytatu z tekstu napisanego pół roku wcześniej dla miesięcznika “The Atlantic”. Gość kuł żelazo póki gorące – nie przeprowadzono jeszcze nawet sekcji zwłok ofiar, a on już wytaczał ideologiczne armaty [1].

Lejtmotyw publicystyki Fishera błyskawicznie podłapał tercet “Młodoturków”, dając przy tym pokaz archetypowej wręcz telewizyjno-radiowej bufonady, w której wzajemne łechtanie sobie ego w politycznie poprawnym, świętoszkowatym poczuciu wyższości uchodzi za przejaw intelektualnego wyrafinowania. Inna sprawa, że niektórzy pragną po prosty wykrzyczeć na cały głos, że broń jest niedobra, ale czują się w obowiązku wyłuszczyć to Publiczności tak, jakby rozumieli, o co w tym wszystkim chodzi. W swoim autorskim programie młodzi gniewni dziennikarze powiedzieli, że broń jest niedobra w następujący sposób: 

The Young Turks: “Gun Regulation: U.S Gun Homicides vs. Japan”

Od tamtego czasu minął ponad rok, zaś mem o Japonii wolnej od przemocy z udziałem broni palnej zdążył sto razy zmutować i rozprzestrzenić się po anglojęzycznej blogosferze, robiąc niemałą karierę w środowisku hoplofobów. Ostatnia jego reprodukcja, z jaką się zetknąłem, przybrała formę wyjątkowo irytujących tweetów autorstwa jakiegoś internetowego trolla oraz… prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej:
Ludzie posługujący się tą informacją celują w target, który można przerobić na dowolną wiarę ładną gadką. Nie chodzi o to, że te dane zostały nikczemnie sfabrykowane na potrzeby agitki politycznej. W roku 2006 w Japonii naprawdę zginęły od kul dwie osoby. Problem w tym, iż twierdzenie o istnieniu zależności przyczynowej między japońskim prawem, kryminalizującym posiadanie broni, a znikomą liczbą zabójstw nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością, wymaga jednak – ze względu na propagandową siłę jego treści – realistycznej analizy

Japonia jest jednym z najbardziej homogenicznych rasowo obszarów na kuli ziemskiej. Obcokrajowcy, głównie imigranci z Chin i Korei, ale także brazylijscy pracownicy kontraktowi i biali Europejczycy, stanowią zaledwie 1.5 proc. populacji. Już samo to całkowicie wyklucza możliwość przyrównywania tego kraju do Ameryki w kategoriach natężenia i dystrybucji przestępczości. Jednolite etnicznie terytoria w USA (New Hampshire, Vermont, Maine, Iowa, Minnesota, Montana, Utah) generują wskaźniki zabójstw spokojnie mieszczące się w średniej europejskiej i są to jurysdykcje z wolnym, praktycznie nieograniczonym dostępem do broni. Frazesem jest zatem mówienie, iż niezależnie od szerokości geograficznej o wiele trudniej zwalczać przestępczość i zapobiegać jej eskalacji w warunkach tygla rasowego niż w krajach rasowo “czystych”. Nieprzypadkowo w umyśle Andersa Breivika – norweskiego masowego mordercy, zafascynowanego etniczno-kulturowym monolitem krajów azjatyckich, który parę lat temu odstrzelił kilkudziesięciu młodocianych członków partyjnej przybudówki na wyspie Utøya – Japonia jawiła się jako ideał wspólnoty.

Japońskie społeczeństwo należy do najszybciej starzejących się populacji na Ziemi. Są prefektury w Japonii, gdzie 56 proc. mieszkańców ma ponad 65 lat. Jak ten trend się utrzyma, to za dwie dekady proporcja między ludźmi młodymi a starymi zwiększy się z 1:4 do 1:3 (na jednego emeryta będą przypadać trzy osoby w wieku reprodukcyjnym), a jak wiadomo, starzy ludzie nie popełniają przestępstw. Według danych demograficznych ONZ, do 2050 roku Kraj Kwitnącej Wiśni może stracić 25 proc. ludności.

Japońska tradycja słynie z organizowania brutalnych akcji rozbrojeniowych. “Polowania na miecze” urządzane były wielokrotnie w przeszłości i zawsze wymierzone w Japończyków pospolitego pochodzenia. W odróżnieniu od Ameryki, gdzie posiadanie prywatnego oręża niemal od zarania uchodziło za atrybut ludzi stanu wolnego, w Japonii było zawsze oznaką klasy rządzącej, nigdy rządzonej. Uchwalone w 1958 roku prawo dot. broni zaczynało się od słów: No person shall possess a firearm or firearms or a sword or swords [2].

guns_postersPo lewej plakat wypuszczony przez Narodową Agencję Policyjną, uwrażliwiający
Japończyków na punkcie przestępczości z użyciem broni, obok – przestroga,
czym się kończy chałupnicze podkręcanie parametrów wiatrówek/gazówek.

Japonia jest najdoskonalszą ewolucyjnie emanacja koncepcji państwa policyjnego, z rozbudowaną inwigilacją, instytucją dozoru w miejscu zamieszkania (tzw. Junkai Renraku – regularne policyjne wizyty domowe) [3] i szerokim wachlarzem uprawnień przy postępowaniu karnym, znacznie szerszym niż mogłoby się to wydawać po dogłębnej lekturze przepisów kodeksu karnego tudzież ustawodawstwa policyjnego. Patrząc z perspektywy przeciętnego Amerykanina czy nawet Polaka, są to rzeczy niewyobrażalne: bezwzględna dyscyplina wobec zasad oraz zrozumienie, że zasady służą społecznemu ładowi [4], jak również tresura od małego w państwowych placówkach edukacyjnych powodują, że funkcjonariusz publiczny, w tym policyjny mundurowy, cieszy się tam autorytetem, o którym urzędnicy w innych krajach mogą tylko pomarzyć. Jacek Izydorczyk, profesor Uniwersytetu Łódzkiego wykładający w Katedrze Postępowania Karnego i Kryminalistyki, w pracyPolicja w Japonii – zarys systemu” opisuje nieprawdopodobne zajścia, w których członkowie Yakuzy zgłaszali się na komisariat jeszcze przed popełnieniem przestępstwa:

Zdarzają się bowiem i takie sytuacje, że policjanci groźbami zmuszają członków Yakuzy do dostarczenia na komisariat broni lub narkotyków. Autor wskazuje na kuriozalny przykład wezwania na komisariat szeregowego członka Yakuzy i wyznaczenia mu przez policjantów terminu na dostarczenie pistoletu oraz samodenuncjację. Wobec jego tłumaczeń, że nie ma żadnej broni, policjanci polecili mu, aby ją nielegalnie zakupił, a gdy oponował, że nie wie, gdzie to można zrobić – wskazali mu, w jaki sposób można przerobić broń gazową na palną. Po tej rozmowie przyszły nielegalny posiadacz broni palnej udał się do domu i wspólnie wraz z rodziną i znajomymi naradził się i w końcu uczynił, jak mu kazano. W przeddzień terminu samodenuncjacji rodzina urządziła mu pożegnalne przyjęcie i w dniu następnym rano stawił się na komisariacie z wykonaną nielegalnie przeróbką broni palnej oraz złożył przygotowane przez policjantów wyjaśnienia.

W innym miejscu: 

Nie jest rzadkością w realiach japońskich, że płatni zabójcy mają z góry wydane polecenie, że po wykonaniu zadania muszą się zgłosić na policję w celu samodenuncjacji, co jest praktyką mającą odciągać uwagę organów ścigania od samego gangu i jego kierownictwa. Więcej – tacy zamachowcy są bardzo dobrze opłacani, ponadto gang, którego są członkami, opiekuje się ich rodzinami w czasie, gdy odbywają karę.

Japońska kultura jest kulturą wstydu. Wstyd ma dla Japończyków taką samą moc jak dla Europejczyków sumienie. Jako pierwsza zwróciła uwagę na ten ważny fenomen amerykańska antropolog, Ruth Benedict, w publikacji “Chryzantema i miecz”. W kontekście rozważań nad aktywnością kryminalną poszczególnych ras i/lub grup etnicznych można tę kwestię ująć w taki sposób, że Japończycy nie szkodzą bliźnim, gdyż ich moralność nie jest napędzana winą, lecz poczuciem hańby. Wina polega na odniesieniu swego zachowania do jakiegoś wyższego bóstwa, wstyd zaś to wynik konfrontacji swojego postępowania z oceną członków określonej wspólnoty. Podróżnik Kazimierz Pytko (link):

Wiele razy widziałem w Japonii samochody czy autobusy pozostawione na parkingach z otwartymi oknami. Na pulpicie leżały komórki, okulary i inne gadżety. Nikt ich nie kradł, bo gdyby został przyłapany, spaliłby się ze wstydu.

Japońskie wskaźniki przestępstw popełnianych z broni innej niż palna także zaliczają się do najniższych na świecie. Kiedy na początku lat 90. XX wieku David Kopel kończył pisać “Japanese Gun Control”, stopa napadów rabunkowych bez użycia broni palnej była w Ameryce siedemdziesiąt razy wyższa niż w Japonii. Zarówno japońscy, jak i amerykańscy skazańcy izolowani są od wszelkich urządzeń miotających pociski, ale to w USA ataki na współwięźniów tudzież strażników zdarzają się niemal bez przerwy [5], podczas gdy w Japonii występują sporadycznie [6]. Zwolennicy kontroli, uparcie wałkujący temat statystyk zgonów, niezbyt lubią podejmować ten wątek, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę, że bezlitośnie demaskuje on ich sofizmaty. Celem rzetelnego (i uczciwego) badacza powinno być zawsze ukazanie “szerszej perspektywy”; manipulacja polegająca na ograniczaniu się do podawania danych, obejmujących wyłącznie przestępstwa z wykorzystaniem jednego typu narzędzia, odwraca uwagę od meritum debaty, zwłaszcza że to samo narzędzie może także posłużyć do uratowania czyjegoś życia albo odstraszenia potencjalnych napastników. Ewidentnie jakiś bardziej znaczący zespół czynników musi być zaangażowany w stabilizowanie japońskiej przestępczości na tak symbolicznym (w stosunku do Ameryki) poziomie. Gun control is not a control variable – drakońska polityka reglamentacyjna nie tłumaczy tych różnic.

Japonia nie jest jedynym krajem w regionie, gdzie prawo dotyczące broni wdrożono od razu w skrajnie drastycznej postaci. W Korei Południowej nabywanie i posiadanie broni palnej obwarowane jest gąszczem przepisów, które – z wyjątkiem przymusowej kadencji w armii – całkowicie odcinają obywateli od jakiegokolwiek kontaktu z nią [7]. Egzekutywa też jest surowa (There is virtually no guns available to civilians [link]). W praktyce co najwyżej niewielka grupka starannie wyselekcjonowanych myśliwych upoważniona jest do korzystania ze strzelb i karabinków, przy czym poza sezonem łowieckim nie mogą oni przechowywać broni w domach, muszą ją zdać do depozytu na najbliższym komisariacie.

Zapoznawszy się południowokoreańskimi realiami i biorąc za dobrą monetę pokrętną logikę hoplofobicznych spekulacji, lokalne indeksy powinny zachowywać się bardzo podobnie jak w sąsiedniej Japonii. Czy tak jest w rzeczywistości?

Wątpliwości rozwiewa wykres ilustrujący długoterminowe zmiany wskaźników zabójstw dla obydwu nacji. Statystyki japońskie sprawdzić można w najnowszej edycji oenzetowskiego raportuGlobal Study on Homicide”, koreańskie natomiast wymagały uprzedniego naniesienia korekt, czego podjął się Sung-hun Byun, kryminolog z Uniwersytetu Stanowego w Columbus. Swoje wnioski przedstawił na zeszłorocznym 71. spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Kryminologicznego w Waszyngtonie w pracy “Comparing Crime Rates between South Korea and the United States” (objaśnienie metodyki w przypisie u dołu strony [8]).

Po hipotetycznym wymazaniu murzyńskich sprawców przestępstw z federalnych kartotek kryminalnych nasycona po brzegi bronią palną Ameryka notuje niższą średnią zabójstw niż dokumentnie rozbrojona Korea Południowa, leżąca w tym samym kręgu kulturowym i rejonie geograficznym co obsesyjnie fetyszyzowana w antybroniowej propagandzie Japonia. Ponadto jeśli skontrastować ze sobą japońskie wskaźniki zabójstw i odpowiadające im koreańskie, różnica między obydwoma krajami na tym odcinku staje się jeszcze bardziej wymowna: rok 2009, Japonia – 0.4, Republika Korei – 3.4; prawie ośmiokrotne przebicie w sytuacji totalnej prohibicji. Oczywiście w żadnym razie nie chcę sugerować, że Półwysep Koreański jest 8x bardziej niebezpieczny do życia niż sąsiadujące z nim japońskie wysypy. Po prostu imituję styl argumentacji mediów, które beztrosko ekstrapolują korelacje, nadając im prymitywną, strywializowaną i zideologizowaną formę. 

Zamykając wątek: w świetle zaprezentowanych dowodów stawiane na piedestale japońskie regulacje antybroniowe zdają się odgrywać marginalną rolę w utrzymywaniu wskaźników interpersonalnej przemocy na niskim poziomie. Z utylitarnego punktu widzenia Japonia jest jednak dobitnym przykładem na to, że ideologia rozbrojeniowa doprowadzona do absurdu i wprowadzona w życie w idealnych warunkach kolektywnego posłuszeństwa może się po prostu sprawdzać albo mówiąc dokładniej – nie przeszkadzać.

  • AKTUALIZACJA 05/04/2016

Lista możliwych alternatywnych przyczyn występowania nadzwyczajnie niskich wskaźników przestępczości w Japonii:

Nieprzeprowadzanie autopsji. Hiromasa Saikawa, eks gliniarz z Tokio, trzydzieści lat służył w stołecznej policji i opuścił jej szeregi totalnie zdegustowany. Saikawa twierdzi, że nagminną praktyką ze strony policyjnych śledczych jest wywieranie presji na lekarzy medycyny sądowej, aby ci nie dokonywali sekcji zwłok i nienaturalne okoliczności zgonu kwalifikowali albo jako mające związek ze złym stanem zdrowia ofiary, albo jako samobójstwa. Przykład: w Tokio znaleziono ciało nastolatka, rana kłuta na prawym ramieniu, bruzdy na szyi i klatce piersiowej, na nogach ślady po przypalaniu papierosami. Morderstwo, tak? Nie – niewydolność serca. Żadnej autopsji ani oględzin koronera. Praktyki zaniżania indeksów przestępstw to podobno chleb powszedni w wielu prefekturach, co kładzie się cieniem na popularnym mniemaniu o japońskiej drobiazgowości.

W Japonii możesz popełnić morderstwo doskonałe. Szansa, że ciało ofiary zostanie poddane autopsji jest niewielka. [You can commit a perfect murder in Japan because the body is not likely to be examined.]

Łagodne traktowanie nieletnich bandytów. Na sztuczne zaniżanie statystyk przestępczości wpływa również to, że nie ujmuje się w nich przewinień popełnianych przez sprawców poniżej dwudziestego roku życia, co ogromnie wykrzywia w dół wskaźniki (patrz Izydorczyk w artykule “Japoński kodeks karny”). Młodociane wyrostki sądzone są zazwyczaj przez sądy rodzinne i w odróżnieniu od dorosłych system obchodzi się z nimi wyjątkowo pobłażliwie. Nastolatek nie dostanie w Japonii wysokiego wymiaru kary nawet za planowe zabicie człowieka. Cytat:

Regulacja dotycząca granicy odpowiedzialności karnej dla nieletnich jest o tyle ciekawa, że przez ustalenie tak wysokiego pułapu wiele czynów jest uznawanych nie za przestępstwa, lecz tylko za czyny karalne. Oczywiście musi mieć to ogromne znaczenie dla wszelkiego rodzaju oficjalnych statystyk: na całym świecie sprawcami przestępstw są bowiem głównie młodzi mężczyźni.

Nieklasyfikowanie dzieciobójców jako morderców. Blisko połowa (Izydorczyk pisze, że 40 proc.) incydentów, w których rodzice zabili swoje dziecko, a następnie dokonali nieudanego zamachu samobójczego, nie kończy się wcale wniesieniem oskarżenia, kiedy zaś prokuratura decyduje się oskarżyć podejrzaną osobę, wyrok prawie zawsze jest niezwykle litościwy. W sytuacji uśmiercenia potomstwa i późniejszego udanego samobójstwa patologia jest jeszcze większa: taki czyn w ogóle nie trafia do kategorii przestępstw kryminalnych – zapisuje się go w statystykach wyłącznie jako samobójstwo.

W Japonii 9 na 10 podejrzanych przyznaje się do winy już po wstępnym przesłuchaniu, a 99.8 proc. wszystkich orzeczeń stanowią wyroki skazujące. Inaczej mówiąc, jeśli dochodzi do procesu karnego, werdykt uniewinniający zapada w 0.2 proc. spraw, czytaj: W JAPONII PODEJRZANY JEST ZAWSZE WINNY ZARZUCANYCH MU CZYNÓW.

_________________

[1] Dla odmiany kierownictwo NRA milczało przez cztery dni, zanim podjęto decyzję o wydaniu oświadczenie dla prasy. Taktyka ze wszech miar słuszna, zważywszy na fakt, że niekiedy nawet kilkadziesiąt godzin po masakrze w mediach panuje jeszcze informacyjny zamęt i niewiele merytorycznego da się powiedzieć o szczegółach zajścia. Zachowanie dziennikarzy goniących za sensacją tuż po Sandy Hook fajnie sparodiował Brian Sack.

[2] Kolejne nowelizacje złagodziły nieco ten pierwotny zapis (link), dzięki czemu realne stało się w Japonii korzystanie ze strzelb i sztucerów myśliwskich oraz wiatrówek do celów sportowych (link). Zdobycie ich wymaga jednak przejścia przez najbardziej pryncypialny system weryfikacyjny na świecie. Zgodnie z danymi japońskiej Narodowej Agencji Policyjnej w 2011 roku w posiadaniu 122 tysiące licencjonowanych podmiotów znajdowało się 246 tysięcy sztuk broni i jak nie omieszkali wspomnieć autorzy artykułu, liczba ta ustawicznie maleje. W Japonii przepisy są tak ostre, że nawet lokalni gangsterzy mają kłopoty z dostępem do broni. Dotyczy to przede wszystkim szeregowych członków Yakuzy bez koneksji w organizacji przemytniczej (It is not an easy matter to buy a gun in Japan today, even for yakuza; a special introduction to a smuggling gang is needed [link]).

[3] W ramach uzupełnienia warto dodać, że japoński rząd promuje kulturę, w której nie ma miejsca dla broni palnej, i sam świeci przykładem, rozbrajając własnych funkcjonariuszy (cytat za “Japanese Gun Control”: The Japanese Government promotes a social climate for gun control by the good example of disarming itself). Wewnętrzne audyty na komisariatach sprawdzające, czy broń jest odpowiednio zabezpieczona i czy przypadkiem od ostatniej wizyty nie ubyło amunicji w składziku na posterunku, należą do rutynowych działań kontrolnych. Kiedy gliniarze idą na strzelnice, mają z góry przypisany limit nabojów, które mogą wystrzelić. Po skończeniu treningu zbierane są łuski i jeśli brakuje choćby jednej, cały posterunek zostaje postawiony na nogi (słowa anonimowego detektywa dla portalu “The Japan Times”). Paranoja nakręcana jest również przez fakt, że za wystrzelenie naboju z nielegalnie posiadanej broni grozi kara pozbawienia wolności od trzech lat do dożywocia.

[4] Dla białego człowieka to może wydać się niesłychane, ale japońskie gangi dbają o porządek, uważają się za część lokalnych społeczności i ostoję tradycji (czego nie da się już powiedzieć o gangach murzyńskich, które zostawiają po sobie tylko zgliszcza): Członkowie Yakuzy podzielają wspólne wartości z funkcjonariuszami policji i większością społeczeństwa japońskiego. (Izydorczyk) 

[5] Pierwszy z brzegu przykład – więzienie stanowe Salinas Valley w Kalifornii: 

VICE, “Murder, Mayhem, and Meditation”

[6] W okresie 1998-2009 najwięcej napaści na współwięźniów zarejestrowano w roku 2005 – zaledwie 25; liczba ataków na personel medyczny tudzież strażników nigdy nie przekroczyła czterech. Ostatnie zamieszki wybuchły w roku 1969. Dane za publikacją “Prison Law Reform in Japan” (link). Dla porównania: w najbardziej dozorowanych warunkach, z całkowitym zakazem posiadania jakiejkolwiek broni, rocznie w amerykańskich zakładach karnych (placówkach federalnych, stanowych i aresztach) na skutek zabójstw ginie blisko 120 osadzonych (oczywiście przy optymistycznym założeniu, iż morderstwa nie są maskowane pod postacią udanych prób samobójczych), co daje wskaźnik (populacja więźniów w USA sięga 2.3 miliona) w granicach 5 na 100k/skazanych. Ciekawostka: w roku 1980 współczynnik morderstw w amerykańskich więzieniach stanowych wyniósł 54 na 100k.

[7] Każdy dorosły mężczyzna do 35 roku życia musi odpracować pańszczyznę w kamaszach. Jej długość zależy od jednostki, do której się trafi, ale zazwyczaj jest to kadencja 2-3 lat. Było, nie było Korea Południowa znajduje się w stanie permanentnej wojny ze swoim komunistycznym sąsiadem z północy (od ponad sześciu dekad), więc nikt tam raczej głośno nie kontestuje obowiązku służby wojskowej. Umiejętność władania bronią palną przydała się zresztą koreańskim imigrantom w szczytowym momencie nasilenia krwawych zamieszek w Los Angeles (1992). Jeden z uczestników wydarzeń wspomina:

Odebrałem telefon od właściciela sklepu. Powiedział, że mam przyjechać z odsieczą, bo jest strzelanina. Wcześniej zadzwoniliśmy też na policję. Kiedy zjawiłem się na miejscu, zauważyłem radiowozy i do tego trzech, może czterech funkcjonariuszy. Uznałem więc, że jesteśmy bezpieczni, ale jak tylko padły pierwsze strzały, wszyscy uciekli. Do widzenia. Byliśmy zdani wyłącznie na siebie. Po drugiej stronie ulicy pałętały się bandy uzbrojonych szabrowników. Plądrowali dzielnicę i walili w naszym kierunku. Głównie byli to członkowie latynoskich gangów, tak zwani cholos.

A&E, “L.A. Burning: The Riots 25 Years Later”

[8] W odróżnieniu od Standardowego Protokołu Przestępstw FBI, gdzie “homicide” oznacza morderstwo i umyślne spowodowanie śmierci, w Korei Południowej kategoria “zabójstwo” zawiera wyłącznie incydenty zaklasyfikowane jako morderstwa. Koreańczycy opracowali specjalne subindeksy takie jak “napad rabunkowy zwieńczony zgonem ofiary” czy “gwałt zwieńczony zgonem ofiary” i wszystkie te przypadki trafiają odpowiednio do rubryki “robbery” i “rape”. Aby zatem możliwe było uzyskanie maksymalnej statystycznej zgodności między Koreą a USA, najpierw należy wypreparować poszukiwane incydenty z ich domyślnych kategorii, a potem włączyć do ogólnej puli morderstw przy zachowaniu reguły hierarchii (w sytuacji wielu przestępstw popełnionych naraz policja raportuje do centrali tylko jedno – to najcięższe).

Co się zaś tyczy Japonii, dane zamieszczone w dokumencie ONZ zostały częściowo skorygowane przez samych autorów, którzy usunęli ze statystyk próby zabójstw. Usiłowania stanowią mniej więcej połowę raportowanych incydentów i odsetek ten nie podlegał znaczącym wahaniom na przestrzeni kolejnych dekad. Czego natomiast twórcy raportu nie zrobili, to nie skontrolowali wskaźników o “lethal assault” (napaści zwieńczone nieumyślnym zabójstwem) i “robbery murder” (zabójstwa połączone z napadem rabunkowym, gdzie rabunek był głównym celem agresora). Odsetek tych incydentów jest jednak na tyle niski (10-15 proc.), że pominięcie ich na wykresie nie odkształca zauważalnie krzywej (cytat, artykuł).