Od razu na starcie odsyłam do tekstu tłumaczącego, dlaczego nie powinno się wnioskować w oparciu o dane przekrojowe. Wklejone niżej diagramy stanowią najczęściej chyba spotykaną graficzną reprezentację rozmaitych porównań przekrojowych. 

————————————————————————

Nie ma jasnej i klarowanej korelacji między powszechnością broni palnej w społeczeństwie a wskaźnikami zabójstw z jej użyciem. Nie ma jej w odniesieniu do poszczególnych stanów Ameryki, nie ma w szerszym kontekście międzynarodowym, nie ma dla bogatych i stabilnych demokracji ani dla zbankrutowanych i podupadłych republik. W skali makro posiadanie broni nie pogarsza bezpieczeństwa, ale też specjalnie go nie poprawia. Zależność taka zwyczajnie nie występuje. Nie występuje tak ostentacyjnie, że ostentacyjność tego “niewystępowania” sama w sobie powinna być wybita dużym, tłustym, czarnym fontem na czołówkach wszystkich szanujących się gazet. Każdy laik z dostępem do anglojęzycznej Wikipedii oraz podstawową znajomością obsługi arkusza kalkulacyjnego może przetestować to we własnym zakresie, sięgając do źródeł, z których czerpią i korzystają niemal wszyscy autorzy mainstreamowych publikacji, od nowojorskiego “Timesa” po platformę blogową vox.com:

  • Kalesan et al., “Gun Ownership and Social Gun Culture” → link
  • tabela morderstw FBI z podziałem na narzędzia zbrodni → link
  • statystyki na świecie → link

Oto co otrzymamy w najbardziej prymitywnym wariancie, gdy skorelujemy ze sobą wskaźnik zabójstw z broni palnej (krótkiej pistoletowej, rewolwerów, karabinków, strzelb i innych bliżej niedookreślonych konstrukcji) z odsetkiem tejże broni w rękach prywatnych w porównaniach międzystanowych. W miejsce jakiegoś spodziewanego, uporządkowanego rozkładu danych, uzyskamy, obrazowo rzecz ujmując, kawałek kartki podziurawiony śrutem z wiatrówki:

Wskaźnik determinacji (R^2 albo R-kwadrat) zawsze przyjmuje wartości z przedziału [0;1]. Na naszym diagramie wartość R^2 dla funkcji liniowej wyniosła marne 0,0031. Generalna reguła: dopasowanie modelu jest tym lepsze, im R^2 jest bliższy jedności. Gdyby analizowane przez nas zmienne (zabójstwa i broń palna) były w jakikolwiek istotny sposób powiązane, spokojnie dostalibyśmy współczynnik oscylujący gdzieś w okolicach 0,6-0,8, co zwykło się definiować jako dopasowanie zadowalające. Wszystko leżące poniżej tych widełek uchodzi natomiast za dopasowanie słabe i niestabilne.

Przy okazji: postanowiłem odrobinę “upiększyć” wykres, dodając do niego kolorowe punkty w celu rozróżniania na jurysdykcje sprzyjające Partii Republikańskiej (czerwony), faworyzujące Demokratów (niebieski) i tzw. swing states, czyli stany wahające się (fiolet), co w większości przypadków dość wiernie odzwierciedla podejście legislatorów do antybroniowych restrykcji. Krótko: im stan bardziej wychylony ku czerwieni, tym liberalniej reguluje kwestie nabywania i noszenia broni. Jak widać, w tej sferze też nie da się wyznaczyć żadnej korelacji.

Skaczemy na kontynent europejski, gdzie relacje między zabijaniem a bronią palną wykazują podobny brak styczności (wartość R-kwadrat równa 0,0184). Uprzedzając pytanie: owszem, na tablicy nie uwzględniono Rosji. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, z niejasnych przyczyn rosyjska policja nie upublicznia statystyk zabójstw z rozbiciem na narzędzia zbrodni; po drugie, wskaźniki morderstw w tym kraju dalekie są od kompletnych. Średnia raportowana oficjalnie przez Moskwę to 9-10 na 100k/mieszkańców, podczas gdy niezależne estymacje “ciemnej liczby” zabójstw sugerują, że faktyczny wskaźnik sięgać może nawet ~28 zgonów na 100k (zobacz artykuły Lysovej i Shchitova → link oraz Andreeva et al. → link).

Formalna uwaga: do oszacowania poziomu uzbrojenia dla europejskich nacji z konieczności wybrałem – zamiast tradycyjnie procenta ludności pod bronią – mocno niedoskonały miernik zagęszczenia w postaci liczby sztuk broni palnej na 100 osób. Jest to standardowa praktyka we wszystkich tego rodzaju eksperymentach. Mierząc nasycenie, nie dowiemy się zbyt wiele o tym, jaki odsetek populacji ma rzeczywisty, szybki dostęp do broni w domu, lecz na chwilę obecną, przy całym swoim upośledzeniu i przy deficycie alternatywnych źródeł, nie istnieje lepszy wskaźnik proxy, który obejmowałby zarówno Europę, jak i inne kraje świata.

Skoro jesteśmy w temacie innych krajów – tak prezentuje się współczynnik R^2 dla obszarów ze średnią zabójstw z broni powyżej dwóch trupów na 100k. Nierzadko są to terytoria targane wewnętrznymi konfliktami o charakterze quasi-militarnym, pogrążone w ekonomicznej zapaści albo po prostu skorumpowane, bananowe republiki. Umieściłem w tej grupie również Stany Zjednoczone. Abstrahując od statystyk morderstw – jak trafnie podsumował fenomen Ameryki Jerry Ratcliffe, kryminolog z Uniwersytetu Temple w Filadelfii, w jej granicach egzystują obok siebie i zarazem w totalnej izolacji dzielnice sielankowe niczym Nowa Zelandia oraz enklawy nieodróżnialne od Salwadoru [1]. W każdym razie sytuacja jest tu analogiczna do poprzedniej – zero korelacji:

Na zakończenie podzbiór elementów, z których większość zalicza się do uprzemysłowionych i rozwiniętych demokracji parlamentarnych. R-kwadrat równy 0,0097.

Wątpliwości nasuwają się mimowolnie: jeśli korelacja między bronią palną a zabójstwami z jej udziałem nie zachodzi w żadnym wyraźnym kierunku, to jakim cudem w mediach krzyczą, że jest odwrotnie – że broń zagraża bezpieczeństwu i eskaluje przemoc? Odpowiedź wybrzmi trywialnie: manipulacja. I to nie jakaś pojedyncza, lecz cały repertuar kuglarskich sztuczek.

  • Pompowanie statystyk za pomocą samobójstw

Najpierw tworzy się sztuczną, heterogeniczną superkategorię o nazwie kodowej “gun deaths”, do której wpadają jak leci wszystkie zgony spowodowane użyciem broni palnej. Ponieważ jest dobrze udokumentowanym faktem w literaturze medycznej, że samobójcze postrzelenia silnie dodatnio korelują z dostępnością broni (szczególnie w USA), to generując wykresy takie jak wyżej zawsze można uzyskać ideologicznie pożądane rezultaty pasujące do tezy. Co gorsza, niczego nieświadomy odbiorca nabiera się na ten podstęp, interpretując zwodniczą frazę “gun deaths” jako skutek kryminalnej napaści.

  • Niewłaściwe metody zliczania broni

Ustalenie rozmiarów cywilnego arsenału znajdującego się w posiadaniu mieszkańców danego regionu geograficznego teoretycznie powinno być punktem łatwym do odhaczenia, w praktyce jednak większość autorów nagminnie stosuje wadliwe zmienne proxy przy mierzeniu poziomu uzbrojenia i w efekcie formułowane przez nich wnioski obciążone są krytyczną usterką [2].

  • Selektywny przesiew krajów

Układając skrupulatnie międzynarodowe porównania na niekorzyść USA, dziennikarze prawie nigdy nie posługują się oenzetowskim miernikiem rozwoju. W jego miejsce preferują miernik polityczny pod postacią odpowiednio wyselekcjonowanych państw z grupy OECD, stawiając Amerykanów w jednym szeregu obok biało-azjatyckich potęg przemysłowych i uwypuklając w ten sposób ich niechlubną “wyjątkowość”, tzn. relatywnie wysokie wskaźniki zabójstw. Kłopot w tym, że Stanom Zjednoczonym bardzo daleko do homogenicznej rasowo Norwegii, Polski czy Japonii, natomiast pod wieloma względami znacznie bliżej do Meksyku lub Brazylii. I co ciekawe, taki dla przykładu Meksyk należy do elitarnego klubu OECD, ale bywa notorycznie ignorowany przez media w rozmaitych rankingach – podobnie jak Litwa, Turcja, Chile tudzież Rosja. Zniesmaczony tą arbitralną żonglerką, postanowiłem sklecić alternatywne zestawienie z udziałem USA, lecz posiłkując się dla odmiany kombinacją danych demograficznych. Bo w końcu jeśli nie jest intelektualną degrengoladą zrównywanie Japonii z USA, to tym bardziej nie może nią być zderzanie USA z Egiptem czy Brazylią:

Po przetasowaniu i rewizji głównego kryterium wyboru na rasowo-etniczne okazuje się, że Stany Zjednoczone spokojnie plasują się w czołówce liderów bezpieczeństwa. Z czarnoskórą i latynoską populacją, stanowiącą łącznie blisko sto milionów mieszkańców i składającą się na ponad 30 proc. ludności w skali kraju, notują średnią pięciu zabójstw.

[Wpis ten jest luźnym przekładem artykułu BJ Campbella – “Everybody’s Lying About the Link Between Gun Ownership and Homicide”.]

_______________

[1] Ratcliffe opisuje przestępczość w Filadelfii: Rejon miasta zwany Northeast doświadcza zabójstw na poziomie spokojnych obszarów Nowej Zelandii, natomiast rewir określany potocznie jako North Philly przypomina Salwador. [In the Northeast the homicide risk is on a par with residing in tranquil New Zealand, while North Philadelphia is like living in El Salvador.] (więcej o specyfice amerykańskiej “gun violence” zobacz → link)

[2] Jak szybko sprawy mogą wymknąć się spod kontroli przy próbie oszacowania liczby broni w rękach cywilnych dobitnie pokazuje przykład Siegela et al. → link