Najnowszy raport SAS z roku 2018 szacuje rozmiary amerykańskiego cywilnego rynku broni palnej na blisko 400 milionów egzemplarzy (dokładnie 393 miliony 300 tysięcy), co oznacza, że w ciągu ~25 lat przybyło ponad 200 milionów dodatkowych jednostek.

————————————————————————

Peter Szewczyk, dziennikarz ekonomiczny publikujący na łamach “Gazety Prawnej”, w swoim ostatnim felietonie napisał, że spektakularnej redukcji przestępczości w USA (link 1 / link 2) nie da się skorelować z równie spektakularnym wzrostem sprzedaży broni palnej, ponieważ tak naprawdę wskaźnik uzbrojonych gospodarstw domowych od lat systematycznie maleje. Jest zatem odwrotnie: przestępczość spada w związku z kurczącą się liczbą domów z bronią. Ten niezwykle rozpowszechniony w niektórych kręgach sposób wybiórczego interpretowania i cytowania trendów statystycznych prosi się wręcz o głębszą analizę, którą w niniejszym wątku zamierzam przeprowadzić.

Amerykańskie służby federalne nie nadzorują żadnego rejestru, umożliwiającego identyfikację z imienia i nazwiska osób kupujących broń palną; znakomita większość stanów również tego nie praktykuje [1]. Nawet jurysdykcje takie jak Kalifornia czy Nowy Jork, cechujące się dalece bardziej restrykcyjnym podejściem do regulowania cywilnego rynku broni, zaadoptowały u siebie jedynie częściowy system ewidencyjny (strzelby oraz karabiny niezdefiniowane jako “szturmowe” wyłączone są spod wymogu rejestracyjnego). W tej sytuacji z pozoru rzetelnym źródłem wiedzy na temat zgromadzonej przez Amerykanów broni wydają się przeprowadzane cyklicznie badania ankietowe. Napisałem “z pozoru” i “wydają się”, bo kwestie związane z jej posiadaniem czy użytkowaniem należą tradycyjnie do zagadnień wyjątkowo drażliwych i są też silnie sprzężone z zaufaniem do waszyngtońskich elit politycznych, to zaś ostatnimi czasy jest bezprecedensowo niskie.

Jak sprawy wyglądają z perspektywy historycznej?

Do roku ~1993 dwa najbardziej renomowane ośrodki sondażowe w USA – Instytut Gallupa oraz Ogólnokrajowe Centrum Badań Opinii Publicznej (NORC) zlokalizowane na kampusie Uniwersytetu Chicagowskiego – regularnie pokazywały, że odsetek gospodarstw domowych, wyposażonych w przynajmniej jedną sztukę broni, oscylował w granicach 45-50 proc. Innymi słowy, przez ponad dwie dekady, począwszy od wczesnych lat 70. XX wieku, wyniki sondaży ustabilizowały się i nie podlegały zauważalnym fluktuacjom – blisko połowa respondentów, obdzwanianych i/lub odwiedzanych przez ankieterów Gallupa i GSS, reagowała twierdząco na zapytania o trzymanie broni w domu.

Proponuję spojrzeć teraz na zamieszczone niżej wykresy. Doskonale widać na nich moment tąpnięcia. Cztery niezależne instytucje (przed rokiem 2004 waszyngtońskie Pew Reaserch Center znane było jako Times Mirror Center) i ten sam udokumentowany trend – gwałtowny spadek wskaźnika “gun ownership” na przestrzeni lat 1993-2000 do poziomu około ~35 proc.:

sondaze_gun_ownershipOryginalny diagram sprzed rozbicia pochodzi z artykułu Carla Bialika i jest dostępny tu.

Wątpliwości co do dynamiki obserwowanych zmian nasuwają się mimowolnie. Po pierwsze, jakie czynniki mogły spowodować, że w ciągu zaledwie siedmiu lat raportowany przez niemal wszystkie sondażownie odsetek uzbrojonych gospodarstw domowych zmniejszył się nagle o 10-15 proc. w stosunku do dekad poprzednich; i dalej – czy owa obniżka wystąpiła realnie czy stanowi artefakt statystyczny [2], będący manifestacją jakiegoś innego zjawiska społecznego, nieuchwytnego dla “przyrządów pomiarowych”?

Wyjaśnienie obydwu kwestii wymaga znajomości kontekstu politycznego oraz przypomnienia sobie, najlepiej w porządku chronologicznym, istotnych wydarzeń, które ogniskowały wtedy uwagę amerykańskich posiadaczy broni. Zagadnienie to wykracza poza dyskusję akademicką w tym sensie, że wycinkowo samplowane ankiety służą często dziennikarzom w mediach do forsowania absurdalnej narracji o rzekomo słabnącym przywiązaniu Amerykanów do broni palnej. Jak widać, na zasadzie bezmyślnego kopiowania frazesów podłapują to i reprodukują także polscy publicyści.

21-31 sierpnia, rok 1992 oblężenie Ruby Ridge.

Za rządów Busha Seniora na jednej z farm w górach Idaho miała miejsca strzelanina, która przeszła do historii nie tyle z powodu liczby ofiar (ta była niewielka), co kontrowersji, jakie narosły wokół incydentu. Funkcjonariusze biura szeryfa, przy wsparciu agentów federalnych, zastrzelili dwie osoby, należące do izolujących się w regionie separatystów, zgłębiających sedno “Novus Ordo Mundi” w odwołaniu do ultrakonserwatywnych zasad i religii. Rodzina Weaverów tworzyła jedną z takich grup.

Ojciec rodziny, Randy Weaver, podkreślał, że razem z żoną chcieli uciec od skorumpowanego świata i szkół zatruwających ich dzieciom umysły. Pomimo że nie wadzili nikomu, szybko znaleźli się w orbicie zainteresowań rządu. Pojawiły się nawet pomówienia o kontakty ojca z Bractwem Aryjskim i o dokonanie napadu na bank; wszystkie wyssane z palca i sfabrykowane przez ATF. Na skutek paskudnej prowokacji z udziałem federalnego informatora nakłoniono Weavera do sprzedaży dwóch strzelb, których lufy okazały się później o kilka centymetrów krótsze niż zezwalały na to przepisy. W zamian za oddalenie zarzutów zaproponowano mu współpracę przy inwigilacji okolicznych osadników. Weaver nie był skory do zaakceptowania “ugody” i zignorował władze, które w odwecie postanowiły go aresztować.

Na podejściu do farmy rozpętała się strzelanina i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie wiadomo, kto pierwszy nacisnął spust. Padł trupem syn Weavera, a jeden z jego przyjaciół odstrzelił zastępcę szeryfa. Z marszu wezwano siły federalne, z kolei lokalna policja mocno przejaskrawiła rozwój wypadków, robiąc z Weaverów wywrotową, paramilitarną bojówkę, co doprowadziło do drastycznego poluzowania procedur i w efekcie rządowi snajperzy mogli prowadzić swobodny ogień bez ostrzeżenia. Weaver został ranny w ramię, a jego żona zabita strzałem w twarz. Po dziewięciu dniach ojciec wraz z trójką dzieci oraz przebywającym w domu przyjacielem, dzięki mediacji sąsiadów, poddali się i złożyli broń. Służby aresztowały jeszcze garstkę osadników, próbujących przyjść im z odsieczą. Po trzech latach sądowych batalii wypłacono rodzinie odszkodowania i podjęto się uczciwego śledztwa.

* * *

17 października, rok 1992 – głośne zabójstwo japońskiego studenta z wymiany, Yoshihiro Hattoriego, który po drodze na imprezę halloweenową nieświadomie wszedł na teren cudzej posesji i zginął od kuli jej właściciela, gdyż ten omyłkowo wziął go za włamywacza. Strzelca niebawem uniewinniono, co wywindowało Luizjanę oraz całą amerykańską kulturę broni na pierwsze strony światowych gazet. Rodziców chłopaka zaproszono do Białego Domu.

* * *

20 stycznia, rok 1993 – na 42. prezydenta USA zaprzysiężono długoletniego gubernatora stanu Arkansas z namaszczenia Partii Demokratycznej, Billa Clintona, co było równoznaczne z rozhulaniem największej ofensywy propagandowo-legislacyjnej skierowanej przeciwko broni palnej w powojennych dziejach Ameryki.

* * *

28 luty-19 kwietnia, rok 1993 – masakra na farmie w teksańskim Waco.

Agenci ATF od dawna podejrzewali Davida Koresha, przywódcę apokaliptycznej sekty Gałęzi Dawidowej, o potajemne gromadzenie na terenie kompleksu religijnego objętych prohibicją jednostek broni palnej, w tym strzelb krótkolufowych oraz komór spustowych, służących do budowy wojskowych modeli karabinów M-16. Dowiedziawszy się o toczącym się w jego sprawie śledztwie, Koresh zgodził się przyjąć z wizytą wysłanników ATF, ci jednak odmówili dokonania inspekcji. Wkrótce udało im się uzyskać nakaz przeszukania. Nalot rozpoczął się z samego rana w niedzielę, 28 lutego. 

Sekciarze spodziewali się ataku, federalni wiedzieli, że Koresh spodziewa się ataku, krótko mówiąc, obie strony od pewnego momenty dążyły już tylko do bezpośredniej konfrontacji. W wyniku strzelaniny zginęło czterech agentów ATF, a szesnastu odniosło obrażenia. W gronie wyznawców Gałęzi Dawidowej ofiar śmiertelnych było pięć, z czego aż dwie zostały trafione przez swoich towarzyszy niedoli.

Wezwano na pomoc FBI, inicjując trwające 51 dni oblężenie, zwieńczone tragicznym finałem. Siły rządowe, wykorzystując przewagę w postaci ciężkiego sprzętu, w tym długiej kawalkady opancerzonych pojazdów gąsienicowych (dokładnie pięciu czołgów saperskich M728 Combat pożyczonych od armii i dziewięciu wozów bojowych piechoty z wyrzutniami granatów), ruszyły z akcją metodycznego demolowania obiektu, przez kilka godzin bez przerwy wypompowując i wstrzeliwując do jego wnętrza łatwopalny gaz łzawiący. Wkrótce wybuchł pożar, który strawił wszystkie budynki wraz z zabarykadowanymi w środku ludźmi. Łącznie spłonęło 76 osób – mężczyzn, kobiet i dzieci. Atak gazem zatwierdzili Clinton i prokurator generalna, Janet Reno.

* * *

7 października, rok 1993 – prestiżowe wydawnictwo “The New England Journal of Medicine” opublikowało pracę Arthura Kellermanna o ryzyku trzymania broni w domu, doprowadzając w rezultacie do eskalacji konfliktu między kierownictwem NRA a biurokracją medyczną CDC.

* * *

13 września, rok 1994 – Kongres uchwalił federalny zakaz produkcji, przenoszenia własności i posiadania samopowtarzalnej broni szturmowej (Federal Assault Weapons Ban, w skrócie: AWB) oraz urządzeń zasilających w amunicję o dużej pojemności – magazynków, bębnów i taśm (ustawa wygasła w 2004 roku). 

Przymiarki do zaprowadzenia nowego reżimu regulacyjnego trwały od co najmniej sześć lat, a wodą na młyn dla antybroniowych polityków były dwa tragiczne incydenty, które zdarzyły się w Kalifornii: masakra w podstawówce w Stockton, gdzie zginęło pięcioro dzieci, a trzydzieści osób odniosło obrażenia, i słynna egzekucja ośmiu pracowników biurowca przy 101 California Street w San Francisco. Twarzami kampanii na rzecz zaostrzenia przepisów stały się kobiety: pani prezydent “The City by the Bay”, potem demokratyczna senator, Dianne Feinstein, oraz jej wierna przyjaciółka, Barbara Boxer. Obie wprost fanatycznie nienawidzące broni i otwarcie deklarujące gotowość do przeprowadzenia konfiskaty “szybkostrzelnych” karabinów.

Do wzmagającego chóru kalifornijskich krzykaczy dołączyli niebawem prominentni politycy ze Wschodniego Wybrzeża, w tym republikański burmistrz Nowego Jorku, Rudolph Giuliani. W telewizyjnych reklamówkach i spotach konsekwentnie epatowano wizerunkiem białych dzieci i białych rodziców z klasy średniej jako głównych ofiar “epidemii przemocy”, z kolei zastępca prokuratora krajowego, Eric Holder, nauczał o konieczności “prania mózgów”:

Co musimy zrobić, to zmienić sposób, w jaki ludzie postrzegają broń – zwłaszcza ludzie młodzi. Musimy zadziałać tak samo jak w przypadku papierosów – sprawić, żeby broń nie była postrzegana jako coś fajnego i akceptowalnego. (…) Nie wystarczy, że w poniedziałek puścimy chwytliwą reklamówkę. Musimy to powtarzać każdego dnia. Musimy wyprać ludziom mózgi, żeby zaczęli myśleć o broni zupełnie inaczej niż dotychczas.

[What we need to do is change the way in which people think about guns, especially young people, and make it something that’s not cool, that it’s not acceptable, it’s not hip to carry a gun anymore, in the way in which we changed our attitudes about cigarettes. (…) We need to do it every day and really brainwash people into thinking about guns in a vastly different way.]

* * *

19 kwietnia, rok 1995 – zamach bombowy w Oklahoma City.

Krótko: o godzinie 9:02 czasu lokalnego w budynek federalny imienia Alfreda P. Murraha w centrum miasta wjechała ciężarówka wypełniona ropą oraz nawozem azotowym. Zginęło 168 osób (w tym dziewiętnaścioro dzieci). Podmuch eksplozji był tak potężny, że 324 obiekty (domy, biurowce, apartamenty mieszkalne) w obrębie szesnastu przecznic zostały zniszczone lub uszkodzone, spłonęło 86 samochodów, a szyby popękały w 258 pobliskich zabudowach. Timothy McVeigh za udział w ataku został skazany na śmierć – miała to być jego zemsta za masakrę w Waco. Federalni wykorzystali później zamach do skompromitowania idei milicji obywatelskiej, która na początku lat 90. przybierała na sile:

NETFLIX, “Oklahoma City”

VICE, “One of America’s Most Notorious Militias”

Ludzie byli przerażeni. Część wycofała się do podziemia, inni definitywnie zrezygnowali z udziału, zdając sobie sprawę, że to nie jest weekendowy paintball w lesie, a jeszcze inni bardziej się zradykalizowali. (…) Musieli nas jakoś spacyfikować, bo rozrastaliśmy się tak szybko na przestrzeni całego kraju, że groziło to zachwianiem władzy rządu federalnego. (…) Zmierzaliśmy do bezpośredniej konfrontacji z rządem, ale zamach wytrącił nas z tego toru. (…) Wszystko zmieniło się po Oklahoma City. Zmieniło się drastycznie.

Oto realne dziedzictwo, jakie pozostawiła po sobie w spadku ścisła administracja Clintona-Gore’a, maszerująca wówczas na czele pochodu aktywistów rozbrojeniowych. Niepokojący klimat polityczny schyłku stulecia wrył się na stałe w zbiorowej świadomości Amerykanów. W kontekście przywołanych wydarzeń nie powinno zatem nikogo szokować, że odsetek ludzi, przyznających się do trzymania broni palnej w domu, zauważalnie zmalał właśnie w tamtym okresie, wzrósł natomiast procent osób zaprzeczających, że takową posiada [3]:

cbs_pollOryginalny diagram sprzed modyfikacji dostępny tu

Niestety, informacja ta jest notorycznie przedstawiana w niepoprawny, stronniczy lub niepełny sposób. Zdumiewające jest również kompletne bagatelizowanie faktu, że poza badaniami opinii publicznej istnieje wręcz zatrzęsienie empirycznych dowodów wskazujących na to, iż odsetek zarówno indywidualnych właścicieli broni palnej, jak i uzbrojonych gospodarstw domowych znajduje się aktualnie na najwyższym poziomie w historii:

  • Na ostatnie dwie dekady przypada bezprecedensowy boom w przyznawaniu licencji na noszenie ukrytej broni w miejscach publicznych: w roku 1997 około 1.3 miliona Amerykanów legitymowało się zezwoleniem, a w 2017, według ostrożnych szacunków, (ostrożnych, bo nieuwzględniających dwunastu jurysdykcji “bezpozwoleniowych”) już 16.3 miliona.
  • W bagażach podręcznych kontrolerzy TSA wykrywają rekordowe liczby broni krótkiej; 
  • W Illinois stopniowo rośnie liczba wydawanych Kart Identyfikacyjnych Właścicieli Broni Palnej (Firearm Owners Identification/FOID).
  • W przeciągu minionych pięciu lat liczba certyfikowanych instruktorów strzelectwa poszybowała w górę o ponad 60 proc., co jasno dowodzi, że zwiększył się popyt na tego rodzaju usługi (treningi strzeleckie, kursy bezpiecznego posługiwania się bronią).
  • 1/5 osób zaangażowanych w strzelectwo sportowe zaczęła uprawiać tę dyscyplinę relatywnie niedawno. Są wśród nich głównie ludzie młodzi, kobiety i mieszkańcy miast. Strzelcy z przedziału wiekowego 18-34 lata składają się na 66 proc. nowych sportowców.
  • Pod rządami Obamy ludność USA zgromadziła tyle broni, że w wielu stanach zaczęło brakować wolnych strzelnic, które mogłyby obsłużyć klientów. W Minnesocie chętnych do nauki strzelectwa jest więcej niż są w stanie pomieścić aktualnie istniejące obiekty, dlatego już nawet policja udostępnia tam swoje ośrodki treningowe osobom z zewnątrz. Jest to trend ogólnokrajowy i jak jeszcze na początku roku producenci nie nadążali z podażą broni i amunicji, tak teraz właściciele klubów strzeleckich nie nadążają z otwieraniem kolejnych interesów, wśród których trafiają się nierzadko nowoczesne centra rozrywki, kosztujące miliony dolarów.
  • Amerykański cywilny przemysł zbrojeniowy przeżywa istną bonanzę: w ciągu zaledwie ośmiu lat przybyło ponad sto tysięcy dodatkowych miejsc pracy (wzrost o 75 proc. w stosunku do roku 2008), a skumulowana wartość produkcji krajowej osiągnęła pułap 49 miliardów dolarów (skok o 158 proc. z 19 miliardów u schyłku drugiej kadencji Busha).
  • W analogicznym okresie liczba licencjonowanych zakładów rusznikarskich i firm produkujących broń pofrunęła w kosmos o 250 proc. (w 2009 roku ATF wydało trzy tysiące koncesji, w 2016 – jedenaście tysięcy).
  • “New York Times” donosi: kobiety coraz częściej chwytają za broń.
  • AKTUALIZACJA 10/09/2017

Info sprzed paru dni: sondaż WSJ i NBC News odnotował najwyższy wskaźnik uzbrojonych gospodarstw domowych w historii swoich pomiarów: 48 proc. respondentów ujawniło, że w ich domu trzyma się broń palną, przy czym odsetek ten jest i tak zaniżony o ~9 proc. Ponadto w zeszłym roku – co kompletnie umknęło mediom – w ankiecie PEW Research Center 44 proc. domów zaraportowało posiadanie broni (dodatkowo 5 proc. osób nie udzieliło wiążącej odpowiedzi). Oznacza to, że aktualny wskaźnik amerykańskich domostw z bronią palną spokojnie przekracza 50 proc.

_________________

[1] W odróżnieniu od większości krajów, w których broń palna podlega centralnej rejestracji i jest trwale przypisana do początkowego nabywcy, w Ameryce może ona na zasadzie swobodnej wymiany krążyć między ludźmi. Ogromna większość stanów zezwala bowiem na prywatne transakcje poza radarem systemu NICS. Szacuje się, że ponad 20 proc. transferów odbywa się bez pośrednictwa koncesjonowanych sklepów, a co za tym idzie, nie ma po nich śladów w papierach. Warto przy okazji dodać, że raptem dwanaście jurysdykcji wymusza konieczność zgłaszania zgubionej albo skradzionej broni (przy czym nawet w tych miejscach, gdzie wymóg meldowania policji o zgubie obowiązuje formalnie, przepisy te rzadko bywają egzekwowane). Poniżej wartości absolutne i relatywne opisujące dynamikę przyrostu liczby egzemplarzy broni palnej w USA od końca II wojny światowej:

Statystyki skompilowałem z dwóch źródeł: dla przedziału 1945-1987 z książki Gary’ego Klecka “Point Blank: Guns and Violence in America” (zobacz tabela 2.1), dla dekad późniejszych – z najnowszego raportu ATF. Metodykę zaproponowaną przez Klecka (skumulowana produkcja krajowa z kolejnych lat plus import minus eksport z wykluczeniem zamówień dla armii) zaaplikowałem do zestawień zaczerpniętych z federalnego bilansu, po czym zaokrągliłem je do najbliższego miliona. Z uwagi na deficyt informacji dane nie zostały skorygowane o broń palną, która uległa destrukcji tudzież mechanicznemu zużyciu w analizowanym okresie ani o jednostki zgubione czy nielegalnie wyprowadzone za granicę. Z tych samych powodów nie skorygowałem pomiarów o broń nielegalnie zaimportowaną do USA, broń pochodzenia wojskowego, która mogła przeniknąć do sektora cywilnego, czy wreszcie o broń palną wytworzoną legalnie, ale pozbawioną numerów seryjnych. Ta ostatnia stanowi zresztą zaskakująco dochodowy biznes. Dimitros Karras, właściciel sklepu Ares Armor z siedzibą w Oceanside w hrabstwie San Diego, chwali się, że miesięcznie potrafi “rzucić na ulice” tysiące sztuk nieoznakowanych komór spustowych do karabinów AR-15; zbudowanie w pełni funkcjonalnej broni na bazie takiego bloku aluminium czy polimeru nie nastręcza kłopotów.

[2] Cytat z pracy “Measures of Gun Ownership Levels” (link):

A sharp one-time drop of about seven percentage points in household gun prevalence occurred in national surveys within months of the 1994 enactments of the federal Assault Weapons ban and the Brady Act, following decades near-constant gun prevalence in national surveys. Given the implausibility of a virtually overnight drop of this magnitude after 35 years of stable levels, this “decrease” was very likely artificial – an artifact of increased gun owner unwillingness to report gun ownership to survey interviewers.

[3] Odsetek Amerykanów, ukrywających broń przed ankieterami, był wysoki jeszcze przed epoką Clintona → link.