Rekordowe wyniki sprzedaży broni palnej NIE tłumaczą wzrostu przemocy w USA

U schyłku grudnia 2020 roku opublikowałem rozległy, analityczny, najeżony źródłami wpis, w którym zaproponowałem najprostsze, najbardziej logiczne i zarazem przyczynowe wyjaśnienie dla gwałtownie rosnącej liczby morderstw oraz masowych strzelanin w Ameryce. Referowałem również konkluzje z badań prof. Paula Cassella, pokazujące, że nie zachodzi korelacja między wzmożonym popytem na broń i eskalacją bandytyzmu, przypadającą na wiosenno-letni okres pandemiczny (odnośnik numer 10). Wyjaśnienie to nie spotkało się z aprobatą korporacyjnych mediów głównego nurtu, te bowiem z iście dywersyjnym zapałem wolą przepychać radykalnie odmienną narrację, mianowicie że to właśnie szał zakupów broni palnej doprowadził w dużym stopniu do ostatniego rozlewu krwi. W tym wątku zamierzam powrócić do tego tematu, gdyż niedawno pojawił się w obiegu naukowym całkiem nowy, zrecenzowany artykuł, rozjaśniający meandry przedmiotowego zagadnienia.

Na początek warto sobie uzmysłowić, że ludzie bezpośrednio odpowiedzialni za zredagowanie tej konkretnej pracy należą do struktur VPRP (Violence Prevention Research Program), czyli zespołu lekarzy i epidemiologów, działających na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis pod kierownictwem prominentnego eksperta medycyny ratunkowej, prof. Garena Wintemute’a, bez przesady najzacieklejszego przeciwnika broni na Zachodnim Wybrzeżu. I jak się wnet okaże, nawet tak zwarta grupa zaprzysięgłych hoplofobów nie była w stanie spreparować definitywnie brzmiących dowodów na poparcie swojej ulubionej tezy. Wręcz przeciwnie: czołowa autorka elaboratu, pani doktor Julia Schleimer, wyznała na łamach brytyjskiego “Guardiana”, że choć komentatorzy polityczni odruchowo wskazują na broń palną jako czynnik sprawczy rozpasanej przemocy, to postulowany przez nich związek statystycznie nigdy się nie zmaterializował.

Ustalmy zatem podstawowe fakty. Fakt pierwszy: zgodnie ze wstępnymi danymi CDC, w roku 2020 zginęły w USA na skutek napaści-zabójstwa 24 692 osoby, co dało 5551 ofiar więcej niż w roku poprzednim, generując w efekcie skok wskaźnika o ~30 proc. Aby zbliżyć się do takiej średniej liczby zabitych, trzeba cofnąć się w przeszłość aż do lat 1996-97 (link).

Fakt drugi: lwią część zgonów z puli obejmującej 5551 “dodatkowych” trupów zarejestrowano na odcinku ośmiu miesięcy od maja do grudnia, tj. po zainicjowaniu ogólnokrajowej “żałoby” ku pamięci George’a Floyda i po obwieszczeniu w mediach “rasowego obrachunku sumienia”. Oznacza to przeciętnie ~600 martwych osób na każde trzydzieści dni, które w alternatywnej linii czasowej (bez zamieszek, podżegania do agresji ze strony dziennikarzy i aktywistów i bez nagonki na policję) mogłyby spokojnie uniknąć śmierci.

(po kliknięciu grafika otworzy się w pełnej rozdzielczości w oddzielnym oknie)

Wreszcie trzeci szokujący fakt: rok 2020 przyniósł finalnie najbardziej drastyczne, pojedyncze wahnięcie w górę wskaźnika morderstw w całej powojennej historii Ameryki.

Twórcy oryginalnego manuskryptu zrekonstruowali trendy w przestępczości z udziałem broni i też odnotowali na wykresie dramatyczne odkształcenie krzywej w maju 2020: 

(Schleimer et al., str. 4)

Jeżeli spojrzy się teraz na ich dane z agregatora GVA w “wyższej rozdzielczości” (podziałka tygodniowa zamiast miesięcznej), ogromne, zaburzające naturalny cykl zdarzeń wybrzuszenie na diagramie staje się jeszcze wyraźniejsze. Obojętnie jakby nie wizualizować tych statystyk, sygnał jest krystalicznie czysty – destrukcyjne protesty w Minneapolis po śmierci George’a Floyda uruchomiły reakcję łańcuchową o niespotykanym wcześniej zasięgu i sile rażenia.

W konsekwencji autorzy musieli niechętnie przyznać, że bezprecedensowy wzrost transferów kupna-sprzedaży ręcznej broni palnej na terenie USA w roku pandemicznym NIE licuje ze skalą natężenia przestępczości ulicznej (która składa się na ~95 proc. incydentów w puli), istnieją jednak poszlaki sugerujące, że oto w szczytowej fazie egzekwowania lockdownów (przymusowe kwarantanny, ograniczanie do minimum wolności poruszania się w przestrzeni publicznej) mogło dojść do zwyżki występowania przypadków przemocy domowej/rodzinnej. Przy czym tutaj dwie ważne uwagi: 1) za tę fluktuację odpowiadają raptem cztery stany i 2) zmiana ta uwidoczniła się wyłącznie w podstawowym modelu. Po skorygowaniu pomiarów o szereg czynników zakłócających (takich jak alkohol, narkotyki, brak szybkiego dostępu do sądów czy programów pomocowych) rzeczone skorelowanie uległo znaczącemu osłabieniu, osiągając wartość przyzerową (zobacz testy odpornościowe w tabeli 3 w suplemencie).

(str. 7)

Schleimer et al. wspomnieli na końcu o potencjalnych ułomnościach i mankamentach swojej metodyki. Niestety – wyliczając możliwe uchybienia, kompletnie zbagatelizowali scenariusz odwrotny, w którym brutalne zamieszki na tle rasowym, realne zagrożenie przestępczością oraz majacząca na horyzoncie perspektywa wielkomiejskiej anarchii zmotywowały cywilów do gremialnego uzbrajania się. Najlepsze prace empiryczne zawsze biorą poprawkę na zjawisko dwukierunkowości w relacjach broń-przemoc. I za każdym razem otrzymane rezultaty poddają w wątpliwość schematyczną logikę wynikania, przerzucając częściowo ryzyko wiktymizacji z broni palnej na niezależne od niej zmienne środowiskowe (Bilgel 2019, Kovandzic et al. 2013, Kleck & Patterson 1993).