Mówi się, że peer review jest jak demokracja: ma swoje wady, ale nikt nie wymyślił jeszcze nic lepszego. System recenzowania nie gwarantuje, że rezultaty uzyskane w pojedynczym doświadczeniu tudzież serii eksperymentów przetrwają próbę czasu; nie eliminuje tekstów niechlujnych albo po prostu błędnych; nie powstrzymuje zdeterminowanych oszustów ani plagiatorów. Mimo to reżim peer review pełni rolę całkiem skutecznego filtra odsiewającego ziarno od plew, narzucając autorom jakiś tam rygor myślowy i wymuszając samokrytyczne spojrzenie na własną działalność intelektualną. Pytanie, jaka jest rzeczywista użyteczność tego filtra w procesie przerzedzania nadsyłanych treści.

John Ioannidis, epidemiolog ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Stanforda, ostrożnie ocenia, że około połowa wszystkich publikacji z zakresu medycyny i psychologii zawiera przesadne lub fałszywe wnioski. Twierdzi ponadto, że w innych dyscyplinach proporcje te mogą być znacznie większe (→ link). I już nawet nie chodzi o jakieś prywatne uprzedzenia żywione przez konkretnych akademików w stosunku do określonej idei czy koncepcji (→ link), lecz o notoryczne stosowanie przez nich wybrakowanej metodyki. W takiej sytuacji relatywnie prostym i efektywnym sposobem na empiryczny przegląd dorobku naukowego może być np. ilościowa synteza wyników pochodzących z niezależnych badań. Prawidłowe procedury weryfikacyjne są w stanie zidentyfikować większość wadliwych artykułów nagłaśnianych z rozpędu zwłaszcza przez media.

Na tę chwilę twórcą największej makroskalowej metaanalizy oryginalnych, anglojęzycznych źródeł z dziedziny wpływu broni palnej na przestępczość (łącznie 41 tytułów, najstarszy z 1932 roku) jest Gary Kleck, kryminolog z Uniwersytetu Stanowego Florydy. Rezultaty jego kwerendy, która (zgodnie z podejrzeniami Ioannidisa) dała niesłychanie ponury obraz stanu wiedzy w przedmiotowym temacie, ukazały się drukiem dwa lata temu na łamach czasopisma “Journal of Criminal Justice” (→ link). Deklarowaną intencją eksperymentu było w pierwszej kolejności rozpoznanie prac solidnych technicznie w oparciu o czytelne (obiektywne) kryteria, a następnie porównanie ich konkluzji ze zbiorem prac słabszych. Do tych kryteriów należą:

  • możliwie jak najdokładniejsze (w sensie: poprawne) oszacowanie wskaźnika posiadania broni wśród mieszkańców badanego obszaru geograficznego [1];
  • skontrolowanie pomiarów o jak największą liczbę czynników zakłócających (minimalny wymóg – pięć) i udowodnienie, że mają one statystycznie istotny związek ze zmienną objaśnianą (przestępczość) oraz skojarzone są z predyktorem (broń) w celu wykluczenia wszelkich relacji pozornych;
  • ustalenie porządku przyczynowego albo rozwikłanie dylematu równoczesności [2]: czy stopień nasycenia populacji bronią palną przekłada się na wzrost przemocy, czy wręcz przeciwnie – zagrożenie przestępczością już występującą na danym terytorium skłania ludzi do kupowania broni [3];

Nowatorstwo w podejściu Klecka do zagadnienia polega więc na tym, że nie tyle zestawił on obok siebie poszczególne referaty i uśrednił ich wyniki (co robiono wcześniej wielokrotnie), lecz przede wszystkim dokonał syntetycznej ewaluacji zgromadzonego materiału pod kątem jego jakości (rzetelności) metodologicznej. W efekcie takiego zabiegu ostały się ledwo trzy zrecenzowane pozycje, które można z czystym sumieniem zaklasyfikować jako spełniające podstawowe wytyczne pełnoprawnego wywodu naukowego (w tabeli 1 oznaczone są kolorem czerwonym – dwa teksty Kovandzica et al. i jeden duetu Kleck-Patterson):

[obraz w maksymalnej rozdzielczości otworzy się w osobnym oknie po kliknięciu na grafikę]

Pula elaboratów najbardziej prymitywnych w konstrukcji, ze skromnym bądź zgoła zerowym wachlarzem zmiennych kontrolnych [4], generowała zazwyczaj silnie dodatni związek między powszechnością broni palnej w rękach obywateli a wskaźnikami przestępczości (dobitnym przykładem z tej grupy jest szeroko cytowane porównanie przekrojowe [5] najbogatszych krajów świata od Hemenwaya-Millera pt. “Firearm Availability and Homicide Rates across 26 High-Income Countries”). Dla kontrastu publikacje skrupulatne w doborze “confounderów” i posługujące się adekwatnymi narzędziami do estymowania rozmiarów cywilnego uzbrojenia nie znajdowały żadnej statystycznej korelacji między bronią a poziomem przemocy (dowody zebrane przez zespół Tomislava Kovandzica z Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas wykazały nawet istnienie słabej korelacji negatywnej). Warto odnotować, że w badaniach, w których ani jeden z postulowanych przez Klecka warunków jakościowych nie został dotrzymany, hipoteza o pozytywnej zależności między bronią palną a liczbą zabójstw była potwierdzana aż w 65 proc. przypadków – patrz tabela 3:

Komentarz podsumowujący:

Ogólny wzorzec jest bardzo klarowny: im bardziej metodologicznie kompetentne studium, tym mniejsza szansa na wysnucie konkluzji, że więcej broni palnej w posiadaniu cywilów oznacza więcej przestępczości.

[The overall pattern is very clear – the more methodologically adequate research is, the less likely it is to support the more guns-more crime hypothesis.]

Z kronikarskiego obowiązku przypominam, że pionierskiego wysiłku uporządkowania wiedzy z zakresu użycia broni palnej na szerszym polu nauk społecznych podjęli się też na przełomie lat 70./80. XX wieku dwaj socjologowie z Uniwersytetu Massachusetts-Amherst, James D. Wright i Peter H. Rossi. W toku paroletnich dociekań zostali zmuszeni do skonfrontowania się z własnymi uprzedzeniami, a ich finalny raport wzbudził niemałą konsternację w szeregach waszyngtońskich organizacji antybroniowych (→ link).

________________

[1] Teoretycznie powinien to być łatwy do odhaczenia punkt, lecz w praktyce większość autorów nagminnie stosuje niewłaściwe metody pośrednie przy mierzeniu poziomu uzbrojenia i formułowane przez nich wnioski obciążone są krytyczną usterką (Valid measures of macro-level gun levels are essential to assessing the impact of gun levels on crime and violence rates, yet almost all prior research on this topic uses proxies that are either invalid or whose validity has been assumed rather than demonstrated link).

[2] Broń może rzutować na przestepczość, podnosząc jej wskaźniki, i na tej samej zasadzie przestępczość może oddziaływać na broń, zwiększając popyt na nią wśród potencjalnych ofiar. Implikacja (w jakąkolwiek stronę) nie jest zatem bezpośrednia. Trudności z określeniem kierunku da się jednak rozstrzygnąć za pomocą regresji z udziałem zmiennych instrumentalnych. Czym są zmienne instrumentalne, doskonale tłumaczą panowie Leigh i Schembri na przykładzie konsumowania produktów tytoniowych, cen papierosów oraz stanu zdrowia palaczy (akapit / link). W kontekście sprzężenia broń-przemoc za instrument mogą posłużyć: odsetek subskrypcji dla magazynów strzelecko-sportowych, preferencje wyborcze, liczba weteranów wojennych, zagęszczenie strzelnic i sklepów z licencją FFL, liczba klubów łowieckich etc. Owa “trzecia zmienna” powinna być statystycznie i logicznie blisko skorelowana z czynnikiem objaśniającym (tj. bronią palną), gdyż to właśnie przez niego będzie ona później wywierać wpływ na zmienną objaśnianą (tj. przestępczość):

[3] Na fali medialnej histerii wywołanej masakrą dzieciaków w podstawówce Sandy Hook “New York Times” wypuścił felieton, stawiający znak równości między bronią palną a zabijaniem (“More Guns = More Killing” → link). Autorka, Elisabeth Rosenthal, streściła w nim swoje wrażenia z podróży po Iberoameryce:

Ostatnio odwiedziłam kilka krajów Ameryki Łacińskiej, w których czymś najzupełniej normalnym jest widok uzbrojonych ochroniarzy pilnujących biurowców, sklepów, bankomatów, restauracji i stacji benzynowych. Mimo to broń wcale nie sprawiła, że kraje te są bezpieczniejsze.

[I recently visited some Latin American countries where guards with guns grace every office lobby, storefront, ATM, restaurant and gas station. It has not made those countries safer or saner.]

W roku 1997 ekonomista Lawrence Southwick zapytał: “Do guns cause crime? Does crime cause guns?” Chodzi o to, że kauzalna zbieżność, jaką kreśli reporterka nowojorskiego “Timesa”, jest dokładnie przeciwna: tereny, na których koncentruje się przestępczość, są z reguły znacznie bardziej “zmilitaryzowane” od rejonów z niskimi wskaźnikami interpersonalnej przemocy. Broń nie przemienia ich magicznie w siedliska patologii – raczej odwrotnie: wysoka przestępczość, będąca nierzadko “endogennym” składnikiem takich obszarów, pociąga za sobą potrzebę dozbrajania się, względnie inwestowania w technologie antywłamaniowe, począwszy od zakładania kratownic w oknach, a na montowaniu wyrafinowanych systemów alarmowych kończąc. Krótko mówiąc, ludzie zamieszkujący enklawę przestępczości nabywają broń do ochrony, ponieważ dzielnica, w której żyją, skażona jest bandytyzmem, co z automatu przesuwa ocenę ryzyka z broni palnej na tę konkretną okolicę. Opisane zjawisko wydaje się tak trywialne, że rutynowo nie zwracamy uwagi na jego manifestacje.

Kid Rock, deklarujący w programie CNN, że bez załadowanej broni w ogóle nie wjeżdża do Detroit, nie eskaluje przemocy w tym podupadłym mieście. Miasto jest ruiną, dlatego Rock wjeżdża do niego z pistoletem w pogotowiu.

W Indianapolis po ostatnich doniesieniach o serii brutalnych włamań poszybowała w górę sprzedaż pistoletowej broni krótkiej, a w ślad za nią wzrósł także popyt na kursy strzeleckie. Mieszkańcy przedmieść, będących celem ataków włamywaczy, masowo ubiegają się o zezwolenia na noszenie broni poza domem. Tylko w trzecim kwartale 2014 roku ponad sześćdziesiąt tysięcy rezydentów hrabstwa Marion wypełniło formularze licencyjne. W sytuacji zagrożenia naturalnym ludzkim odruchem jest zwiększone zainteresowanie środkami do obrony – instynkt ten przejawia się nawet u tych osób, które normalnie zarzekały się, że nigdy nie będzie broni palnej pod ich dachem.

Dalej: gdy we wczesnych latach 80. XX wieku południowe rubieże Florydy zalało tsunami przemocy, ludzie rzucili się do sklepów uzupełniać deficyty w uzbrojeniu. Strzelnice wyrastały jedna po drugiej, nikt nie wychodził z domu bez rewolweru za pasem. W międzyczasie Fidel Castro uwolnił z więzień i wysłał w kierunku półwyspu na kutrach i barkach tysiące kryminalistów, w tym najbardziej zdegenerowanych przedstawicieli kubańskiego podziemia – gwałcicieli i dzieciobójców. Publicznie powiedział, że “spuścił wodę w kubańskich toaletach”. Na konsekwencje wzmożonego napływu zagranicznego elementu przestępczego nie trzeba było długo czekać. Opublikowany rok później raport MDPD ujawnił skokowy wzrost wskaźników zabójstw i zgwałceń. Jeśli dodać do tego kolumbijskich sicario, urządzających krwawe jatki w biały dzień w centrum Miami, i wyjątkowo agresywną czarną subpopulację zamieszkującą hrabstwo, to odpowiedź na pytanie z okładki magazynu “Time” nasuwa się sama:

Billy Corben, “Cocaine Cowboys: Reloaded”

RPA: dlaczego operuje tam aż tyle firm ochroniarskich i dlaczego tak wielu mieszkańców trzyma przy łóżkach broń? Podpowiedź: bo żyją w bardzo niebezpiecznym kraju (pani Rosenthal napisałaby zapewne coś na opak: kraj jest niebezpieczny, ponieważ dużo w nim broni). Kilkumetrowe mury i palisady pod napięciem, dokładnie takie same, jakich używa się do ogradzania farm dla zwierząt, skanery na podczerwień, czujniki ciepła, monitoring i kamery przemysłowe przy bramie wjazdowej i przy drzwiach frontowych, detektory ruchu instalowane wewnątrz i na zewnątrz budynku w komplecie ze schronem – izolowanym, samowystarczalnym pokojem, do którego można uciec w razie wtargnięcia intruzów – tak z grubsza wygląda rzeczywistość wielu domów i osiedli w Południowej Afryce. Nawet sypialnie muszą być oddzielane od reszty pomieszczeń za pomocą stali zbrojeniowej dla ochrony przed gwałcicielami (tzw. rape gates).

[4] Problem pomijania zmiennych (omitted-variable bias) to częsty błąd w artykułach przeciwników broni. Ostatni głośny przypadek → link.

[5] Abstrahując już od wszystkich formalno-technicznych słabości rzeczonej pracy, porównania przekrojowe z samej definicji nie nadają się do wnioskowania o broni palnej i zabójstwach  → link.