Dlaczego wzrosła liczba strzelanin w USA w roku 2020?

Krótka odpowiedź: George Floyd. Dłuższa odpowiedź poniżej. Zawczasu też uprzedzam, iż tezą tego wpisu nie jest uproszczone twierdzenie, że protesty Black Lives Matter same z siebie wykreowały spiralę morderstw i strzelanin. Chodzi raczej o to, że zadziałały one niczym zapalnik dla wielu destrukcyjnych procesów polityczno-społeczno-prawnych, które wystąpiły symultanicznie w różnych punktach na terenie Stanów Zjednoczonych, i dopiero te skumulowane okoliczności spowodowały katastrofę.

Podobnie jak inne media absurdalnie wychylone ideologicznie w lewo, nowojorski “Times” od dobrych paru miesięcy rżnie głupa i niemiłosiernie mota się w zeznaniach [1]. Asekurując się opiniami wyselekcjonowanej grupki ekspertów, którzy pozują na wiecznie skonsternowanych zaistniałą sytuacją, odwraca uwagę swoich subskrybentów od szaleńczej eksplozji przemocy w murzyńskich dzielnicach amerykańskich miast, sugerując, że to wszystko zasługa łatwych do zidentyfikowania czynników zewnętrznych: pandemii koronawirusa, względnie bajecznych wyników sprzedaży ręcznej broni palnej na rynku cywilnym (albo najlepiej kombinacji obu tych przyczyn). Argumentacja ta, choć pozornie wydaje się logiczna, w rzeczywistości oparta jest na myśleniu życzeniowym bez żadnych solidnych podstaw empirycznych.

Równoległe przyrosty w kategorii strzelanin i morderstw odnotowano dokładnie w chwili startu zamieszek w Minneapolis po tym, jak uroczyście pochowany w złotej trumnie, błogosławiony narkoman-recydywista zginął “męczeńską śmiercią” pod kolanem białego rasisty z miejscowej policji. Najpierw zacytuję fragment sprawozdania Paula G. Cassella, prof. prawa karnego na Uniwersytecie Utah, a potem najnowszy raport Richarda Rosenfelda, kryminologa z UMSL, który na bieżąco monitoruje rozwój trendów w amerykańskiej przestępczości na ograniczonej próbie 28 miejskich jurysdykcji z populacją powyżej 250 tysięcy mieszkańców:

Statystyki precyzyjnie lokują moment eskalacji w schyłku maja, co koresponduje ze zgonem George’a Floyda.

[The data pinpoint the timing of the spikes in late May 2020, which corresponds with the death of George Floyd.]

Model ujawnił załamanie strukturalne w ostatnim tygodniu maja 2020 roku, kiedy to wskaźniki zabójstw i napaści ogromnie poszybowały w górę, by wraz z końcem października ulec redukcji, aczkolwiek nie do poziomu z analogicznego okresu w roku poprzednim.

[The model estimated a structural break at the end of May 2020, after which the homicide rate and the aggravated assault rate increased sharply through July. It then dropped through the end of October, though not to the level during the same period the year before.]

I dalej w podsumowaniu [2]:

Wskaźniki zabójstw, napaści z wykorzystaniem broni palnej i napaści ogółem podniosły się znacząco na przełomie maja i czerwca 2020 roku, długo po wybuchu pandemii.

[Rates of homicide, aggravated assault, and gun assault increased significantly beginning in late May and early June of 2020, well after the pandemic began.]

W następstwie tego zdarzenia konglomeraty medialne i korporacyjne behemoty od Microsoftu po Coca-Colę rozkręciły akcje dolewania oliwy do ognia [3], podsycając gniew wśród czarnych poprzez fałszywe wmawianie im, że “opresyjny system” gnębi ich z pobudek rasowych. Jeśli dodać do tej celowo wykrzywionej, paranoicznej narracji zjawisko wycofywania się gliniarzy z patrolowania “rewirów wysokiego ryzyka” na rzecz zabezpieczania protestów [4], dojmujące poczucie defetyzmu u szeregowych funkcjonariuszy, skutkujące powszechnym i gwałtownym przetrzebieniem kadr [5], postulaty obcinania budżetów operacyjnych policji idące w parze z apelami o jej totalną likwidację, rozwiązywanie jednostek zahartowanych w walce z gangami, masowe opróżnianie więzień z teoretycznie “niegroźnych” kryminalistów oraz demoralizującą pobłażliwość, ewentualnie żenującą indolencję prokuratorów w kwestii stawiania zarzutów tudzież uzyskiwania wyroków skazujących za przestępstwa niższej rangi – dostaniemy w efekcie obraz pato-anarchii, która musiała skończyć się zaostrzeniem konfliktów plemiennych i rozlewem krwi ponad zwykłą normę [6].

Minneapolis Police Department → link

NYPD CompStat → link

Chicago Tribune’s Shooting Tracker → link

The Philadelphia Center for Gun Violence Reporting → link

Milwaukee Homicide Review Commission → link

Znowu komentarz Rosenfelda [7]:

Upływające dwanaście miesięcy zwieńczone będą tak wielkim, jednorocznym nasileniem zabijania i ataków z użyciem broni palnej, jakiego nie widzieliśmy od dekad. Jest bardzo możliwe, że te wzrosty są w ogóle rekordowe. 

[This year will end with the largest year-to-year increases in homicides and firearm violence that we’ve seen in decades – at least. It’s very likely that these increases are larger than any on record.]

Piszę to z pełną świadomością: erupcja aktywności bojówek Black Lives Matter, przypadająca na lato roku 2020, jest oficjalnie najdogłębniej przebadanym i najczęściej replikowalnym eksperymentem socjologicznym w dziejach ludzkości. Bezprecedensowe natężenie ulicznych strzelanin zarejestrowano nawet w “białych” miastach takich jak Madison w Wisconsin, gdzie normalnie przestępczość koncentruje się na ~5 proc. powierzchni aglomeracji i popełniana jest przez relatywnie małe bandy murzyńskich cyngli. Raz jeszcze podkreślam: za te aberracyjne zmiany w USA nie odpowiadają wcale spustoszenia po przejściu wirusa ani towarzyszące temu ekonomiczne restrykcje, nie determinuje ich również kolosalny popyt na broń palną [8] czy ładna pogoda za oknem, a już na pewno “nie dzieją się one spontanicznie” (jak frywolnie spekulują gazety). Preludium tego obłędu da się chirurgicznie skorelować z konkretną datą w kalendarzu, aczkolwiek niepokoje narastały od paru tygodni w związku z zabójstwem Ahmauda Arbery’ego (wizualizacje za The Trace i agregatorem Gun Violence Archive):

Warto tu wspomnieć, że zaprezentowany fenomen jest zaledwie powtórką z rozrywki.

W latach 2014-15 przez progresywne kokony informacyjne przewaliło się tsunami doniesień o mordercach z odznaką, bezkarnie polujących na nieuzbrojonych, czarnoskórych mężczyzn (lista z nazwiskami zabitych → link). Dobrze zorganizowane i opłacane lobby fanatycznych aktywistów (w innej wersji: podżegaczy rasowych), stłoczone w pobliżu ścisłej administracji prezydenta Obamy, szybko zwęszyło okazję i zaczęło nakręcać ogólnokrajową psychozę. Jej sztandarowymi produktami były:

  • seria agresywnych demonstracji/zamieszek w kilku dużych metropoliach Ameryki;
  • piętrzące się stosy trupów (czarnych) cywilów – skalkulowano, że chorobliwe nagłaśnianie anegdotycznych przypadków policyjnych interwencji, w których ginęli od kul przedstawiciele mniejszości etnicznych, sprowokowało lawinowy spadek zaufania do służb porządkowych, generując po drodze ~17 tysięcy dodatkowych poważnych przestępstw i szacunkowo 450 nadprogramowych zabójstw w roku, czyli 3x więcej niż wyniosła liczba ofiar linczowania w najbardziej obfitującym w samosądy etapie amerykańskiej historii;
  • dewiacyjne wykoślawienie percepcji, szczególnie jaskrawo widoczne w zachowaniu białego elektoratu Partii Demokratycznej.

Jak ukazują badania sondażowe, w roku 2017, zatem krótko po pierwszej fazie “szturmu i naporu” ze strony ruchu Black Lives Matter, odsetek białoskórych, egzaltowanych, liberalnych pięknoduchów, wierzących w mroczne rojenia o rasistowskich gliniarzach dybiących na życie Murzynów, podskoczył radykalnie z 53 do 86 proc.:

prawidłowa odpowiedź jest oczywiście “zielona” lub “niebieska” → link
oryginalne wykresy za Pew Research Center → link

Media uwielbiają akcentować, że znakomita większość protestów BLM była pokojowa. Jest to prawda [9], ale jedynie przy zawężeniu wpływu tej grupy do bezpośredniego udziału w wiecach czy happeningach politycznych. Wszelkie pośrednie rezultaty ich działań są już wyłącznie fatalnie chybione.

____________________

[1] W artykule z maja pisali, że “ciężkie czasy”, “kryzysy ekonomiczne” i “choroby zakaźne” obniżają przestępczość. Nie minęło pół roku, przestępczość osiągnęła rekordowe rozmiary, więc w grudniowym tekście dyskretnie zmienili wykładnię wydarzeń. Te same nieszczęścia, które na wiosnę sprzyjały wyhamowaniu przemocy, teraz zaczęły ją potęgować. Skąd ta wolta? Proste: po okresie wakacyjnym główne media w USA zdały sobie nieuchronnie sprawę, że trzeba jakoś przypudrować zgliszcza pozostawione przez ruch BLM. Zwalenie winy na “ekonomię”, pandemię i broń palną pozwoli odsunąć cień podejrzeń od czarnych celebrytów, ich wzniosłego, rasowego aktywizmu oraz rozmaitych lewoskrętnych inicjatyw społecznych, które wdarły się przebojem do mainstreamu po 26 maja.

[2] Żeby była jasność: pan kryminolog swoimi wypowiedziami nie przełamuje żadnego myślowego tabu, przeciwnie – mimo posiadania klarownych dowodów na wzajemne zsynchronizowanie żałoby po śmierci Floyda z rozpasanym (murzyńskim) bandytyzmem, dyplomatycznie (lub jak kto woli, tchórzliwie) konkluduje, że jeśli istnieje jakakolwiek korelacja, to na tym etapie pozostaje ona trudna do ustalenia.

[3] Mały wycinek gigantycznego uniwersum mainstreamowych felietonów, reportaży i deklaracji gwiazd popkultury z maja/czerwca 2020 roku, niedwuznacznie zachęcających do stosowania przemocy i uzasadniających moralną potrzebę organizowania agresywnych zamieszek:

Pokażcie mi, gdzie jest napisane, że protesty mają być pokojowe. (Chris Cuomo, CNN)
Dlaczego używanie przemocy podczas protestów jest skuteczne. (Laura Bassett, QC)
Niszczenie mienia, które można zastąpić, nie jest przemocą. (Nikole Hannah-Jones, NYT)
Zamieszki. (…) Z tego zrodził się ten kraj. (Don Lemon, CNN)
Przemoc też jest ważnym narzędziem protestów. (Slate)
Bunt jest jedyną sensowną reakcją. (Colin Kaepernick)
Na ulicach muszą być rozruchy. (Ayanna Pressley)

[4] Najdosadniej zwerbalizował zgubne konsekwencje tego procesu David Brown, nadinspektor chicagowskiej policji: Za każdym razem gdy jesteśmy zmuszeni marnować nasze środki na ochronę protestów, mieszkańcy West Side i South Side cierpią. [Every time we have to drain our resources for protests, the people on the West Side and the South Side suffer.]

[5] Tutaj nie ma zbytnio pola do dyskusji – nagła redukcja etatów w policji prowadzi do wymiernego pogorszenia się warunków życia na czarnych blokowiskach: Sudden and drastic reductions in police force size via police officer layoffs can generate significant crime increases.

[6] Oto pięć najludniejszych metropolii z największym procentowym wzrostem morderstw w stosunku do roku 2019 (bilans z końcówki grudnia 2020). Lista nie jest przypadkowa: Milwaukee leży w pobliżu Kenosha, gdzie doszło do spektakularnych zamieszek z udziałem BLM po zranieniu Jacoba Blake’a, Louisville stało się areną “niepokojów społecznych” po zastrzeleniu Breonny Taylor w trakcie policyjnego nalotu na jej dom, kilka przecznic Seattle na miesiąc wpadło w ręce bojówek Antify i członków BLM, którzy utworzyli tam obszar wolny od policji, tzw. Strefę Autonomiczną (CHAZ), wreszcie Minneapolis zapłonęło żywym ogniem tuż po śmierci George’a Floyda.


[7] Tropiciel statystycznych anomalii, Jeff Asher, doszedł do podobnego wniosku. Jego estymacje pokazują, że rok 2020 przyniesie niespotykaną nigdy wcześniej kumulację zabójstw (prognoza dla kraju na bazie 58 miast):

Najwyższy zaobserwowany od lat 60. XX stulecia wzrost morderstw wyniósł 12.7 proc. w roku 1968, zaś w wymiarze absolutnym 1938 zabitych w roku 1990. Spodziewany teraz, 15-procentowy skok przełożyłby się na 2400 ofiar więcej i zapisał w kronikach jako najgorsze pojedyncze wahnięcie wskaźnika w historii pomiarów.

[The largest national percentage increase ever reported (data since 1960) was 12.7% in 1968 and the largest number increase was 1,938 in 1990. A 15% increase this year (and I think it’ll be much larger) would mean 2,400 more murders and be the worst one year increase in murder ever recorded.]

[8] Jak wyjaśnia Paul G. Cassell, szał zakupów broni palnej jest słabą wymówką, usprawiedliwiającą zaburzenia trendów w zabijaniu. Po pierwsze – zwiększona sprzedaż nie pokrywa się w czasie ze zwyżką liczby morderstw i strzelanin, po drugie – zabójstwa koncentrują się ciągle w obrębie tych samych dzielnic w miastach, i wreszcie po trzecie – w skali całego, uciułanego przez Amerykanów na przestrzeni dekad arsenału ostatnie transakcje broni (raptem ~0.5 proc. wszystkich konstrukcji strzeleckich) stanowią zbyt mały roczny przyrost, aby mogły potencjalnie służyć za wytłumaczenie aż tak drastycznej eskalacji przemocy.

[9] Obserwacja ta wymaga koniecznie doprecyzowania. Owszem, protesty przebiegały generalnie w pokojowej i niekonfrontacyjnej atmosferze. Działo się tak dlatego, że lwia część z nich (~80 proc.) składała się z niewielkich spędów, organizowanych na peryferiach dużych aglomeracji, gromadząc w porywach od 50 do 200 osób, natomiast ważnym czynnikiem prewencyjnym, pomagającym utrzymać dyscyplinę podczas rzeczonych manifestacji, była obecność na miejscu UZBROJONYCH CYWILÓW.

Pragnę tylko przypomnieć, że ci sami dziennikarze, którzy aktualnie forsują słodką propagandę o “do rany przyłóż demonstrantach”, jeszcze kilka miesięcy temu wylewali łzy, że na przedmieściach i w granicach małych miasteczek marsze BLM odbywały się pod nadzorem “prawicowych bojówek”. W groteskowo dramatycznym tonie rozpisywano się o noszących karabiny pieszych patrolach, o “snajperach” zainstalowanych na dachach okolicznych budynków i kontrolujących zachowanie pikietujących, zdekonspirowano także oddziały milicji obywatelskiej, porozstawiane na skrzyżowaniach i osłaniające witryny sklepowe. Jak amerykańska (w większości biała) prowincja długa i szeroka, wszędzie farmerzy, eks wojskowi, drobni przedsiębiorcy, ba, nawet lokalni urzędnicy przygotowywali się do obrony swoich domostw i osiedli. Ogólna mobilizacja mieszkańców była zjawiskiem masowym. Twierdzę zatem, że właśnie dzięki temu ostatecznie udało się złagodzić obyczaje i teraz decydenci w mediach mogą przepychać narrację, że BLM to hipisowski, pokojowy ruch, a nie kryptorasistowska, roszczeniowa, rewolucyjna dzicz.