Analitycy z kalifornijskiej placówki badawczej Crowdpac (w roku 2014 byli jeszcze apolityczni) przejrzeli ewidencje darczyńców, finansujących kampanie prezydentów oraz kandydatów na stanowiska w różnych stanowych i/lub federalnych urzędach, w celu oszacowania, po której stronie partyjnego spektrum poszczególni donatorzy lokowali (inwestowali) swoje datki. Udało im się zgromadzić dane sięgające roku 1980. Indywidualni sponsorzy – skategoryzowani w oparciu o sektor/branżę, którą reprezentują – oceniani byli jako bardziej lewicowi (niebiescy, liberalni), względnie bardziej prawicowi (czerwoni, konserwatywni) na podstawie tego, komu na przestrzeni minionych trzech dekad udzielali materialnego wsparcia.

Zbiorcze zestawienie (diagramy przetłumaczone i skopiowane z artykułu opublikowanego na witrynie “Business Insidera”) ujawnia ostrą polaryzację, przy czym pracownicy zatrudnieni w sektorach odpowiedzialnych za dostarczanie informacji, popularyzowanie wiedzy oraz wtórny przerób idei, czyli uniwersytety, media, świat rozrywki i Google, wykazują znacznie silniejsze odchylenie ideologiczne w interesie lewicy aniżeli jakakolwiek z gałęzi gospodarki pompująca środki pieniężne w kandydatów konserwatywnych, w tym branża rolnicza czy wydobywcza. Co by nie mówić o przemyśle gipsowym bądź zbieraniu kukurydzy, nie są to jednak liderzy w kształtowaniu percepcji zjawisk społecznych tudzież wyznaczaniu technologicznych trendów. 

zawody_na_osi

Czterech najbardziej przesuniętych w lewo dobrodziejów kolejno na wykresach:   

wykresy_zawodySympatie prolewicowe wśród decydentów i celebrytów zamieszkujących osiedla dla bogaczy typu Beverly Hills nie są czymś specjalnie zdumiewającym. Problem rodzi się wówczas, kiedy gigantyczne zachwianie ideologicznej równowagi dominuje tam, gdzie cnotami powinny być naukowa rzetelność i neutralność w serwowaniu informacji – w szeregach kadry profesorskiej czy w środowisku medialnych elit. Mimo iż przywoływałem ten truizm przy wielu okazjach (tu, tu i tu), powtórzę go raz jeszcze: hoplofobiczne skrzywienie instytucji opiniotwórczych, które oferują zwodnicze pozory obiektywizmu, dlatego jest niebezpieczne, że stanowi dźwignię dla analogicznego skrzywienia politycznego procesu decyzyjnego. 

Dodatkowo aktywiści występujący przeciwko broni konsekwentnie przedstawiają siebie jako Dawida walczącego z mitycznym Goliatem, czyli kompleksem militarno-przemysłowym. Ten zręczny manewr ma przysłonić fakt, że po ich stronie opowiadają się nie tylko wszechwładne koncerny medialne, medyczna biurokracja ds. zdrowia publicznego i system edukacji, które zapewniają im niezbędną wiarygodność, lecz także wielki kapitał korporacyjnych, prasowych i finansowych plutokratów takich jak Warren Buffett (link), Bill i Melinda Gates (link) czy Michael Bloomberg (link). Wszystko to finalnie gwarantuje maksymalne zintensyfikowanie przekazu ukierunkowanego na rozbrojenie ludności cywilnej. Niezmiennie od lat zachowuję podziw dla Amerykanów, że przy takim naporze wrogiej propagandy nie ulegają praniu mózgów (słowa Erica Holdera) i ciągle trzymają się kurczowo swojej tradycji.