Na portalu reddit.com niemałą furorę robi mapa, zderzająca Europę i Stany Zjednoczone pod względem średniej liczby zabójstw. W stosunku do oryginału kolory odpowiednio podkręcono w “postprodukcji” dla efektu grozy – że niby współczesna Ameryka, skontrastowana z unijną sielanką, to ciągle postsowiecko-barbarzyńskie Pogranicze:

(plansza w pełnej rozdzielczości otworzy się w osobnym oknie po kliknięciu na grafikę)

Abstrahując od wizualnej manipulacji percepcją odbiorcy [1], wpis ten stanowi dobrą okazję, żeby przypomnieć sobie, na czym polega fundamentalna różnica między prymitywnym zestawianiem obok siebie wskaźników zabójstw (tak jak uczynił to anonimowy autor mapy albo sam gospodarz bloga w poprzednim wątku) a bardziej kompleksowym spojrzeniem na dynamikę ich zmian w ujęciu długofalowym.

W drugim rozdziale trzeciej edycji swojego opus magnum “More Guns, Less Crime” John Lott zauważył (link), iż większość debat wokół wpływu broni palnej na przestępczość ogniskuje się na danych przekrojowych (ang. cross-sectional) w tym sensie, że rozmówcy porównują międzynarodowe indeksy samplowane z wielu odrębnych miejsc i z jednego konkretnego punktu w czasie. Odkładając na bok kwestię odmiennych procedur kodowania informacji o czynach kryminalnych przez lokalne organy ścigania (link) oraz posuniętą do ekstremum heterogeniczność poszczególnych stanów Ameryki (link), korzystanie z tej metody obciążone jest krytyczną usterką, wynikającą z samej natury takich porównań, tj. ich “statycznego” charakteru, co uniemożliwia poprawne zrekonstruowanie trendów z okresu “przed” i “po” wdrożeniu restrykcji. Dopiero ewaluacja dłuższych szeregów czasowych (ang. time series) pozwala przezwyciężyć ten problem i wyjść poza zaklęty krąg jałowych korelacji [2].

Załóżmy roboczo, że kraje o dużym nasyceniu przestępczością są tymi krajami, gdzie władze najchętniej sięgają po radykalne środki reglamentacji broni. Załóżmy dalej, że ostra polityka kontrolna faktycznie przyczynia się do obniżki wskaźników przemocy, ale nie na tyle, by zredukować je do poziomu, jaki cechuje społeczności, które nie wprowadziły do swoich systemów prawnych analogicznych rozwiązań. Bazując wyłącznie na “gołych” porównaniach przekrojowych, łatwo można wpaść w pułapkę fałszywego wnioskowania, że oto surowsze regulacje prowadzą do eskalacji bandytyzmu. Aby uniknąć mylnych i/lub pochopnych konkluzji, powinno się za każdym razem sprawdzić, jak przestępczość, występująca na obszarach ściśle ograniczających dostęp do broni palnej, kształtowała się w czasie – i to nie tylko w odniesieniu do przeszłości tych obszarów, lecz także w odniesieniu do regionów, które dostęp do niej ograniczają znaczenie łagodniej.

Wytłuszczony fragment jest kluczowy dla zrozumienia reszty blognotki.

Osoby nastawione sceptycznie wobec pomysłu, że broń może sprzyjać bezpieczeństwu i być gwarantem ładu publicznego, często konfrontują Amerykę z Europą (a ściślej: Amerykę ze starannie wyselekcjonowaną, biało-azjatycką rodziną państw wysokorozwiniętych) na dowód skompromitowania idei, że “armed society = polite society” [3]. Ale już trywialny fakt, iż w Stanach Zjednoczonych, w dającej się zrekonstruować perspektywie historycznej, notorycznie popełniano kilkakrotnie (w najgorszych momentach niemal dziesięciokrotnie) więcej zabójstw w przeliczeniu na sto tysięcy mieszkańców niż w innych uprzemysłowionych krajach przy takim samym stopniu deregulacji cywilnego sektora broni palnej, kompletnie umyka ich uwadze. Konsekwentne ignorowanie tego fenomenu nie dziwi zbytnio, zważywszy na wagę wniosków, jakie można z niego wysnuć.

Wśród rozmaitych badaczy, wykorzystujących ilościowe (matematyczno-statystyczne) metody do opisywania procesów zachodzących w historii, panuje konsensus odnośnie długotrwałych trendów w krzepnięciu europejskich i amerykańskich wskaźników zabójstw z premedytacją. Tę akademicką jednomyślność można przedstawić następująco: w USA wskaźniki morderstw zawsze były zauważalnie wyższe niż w Europie, pozostając “średniowiecznym” reliktem w nowoczesnym, zindustrializowanym państwie. Naturalnie im głębiej cofamy się w przeszłość, tym dokładność szacunków z przyczyn obiektywnych maleje. Rosnący ubytek precyzji przy oddalaniu się od współczesności dotyczy dokumentacji zbieranej po obu stronach Atlantyku, stąd też w celu uzyskania maksymalnej zgodności z domniemanym stanem rzeczywistym uczeni rezygnują z pomiarów w skali makro na rzecz bardziej zawężonych geograficznie obszarów, np. dominujących kompleksów urbanistycznych z bogatszymi archiwami sądowymi i lepiej zachowanymi rejestrami zgonów. Kapitalnym przykładem praktycznego zastosowania takiego podejścia na gruncie nauk społecznych są badania Erica Monkkonena z zakresu ewolucji miejskiej przestępczości w Ameryce.

W głośnej publikacji Murder in New York City” (link) Monkkonen zamieścił serię wykresów, ilustrujących dynamikę zmian wskaźników zabójstw w Nowym Jorku i dwóch największych XIX-wiecznych brytyjskich miastach – Londynie i Liverpoolu. Różnice między porównywanymi aglomeracjami są ogromne. Przez ponad dwieście lat londyńskie wskaźniki w zestawieniu z nowojorskimi ustabilizowały się na bardzo niskim poziomie i poza krótkimi epizodami, w których dało się zaobserwować eskalację przestępczości, wahały się w przedziale od 1-3 morderstw na sto tysięcy rezydentów. Żeby uchwycić istotną statystycznie zwyżkę, trzeba zrobić krok wstecz aż do przełomu XVII i XVIII stulecia.

Co się zaś tyczy zaułków Liverpoolu, to ten cieszący się niegdyś fatalną reputacją ośrodek portowo-przemysłowy miał wskaźniki zbliżone do średniej nowojorskiej tylko na odcinku jednej dekady lat 70. XIX wieku, kiedy regularnie wybuchały w jego granicach zacięte konflikty między rekrutującymi się z klasy robotniczej angielskimi protestantami a katolicką ludnością napływową pochodzenia irlandzkiego, nieodmiennie windując współczynnik zabitych ponad wartości stanowiące lokalną normę. Mimo iż starcia trwały jeszcze długo potem, przygasając dopiero po zakończeniu pierwszej wojny światowej, Liverpool już nigdy w historii nie osiągnął nowojorskiego pułapu morderstw:

Monkkonen nie ograniczył się do prostej komparatystyki. Następny rysunek osadzony jest w konwencji “co by było, gdyby” – otóż co by się stało, gdyby z ogólnej puli zidentyfikowanych ofiar zabójstw dokonanych na terenie Nowego Jorku na przestrzeni minionych dwustu lat wypreparować zgony spowodowane postrzałem z broni palnej? Wszystko to, jak podkreśla autor, przy mocno nierealistycznym założeniu, że na skutek zaistnienia deficytu rewolwerów i pistoletów w śródmiejskim obiegu sprawcy tych morderstw jakimś cudem powstrzymaliby się od zabijania i nie zastąpili broni palnej alternatywnymi narzędziami.

Odpowiedź: Nowy Jork dalej dzierżyłby koronę lidera. Oferując przedstawicielom angielskiej klasy mieszczańskiej na starcie przewagę w postaci dowolnej broni, jaką mogli legalnie bądź nielegalnie pozyskać z intencją popełnienia zbrodni, nowojorczycy i tak zdołaliby zadźgać i pobić na śmierć 3x więcej swoich ziomków niż liverpoolczycy i 5.6x więcej niż londyńczycy (w wariancie z włączeniem brakujących incydentów do puli współczynniki te automatycznie zwiększają się do odpowiednio 5 i 9.4):

Rezultaty analizy kontrfaktycznej skłoniły kalifornijskiego profesora do konkluzji (wyrażonej w artykule napisanym kilka lat później), że czysto hipotetyczna eliminacja broni z rynku nie wystarczy, by sprowadzić amerykańskie wskaźniki zabójstw do poziomu europejskiego [4]:

Przypuszczenie, iż Stany Zjednoczone ogołocone z broni palnej zrównałyby się z Europą jest błędne. Bardzo możliwe, że nawet bez pistoletów czy strzelb wskaźniki zabójstw w USA ciągle byłyby wyższe. Anegdotyczne relacje o morderstwach z wykorzystaniem innych podręcznych narzędzi są bardziej szokujące niż można by sądzić. Przykładowo, w 1841 roku John Colt, brat słynnego wynalazcy i producenta rewolwerów, zatłukł na śmierć młotkiem swojego wierzyciela, Samuela Adamsa, upakował jego zwłoki do skrzyni, po czym kazał przetransportować ją statkiem do Nowego Orleanu. Lista okropieństw nie ma końca: w XIX-wiecznym Nowym Jorku około 800 osób zginęło od ran postrzałowych, a 2600 od ran zadanych przy użyciu mniej wyszukanych środków, z kolei w latach 1900-1986, dla których posiadam szczegółowe dane, w przybliżeniu 29 tysięcy nowojorczyków zmarło w wyniku postrzału, a 28 tysięcy w wyniku kontaktu z bronią białą lub gołymi rękami zabójców. Te liczby są otrzeźwiające.

[To assume that an absence of guns in the United States would bring about parity with Europe is wrong. For the past two centuries, even without guns, American rates would likely have still been higher. Anecdotes about murders committed with other types of weapons are more shocking than might be expected: in 1841, John Colt, brother of the inventor and marketer of the mass-produced revolver, hammered to death a creditor, Samuel Adams, stuffed his bloody body into a crate, and attempted to have it shipped to New Orleans. The gory list goes on: in nineteenth-century New York City, about 800 died by gun, 2,600 by other, less advanced means. (For twentieth-century New York City, for the eighty-six years for which I have data, the figures are approximately 29,000 by gun, 28,000 by other means.) The numbers are sobering.]

Monkkonen nie wspomniał o tym w swojej monografii, ale przez większą część badanego okresu obywatele wszystkich trzech miast mieli relatywnie łatwy i szybki dostęp do wszelkiego rodzaju uzbrojenia, w tym do broni palnej oraz konstrukcji pochodnych (zobacz koniecznie → link), co godzi w samo sedno argumentacji apologetów kontroli, jakoby niespotykana na tle innych europejskich nacji wysoka śmiertelność wśród ofiar przemocy w Ameryce była wypadkową powszechnego występowania broni w społeczeństwie. U zarania XX wieku w Anglii paradoksalnie każdy z wyjątkiem policjantów w czynnej służbie [5], bez znaczenia, czy był to dystyngowany dżentelmen, łotewski anarchista, irlandzki bojownik z IRA, rosyjski bolszewik, pospolity przestępca czy osoba niepoczytalna, mógł odwiedzić zakład rusznikarski albo wejść do dowolnego sklepu i wyposażyć się w cokolwiek tylko zapragnął, od tanich bębenkowców sprzedawanych w zaułkach dzielnicy East End po kosztowne rękodzieła Purdeya eksponowane w oknie wystawowym na rogu ulic South Audley i Mount; nawet żołnierzom wracającym do swoich rodzin po opuszczeniu wojska zezwalano na zachowanie pistoletów, co dzisiaj wydaje się nie do pomyślenia.

Przepisy tłamszące cywilny rynek broni pojawiły się w europejskim ustawodawstwie między końcówką pierwszej a początkiem drugiej wojny światowej [6]. Wcześniej sektor ten albo nie podlegał żadnym regulacjom, albo regulowany był w stopniu symbolicznym i bynajmniej nie na szczeblu centralnym. Jeśli spojrzeć teraz na europejskie zabójstwa z dekad 1900-1939, widać wyraźnie, że ich wskaźniki wcale nie zmalały dramatycznie w okresie późniejszym. Z wyjątkiem Finlandii, która odnotowała aberracyjne załamanie krzywej, oraz republiki włoskiej przed dojściem do władzy faszystów (zobacz “Homicide and Knife Fighting in Rome” → link), pozostałe nacje przez cały wiek XX utrzymywały zasadniczo płaskie linie trendu (wykresy za: “Murder in New York City”, “Homicide in Finland, the Netherlands and Sweden” → link i “From Swords to Words” → link):

Kontekst ma znaczenie. Obserwacja długoterminowych statystyk rewiduje jeden z najbardziej mitotwórczych dogmatów mainstreamowej narracji o Europie, która cudownie uwolniła się od przestępczości z użyciem broni, bo zaaplikowała u siebie drakońskie obostrzenia. Stopniowe podkręcanie surowości europejskiego prawa nigdy nie było odpowiedzialne za redukcję przemocy [7] – ani względem ery przedwojennej, ani tym bardziej względem sytuacji w USA. Przestępczość uliczna ustabilizowała się w dolnych partiach wykresów na wiele lat przed implementacją jakichkolwiek rozporządzeń wymierzonych w swobodny obrót bronią.

  • AKTUALIZACJA

Niedawno na falach radia KPCC (publiczna rozgłośnia nadająca na południową Kalifornię) odbyła się debata, w której uczestniczyli John Lott oraz Bindu Kalesan z Uniwersytetu Bostońskiego, jedna z autorek absurdalnej pracy usiłującej dowieść, że powszechny system weryfikacji niekaralności nabywców broni w połączeniu z obligatoryjnym odstrzeliwaniem nabojów, względnie technologią laserowego grawerowania mikrostempli na łuskach amunicji pistoletowej, mogą przyczynić się do spadku wskaźnika zgonów spowodowanych użyciem broni w USA o bagatela 90 proc. (z obecnego poziomu 10.35 na sto tysięcy mieszkańców do zaledwie 0.16). Lott określił wyniki uzyskane przez zespół Kalesan mianem “śmieciowej nauki”. Od 6:30 do 8:00 wyjaśnia, powołując się na przykład brytyjski, dlaczego nikt poważny nie stosuje już dzisiaj danych przekrojowych w badaniach nad przestępczością:

[tytuł audycji: “Are Universal Background Checks Effective in Lowering Gun-Related Deaths?”]

________________

[1] Na zamiar manipulowania wskazują np. radykalny przeskok kolorystyczny między wartościami 2.49-2.50, brak rozbicia amerykańskich stanów na hrabstwa (taka Hiszpania została beztrosko pocięta na mniejsze jurysdykcje, a Teksas, pomimo że terytorialnie większy od Półwyspu Iberyjskiego, tworzy niepodzielną całość) oraz kuriozalna rozpiętość wskaźników z przedziału 2.50-6.99 (rozrzut jest tu aż czterokrotnie większy niż dla skali poniżej).

[2] Zobacz, ile treści da się wyciągnąć z analizy szeregów czasowych na przykładzie: Kanadylink; Anglii z Waliąlink; Australiilink; Connecticut i Missourilink; Arizony link.

[3] Robert A. Heinlein, “Beyond This Horizon”:

Uzbrojone społeczeństwo to uprzejme społeczeństwo. Maniery są dobre, kiedy każdy może odpowiedzieć życiem za swoje postępowanie. [An armed society is a polite society. Manners are good when one may have to back up his acts with his life.]

[4] Steven Pinker wypunktował dokładnie to samo (link):

Nawet gdyby wydzielić wszystkie zabójstwa z broni palnej i policzyć tylko te z użyciem lin, noży, ołowianych rur, kluczy francuskich, lichtarzy oraz innych ogólnie dostępnych przedmiotów, Amerykanie w dalszym ciągu popełnialiby więcej morderstw niż Europejczycy. [Even if you subtract all the killings with firearms and count only the ones with rope, knives, lead pipes, wrenches, candlesticks, and so on, Americans commit murders at a higher rate than Europeans.]

[5] W 1909 roku wybuchła strzelanina w londyńskiej dzielnicy Tottenham między dwoma rosyjskimi anarchistami a policją. Ponieważ mundurowi byli rozbrojeni, wielu z nich pożyczało w biegu rewolwery i pistolety od napotkanych po drodze cywilów-przechodniów. Don Kates: Ironically, the only gun control in 19th century England was the policy forbidding police to have arms while on duty.

[6] Anglicy i Walijczycy “efekt domina” zainicjowali u siebie w roku 1920. Francuzi pionierskie ograniczenia uchwalili krótko po kryzysie parlamentarnym w połowie lat 30. (link); Niemcy – niemal równo z wejściem w życie postanowień traktatu wersalskiego (link); Austriacy – w przededniu wybuchu wojny; Belgowie – w roku 1933 (link), Włosi – w 1931 (przy czym zezwolenia na noszenie broni w miejscach publicznych cofnięto dużo wcześniej). Jedyną “czarną owcą” w tym gronie są Szwajcarzy, którzy od totalnie swobodnego dostępu do broni palnej postanowili odstąpić dopiero u progu trzeciego tysiąclecia.

[7] W swoim monumentalnym traktacie “O demokracji w Ameryce” francuski socjolog i zawodowy polityk, Alexis de Tocqueville, zamieścił następujący komentarz (link):

Odkrycie broni palnej czyni równymi na polu bitwy chłopa i pana. [The discovery of firearms equalizes the villein and the noble on the field of battle.]

W pierwszej wersji manuskryptu zdanie to brzmiało nieco inaczej:

Odkrycie broni palnej zrównuje nieodzianego w zbroję chłopa i szlachcica w żelaznym pancerzu. [Discovery of firearms that equalizes the unprotected villein with the nobleman covered in iron.]

W bardziej naukowej formie należałoby raczej zadać pytanie, czy wynalezienie broni palnej (szczególnie modeli, które można schować w kieszeni albo pod ubraniem) rzeczywiście mogło przełożyć się na zanik przestępczości w Europie. Carlisle Moody, amerykański kryminolog i ekonomista wykładający na Uniwersytecie Williama & Mary w Wirginii, przeprowadził prekursorskie badania na tym polu i odkrył (link), że upowszechnienie krótkolufowych pistoletów kołowych oraz pistoletów skałkowych faktycznie koresponduje z redukcją przemocy. Autor zaznacza, że popularyzacja prywatnego oręża w postaci wymienionych wyżej konstrukcji nie tłumaczy całego spadku, a jedynie jego część, niemniej wnioski zawarte w podsumowaniu rzucają nowe światło na proces “cywilizowania” europejskich społeczeństw, proponując alternatywne wyjaśnienie dla zjawiska “zmierzchu przemocy”, o którym szeroko rozpisuje się choćby Steven Pinker w bestsellerze “The Better Angels of Our Nature”.