Dla wygody będę posługiwał się następującymi akronimami:

RTC – right-to-carry laws (regulacje dot. noszenia ukrytej broni palnej)
CCW – carrying a concealed weapon (czynność noszenia ukrytej broni palnej)
CHL – concealed handgun license (licencja uprawniająca do noszenia ukrytej broni palnej)
CHLH – concealed handgun license holder (posiadacz/właściciel licencji uprawniającej do noszenia ukrytej broni palnej)
VC – violent crimes (przestępstwa z użyciem przemocy)
VCR – violent crime rates (wskaźniki przestępstw z użyciem przemocy)
AA – aggravated assaults (pobicia/napaści z użyciem groźnego narzędzia)

Sądzę, że ten artykuł zmieni historię literatury przedmiotu – tak o najnowszej publikacji, badającej wpływ skrytego noszenia broni na wskaźniki przemocy, powiedział jej główny autor, John J. Donohue III, w wywiadzie udzielonym dwa lata temu dla magazynu “The Atlantic”. Jego rzekomo przełomowy elaborat ukazał się drukiem na łamach kwartalnika “Journal of Empirical Legal Studies” dokładnie 15 maja 2019 roku. Z tej okazji zamieszczam poniżej obszerny komentarz z krytycznymi uwagami, jakie mam pod adresem całości tekstu. Moje ogólne wrażenia z lektury są takie, że Donohue et al. od samego początku wprowadzają czytelników w błąd. Bazową tezę (cytat z abstraktu: RTC laws increase overall violent crime i fragment paragrafu końcowego: states that passed RTC laws experienced 13-15 percent higher aggregate violent crime rates) oparli bowiem na serii jednostronnych, czysto spekulatywnych założeń, które nigdy nie zostają empirycznie udowodnione, przez co wykluczają możliwość wnioskowania, że niejawne noszenie broni eskaluje przemoc w stosunku do stanów, praktykujących uznaniowość i ściślej regulujących wydawanie licencji cywilom.

  • Donohue pisze, że jego artykuł jest odpowiedzią na apel Narodowej Rady Badań Naukowych (National Research Council, dalej NRC), która w raporcie z 2005 roku wezwała wszystkich zainteresowanych do korzystania z lepszych źródeł danych i udoskonalania instrumentów analitycznych (This article answers the call of the NRC Report for more and better data and new statistical techniques to be brought to bear on the issue of the impact of RTC laws on crime.) Czy Donohue wraz z kolegami faktycznie zaoferowali “lepsze statystyki” i “świeże spojrzenie”?

Zobaczmy, co tak naprawdę rekomendowało szanowne gremium akademików zasiadających w NRC. Otóż najpierw wyraźnie stwierdzili, że jeśli chce się złamać zaklęty krąg jałowych korelacji i ustalić zależność przyczynową między CCW a przemocą, to niewiele da się wycisnąć z ciągłego replikowania podobnych metod, czyli robienia tradycyjnych, makroskalowych ewaluacji oficjalnych statystyk FBI. Zalecili więc fundamentalnie inne podejście do tematu – mierzenie dynamiki zmian wskaźników noszenia broni na poziomie mikro, tj. na poziomie mniejszych, bardziej homogenicznych obszarów geograficznych: hrabstw, miast i dzielnic (cytat, str. 151). Taka optyka pozwoliłaby na precyzyjne zidentyfikowanie ognisk przemocy oraz sprawców strzelanin i powiązanie obu tych rzeczy z czynnością legalnego noszenia broni palnej. Wbrew temu co opowiada Donohue, on i jego współpracownicy nie wyszli naprzeciw tym sugestiom. Zamiast tego podążyli bezproduktywną ścieżką analizowania trendów w przestępczości “przed” i “po” uchwaleniu regulacji dot. CCW – tą samą ścieżką, którą NRC potępiła i z której postulowała zrezygnować. W efekcie dorzucili po prostu kolejny zrecenzowany referat do sterty już opublikowanych.

Warto tutaj podkreślić, że ci badacze, którzy postanowili dostosować się do instrukcji NRC, odkryli spodziewany wzorzec – zabójstwa i strzelaniny ograniczają się do mikro-świata konkretnych jednostek o konkretnym profilu rasowym, połączonych najczęściej relacjami o charakterze patologiczno-kryminalnym [1]. Jest to doniosła konstatacja, ponieważ na przekór opiniom głoszonym przez Donohue właściciele zezwoleń na noszenie broni ukrytej nie mogą przyczyniać się do odkształcania VCR, gdyż ujmowani jako osobna subpopulacja kwalifikują się do najbardziej praworządnych i niekonfliktowanych grup społecznych w Ameryce (punkt ten zostanie za chwilę szerzej przedyskutowany).

Jak widać, już na starcie ekonomiści z Uniwersytetu Stanforda nie dość, że opacznie zinterpretowali intencje NRC, to jeszcze bałamutnie usiłowali przekonać odbiorców, że zaprezentowane przez nich dowody przerastają pod względem jakościowym dokonania poprzedników.

OMÓWIENIE TEORII

  • Donohue pisze, że istnieje pięć hipotetycznych mechanizmów, tłumaczących zwiększone VCR po zalegalizowaniu skrytego noszenia broni, a co za tym idzie – uwierzytelniających wyniki jego statystycznych obliczeń: 1) posiadacze CHL sami mogą popełniać przestępstwa lub prowokować je swoim zachowaniem; 2) złodzieje mogą okradać posiadaczy CHL z broni palnej, która trafia później na czarny rynek; 3) CCW może zmieniać kulturę i codzienne nawyki przez potęgowanie obsesyjnej czujności i agresji wśród zwykłych ludzi; 4) kryminaliści mogą częściej uzbrajać się w broń palną w reakcji na upowszechnienie CCW po stronie nie-kryminalistów; 5) kombinacja wspomnianych czynników może niepotrzebnie utrudniać pracę policji, nakładając na nią dodatkowe obowiązki i osłabiając jej zdolności operacyjne. Pytanie: czy przedstawiony przez Donohue et al. tok rozumowania ma choćby minimalne wsparcie w rzeczywistości empirycznej czy pozostaje wyłącznie tendencyjną spekulacją?

Ad. 1)
Dawno temu zaobserwowano, że CHLH dopuszczają się przestępstw i wykroczeń skojarzonych z nielegalnym użyciem broni niesłychanie rzadko
(patrz tabela na str. 35-36) – rzadziej nawet niż etatowi funkcjonariusze policji. Do najczęstszych przesłanek, przesądzających o cofnięciu licencji, należą: jazda pod wpływem alkoholu, wniesienie pistoletu, względnie rewolweru do strefy wolnej od broni oraz nieokazanie legitymacji podczas rutynowej kontroli np. w trakcie zatrzymania przez patrol drogówki. Wszelkie insynuacje, obciążające winą za przestępczość cywilów z CHL, muszą być zatem oparte na anegdotycznych przypadkach morderstw. I właśnie taki kuriozalny, skrajnie nienaukowy sposób argumentacji uskutecznia Donohue – przywołuje zaraportowane w mediach incydenty z udziałem CHLH, po czym fantazjuje, że gdyby osoby te nie miały pozwoleń, to zbrodni można by uniknąć (without Michigan’s RTC law, this would likely have not been a double homicide etc.).

Druga kwestia: wskaźniki posiadania broni palnej – odwrotnie niż przestępczość – rosną wraz z oddalaniem się od ośrodków miejskich. Znamy też z grubsza cechy demograficzne przeciętnego CHLH: jest nim białoskóry mężczyzna o sympatiach republikańsko-konserwatywnych z przedziału wiekowego 18-29 lat, zamieszkujący południowe tereny Stanów Zjednoczonych i wywodzący się ze środowiska, kultywującego rodzinne tradycje strzeleckie (A greater proportion of those who carried were aged 18 to 29 years, male, self-identified as conservative, lived in Southern regions of the United States, grew up in a firearm-owning household, owned both handguns and long guns). W świetle tych faktów oraz tego, co już wiemy na temat amerykańskiej przestępczości (+60 proc. premedytowanych zabójstw i ~70 proc. rozbojów popełniają w USA czarnoskórzy sprawcy → link, stłoczeni w murzyńskich dzielnicach → link), sama sugestia, jakoby biali właściciele broni palnej mieli odpowiadać za wzrosty VCR w stanach, w których mieszkają, nie spełnia podstawowego kryterium wiarygodności. Doskonale skomentował to Tomislav Kovandzic, kryminolog z Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas: Pogląd głoszący, że uchwalenie przepisów RTC eskaluje przemoc, w tym zwłaszcza podnosi wskaźniki zabójstw, jest w sposób oczywisty absurdalny dla każdego, kto ma choć mgliste pojęcie o zjawisku legalnego noszenia broni przez pełnoletnich obywateli.

Weźmy przykład Florydy – jurysdykcji, która najhojniej rozdziela CHL spośród wszystkich amerykańskich stanów. Statystyki Departamentu Rolnictwa i Usług Konsumenckich pokazują, że na przestrzeni 24 lat (od 1 października 1987 roku, kiedy zaczęły obowiązywać reguły RTC, do 31 sierpnia 2011 roku, gdy zaprzestano gromadzenia danych dot. liczby cofniętych licencji z powodu bezprawnego użycia broni) lokalne władze przyznały w sumie 2 047 928 pozwoleń, z czego 853 272 cywilów dysponowało ważnym/aktywnym zezwoleniem na dzień 31/08/2011. W tym samym okresie na mocy orzeczeń sądowych anulowano łącznie 168 (słownie: sto sześćdziesiąt osiem) CHL, co dało średnio rocznie 7 (słownie: siedem) wyroków skazujących za przestępstwa z udziałem licencjonowanej do noszenia broni (w tej puli mieszczą się też oczywiście wyroki za czyny karalne bez przemocy).

W sytuacji przytłoczenia materiałem dowodowym, który doszczętnie niszczy jego narrację, jaką technikę wyparcia stosuje Donohue? Stwierdza mianowicie, że statystyki uchylonych CHL są z całą pewnością niedoszacowane (cytat: permit revocations clearly understate the criminal misconduct of permit holders, since not all violent criminals are caught).

Nie podlega dyskusji, że większość VC nie skutkuje aresztowaniem podejrzanego. Z monografii Gary’ego Klecka i Briona Severa “Punishment and Crime” (2017) można wyłuskać informację, że w USA zaledwie ~1 przestępstwo z użyciem przemocy na 5 kończy się werdyktem skazującym. Szkopuł w tym, że nawet jeśli uznać za realistyczny najgorszy scenariusz, czyli pięć przestępstw dokonywanych przez CHLH na każdy jeden oficjalnie udokumentowany, kryminalny przypadek cofnięcia licencji, to i tak w rezultacie dostajemy średnią na poziomie raptem 35 deliktów (5×7), rozproszonych po terytorium stanu, w którym w 2009 roku zarejestrowano 113 641 meldunków o pokrzywdzeniu przestępstwami. Prosta arytmetyka: CHLH popełniają na Florydzie znikome trzy setne procenta wszystkich VC. Jeśli natomiast założymy, że te 35 przewinień rozkłada się równomiernie pomiędzy 35 różnymi osobami (brak recydywy), wówczas deliktów dowolnego rodzaju dopuszczałoby się mikroskopijne cztery tysięczne procenta właścicieli CHL.

Ewidentnie Donohue et al. desperacko próbują znaleźć punkt zaczepienia dla swojej wydumanej tezy o zgubnym oddziaływaniu noszenia broni na VCR. W tym celu zmuszeni są do wygrzebywania z policyjnych i medialnych archiwów anegdotycznych zabójstw, ponieważ wszystkie twarde dane wskazują zupełnie odwrotny kierunek wnioskowania – CHLH jako wyizolowana populacja odpowiadają za tak ekstremalnie małą liczbę przestępstw, że w praktyce jest nie do pomyślenia, aby mogli oni wywierać jakikolwiek mierzalny wpływ na makroskalowe wskaźniki VC i modulować je w stopniu zaprezentowanym w artykule “stanfordczyków”. Przypominam: ich analiza kontrfaktyczna VCR na Florydzie (do podejrzenia w wersji roboczej tekstu → wykres, str. 87), która w stosunku do grupy eksperymentalnej wygenerowała trwały trend wzrostowy na odcinku dziesięciu lat po wdrożeniu regulacji RTC, stoi w jawnej sprzeczności z dużo bardziej precyzyjnymi badaniami (bardziej precyzyjnymi, bo autorzy posługują się w nich konkretnymi statystykami wydanych zezwoleń z podziałem na poszczególne hrabstwa), gdzie z kolei nie wykryto żadnych skoków przemocy w regionach z największą liczbą CHL.

Ad. 2)
Zdaniem Donohue, zalegalizowanie skrytego noszenia broni przyczynia się co roku do transferu +100 tysięcy egzemplarzy pistoletów/rewolwerów z rąk CHLH do rąk kryminalistów albo z powodu kradzieży, albo w następstwie zgubienia tejże broni (
RTC laws result in permit holders furnishing more than 100,000 guns per year to criminals). W zacytowanym przez niego odnośniku nie ma jednak ani słowa o posiadaczach licencji na publiczne noszenie broni palnej (co nietrudno sprawdzić); mowa jest jedynie o anonimowych uczestnikach ankiety, którzy przyznali się, że w miesiącu poprzedzającym utratę broni nosili ją przy sobie poza domem. Z alternatywnych źródeł wiadomo, iż lwia część cywilów porusza się uzbrojona bez zezwolenia (akapit, str. 27), zatem w rzeczywistości jedynie niewielki odsetek spośród tych rzekomo stu tysięcy sztuk skradzionej broni pochodzi bezpośrednio od CHLH i ma cokolwiek wspólnego z uchwaleniem przepisów RTC. Donohue znowu rozdyma problem do groteskowych rozmiarów, aby uprawdopodobnić statystyczne kuglarstwo, które parafował własnym nazwiskiem.

Dalej robi się jeszcze gorzej: Donohue przytacza pojedynczą wypowiedź jakiegoś funkcjonariusza policji z Atlanty, który w rozmowie z dziennikarzami wyjawił, że w patrolowanym przez niego mieście (gdzie 99 proc. zabójstw i 95 proc. rozbojów popełniają murzyńskie kliki) broń wykradana jest głównie z samochodów (w domyśle: należących do CHLH) i tą drogą przenika do podziemnego obiegu (majority of stolen guns that are getting in the hands of criminals and being used to commit crimes were stolen out of vehicles). Rewelacje mundurowego łatwo zweryfikować. Wystarczy zajrzeć do nieporównywalnie bardziej kompletnej i autorytatywnej dokumentacji, tj. sondaży wiktymizacyjnych Departamentu Sprawiedliwości. W ostatnim upublicznionym raporcie można przeczytać (tabela 84, str. 40), że tylko w ~4 proc. przypadków (wartość uzyskana po ekstrapolacji wyników ankiety) broń znika z samochodów oraz innych pojazdów mechanicznych, zaś przeważająca część aktów jej kradzieży powiązana jest z włamaniami do prywatnych domów (~66 proc.), w których to reżim licencyjny z oczywistych względów nie ma zastosowania i nie sposób go zeswatać z aktywnością ulicznych złodziei.

Ad. 3)
Na poparcie tego brawurowego stanowiska ekonomista ze Stanforda cytuje zero (powtarzam: zero) dowodów. Po krótkim streszczeniu pracy Nisbetta et al., w której mierzono różnice w agresywnych reakcjach na zniewagę u białych amerykańskich mężczyzn z Południa i białych mężczyzn z Północy, Donohue gładko przeskakuje do konkluzji, że istnieje łącznik między “subkulturą przemocy” i prawem normującym noszenie broni palnej (RTC laws reflect and encourage this cultural response), choć we wspomnianym artykule nie znajdziemy ani jednej wzmianki dot. CCW czy nawet skrawka paragrafu, zderzającego zachowanie właścicieli CHL z zachowaniem osób nieposiadających licencji. Ponownie zatem Donohue z kolegami mocno popłynęli.

Ad. 4)
Z grubsza chodzi tu o to, że popularyzacja w praworządnym społeczeństwie zwyczaju noszenia broni palnej nieuchronnie sprowokuje “wyścig zbrojeń” z przestępcami na ulicach, ci bowiem niejako w odpowiedzi sami będą częściej tę broń nosić, spodziewając się wejścia w interakcję z uzbrojoną ofiarą. Podbudową dla tej ponurej wizji jest lakoniczny fragment eseju Cooka & Ludwiga z magazynu studenckiego “UCLA Law Review”, w którym obaj panowie dokonali rażącej nadinterpretacji oryginalnego źródła, z kolei Donohue et al. bezkrytycznie skopiowali ich komentarz.

Ad. 5)
Parę lat temu były mer Nowego Jorku, Michael Bloomberg, dziwił się na antenie CNN, jak to możliwe, że policja nie wywiera presji na waszyngtońskiej legislaturze i nie ogłosi strajku generalnego w proteście przeciwko masowej dostępności broni. Przecież to leży w ich interesie. Abstrahując od kwestii legalności policyjnych strajków (w USA siły bezpieczeństwa nie mogą strajkować), rozwiązanie zagadki jest bezczelnie proste i być może ze względu na tę prostotę wykracza poza pole widzenia Bloomberga i tłumaczy, czemu Donohue wygodnie przemilczał ten aspekt pracy policji. Otóż niebiescy w Ameryce nie protestują, bo nie mają nic przeciwko cywilom noszącym broń palną. Dotyczy to zwłaszcza szeregowych funkcjonariuszy bez koneksji politycznych, działających w terenie i stykających się z przestępczością na co dzień. Jak wynika z sondaży przeprowadzanych przez czołowe organizacje zrzeszające mundurowych (aktywnych i na emeryturze), aprobata dla Drugiej Poprawki u “street cops” jest czymś normalnym i sięga regularnie 80-90 proc.

Stosunek amerykańskiej policji do broni palnej najlepiej wyrażają słowa Nicka Selby’ego, teksańskiego detektywa, który wspomina zniesmaczenie, jakie odczuwało wielu jego kolegów, gdy Obama zaczął nagle wciskać hoplofobiczną propagandę o książkach i pistoletach w trakcie uroczystego przemówienia na pogrzebie zamordowanych gliniarzy z Dallas: Pomimo że straciliśmy w zamachu pięciu braci, policja w Teksasie nigdy nie obarczała broni winą za takie zdarzenia. [Although we had lost five brothers, Texas law enforcement had never blamed the gun.]

  • Donohue argumentuje, że wraz z upowszechnieniem prawa do niejawnego noszenia broni palnej poszerzyło się też grono cywilów, poruszających się z nią w przestrzeni publicznej (evidence suggests that as gun carrying is increasing with the proliferation of RTC laws).

Znowu: dywagacja ufundowana na poszlakach. Donohue powołuje się na rosnący wolumen incydentów typu “road rage”, czyli zajść z udziałem uzbrojonych, agresywnych kierowców (w roku 2014 w całej Ameryce odnotowano 247 zdarzeń z użyciem broni na drodze, dwa lata później już 620). Inni sięgają po statystyki Administracji ds. Bezpieczeństwa Transportu i zauważają, że w bagażach podręcznych na lotniskach kontrolerzy TSA wykrywają ostatnio rekordowe liczby broni krótkiej. W obu przypadkach jest to jednak snucie domysłów, że przepisy RTC “produkują” dodatkowych ludzi z bronią na ulicach. Równie dobrze przejście na reżim RTC może po postu legalizować czynności, które wcześniej odbywały się bezprawnie, nie przekładając się na zwiększoną pulę osób noszących broń poza domem.

W roku 2001 światło dzienne ujrzał dokument GSS (General Social Survey – chicagowski ośrodek sondażowy) z rezultatami ankiety dot. broni i kultury strzeleckiej w USA (“2001 National Gun Policy Survey” → link). Zapytano w nim reprezentatywną próbę dorosłych CHLH, czy po odebraniu licencji zaczęli częściej nosić przy sobie broń palną. 73 proc. respondentów odpowiedziało, że częstotliwość noszenia przez nich broni nie zmieniła się ani o jotę, 14 proc. oświadczyło, że wzrosła, 9 proc. – że spadła, a 4 proc. ankietowanych nie potrafiło udzielić wiążącej repliki. Jak widać, nie ma tu wielkiej różnicy między odsetkiem CHLH, którzy po otrzymaniu licencji rzadziej nosili broń, a odsetkiem CHLH, którzy nosili ją częściej. W konsekwencji najlepsze źródło wiedzy, jakim na tę chwilę dysponujemy w temacie fluktuacji wskaźników CWW, zdaje się podpowiadać, że nabywanie zezwoleń nie wpływa jakoś specjalnie na praktykę noszenia broni palnej, a co najwyżej ją sankcjonuje.

Tak czy inaczej, dylemat ten uważam za nierozstrzygnięty.

OMÓWIENIE STATYSTYK

  • Donohue pisze (ba, wielokrotnie dobitnie akcentuje), że CCW podwyższa ogólne/zagregowane wskaźniki przemocy (RTC laws increase overall violent crime albo: states that passed RTC laws experienced 13-15 percent higher aggregate violent crime rates) i taką owiniętą w naukowy żargon propagandę sprzedaje mediom. Przeciętny odbiorca nie ma jednak szans zrozumieć, co tak naprawdę kryje się za tymi frazesami ani tym bardziej umiejscowić wysnutych na ich podstawie konkluzji w szerszym kontekście dorobku literatury przedmiotu.

Pierwsza dioda alarmowa zapala się w momencie, gdy czytelnik uświadomi sobie, że Donohue et al. upakowali poszczególne podzbiory czynów kryminalnych do wspólnego worka z etykietą “violent crime”. Celem tego zabiegu było zakamuflowanie niespójności wyników, które uzyskali. Zwracam uwagę, że jedynym rodzajem przestępstwa w ich estymacjach, zaraportowanym oddzielnie, jest premedytowane zabójstwo i tak się składa, że większość otrzymanych przez “stanfordczyków” rezultatów implikuje brak statystycznie istotnego wpływu CCW na wskaźniki morderstw (patrz żółte podświetlenia w tabeli 4 z nieokrojonej wersji artykułu). Postulat o społecznej szkodliwości ukrytego noszenia broni sprowadza się zatem u nich do maksymalnie ogólnikowego twierdzenia, że regulacje RTC eskalują “przemoc”, zdefiniowaną tak elastycznie jak to tylko możliwe. W nomenklaturze FBI “przemoc” jest heterogenicznym aliażem czterech radykalnie różniących się od siebie deliktów: morderstw, gwałtów, napadów rabunkowych i napaści, które dalej dzielą się jeszcze na usiłowania zgwałceń czy werbalne groźby ataku bez fizycznego kontaktu z ofiarą. Posługiwanie się tą specyficzną “mieszkanką” sprawia, że nie sposób odgadnąć, jakie konkretnie przestępstwa pobudzają wzrost VCR. W teorii można sobie przecież wyobrazić sytuację, że CCW redukuje trzy spośród czterech VC, lecz równocześnie podnosi jedno – to najbardziej pojemne liczbowo – skutkując w ujęciu netto zwyżką agregatowego wskaźnika.

Motywów “zakonspirowania” (spłaszczenia) statystyk przemocy należy doszukiwać się we wcześniejszym chronologicznie tekście Donohue, gdzie rozbił on amalgamat VC na elementy składowe. Jego elaborat z 2014 roku (nigdy nie przeszedł przez recenzenckie sito) zawierał niemal identyczny zestaw danych panelowych (federalne indeksy z lat 1979-2010) i oto jak wyglądały tam finalne szacunki z podziałem na wybrane przestępstwa (zobacz tabele 8a+b, 9a+b):

– brak wpływu (na 5-procentowym poziomie istotności) noszenia broni na wskaźniki morderstw;
– brak wpływu noszenia broni na wskaźniki gwałtów;
– brak wpływu noszenia broni na wskaźniki rozbojów;
– zauważalnie pozytywny wpływ (przy poluzowaniu standardów statystycznej istotności do poziomu 10 proc.) noszenia broni na wskaźniki napaści.

Dlaczego powyższe ustalenia są takie kluczowe w odniesieniu do najnowszej publikacji stanfordzkich ekonomistów? Ponieważ zgodnie z bilansami FBI, ponad 60 proc. przewinień z użyciem przemocy stanowią właśnie napaścinajsłabiej zmierzony delikt (co gorsza, podlegający najbardziej subiektywnym kryteriom oceny ze strony policji). Innymi słowy, napaści determinują dynamikę amerykańskich trendów VCR i za każdym razem kiedy Donohue et al. wspominają o skumulowanej puli VC, mają przede wszystkim na myśli jej dominujący komponent w postaci AA, które – jako jedyna subkategoria – dodatnio korespondowały z noszeniem broni w ich poprzedniej pracy.

I tu leży pies pogrzebany.

Okazuje się, że za koniecznością “sprasowania” rozmaitych typów przestępstw mógł stać trywialny fakt, że w artykule z 2014 roku znalazł się paragraf uzupełniający z kalkulacjami dot. napaści z wykorzystaniem stricte broni palnej. Na chłopski rozum: jeśli CCW rzutuje na skoki wskaźników AA, to zasadniczo przyrosty te powinny być widoczne zwłaszcza w podgrupie napaści popełnianych za pomocą rewolwerów/pistoletów. Tak jednak nie było. Spośród uwzględnionych przez Donohue ośmiu wariantów modeli aż sześć przy 5-procentowym poziomie istotności dało przyzerową korelację, czyli brak wyraźnej zależności między CCW a wskaźnikami AA z bronią w ręku (patrz tabela 15). Donohue zdecydował się pominąć tę newralgiczną informację w obu późniejszych tekstach – zarówno w dłuższej wersji roboczej z roku 2017, jak i w zrecenzowanym wydaniu z roku 2019 – upychając wszystko jak leci do studni z VC i puszczając w niepamięć kłopotliwą zawartość tabeli 15.

Jak wobec tego powinien być spuentowany referat Donohue et al., żeby nie wyprowadzać w pole czytelników? Choćby tak jak w niedawno ogłoszonej analizie Hamilla et al.. Cytat z podsumowania: Przy zaprzęgnięciu rygorystycznej metodyki wykazaliśmy w niniejszym studium, że na przestrzeni trzydziestu lat nie zaistniał w granicach stanów żaden statystyczny związek między liberalizacją prawa o skrytym noszeniu broni palnej a wskaźnikami zabójstw z tejże broni, wskaźnikami zabójstw generalnie czy też innymi brutalnymi przestępstwami. (…) W oparciu o uzyskane przez nas wyniki sugerujemy, że inicjatywy polityczne, obliczone na zapobieganie urazów i redukcję przemocy z udziałem broni, powinny skupić się raczej na innych obszarach jako celu potencjalnych interwencji.

Włączenie się drugiej diody ostrzegawczej następuje w chwili, gdy zdamy sobie sprawę, jak szalenie egzotyczne czy wręcz aberracyjne są rezultaty badań Donohue et al. na tle reszty opracowań z dziedziny broni palnej i przestępczości. Wyczerpująca kwerenda artykułów naukowych, wydrukowana na łamach czasopisma “Journal of Criminal Justice”, ujawniła, że na dziewięć tytułów, podejmujących roztrząsane tu zagadnienie, autorzy ani jednego nie zdołali dowieść, że noszenie broni lub też bardziej ogólnie – dostęp do niej – oddziałują pozytywnie ze wskaźnikami AA. Mało tego – sześć z tych dziewięciu pozycji wykryło nieznacznie negatywną korelację, czyli dokładnie na opak niż chcieliby Donohue i jego koledzy (więcej → link). Wzmianki o tym próżno szukać w ich twórczości.

Reasumując: sekwencja frywolnych domysłów, mętnych spekulacji i formułowanych ad hoc hipotez, które legły u podstaw tekstu Donohue (i które posłużyły mu potem do uwiarygodnienia tortur na modelach statystycznych), w najlepszym razie pozostaje przykładem efektownej sofistyki, w najgorszym zaś jest tak bardzo odległa od rzeczywistości, iż nie potrafię pojąć, jakim cudem fuszerka takiego kalibru mogła z sukcesem przejść etap recenzji w szanującym się wydawnictwie.

___________________

[1] Około 99 proc. zabójstw w USA da się przypisać do raptem 5 proc. adresów. – Robert Muggah (link)

Przestępczość jest hiperskoncentrowana, w sensie: przyklejona do niewielkiej liczby miejsc i osób. Kiedy mówię hiperkoncentracja, nie mam na myśli tego, że przestępczość czy przemoc ogniskują się w złych dzielnicach. One gnieżdżą się na określonych odcinkach ulic i w określonych klubach nocnych oraz sklepach monopolowych o ściśle wyznaczonej porze. – Thomas Abt (link)

W hrabstwie Miami-Dade ~3/4 strzelanin kumuluje się w murzyńskich dzielnicach. Tam, gdzie ludność czarnoskóra nie występuje albo gdzie jest jej niewiele, napaści z bronią zdarzają się sporadycznie. (link)

Nasza analiza pokazuje, że w latach 1980-2008 na prawie 89 proc. bostońskich odcinków ulic i skrzyżowań nie zarejestrowano ani jednego wystrzału z broni palnej. Na dalszych 6 proc. odnotowano zaledwie jeden przypadek użycia broni. Ogólnie rzecz ujmując, na przestrzeni nieomal trzech dekad cała powtarzająca się przemoc w Bostonie z udziałem broni palnej dowolnego typu skondensowała się w obrębie mniej niż 5 proc. ulic i zaułków; jakieś 3 proc. mikro-miejsc modulowało dynamikę obserwowanych trendów w miejskiej przestępczości. – Anthony Braga (link 1 / link 2)

Większość odbywających się ostatnio w Ameryce debat całkowicie ignoruje sedno problemu przestępczości z użyciem broni palnej. Gangi oraz pomniejsze bandyckie grupy handlujące narkotykami popełniają w wielu miastach do 75 proc. wszystkich zabójstw, a przeważająca część z reszty przypada w udziale innym notowanym kryminalistom. Zwykli obywatele, posiadający w domach broń, nie dopuszczają się napadów rabunkowych, nie ostrzeliwują własnych dzielnic ani nie zabijają swoich żon. – David M. Kennedy (link)

Korelacja broni z przemocą zanika i ulega odwróceniu na niższych poziomach agregacji danych. Kiedy bada się mniejsze i bardziej homogeniczne jednostki geograficzne, wówczas wszelkie twierdzenia o tym, że dostęp do broni potęguje przestepczość tracą kompletnie jakiekolwiek empiryczne wsparcie. – Gary Kleck (link / cytat)