Peter Szewczyk, ekonomista publikujący na łamach “Gazety Prawnej”, w jednym ze swoich ostatnich felietonów napisał (link), że spektakularnej redukcji przestępczości w USA (wykresy → link 1 / link 2) absolutnie nie można tłumaczyć równie spektakularnym wzrostem sprzedaży broni palnej, ponieważ wskaźnik uzbrojonych gospodarstw domowych tak naprawdę od wielu lat systematycznie maleje. Jest zatem odwrotnie: przestępczość spada w związku z kurczącą się liczbą domów z bronią. Ten niezwykle zubożony i rozpowszechniony w niektórych kręgach sposób selektywnego cytowania i interpretowania trendów statystycznych prosi się wręcz o głębszą analizę, którą w niniejszym wątku postaram się przeprowadzić.

Amerykańskie służby federalne oficjalnie nie nadzorują żadnego rejestru, umożliwiającego identyfikację z imienia i nazwiska osób kupujących broń palną; znakomita większość stanów również tego nie praktykuje. Nawet jurysdykcje takie jak Kalifornia czy Nowy Jork, cechujące się dalece bardziej europejskim (restrykcyjnym) podejściem do regulowania cywilnego rynku broni, zaadoptowały u siebie jedynie częściowy system ewidencyjny (strzelby oraz karabiny niezdefiniowane jako “szturmowe” są tam wyłączone spod wymogu rejestracji).

Z pozoru wiarygodnym źródłem wiedzy na temat stanu posiadania broni wśród Amerykanów wydają się być przeprowadzane cyklicznie na losowej próbie dorosłych mieszkańców badania ankietowe. Szkopuł w tym, że kwestie związane z bronią należą tradycyjnie do zagadnień wyjątkowo drażliwych i bardzo podatnych na wszelkie “przesilenia” w polityce; są one również mocno skorelowane z zaufaniem do państwa, a to ostatnimi czasy jest bezprecedensowo niskie (podobnie jak zaufanie do mediów czy ludzi generalnie). W zależności więc od tego, z której strony wieje wiatr, respondenci mogą być bardziej lub mniej skłonni odpowiadać na pytania dotyczące ich prywatnego uzbrojenia.

Jak sprawy wyglądają z perspektywy historycznej?

Do roku 1993 dwa najbardziej renomowane ośrodki sondażowe w USA – Instytut Gallupa oraz Ogólnokrajowe Centrum Badań Opinii Publicznej zlokalizowane przy Uniwersytecie Chicagowskim – regularnie pokazywały, że odsetek gospodarstw domowych, wyposażonych w przynajmniej jedną sztukę broni, oscylował w granicach 45-50 proc. Innymi słowy, przez dwie dekady, począwszy od wczesnych lat 70. XX wieku, wyniki sondaży ustabilizowały się i nie podlegały zauważalnym fluktuacjom – blisko połowa respondentów obdzwanianych przez ankieterów Gallupa i GSS reagowała twierdząco na zapytania o trzymanie broni w domu.

Proponuję spojrzeć teraz na zamieszczone niżej wykresy. Doskonale widać moment tąpnięcia sprzężonego z nagłą woltą w odpowiedziach. Cztery niezależne instytucje (przed rokiem 2004 waszyngtońskie Pew Reaserch Center było znane pod nazwą Times Mirror Center) i ten sam udokumentowany trend – gwałtowny spadek wskaźnika “gun ownership” na przestrzeni lat 1993-2000 do poziomu około ~35 proc.:

sondaze_gun_ownershipOryginalny diagram sprzed rozbicia pochodzi z artykułu Carla Bialika i jest dostępny tu.

Wątpliwości co do dynamiki obserwowanych zmian nasuwają się mimowolnie. Po pierwsze, jakie czynniki mogły spowodować, że w ciągu zaledwie siedmiu lat raportowany przez niemal wszystkie sondażownie odsetek uzbrojonych gospodarstw domowych zmniejszył się nagle o 10-15 proc. w stosunku do dekad poprzednich; i dalej – czy owa obniżka wystąpiła realnie czy stanowi raczej manifestację innego zjawiska społecznego, nieuchwytnego dla “przyrządów pomiarowych”?

Wyjaśnienie obydwu kwestii wymaga znajomości kontekstu politycznego oraz przypomnienia sobie, najlepiej w porządku chronologicznym, wydarzeń, które ogniskowały w tamtym okresie uwagę amerykańskich posiadaczy broni. Zagadnienie to wykracza poza dyskusję akademicką w tym sensie, że wybiórczo samplowane wyniki ankiet służą waszyngtońskim elitom do forsowania narracji o rzekomo słabnącym przywiązaniu Amerykanów do broni palnej. Jak widać, na zasadzie bezmyślnego kopiowania podłapują to także dziennikarze w Polsce.

21-31 sierpnia, rok 1992 oblężenie Ruby Ridge.

Za rządów Busha Seniora na jednej z farm w górach Idaho miała miejsca strzelanina, która przeszła do historii nie tyle z powodu liczby ofiar (ta była niewielka), co kontrowersji, jakie narosły wokół incydentu. Funkcjonariusze biura szeryfa, przy wsparciu agentów federalnych, zastrzelili dwie osoby, należące do izolujących się w regionie separatystów, zgłębiających sedno “Novus Ordo Mundi” w odwołaniu do ultrakonserwatywnych zasad i religii. Rodzina Weaverów tworzyła jedną z takich grup.

Ojciec rodziny, Randy Weaver, podkreślał, że wraz z żoną chciał uciec od skorumpowanego świata i szkół zatruwających ich dzieciom umysły. Pomimo że nie wadzili nikomu, szybko znaleźli się w orbicie zainteresowań rządu. Pojawiły się nawet pomówienia o kontakty ojca z Bractwem Aryjskim i o dokonanie napadu na bank; wszystkie wyssane z palca i sfabrykowane przez ATF. Na skutek paskudnej prowokacji z udziałem federalnego informatora nakłoniono Weavera do sprzedaży dwóch strzelb, których lufy okazały się później o kilka centymetrów krótsze niż zezwalały na to przepisy. W zamian za oddalenie zarzutów zaproponowano mu współpracę przy inwigilacji okolicznych osadników. Weaver nie był jednak skłonny do zaakceptowania “ugody” i zignorował władze, które w odwecie postanowiły go aresztować.

Na podejściu do farmy doszło do strzelaniny i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie wiadomo, kto pierwszy pociągnął za spust. Zginął syn Weavera, a jeden z jego przyjaciół odstrzelił zastępcę szeryfa. Wezwano więc siły federalne, z kolei lokalna policja mocno przejaskrawiła rozwój wypadków, robiąc z Weaverów wywrotową, paramilitarną bojówkę obwarowaną w lesie niczym partyzanci, co doprowadziło do drastycznego poluzowania procedur i w efekcie rządowi snajperzy mogli prowadzić swobodny ogień bez ostrzeżenia. Weaver został ranny, a jego żona zabita strzałem w głowę. Po dziewięciu dniach ojciec wraz z trójką dzieci oraz przebywającym w domu przyjacielem, dzięki mediacji jednego z sąsiadów, poddali się i złożyli broń. Służby aresztowały paru osadników próbujących przyjść mu z pomocą. Po trzech latach i pójściu na ugodę wypłacono rodzinie odszkodowania i podjęto się rzetelnego śledztwa.

* * *

20 stycznia, rok 1993 – na 42. prezydenta USA zaprzysiężono długoletniego gubernatora stanu Arkansas z ramienia Partii Demokratycznej, Billa Clintona, co było równoznaczne z uruchomieniem największej w powojennych dziejach Ameryki ofensywy propagandowo-legislacyjnej skierowanej przeciwko broni palnej.

* * *

28 luty-19 kwietnia, rok 1993 – masakra na farmie w teksańskim Waco.

Znowu poszło o broń. Władze federalne niesłusznie oskarżyły Davida Koresha, przywódcę apokaliptycznej sekty Gałęzi Dawidowej, o gromadzenie na terenie kompleksu religijnego zabronionych przepisami federalnymi jednostek broni palnej, w tym strzelb krótkolufowych oraz części służących do budowy M-16 (komory spustowe). Dowiedziawszy się o toczącym się w jego sprawie śledztwie, Koresh zgodził się przyjąć z wizytą wysłanników ATF, ci jednak odmówili dokonania inspekcji. Wkrótce udało im się uzyskać nakaz aresztowania, który oparty był nie na solidnym materiale dowodowym, że członkowie sekty dysponują nielegalną bronią, lecz na przypuszczeniach, że posiadane przez nich legalnie modele broni samopowtarzalnej mogą być w każdej chwili przerobione i przystosowane do strzelania ogniem ciągłym. Nalot rozpoczął się z samego rana w niedzielę, 28 lutego. 

Sekciarze spodziewali się ataku, ATF wiedziało, że Koresh spodziewa się ataku, krótko mówiąc, obie strony od pewnego momenty dążyły już tylko do bezpośredniej konfrontacji. W wyniku strzelaniny zginęło czterech agentów ATF, a szesnastu zostało rannych. Po stronie Gałęzi Dawidowej ofiar śmiertelnych było sześć, przy czym dwóch członków sekty zginęło z rąk swoich współwyznawców.

Wezwano na pomoc FBI. Rozpoczęło się trwające 51 dni oblężenie zwieńczone tragicznym finałem. Federalni, używając ciężkiego sprzętu, w tym kawalkady opancerzonych pojazdów gąsienicowych (pięć czołgów saperskich M728 Combat pozyskanych od armii i dziewięć wozów bojowych piechoty z zainstalowanymi wyrzutniami granatów) zainicjowali metodyczne demolowanie kompleksu, przez kilka godzin wypompowując i wstrzeliwując do jego wnętrza łatwopalny gaz łzawiący. Podczas tej akcji wybuchł pożar, który wkrótce strawił wszystkie budynki wraz z zabarykadowanymi w środku ludźmi. Łącznie zginęło 76 osób – mężczyzn, kobiet i dzieci. Atak zatwierdzili Clinton i ówczesna pani prokurator generalna Janet Reno.

* * *

7 października, rok 1993 – prestiżowe wydawnictwo “New England Journal of Medicine” opublikowało pracę Arthura Kellermanna o ryzyku trzymania broni w domu, doprowadzając w rezultacie do eskalacji konfliktu między kierownictwem NRA a biurokracją medyczną CDC.

* * *

13 września, rok 1994 – Kongres uchwalił federalny zakaz produkcji, przenoszenia własności i posiadania samopowtarzalnej broni szturmowej (Federal Assault Weapons Ban, w skrócie: AWB) oraz urządzeń zasilających w amunicję o dużej pojemności – magazynków, taśm i bębnów (ustawa wygasła w 2004 roku). 

Przymiarki do zaprowadzenia nowego reżimu regulacyjnego trwały od co najmniej sześć lat, a wodą na młyn dla polityków były dwa tragiczne incydenty, które zdarzyły się w Kalifornii: masakra w szkole podstawowej w Stockton, gdzie zginęło pięcioro dzieci, a trzydzieści osób odniosło obrażenia, oraz słynna egzekucja ośmiu pracowników biurowca przy 101 California Street w San Francisco. Twarzami kampanii na rzecz zaostrzenia przepisów stały się kobiety: burmistrz “The City by the Bay”, potem demokratyczna senator, Dianne Feinstein, oraz jej wierna przyjaciółka, Barbara Boxer. Obie wprost fanatycznie nienawidzące broni i otwarcie deklarujące gotowość przeprowadzenia federalnej konfiskaty.

Do wzmagającego chóru kalifornijskich krzykaczy dołączyli niebawem prominentni politycy ze Wschodniego Wybrzeża, w tym republikański mer Nowego Jorku, Rudolph Giuliani. W telewizyjnych reklamówkach i spotach konsekwentnie epatowano wizerunkiem białych dzieci i białych rodziców z klasy średniej jako głównych ofiar “epidemii przemocy”, z kolei zastępca prokuratora generalnego, Eric Holder, nauczał o konieczności “prania mózgów”:

Co musimy zrobić, to zmienić sposób, w jaki ludzie postrzegają broń – zwłaszcza ludzie młodzi. Musimy zadziałać tak samo jak w przypadku papierosów – sprawić, żeby broń nie była postrzegana jako coś fajnego i akceptowalnego. (…) Nie wystarczy, że w poniedziałek puścimy chwytliwą reklamówkę. Musimy to powtarzać każdego dnia. Musimy wyprać ludziom mózgi, żeby zaczęli myśleć o broni zupełnie inaczej niż dotychczas.

[What we need to do is change the way in which people think about guns, especially young people, and make it something that’s not cool, that it’s not acceptable, it’s not hip to carry a gun anymore, in the way in which we changed our attitudes about cigarettes. (…) We need to do it every day and really brainwash people into thinking about guns in a vastly different way.]

* * *

19 kwietnia, rok 1995 – zamach bombowy w Oklahoma City.

Krótko: o godzinie 9:02 czasu lokalnego w budynek federalny im. Alfreda P. Murraha w centrum miasta wjechała ciężarówka wypełniona ropą oraz nawozem azotowym. Zginęło 168 osób (w tym dziewiętnaścioro dzieci). Podmuch eksplozji był tak potężny, że 324 obiekty (domy, biurowce, apartamenty mieszkalne) w obrębie szesnastu przecznic zostały zniszczone lub uszkodzone, spłonęło 86 samochodów, a szyby popękały w 258 pobliskich zabudowach. Timothy McVeigh za udział w ataku został skazany na śmierć – miała to być jego zemsta za masakrę w Waco.

Federalni wykorzystali później zamach do skompromitowania idei milicji obywatelskiej, która na początku lat 90. przybierała na sile i liczebności rekrutów w postępie geometrycznym. W tym temacie polecam szczególnie reportaż kanadyjskiej ekipy Vice “One of America’s Most Notorious Militias” – o paramilitarnych grupach survivalowych z Michigan; jest tam sporo o Oklahoma City. Jeden ze starszych panów wspomina:

Musieli nas jakoś spacyfikować, bo rozrastaliśmy się tak szybko na przestrzeni całego kraju, że groziło to zachwianiem władzy rządu federalnego. (…) Zmierzaliśmy do bezpośredniej konfrontacji z rządem, ale zamach wytrącił nas z tego toru. Wszystko zmieniło się po Oklahoma City. Wielu ludzi odpadło z naszych szeregów, inni zeszli do podziemia, a jeszcze inni bardziej się zradykalizowali.

Takie oto realne, psychologiczne i symboliczne dziedzictwo pozostawiła po sobie w spadku ścisła administracja Clintona-Gore’a, maszerująca wówczas na czele pochodu aktywistów rozbrojeniowych. Niepokojący klimat polityczny schyłku stulecia wrył się na stałe w zbiorowej pamięci Amerykanów. W kontekście przywołanych wydarzeń nie powinno więc nikogo dziwić, że odsetek ludzi, przyznających się do trzymania broni palnej w domu, zauważalnie zmalał właśnie w tamtym okresie, a wzrósł procent osób świadomie ukrywających swój rzeczywisty stan posiadania [1]:

cbs_pollOryginalny diagram sprzed modyfikacji dostępny tu

Niestety, informacja ta bywa często przedstawiana w niepoprawny, stronniczy lub niepełny sposób. Zdumiewające jest również kompletne bagatelizowanie faktu, że poza badaniami opinii publicznej istnieje wręcz zatrzęsienie empirycznych dowodów wskazujących na to, iż odsetek zarówno indywidualnych właścicieli broni palnej, jak i uzbrojonych gospodarstw domowych znajduje się aktualnie na najwyższym poziomie w historii:

  • Na ostatnie dwie dekady przypada bezprecedensowy boom w przyznawaniu licencji na noszenie ukrytej broni w miejscach publicznych: w roku 1997 około 1.3 miliona Amerykanów legitymowało się zezwoleniem, a w 2017, według ostrożnych szacunków, (ostrożnych, bo nieuwzględniających dwunastu jurysdykcji “bezpozwoleniowych”) już 16.3 miliona.
  • W bagażach podręcznych kontrolerzy TSA wykrywają rekordowe liczby broni krótkiej; 
  • W Illinois stopniowo rośnie liczba wydawanych Kart Identyfikacyjnych Właścicieli Broni Palnej (Firearm Owners Identification/FOID).
  • W ciągu minionych pięciu lat liczba certyfikowanych instruktorów strzelectwa poszybowała w górę o ponad 60 proc., co jasno dowodzi, że zwiększył się popyt na tego rodzaju usługi (treningi strzeleckie, kursy bezpiecznego posługiwania się bronią).
  • 1/5 osób zaangażowanych w strzelectwo sportowe zaczęła uprawiać tę dyscyplinę dopiero w ostatnich latach. Są wśród nich głównie ludzie młodzi, kobiety i mieszkańcy miast. Strzelcy z przedziału wiekowego 18-34 lata składają się na 66 proc. nowych sportowców.
  • Pod rządami Obamy ludność USA zgromadziła tyle broni, że w wielu stanach zaczęło brakować wolnych strzelnic, które mogłyby obsłużyć klientów. W Minnesocie chętnych do nauki strzelectwa jest więcej niż są w stanie pomieścić aktualnie istniejące obiekty, dlatego już nawet policja udostępnia tam swoje ośrodki treningowe osobom z zewnątrz. Jest to trend ogólnokrajowy i jak jeszcze na początku roku producenci nie nadążali z podażą broni i amunicji, tak teraz właściciele klubów strzeleckich nie nadążają z otwieraniem kolejnych interesów, wśród których trafiają się nierzadko nowoczesne centra rozrywki, kosztujące miliony dolarów.
  • Amerykański cywilny przemysł zbrojeniowy przeżywa istną bonanzę: w ciągu zaledwie ośmiu lat przybyło ponad sto tysięcy dodatkowych miejsc pracy (wzrost o 75 proc. w stosunku do roku 2008), a skumulowana wartość produkcji krajowej osiągnęła pułap 49 miliardów dolarów (skok o 158 proc. z 19 miliardów u schyłku drugiej kadencji Busha).
  • W analogicznym okresie liczba licencjonowanych zakładów rusznikarskich i firm produkujących broń pofrunęła w kosmos o 250 proc. (w 2009 roku ATF wydało trzy tysiące koncesji, w 2016 – jedenaście tysięcy).
  • “New York Times” donosi: kobiety coraz częściej chwytają za broń.
  • AKTUALIZACJA 15/07/2014

Badacze z kręgu nauk społecznych, którzy zajmują się analizowaniem danych ankietowych, doskonale znają zjawisko niedoszacowania, występujące w sytuacji, gdy pytania dotyczące prywatnej i/lub intymnej sfery życia zadawane są w formie bezpośredniej. Indagowanie rozmówców za pomocą sekwencji pytań w postaci zawoalowanej (veiled questions) umożliwia skorygowanie tego błędu, czego dobitnym przykładem są zachowania/preferencje seksualne. Ponieważ broń również zalicza się do kategorii zagadnień “poufnych”, dopiero zastosowanie metody “niebezpośredniej” generuje obraz bliższy rzeczywistości, tj. wskaźnik posiadania broni między 50-60 proc.

  • AKTUALIZACJA 27/09/2015

Ogromna większość stanów zezwala na prywatne transakcje poza radarem systemu NICS; wiadomo też, że broń bywa kradziona albo przepada bez wieści i w wielu jurysdykcjach nie ma obowiązku meldowania takiej zguby organom ścigania. Gary Kleck i Kevin Wang skalkulowali, że co roku w USA kryminaliści pozyskują wszelkimi możliwymi metodami grubo ponad pół miliona sztuk broni krótkiej (400-600 tysięcy) i że są to estymacje konserwatywne (Even conservative estimates indicate that the number of handguns annually obtained by criminals by all methods exceeds 600,000 even in low-crime years). Autorzy zaznaczają, że jest to wystarczająca ilość do wyposażenia w broń całej populacji przestępców działających na terenie Ameryki Północnej, nawet gdyby pierwszego stycznia każdego roku zerować ich stan posiadania.

Wspominam o tym, ponieważ niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w USA broń palna krąży między ludźmi i nie musi być trwale przypisana do początkowego nabywcy. Poniżej na wykresach podaję wartości absolutne i relatywne odnośnie liczby egzemplarzy:

number-of-guns-in-US

Statystyki skompilowałem z dwóch źródeł: dla przedziału 1945-1987 z książki Klecka “Point Blank: Guns and Violence in America” (tabela 2.1), dla dekad późniejszych – z najnowszego raportu ATF. Metodykę zaproponowaną przez Klecka (skumulowana produkcja krajowa z kolejnych lat plus import minus eksport z wykluczeniem zamówień dla armii) zaaplikowałem do zestawień zaczerpniętych z federalnego bilansu, po czym zaokrągliłem je do najbliższego miliona. Z uwagi na deficyt informacji dane liczbowe nie zostały skorygowane o broń palną, która uległa destrukcji tudzież mechanicznemu zużyciu w analizowanym okresie ani o jednostki zgubione czy nielegalnie wyprowadzone za granicę. Z tych samych powodów nie skorygowałem pomiarów o broń nielegalnie zaimportowaną do USA, broń pochodzenia wojskowego, która mogła przeniknąć do sektora cywilnego, czy wreszcie o broń wytworzoną legalnie, ale nieposiadającą numerów seryjnych [2].

  • AKTUALIZACJA 10/09/2017

Info sprzed paru dni: sondaż WSJ i NBC News odnotował najwyższy wskaźnik uzbrojonych gospodarstw domowych w historii swoich pomiarów: 48 proc. respondentów ujawniło, że w ich domu trzyma się broń palną, przy czym odsetek ten jest i tak zaniżony o ~9 proc. (patrz przypis nr 1). Ponadto w zeszłym roku – co kompletnie umknęło mediom – w ankiecie PEW Research Center 44 proc. domów zaraportowało posiadanie broni (dodatkowo 5 proc. osób nie udzieliło wiążącej odpowiedzi). Oznacza to, że wskaźnik amerykańskich domostw z bronią palną spokojnie przekracza 50 proc.

_________________

[1] Cytat z pracy “Measures of Gun Ownership Levels”: Surveys themselves are subject to errors and probably underestimate gun ownership, perhaps by 5 percent to 13 percent (link).

Firma Zogby Analytic spytała ostatnio losową próbę respondentów, czy gdyby zadzwonił do nich ankieter, sondując na temat broni palnej, to zgodnie z prawdą ujawniliby przed nim newralgiczne informacje czy odprawili go z kwitkiem. 36 proc. Amerykanów wybrało anonimowość i zadeklarowało niechęć do rozmowy (plik).

Innym pośrednim dowodem na to, że amerykańscy cywile masowo okłamują ankieterów, są statystyki dotyczące ignorowania procedur rejestracyjnych. W Nowym Jorku (stan) w rękach prywatnych znajduje się około miliona egzemplarzy broni definiowanej przez lokalne prawo jako “szturmowa”. Od wejścia w życie niesławnego the SAFE Act w styczniu 2013 roku zarejestrowano tylko 4 proc z tego miliona. Z tych 4 proc. blisko połowa pochodzi z miasta Nowy Jork i okalających go przedmieść. W Connecticut bardzo podobnie – ogromna większość posiadaczy szybkostrzelnych karabinów (nawet 90 proc.) nie zgłasza się do punktów ewidencyjnych.

[2] Wbrew pozorom jest to gigantyczny i bardzo dochodowy rynek zbytu. Dimitros Karras, właściciel sklepu Ares Armor z siedzibą w Oceanside w hrabstwie San Diego, potrafi miesięcznie “rzucić na ulice” tysiące egzemplarzy nieoznakowanych komór spustowych do karabinów AR-15 (link); zbudowanie potem w pełni funkcjonalnej broni na bazie takiego bloku aluminium czy polimeru nie nastręcza kłopotów.