John Ioannidis, epidemiolog ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Stanforda, ostrożnie szacuje, iż blisko połowa wszystkich publikacji z zakresu medycyny i psychologii zawiera przesadne albo fałszywe wnioski [1]. Twierdzi ponadto, że w innych dyscyplinach proporcje te mogą być podobne lub większe [2]. I już nawet nie chodzi o jakieś prywatne uprzedzenia żywione przez konkretnych akademików w stosunku do określonej idei czy też koncepcji, lecz o notoryczne zaprzęganie do eksperymentów wybrakowanej metodyki. W takiej sytuacji relatywnie prostym i efektywnym sposobem na empiryczny przegląd dorobku naukowego może być np. ilościowa synteza rezultatów pochodzących z niezależnych badań. Prawidłowe procedury weryfikacyjne są w stanie rozpoznać wadliwe artykuły nagłaśniane z rozpędu zwłaszcza przez media.

Na tę chwilę twórcą największej makroskalowej metaanalizy oryginalnych, anglojęzycznych źródeł z dziedziny wpływu broni na przestępczość (łącznie 41 tytułów, najstarszy z 1932 roku) jest Gary Kleck, kryminolog z Uniwersytetu Stanowego Florydy. Pełna zawartość wykonanej przez niego kwerendy (która – zgodnie z prognozami Ioannidisa – dała niesamowicie ponury obraz stanu wiedzy w przedmiotowym temacie) ukazała się drukiem kilka lat temu na łamach dwumiesięcznika “Journal of Criminal Justice” ( link). Deklarowaną intencją eksperymentu było w pierwszej kolejności zidentyfikowanie prac solidnych technicznie w oparciu o rozpiskę czytelnych (obiektywnych) kryteriów, następnie zaś porównanie ich konkluzji z rejestrem prac słabszych bądź też bardziej archaicznych.

Do tych kryteriów należą:

  • Jak najdokładniejsze (czytaj – poprawne) oszacowanie wskaźnika posiadania broni palnej wśród mieszkańców badanego obszaru geograficznego [3].
  • Skontrolowanie pomiarów o możliwie najszersze spektrum czynników zakłócających (minimalny wymóg – pięć) i udowodnienie, że mają one statystycznie istotny związek ze zmienną objaśnianą (przestępczość) oraz skojarzone są z predyktorem (broń) w celu wykluczenia relacji pozornych;
  • Ustalenie porządku przyczynowego lub rozwikłanie dylematu równoczesności, w sensie: stopień nasycenia populacji bronią palną przekłada się na wzrost przemocy czy przeciwnie – zagrożenie przestępczością już występującą na danym terytorium skłania ludzi do kupowania broni? [4];

Nowatorstwo w podejściu Klecka do zagadnienia polega więc na tym, że nie tyle zestawił on obok siebie poszczególne dysertacje i uśrednił ich wyniki (co robiono wcześniej wielokrotnie), lecz przede wszystkim dokonał syntetycznej ewaluacji zgromadzonego materiału pod kątem jego jakości (rzetelności) metodologicznej. W efekcie takiego zabiegu ostały się ledwo trzy zrecenzowane pozycje, które można z czystym sumieniem zaklasyfikować jako spełniające podstawowe wytyczne pełnoprawnego wywodu naukowego (w tabeli 1 oznaczone są kolorem czerwonym – dwa teksty Kovandzica et al. i jeden duetu Kleck-Patterson):

[obraz w maksymalnej rozdzielczości otworzy się w osobnym oknie po kliknięciu na grafikę]

Pula elaboratów najbardziej prymitywnych w konstrukcji, ze skromnym tudzież zgoła zerowym wachlarzem zmiennych kontrolnych [5], generowała zazwyczaj silnie dodatni związek między powszechnością broni palnej w rękach obywateli a wskaźnikami przestępczości (niechlubnym przykładem z tej grupy jest uporczywie cytowane porównanie przekrojowe [6] najbogatszych krajów świata od Hemenwaya i Millera pt. “Firearm Availability and Homicide Rates across 26 High-Income Countries”). Dla kontrastu publikacje rygorystyczne w doborze “confounderów” i posługujące się adekwatnymi narzędziami do estymowania rozmiarów cywilnego uzbrojenia nie znajdowały żadnej statystycznej korelacji między bronią a poziomem przemocy (dowody zebrane przez zespół Tomislava Kovandzica z Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas wykazały nawet istnienie słabej korelacji negatywnej). Warto odnotować, że w badaniach, w których ani jeden z postulowanych przez Klecka warunków jakościowych nie został dotrzymany, hipoteza o pozytywnej zależności na linii broń-zabójstwa była potwierdzana aż w 65 proc. przypadków:

Komentarz podsumowujący:

Ogólny wzorzec jest bardzo klarowny – im bardziej metodologicznie kompetentne studium, tym mniejsza szansa na wysnucie konkluzji, że więcej broni palnej w posiadaniu cywilów oznacza więcej przestępczości.

[The overall pattern is very clear – the more methodologically adequate research is, the less likely it is to support the more guns-more crime hypothesis.]

Z kronikarskiego obowiązku przypominam, że pionierskiego wysiłku uporządkowania wiedzy z zakresu użycia broni palnej na szerszym polu nauk społecznych podjęli się też na przełomie lat 70./80. XX stulecia dwaj socjologowie z Uniwersytetu Massachusetts-Amherst, James D. Wright i Peter H. Rossi. W toku paroletnich dociekań zostali zmuszeni do skonfrontowania się z własnymi uprzedzeniami, zaś ich finalny raport wzbudził niemałą konsternację w szeregach waszyngtońskich organizacji antybroniowych (→ link).

________________

[1] O literaturze medycznej: Much published medical research is not reliable or is of uncertain reliability, offers no benefit to patients or is not useful to decision-makers. (…) In one survey  of 60,352 studies, a meager 7% passed criteria of high quality methods and clinical relevancy and fewer than 5% passed a validity screening for an evidence-based journal. ( link)

[2] O literaturze ekonomicznej: We survey 159 empirical economics literatures that draw upon 64,076 estimates of economic parameters reported in more than 6,700 empirical studies. Half of the research areas have nearly 90% of their results under-powered. The median statistical power is 18%, or less. A simple weighted average of those reported results that are adequately powered reveals that nearly 80% of the reported effects in these empirical economics literatures are exaggerated; typically, by a factor of two and with one-third inflated by a factor of four or more. ( link)

[3] Teoretycznie powinien to być łatwy do odhaczenia punkt, lecz w praktyce większość autorów nagminnie stosuje niewłaściwe metody pośrednie przy mierzeniu poziomu uzbrojenia i formułowane przez nich wnioski obciążone są krytyczną usterką link.

[4] Broń może rzutować na przestępczość, podnosząc jej wskaźniki, i na tej samej zasadzie przestępczość może oddziaływać na broń, zwiększając popyt na nią wśród potencjalnych ofiar. Implikacja (w jakąkolwiek stronę) nie jest zatem bezpośrednia. Trudności z określeniem kierunku dają się jednak rozstrzygnąć przy pomocy np. regresji z udziałem zmiennych instrumentalnych. Czym są zmienne instrumentalne, łopatologicznie tłumaczą panowie Leigh i Schembri w odniesieniu do konsumowania produktów tytoniowych, cen papierosów oraz stanu zdrowia palaczy (akapit / link). W kontekście sprzężenia broń-przemoc za instrumenty mogą posłużyć – odsetek subskrypcji dla magazynów strzelecko-sportowych, preferencje wyborcze, liczba weteranów wojennych, zagęszczenie strzelnic i sklepów z licencją FFL, liczba klubów łowieckich etc. Owa “trzecia zmienna” powinna być statystycznie i logicznie ściśle skorelowana z czynnikiem objaśniającym (tj. bronią palną), gdyż to właśnie przez niego będzie ona później wywierać wpływ na zmienną objaśnianą (tj. przestępczość):

Niedawno na fali medialnej histerii wywołanej masakrą dzieciaków w podstawówce Sandy Hook “New York Times” wypuścił felieton, stawiający znak równości między bronią palną a zabijaniem (“More Guns = More Killing” → link). Autorka, Elisabeth Rosenthal, streściła w nim swoje wrażenia z podróży po Iberoameryce:

Ostatnio odwiedziłam kilka krajów Ameryki Łacińskiej, w których czymś najzupełniej normalnym jest widok uzbrojonych ochroniarzy pilnujących biurowców, sklepów, bankomatów, restauracji i stacji benzynowych. Mimo to broń wcale nie sprawiła, że kraje te są bezpieczniejsze.

[I recently visited some Latin American countries where guards with guns grace every office lobby, storefront, ATM, restaurant and gas station. It has not made those countries safer or saner.]

W roku 1997 ekonomista Lawrence Southwick zapytał: “Do guns cause crime? Does crime cause guns?” Chodzi o to, że kauzalna zależność, jaką kreśli reporterka nowojorskiego “Timesa”, jest dokładnie przeciwna: tereny, na których koncentruje się przestępczość, są z reguły bardziej zmilitaryzowane od regionów z niskimi wskaźnikami przemocy i broń palna nie przemienia ich magicznie w wylęgarnie patologii. Dzieje się raczej odwrotnie: wysoka przestępczość, będąca integralnym czy wręcz endogenicznym składnikiem takich obszarów, pociąga za sobą potrzebę dozbrajania się, jak również inwestowania w technologie antywłamaniowe, począwszy od zakładania kratownic w oknach, a na montowaniu wyrafinowanych systemów alarmowych kończąc. Nikt normalny nie powie chyba, że wzmacnianie zamków w drzwiach eskaluje bandytyzm? Krótko mówiąc, cywile zasiedlający przestępcze enklawy nabywają broń palną do ochrony, ponieważ dzielnice, które zamieszkują, pogrążane są w bezprawiu, co automatycznie przesuwa ocenę ryzyka z broni na te konkretnie wyselekcjonowane strefy. Opisane zjawisko wydaje się tak trywialne, że rutynowo nie zwracamy uwagi na jego manifestacje.

Taki dla przykładu Kid Rock, deklarujący na antenie CNN, iż bez załadowanej broni w ogóle nie wjeżdża do Detroit, nie prowokuje strzelanin w tej podupadłej metropolii – miasto przypomina postapokaliptyczne wysypisko śmieci, dlatego Rock wjeżdża do niego z pistoletem w pogotowiu.

W Indianapolis po ostatnich doniesieniach o serii brutalnych włamań poszybowała w górę sprzedaż pistoletowej broni krótkiej, a w ślad za nią wzrósł także popyt na kursy strzeleckie. Mieszkańcy przedmieść, będących celem ataków włamywaczy, masowo ubiegają się o zezwolenia na noszenie broni poza domem. W sytuacji zagrożenia naturalnym ludzkim odruchem jest zwiększone zainteresowanie środkami do obrony – instynkt ten przejawia się nawet u tych osób, które normalnie zarzekały się, że nigdy nie będzie broni palnej pod ich dachem.

Dalej: gdy we wczesnych latach 80. XX wieku południowe rubieże Florydy zalało tsunami przemocy, ludzie rzucili się do sklepów uzupełniać deficyty w uzbrojeniu. Strzelnice wyrastały jedna po drugiej, nikt nie wychodził z domu bez rewolweru za pasem. W międzyczasie Fidel Castro uwolnił z więzień i wysłał w kierunku półwyspu na kutrach i barkach tysiące kryminalistów, w tym najbardziej zdegenerowanych przedstawicieli kubańskiego podziemia, czyli gwałcicieli i dzieciobójców. Bez ceregieli oznajmił, że oto “spuścił wodę w kubańskich toaletach”. Na konsekwencje wzmożonego napływu zagranicznego elementu przestępczego nie trzeba było długo czekać. Opublikowany już rok później raport MDPD ujawnił skokowy wzrost wskaźników zabójstw i gwałtów. Jeśli dołożyć do tego kolumbijskich sicarios, urządzających krwawe jatki w biały dzień w centrum Miami, i wyjątkowo agresywną czarną subpopulację zamieszkującą hrabstwo, to odpowiedź na pytanie z okładki magazynu “Time” nasuwa się sama:

“Cocaine Cowboys: Reloaded” (2013, reż. Billy Corben)

RPA: czemu operuje tam aż tyle prywatnych firm ochroniarskich i dlaczego tak wielu mieszkańców trzyma przy łóżkach broń? Podpowiedź – bo żyją w niebezpiecznym kraju (pani Rosenthal napisałaby zapewne coś na opak: kraj jest niebezpieczny, ponieważ dużo w nim broni). Kilkumetrowe mury i palisady pod napięciem, dokładnie takie same, jakich używa się do ogradzania farm dla zwierząt, skanery na podczerwień, czujniki ciepła, monitoring oraz kamery przemysłowe przy bramie wjazdowej i przy drzwiach frontowych, wykrywacze ruchu instalowane wewnątrz i na zewnątrz budynku w komplecie ze schronem – izolowanym, samowystarczalnym pokojem, do którego można uciec w razie wtargnięcia intruzów – tak z grubsza wygląda rzeczywistość wielu domów i osiedli w Południowej Afryce. Nawet sypialnie muszą być oddzielane od reszty pomieszczeń za pomocą stali zbrojeniowej dla ochrony przed gwałcicielami (tzw. rape gates). Przy okazji – dostać legalnie broń palną w RPA nie jest wcale łatwo:

“Farmlands” (2018, reż. Lauren Southern)

[5] Problem pomijania zmiennych (omitted-variable bias) to częsty błąd w artykułach przeciwników broni. Ostatni głośny przypadek → link.

[6] Porównania przekrojowe nie nadają się do wnioskowania o broni palnej i zabójstwach → link.