Dociekliwi czytelnicy bloga zapewne podzielają moje wrażenie, że wśród amerykańskich zwolenników reglamentacji broni palnej na modłę europejską występuje nadreprezentacja lekarzy. Nie wiem, na ile ta nadreprezentacja jest rzeczywistym rezultatem przetasowań, jakie nastąpiły po roku 1983, a na ile wynika z tego, że opinia publiczna automatycznie uznaje chirurgów i pediatrów za wyjątkowo kompetentnych, podczas gdy wypowiedzi badaczy z innych specjalizacji (kryminologia, ekonomia → link) spycha się na margines. Przypomnijmy sobie chociażby rewelacje kolektywu epidemiologów pod kierownictwem Charlesa Branasa, które do dzisiaj przywoływane są w rozmaitych debatach jako rozstrzygający argument negujący defensywną skuteczność broni.

Największym generatorem recenzowanej literatury w przedmiotowym temacie i najgłośniejszą tubą hoplofobicznej propagandy w USA jest zlokalizowana przy Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w Baltimore Szkoła Zdrowia Publicznego Bloomberga, określana potocznie mianem “The Bloomberg School”. Człowiek, którego nazwisko widnieje w logotypie tej organizacji, urósł w minionej dekadzie do rangi najbardziej zdeklarowanego przeciwnika broni palnej na świecie (link). Naiwnością jest wierzyć, że pracownicy medyczni finansowanej przez niego instytucji [1] będą w stanie przedstawić technicznie rzetelne i politycznie bezstronne dowody w tak bardzo polaryzującej kwestii jak broń i jej wpływ na przestępczość. Szefostwo NRA nigdy nie wyłożyło centa na wspieranie wiadomej dziedziny nauki z powodu jawnego konfliktu interesów. Niestety, analogiczne standardy nie obowiązują w odniesieniu do publikacji wypuszczanych przez “Szkołę Bloomberga”, które traktowane są w środowisku akademickim niczym bulla papieska i rzadko bywają kontestowane przez referujących je dziennikarzy.

Ta bezkrytyczna recepcja oraz niedające się skwantyfikować niedostrzegalne korzyści w postaci darmowego zainteresowania mediów są o tyle istotne, że nieodwracalnie wypaczają przebieg wielu ważnych debat i dyskusji na łamach prasy [2]. Dodatkowo – o czym pisałem w wątku o partyjnych sympatiach amerykańskich donatorów – ostre ideologiczne skrzywienie instytucji opiniotwórczych, w tym szczególnie uniwersyteckich ośrodków naukowych, jest dlatego niebezpieczne, że stanowi dźwignię dla równoległego skrzywienia politycznego procesu decyzyjnego. W dalszej części blognotki zamierzam pokazać na przykładzie ostatnich dokonań Jona Vernicka i Daniela Webstera, czołowych analityków “The Bloomberg School”, jak wzmiankowana koteryjność rzutuje na realne działania w sferze legislacyjnej.

W latach 2014-2015 duet Vernick-Webster (dalej V-W) ogłosił drukiem serię pokrewnych tematycznie elaboratów, argumentujących za społeczną opłacalnością stanowych procedur wydawania pozwoleń na zakup broni krótkiej, będących rozbudowaną wersją telefonicznej weryfikacji niekaralności, przeprowadzanej w oparciu o obligatoryjnie wypełniany przez klienta pod okiem sprzedawcy formularz 4473. W jurysdykcjach, w których zaimplementowano rzeczone rozwiązania prawne, potencjalny nabywca, przed udaniem się bezpośrednio do sklepu albo na targi broni, musi najpierw otrzymać od lokalnych organów ścigania specjalną licencję. Słowem, potrzebna jest zgoda policji, by legalnie wejść w posiadanie pistoletu lub rewolweru (stąd zbiorcza nazwa restrykcji – “permit-to-purchase”, w skrócie PTP). W tym celu petent zobowiązany jest do zameldowania się na komisariacie, gdzie przeprowadza się z nim wywiad, pobierane są od niego odciski palców oraz kompletowana jest dokumentacja dotycząca przeszłości kryminalnej i ewentualnie historii przebytych chorób psychicznych. W Connecticut reguły PTP skodyfikowano w 1995 roku i V-W przekonują, że przyczyniły się one do spadku liczby zabójstw (link); w Missouri odwrotnie: PTP skasowano w połowie roku 2007, co miało poskutkować nagłym wzrostem przestępczości (link).

vernick_websterVernick po lewej, Webster po prawej.

Jak nietrudno zgadnąć, powyższe konkluzje były wodą na młyn dla wielu prominentnych demokratycznych legislatorów i polityków. Wystarczy powiedzieć, że premiera manuskryptów idealnie zbiegła się w czasie z decyzją o przedłożeniu w Kongresie ustawy zaostrzającej warunki dostępu osób cywilnych do broni krótkiej. Sygnatariusze projektu, uzasadniając konieczność nowelizacji federalnych przepisów, nawiązywali explicite do odkryć poczynionych przez zespół V-W. Doniesienia o zbawiennych właściwościach reżimu PTP przebiły się również do ścisłego kręgu administracji prezydenckiej. Przy okazji niedawnej konferencji prasowej [3], zainscenizowanej na okoliczność obwieszczenia dyrektywy wykonawczej w sprawie uszczelnienia systemu kontroli transferów broni palnej, Obama gorliwie wyrecytował, co mu podszepnął Bloomberg na prywatnym spotkaniu – że wdrożenie PTP w Connecticut wygenerowało 40-procentową obniżkę wskaźnika zabójstw, a jego wycofanie w Missouri 15-procentową zwyżkę:

President Obama Remarks on Gun Control Executive, 05/01/2016

Przechodzę teraz do naświetlenia głównych problemów wyzierających z obydwu tekstów. Rozpoczynam od skomentowania przypadku Connecticut, gdyż jak w soczewce skupiają się w nim wszystkie ekscesy i nadużycia cechujące warsztat “ekspertów Bloomberga”.

Po pierwsze, redukcja morderstw dokonywanych przy pomocy broni o parędziesiąt procent, spowodowana zadekretowaniem jakiegoś pojedynczego pakietu restrykcji, jest sama w sobie zjawiskiem tak niespotykanym w świecie empirycznym [4], że powinna z marszu wzbudzić falę podejrzeń u znakomitej większości badaczy akademickich. Stało się jednak inaczej: zamiast zdrowej porcji sceptycyzmu oraz szerszej refleksji nad pogłębiającym się kryzysem procesu recenzenckiego, perpetuum mobile dezinformacji ruszyło pełną parą [5].

Po drugie, V-W doskonale wiedzieli, że w analizowanym przez nich okresie (1996-2005) wskaźniki zabójstw malały na terytorium całego kraju, także w miejscach, które nigdy nie zaadaptowały u siebie PTP w żadnej znaczącej postaci. Wykreowali więc statystycznego Frankensteina. Dosłownie i w przenośni. W fachowym żargonie ów potwór znany jest jako syntetyczna metoda kontroli stanów kontrfaktycznych (synthetic control method). Polega ona na szacowaniu skutków konkretnych interwencji zainicjowanych na określonym obszarze (w omawianym przykładzie interwencją było uchwalenie prawa o obowiązkowym licencjonowaniu pistoletów i rewolwerów w granicach Connecticut, a rzekomym skutkiem spadek odsetka zabójstw z tejże broni) poprzez przyrównanie tego obszaru do sztucznej grupy kontrolnej, w której nie wprowadzono podobnych regulacji. Innymi słowy, kiedy ktoś twierdzi, iż dane efekty zostały wywołane przez interwencję x, sugeruje tym samym, że gdyby interwencja ta nie wystąpiła (lub gdyby wystąpiła, lecz w mniej radykalnej formie), owe efekty byłyby słabsze albo nie pojawiłyby się wcale. Ważne jest zatem, by dysponować precyzyjnym obrazem tego, co stałoby się bez implementacji przepisów. I takie właśnie sfabrykowane, alternatywne uniwersum pozbawione dobrodziejstw PTP nazywa się sytuacją kontrfaktyczną – w pracy V-W są to jurysdykcje możliwie jak najwierniej odzwierciedlające dynamikę przestępczości w Connecticut przed rokiem 1996, które jednak w kolejnych latach nie zainstalowały na swoim podwórku norm PTP.

W tym momencie teoretyczna podbudowa eksperymentu brzmi jeszcze w miarę sensownie, ale diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. V-W podkreślają, że dla kategorii zabójstw z broni palnej “syntetyczne Connecticut” składa się z ważonej kombinacji pięciu stanów: malutka Rhode Island jest w tym amalgamacie elementem dominującym (72 proc.), wzbogaconym o ekstra domieszkę Maryland i śladowe ilości Nevady, Kalifornii oraz New Hampshire [6]. Konsekwencje takiej a nie innej selekcji kandydatów do samplowania są doniosłe. Okazuje się bowiem, iż wybór Rhode Island do roli bazowego komponentu w modelu matematycznym podyktowany został faktem, że był to jedyny region z puli stanów znajdujących się w orbicie zainteresowań V-W, który po roku 1998 doświadczył eskalacji zabijania w strzelaninach. Autorzy papieru nigdy nie podają tej informacji czytelnikom do wiadomości, ponieważ tak naprawdę oznacza to, że wmontowana w ich tekst aprioryczna teza o nadzwyczajnym wpływie PTP na redukcję przemocy z użyciem broni wynika nie tyle z obserwacji spadających wskaźników morderstw w Connecticut (będących zaledwie odbiciem trendów makro w skali lokalnej), co z aberracyjnego wzrostu wskaźnika zabójstw dla Rhode Island [7].

Proponowane przesunięcie akcentów niweczy cały “proreglamentacyjny” optymizm artykułu, którego przesłanie pozostaje nieudowodnione na gruncie empirycznym. Zresztą nawet jeśli łaskawie przymknąć oko na, eufemistycznie rzecz ujmując, szemraną metodykę badania, to i tak zatrzęsienie innych błędów jest przytłaczające. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem do czynienia ze zjawiskiem “wybierania wisienek z tortu” praktykowanym z taką frywolnością w publikacji o charakterze naukowym.

  • Selektywny przesiew stanów

Na tę chwilę można wyodrębnić co najmniej kilkanaście jurysdykcji w USA wymuszających licencjonowanie broni krótkiej i/lub zakazujących handlu nią poza koncesjonowanymi punktami sprzedaży bez uprzedniej weryfikacji niekaralności. Poprawnie przeprowadzona ewaluacja statystyczna powinna uwzględniać wszystkie terytoria, które zalegalizowały u siebie wspomniane obostrzenia, jak również zawierać porównanie natężenia przestępczości w stanach z PTP do kierunku przemian na obszarach wolnych od restrykcji. Jest to absolutna podstawa, aby w ogóle mówić o jakimkolwiek estymowaniu spodziewanych następstw działania reżimu regulacyjnego. V-W nie oferują żadnego logicznie spójnego wytłumaczenia, które w razie czego usprawiedliwiałoby deficyt tych procedur w ich pracy. Być może po wstępnej kwerendzie materiału doszli do wniosku, iż najbezpieczniej będzie ograniczyć się do jednego przypadku, sprawiającego korzystne wrażenie z perspektywy preferowanej przez nich ideologii. Gdyby zdecydowali się przestudiować historyczne doświadczenia innych miejsc, mogłoby jeszcze wyjść na jaw, że wskaźnik zgonów podniósł się zauważalnie po przegłosowaniu PTP – jak choćby w sąsiednim Massachusetts.

  • Niekompletny wykaz czynów kryminalnych

Dlaczego z szerokiego spektrum deliktów V-W wypreparowali tylko subkategorię morderstw popełnianych z broni palnej staje się boleśnie oczywiste po zrekonstruowaniu dynamiki reszty przestępstw figurujących na federalnym indeksie. W stosunku do wskaźników krajowych zarówno agregatowa kategoria przestępstw z użyciem siły fizycznej, jak i napady rabunkowe oraz napaści notowały w Connecticut spadki przed wejściem w życie PTP i zaczęły rosnąć krótko potem, natomiast dla ogółu premedytowanych zabójstw czy brutalnych gwałtów nie zarejestrowano żadnych istotnych zmian przed i po link.

  • Arbitralne zawężenie horyzontu czasowego

Z jakiegoś ezoterycznego powodu szanowne grono ekspertów od spraw zdrowotnych zgodnie uznało, że dobrym i niebudzącym niczyich podejrzeń pomysłem będzie skrócenie rozpiętości lustrowanego okresu do raptem dziesięciu lat licząc od zaostrzenia prawa, choć w trakcie pisania mieli dostęp do danych wsadowych sięgających roku 2012. Swoje motywy uzasadnili w najbardziej kuriozalny sposób z możliwych – powołując się na referat ekonomiczny z dziedziny szkodliwości palenia papierosów, wykorzystujący metodę analizy kontrfaktycznej, którego zakres obejmował (i tutaj kolejny blamaż duetu V-W) odcinek dwunastu lat, nie dziesięciu [8]. Abstrahując już od odpowiedzi na pytanie, co ma wspólnego konsumowanie produktów tytoniowych z przestępczym używaniem broni – brakujące lata, ostentacyjnie zignorowane przez V-W, robią kolosalną różnicę, wywracając do góry nogami konkluzje ich raportu.

Jest niewątpliwie prawdą, że na przestrzeni dekady 1996-2005 wskaźnik zabójstw z udziałem broni palnej w Connecticut zmalał o ponad 40 proc. (3.57  1.88). Wystarczy jednak dołożyć jeden rok z kalendarza, by spadek wyniósł 27 proc. (3.57 2.62) i skurczył się nagle do 11 proc. (3.57 3.17) po rozciągnięciu krzywej maksymalnie w przyszłość. Równolegle w latach 1996-2006 wskaźniki dla całego obszaru Stanów Zjednoczonych oraz indywidualnie dla północnego regionu geograficznego (z wykluczeniem Massachusetts, co jest gestem pójścia na rękę ludziom Bloomberga) zmniejszyły się o odpowiednio 18 proc. (5.21 4.29) i 10 proc. (3.50 3.15), a w latach 1996-2012 o 29 proc. (5.21  3.70) i 24 proc. (3.50 2.67), jasno pokazując, że im dłuższy jest okres próbkowania, tym średnia zabójstw w Connecticut relatywnie wzrasta [9].
wykres_CT

(diagramy w pełnej rozdzielczości otworzą się w osobnym oknie po kliknięciu na grafikę)

Warto zauważyć, że współczynnik morderstw z broni palnej przyjął kurs opadający na dwa lata przed uchwaleniem PTP. Między rokiem 1993 a 1995 uległ redukcji o imponujące 30 proc. (4.50 3.13), wyprzedzając paralelny trend na poziomie ogólnokrajowym, gdzie bieg wydarzeń postępował nieco mniej gwałtownie, generując skromniejszą, 17-procentową obniżkę (7.02 5.84). Twórcy elaboratu postanowili spuścić na ten niewygodny fakt zasłonę milczenia.

  • Pomijanie krytycznych zmiennych

Gwóźdź do trumny statystycznych kuglarstw uskutecznianych przez V-W. Tak się bowiem pechowo dla nich składa, że posiadamy bardzo solidnie udokumentowaną wiedzę na temat rzeczywistych przyczyn stojących za fenomenem topniejących wskaźników zabójstw w Connecticut, ba, dysponujemy kopiami artykułów z gazet z lat 90. XX wieku, które odsłaniają kulisy skomasowanych akcji policyjnych przeciwko gangom i zorganizowanej przestępczości, przypadających dokładnie na lata 1995-1996. Żaden z tych potencjalnie zakłócających pomiary czynników (zwiększone zaangażowanie policji, usprawnienia technik operacyjnych etc.) nie został przez autorów skontrolowany [10].

Iskrą, podpalającą beczkę prochu i ściągającą do stolicy stanu, miasta Hartford, gniew sił federalnych, był tragiczny epizod z marca 1994 roku, kiedy w “objazdowej” strzelaninie zginęła 7-letnia dziewczynka, Marcelina Delgado. Członkowie latynoskiej bandy The Solidos omyłkowo podziurawili ołowiem szarą Toyotę, w której siedziała jej rodzina, myśląc, że w środku tłoczą się ich rywale z Latin Kings, gotowi do wyprzedzającego ataku. Jedna z kul trafiła Marcelinę w głowę. Dziecko zmarło trzy dni później w szpitalu. Dowódca lokalnych oddziałów do walki z gangami, Christopher Lyons, wspomina, że w owym czasie atmosfera robiła się coraz gęstsza, a mieszkańcy pomału tracili cierpliwość. Mimo że do zabójstw i publicznych egzekucji dochodziło regularnie, to dopóki wytatuowane oprychy przetrzebiały sobie szeregi we własnym gronie, unikając ofiar wśród cywilów, nikt ważny ze stołecznego ratusza nie występował z inicjatywą “ostatecznego rozwiązania”. Czara goryczy przelała się dopiero po śmierci córki państwa Delgado.

Służby mundurowe wzięły na celownik dwie specyficzne grupy: siatkę śródmiejskich dilerów narkotykowych oraz panoszące się bezkarnie po okolicy szajki złodziei samochodów, z których często rekrutowali się młodociani płatni zabójcy. Pacyfikacja dzielnic i zaułków okupowanych przez gangi okazała się bezprecedensowym sukcesem. Nowojorski “Times”, cytując zastępy niebieskich na kierowniczych stanowiskach, rozwodził się nad pikującymi wskaźnikami morderstw oraz taktycznym wyrafinowaniem wielu operacji. Pionierskie doświadczenia z cyfryzacją wydatnie ułatwiły śledzenie na bieżąco ewolucji przestępczości i adekwatną do potrzeb alokację policyjnych zasobów, tj. skupienie działań ofensywnych w najbardziej kryminogennych rewirach. Przy pomocy komputerów stworzono coś na kształt mapy punktów wysokiego ryzyka i cyklicznie wysyłano tam ciężkozbrojne patrole, czasem nawet nieprzerwanie w ciągu kilku tygodni, bez względu na to, czy był to sklep monopolowy, zakład fryzjerski czy z pozoru wyludniony narożnik ulicy.

Od tamtych wydarzeń minęło już przeszło dwadzieścia lat. Materiał dowodowy zebrany z wieloletnich badań nie pozostawia pola do interpretacji: gaszenie “ognisk” przemocy jest bezdyskusyjnie najskuteczniejszą metodą zwalczania przestępczości. Spośród trzydziestu instrumentów poddanych analizie porównawczej w raporcie przygotowanym na polecenie Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego, to właśnie precyzyjna identyfikacja tzw. “hot spotów” (oraz konkretnych jednostek odpowiedzialnych bezpośrednio za szerzenie przemocy) pozwoliła uzyskać najszybsze trwałe efekty. Powtórzę się: Vernick, Webster i reszta ekipy z JHSPH nawet nie raczyli uwzględnić tego czynnika w kalkulacjach. Ich praca to smutna parodia nauki.

Przykrą próbą imitowania naukowego rygoru jest również drugi papier firmowany nazwiskami “chłopców Bloomberga”. Poza rezygnacją z “gdybologii” w postaci kreowania nieistniejących, kontrfaktycznych bytów powiela on dosłownie wszystkie kardynalne uchybienia, którymi najeżony jest dokument o Connecticut.

Najmocniej bulwersuje fakt, że V-W znowu bezczelnie ukrywają przed swoimi czytelnikami newralgiczne informacje. Choćby jednym zdaniem nie zasygnalizują, że agregatowy wskaźnik zabójstw w Missouri nie zmienił się ani o jotę od cofnięcia procedur licencyjnych. Posiłkując się wartościami z federalnej bazy UCR (Standardowy Protokół Przestępstw FBI), można zobaczyć, że w roku 1999 przeciętna liczba morderstw w MO oscylowała w granicach 6.6 na sto tysięcy rezydentów, w roku 2007 minimalnie spadła do 6.5, by parę lat później zatrzymać się na identycznym poziomie, co w dniu zlikwidowania PTP. Zero korzyści, zero strat. Ponieważ jednak taka puenta nie harmonizowałaby zbyt dobrze z polityką ich macierzystego uniwersytetu, autorzy powtórnie sięgnęli po konwencjonalny trik z repertuaru zwolenników reglamentacji: z ogólnej puli danych wyciągnęli statystyki ofiar zastrzelonych z broni palnej.

Regulacje PTP w Missouri ustanowiono na starcie prezydentury Reagana. V-W asekuracyjnie argumentują, że wyłączyli z szeregu czasowego lata 1981-1998, gdyż była to niestabilna epoka, obfitująca w dramatyczne i losowe fluktuacje wskaźnika, spowodowane spiętrzeniem trudnych do mierzenia zjawisk społecznych (chodzi o epidemię cracku). Szkopuł w tym, że to wytłumaczenie jest bałamutne i przy okazji nie ma też za grosz sensu.

Śmiercionośne, biało-beżowe kryształki taniej kokainy zalały murzyńskie dzielnice Ameryki w roku 1986, a przestały być motorem napędzającym zgony najdalej gdzieś koło roku 1995 [11]. Tak więc nawet przy fałszywym założeniu, że crack uniemożliwia prawidłowe oszacowanie wpływu PTP na przestępczość, ciągle niewyjaśniona pozostaje kwestia pominięcia lekką ręką przynajmniej czterech lat, które po wkomponowaniu w model mogłyby osłabić kategoryczność końcowego werdyktu. Napisałem “fałszywym”, bo radzenie sobie z epidemią cracku jako ewentualnym czynnikiem zakłócającym jest praktyką powszechnie znaną i stosowaną przez ekonomistów niemal od samego zarania [12]. V-W zwyczajnie konfabulują, że nie da się tego problemu poprawnie skwantyfikować i wyizolować.

mo-gun-homicides

Co zatem doprowadziło do podniesienia średniej zabójstw po roku 2007? Rozbicie wykresu na poszczególne miesiące ujawnia pewien zaskakujący niuans – krzywa ilustrująca dynamikę morderstw w Missouri zaczęła piąć się w górę osiem miesięcy po zatwierdzeniu kasacji PTP. Dokładnie na wiosnę, w kwietniu 2008 roku, zarejestrowano pierwszy wyraźny skok:

mo-gun-homicides-by-month

Czyżby biali farmerzy z terenów wiejskich albo biali rezydenci przedmieść St. Louis (link) tudzież Kansas City (link) czekali tylko na liberalizację przepisów, żeby pogrążyć się nagle w szale niepohamowanego mordu po ośmiu miesiącach dodatkowego zwlekania? W wywiadzie dla “New York Timesa” Webster uchylił rąbka tajemnicy i zdradził, co było przyczyną eskalacji przemocy: The gun homicide rate rose by 20 percent in metropolitan areas of Missouri, but was up by just 1.6 percent in rural areas. Przekładając to na mniej zawoalowany język: cały zaobserwowany przez V-W przyrost wskaźnika zabójstw w Missouri był rezultatem wzmożonej aktywności czarnoskórych gangów, gnieżdżących się ciasno w obrębie największych stanowych obszarów metropolitalnych [13]. Niestety, V-W wysnuli swoje konkluzje bez żadnego zastrzeżenia, że mogą się one odnosić wyłącznie do takiej właśnie patologicznej subpopulacji. Eliminuje to wszelkie formalne podstawy do ekstrapolowania wyników na resztę ludności w skali stanu i/lub kraju.

W słowach Gary’ego Klecka naprawdę ciężko doszukiwać się przesady – opracowania z dziedziny zdrowia publicznego, lobbujące za ścisłą kontrolą broni palnej, są kwintesencją “śmieciowej nauki”, realizującej “polityczne zapotrzebowanie” [14].

__________________

[1] Michael Bloomberg jest pierwszym prywatnym darczyńcą w historii, który przeznaczył 10-cyfrową sumę na pomoc materialną dla pojedynczej placówki dydaktycznej.

[2] Sporo z tego, co już teraz wiadomo na temat korelacji broń-przestępczość, zależy od arbitralnej selekcji danych: jedne statystyki przytacza się w nieskończoność, o innych wspomina się sporadycznie – i dlatego proces indywidualnego filtrowania przekazywanych przez media w państwach demokratycznych informacji dot. broni palnej mogę śmiało określić jako kompletną deformację rzeczywistości. Jakby dyrygował tym wszystkim jakiś świadomy aparat cenzury, a poszczególni komentatorzy mieli wspólną, ustaloną odgórnie wizję tego, co należy o broni sądzić i podawać odbiorcom do wierzenia. W konsekwencji tworzy się społeczny konsensus odnośnie poglądów, których podzielanie jest warunkiem koniecznym przynależności do elitarnej grupy “ludzi rozsądnych”.

[3] Dwa dni po konferencji zaaranżowano spotkanie “ludu” z prezydentem (tzw. town hall meeting). Pogaduszka Obamy ze starannie wyselekcjonowanym wycinkiem społeczeństwa, mimo nazwy sugerującej otwarty i publiczny charakter, nie miała nic wspólnego z jakąkolwiek spontanicznością. Została wyreżyserowana po ostatni detal, a uczestników wyuczono ról. W trosce o bezpieczeństwo głowy państwa przebadano wszystkich przybyłych po szpik kostny i genotyp. I gawędzono sobie na antenie kulturalnie i sympatycznie o wprowadzeniu obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa bez naruszania wolności obywatelskich, o zaprzestaniu produkcji zabawek, którymi dzieci mogą się zadławić itp. Później prezydent łagodnie i po ojcowsku tłumaczył, że absolutnie nie ma intencji ograniczać, podważać czy, broń Panie Boże, usuwać Drugiej Poprawki z Karty Praw. Oświadczył również, że jest gotowy debatować z każdym, kto wyrazi taką chęć. Na przykład z przedstawicielami NRA:

Wayne LaPierre, prezes “Strzelców Ameryki”, podjął rękawicę, ale postawił jednocześnie warunki – rozmowa ma odbyć się na neutralnym gruncie, z udziałem apolitycznego moderatora i bez uprzedniej ingerencji w zestaw pytań:

Do debaty oczywiście nie doszło. 

[4] W tej kwestii zgadzają się praktycznie wszyscy zaangażowani w przedmiotową dyskusję, nawet propagatorzy reglamentacji broni, wywodzący się wprost ze środowisk medycznych (polecam wysłuchać fragmentu wystąpienia Davida Hemenwaya na konferencji zorganizowanej przez Narodową Akademię Nauk, Inżynierii i Medycyny – NASEM Health and Medicine Division).

[5] Zobacz wysyp artykułów na witrynach “Newsweeka” (link), “The Huffington Post” (link), CNN (link), “Daily Kos” (link), “The Washington Post” (link) etc. Mógłbym tak punktować w nieskończoność. Redakcja lewicowego portalu “Salon” z groteskową satysfakcją grzmiała: “Najgorszy koszmar NRA się ziścił. Oto nowe dowody, które świry od broni chcą przed wami zataić”.

[6] Co ciekawe, dla kategorii zabójstw BEZ użycia broni palnej ważenie zostało sprytnie odwrócone: Rhode Island nie jest już podstawowym składnikiem w grupie – rolę wiodącego komponentu przejęło New Hampshire (poprzednio ważone na symbolicznym poziomie 0.5 proc.).

[7] Vernick i Webster unikają pokazywania surowych liczb, w zamian posługują się ich przeskalowaną graficzną reprezentacją, ale chodzi o dodatkowe 53 zabójstwa popełnione w latach 1999-2005. Ten “niepozorny detal” tłumaczy, dlaczego “kontrfaktyczne Connecticut” odnotowało skok współczynnika morderstw z broni powyżej średniej krajowej – bo zamieszkany przez milion stałych rezydentów “The Ocean State”, będący, że przypomnę, głównym budulcem modelu, odnotował analogiczny skok po roku 1998. Wszystkie statystyki dostępne są do sprawdzenia w internetowej bazie raportowania urazów WISQARS na oficjalnej stronie CDC z podziałem na dwa katalogi: 1981-1998 i 1999-2014. W rubryce z zapytaniem o narzędzie zbrodni aktywujemy opcję “Firearm”, z rozwijalnego menu pod Census Region/State wybieramy Rhode Island, po czym wskazujemy rok zgłoszenia incydentów i klikamy przycisk “Submit Request”. Powinny wyskoczyć następujące liczby: dla 1997 – 14 zabójstw, 1998 – 10, 1999 – 21 (7 zgonów więcej niż w 1997), 2000 – 27 (13 zgonów więcej niż w 1997), 2001 – 20 (6), 2002 – 25 (11), 2003 – 21 (7), 2004 – 18 (4), 2005 – 19 (5). Dodajemy: 7+13+6+11+7+4+5=53.

[8] Propozycja 99, przegłosowana w stanowym referendum i podnosząca podatek akcyzowy na sprzedaż wyrobów tytoniowych w Kalifornii, weszła w życie równo 1 stycznia 1989 roku, natomiast ostatni pełny rok uwzględniony w kalkulacjach harwardzkich ekonomistów to 2000.

[9] Jak można prześledzić w banku WISQARS, sumaryczny wskaźnik morderstw z broni palnej w Connecticut w latach 2005-2012 poszybował w górę o 68.5 proc. (1.88 3.17), podczas gdy w Rhode Island zaliczył 20-procentowy zjazd (1.78 1.42), co jeszcze raz dobitnie uświadamia, jak dalece zmanipulowane są wysiłki panów V-W.

[10] Doświadczenia nowojorskie dowodzą, że większość przestępstw jest pochodną okoliczności, na które można wpłynąć bez potrzeby wdrażania kosztownych zmian strukturalnych i społecznych (inżynieria socjalna). Jedyną sferą radykalnych reform podjętych w latach 90. XX wieku przez magistrat NYC były usprawnienia w pracy policji.

[11] Fryer i inni, “Measuring Crack Cocaine and its Impact” (link). Wykorzystując zainteresowanie mediów jako proxy do estymowania rozmiarów epidemii, Reinarman i Levine ustalili, że kryzys zakończył się w roku 1992 (link).

[12] Florenz Plassmann i John Whitley, “Confirming More Guns, Less Crime”, podrozdział “Can Cocaine Use Explain the Results?” (link).

[13] Publiczna radiostacja z okolic St. Louis puściła w drugiej połowie 2008 roku serię programów ostrzegających przed zagrożeniem ze strony murzyńskich cyngli. Wszystkie są do odsłuchania w porządku chronologicznym: odcinek 1, 2 i 3.

[14] Reakcja Tomislava Kovandzica, kryminologa z Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas, na info o nowym tekście ogłoszonym drukiem przez AJPH (link): Codziennie muszę się zmagać z tego rodzaju pseudonaukową fuszerką. Taki artykuł nie dotrwałby do etapu recenzji w żadnym z czołowych wydawnictw o profilu ekonomicznym lub kryminologicznym.