Od razu na starcie odsyłam do tekstu tłumaczącego, dlaczego nie powinno się wnioskować w oparciu o suche analizy przekrojowe → link. Poniższy diagram stanowi najczęściej spotykany graficzny wariant porównania przekrojowego:

Wskaźnik dla Korei Południowej z 2012 roku po korekcie → link.

Wskaźnik rosyjski: 9.2 – wartość oficjalnie raportowana, ~28 – przybliżona wartość faktyczna (zobacz artykuł Lysovej i Shchitova → link).

Warto podkreślić, że układając międzynarodowe porównania na niekorzyść USA, przeciwnicy broni palnej oenzetowskim miernikiem rozwoju posługują się niezwykle rzadko. Zamiast tego używają miernika politycznego w postaci odpowiednio wyselekcjonowanych państw z grupy OECD, umieszczając Amerykanów obok biało-azjatyckich potęg przemysłowych, aby w ten sposób uwypuklić ich niechlubną “wyjątkowość”, tj. relatywnie wysokie wskaźniki zabójstw. Kłopot w tym, że Stanom Zjednoczonym daleko do homogenicznej rasowo Norwegii, Polski czy Japonii, natomiast pod wieloma względami znacznie bliżej do Meksyku lub Brazylii. I co ciekawe, taki dla przykładu Meksyk należy do klubu OECD, lecz nie łapie się już do górnej stawki krajów wysokorozwiniętych w rankingu HDI. Postanowiłem więc stworzyć alternatywne zestawienie z udziałem USA, ale korzystając wyłącznie z danych demograficznych:

Po przetasowaniu i zmianie głównego kryterium wyboru na rasowo-etniczne okazuje się, że Stany Zjednoczone spokojnie plasują się w ścisłej czołówce najbezpieczniejszych miejsc na kuli ziemskiej. Z czarnoskórą i latynoską populacją, stanowiącą łącznie blisko sto milionów mieszkańców i składającą się na ponad 30 proc. ludności w skali kraju, mają średni wskaźnik na poziomie 4-5 zabójstw rocznie.

Część II