Rzekoma “epidemia przemocy z użyciem broni palnej” (gun violence epidemic) stanowi jedno z największych kłamstw, wylansowanych przez amerykańskie media w ostatnich latach. Poniżej weryfikowalne fakty. Przy każdej informacji znajduje się odnośnik do fragmentu wykładu, artykułu lub konkretnej blognotki, gdzie można sprawdzić dane źródłowe.

Minione dwadzieścia lat upłynęło w Ameryce pod znakiem największego trwałego spadku liczby przestępstw, jaki kiedykolwiek nastąpił na terenie rozwiniętego kraju za życia jednego pokolenia (→ link), przy równoczesnym najszybszym wzroście wskaźnika posiadania broni w historii. (→ link)

Przestępczość w USA jest personalnie i geograficznie hiperskoncentrowana: dotyczy bardzo wąskiej grupy osób, zasiedlających ściśle określone dzielnice wewnątrz miast, a w obrębie tych dzielnic – ściśle określone rewiry. Szacuje się, że w ujęciu makro 99 proc. przemocy kumuluje się na 5 proc. ulic. (→ link)

Przestępczość w USA jest również hiperskoncentrowana w sensie rasowo-etnicznym. Ze statystyk federalnych wynika, że w skali całego kraju 64 proc. zabójstw i 70 proc. napaści rozbójniczych dokonują czarnoskórzy sprawcy, w ogromnej większości młodzi mężczyźni, rekrutujący się z subpopulacji liczącej zaledwie ~3 proc. ludności. (→ link)

Teoretyczne usunięcie murzyńskich bandytów z amerykańskich metropolii poskutkowałoby redukcją przestępczości do poziomu znanego z europejskich aglomeracji. (→ link) (→ link) Przykładowo: gdyby Nowy Jork zamieszkiwali wyłącznie biali rezydenci (kategoria “White” obejmuje historycznie także przybyszów z Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu) i ewentualnie Azjaci (imigranci z kontynentu azjatyckiego: Hindusi, Japończycy, Pakistańczycy, Tajwańczycy etc.), wówczas można by odchudzić szeregi NYPD o 90 proc. etatów. Ponadto odsetek morderstw zmalałby o 91 proc. (przy założeniu, że dodatkowa populacja białych i Azjatów, zastępująca czarnych i Latynosów, popełniałaby taką samą ilość przestępstw, co biali i Azjaci już teraz zamieszkujący miasto), odsetek napadów rabunkowych o 81 proc., a odsetek strzelanin – o 97 proc. (→ link)

Czarni przestępcy czują się kompletnie bezkarni. Niedawno wyszło na jaw, że w Bostonie ponad 96 proc. osób, które kogoś postrzeliły w okresie od 01/2014 do 09/2016, nigdy nie trafiło do aresztu. (→ link) W Chicago sprawy mają się bardzo podobnie: każdego roku +90 proc. strzelców, którzy zranili inną osobę, unika odsiadki i wychodzi na wolność bez zarzutów popełniania przestępstwa. (→ link)

Na przekór obiegowym opiniom głównym motorem zabijania nie są wcale spory terytorialne czy wojny narkotykowe, lecz lokalno-prywatne vendetty narosłe wokół pozornie trywialnych konfliktów, w których uczestniczą członkowie rywalizujących ze sobą gangów tudzież drobni uliczni dilerzy. (→ link) (→ link)

Najbardziej błaha sprzeczka po czarnej stronie miasta zdawała się ciążyć ku przemocy, jakby pod nieobecność prawa zniknęły alternatywne sposoby rozwiązywania sporów. Mimo iż niespłacone długi i rywalizacja o dobra materialne oraz względy kobiet (to ostatnie zwłaszcza) leżały u podstaw wielu morderstw, to równie banalnymi motywami zbrodni były werbalne zniewagi, posądzenia o bycie policyjną wtyką, pijackie wybryki czy klasyka – pojawienie się na imprezie bez zaproszenia. Drobne konflikty dzieliły ludność tubylczą na zwaśnione obozy i prowokowały nieprzerwane ataki odwetowe. (…) Każda uraza skrywała niszczycielski potencjał, eksplodujący w chwili przypadkowego zetknięcia się wrogich frakcji, czy to na ulicy czy w sklepie monopolowym. Pragnienie zemsty było pierwotnym impulsem. (→ link)

Choć ciężko nazwać to dowodem naukowym, najlepsza ilustracja opisanego wyżej fenomenu pochodzi z czwartego odcinka pierwszego sezonu animowanego sitcomu “The Boondocks” autorstwa czarnoskórego rysownika Aarona McGrudera:


Na koniec rzecz najważniejsza: 

Przeważająca część odbywających się ostatnio debat wokół broni palnej całkowicie ignoruje podstawową kwestię dotyczącą przestępczości w Ameryce. Notorycznie pomijany jest fakt, że największą rolę w jej eskalacji odgrywają gangi oraz pomniejsze bandy handlujące narkotykami, popełniając w wielu miastach nawet do 75 proc. wszystkich zabójstw; reszta przypada w udziale innym notowanym kryminalistom. Zwykli obywatele, posiadający w domach broń, nie dopuszczają się napadów rabunkowych, nie ostrzeliwują własnych dzielnic ani nie zabijają swoich żon.

[The fact is that most of the recent debate entirely missed the point about the nature of most gun violence in America. The largest share – up to three-quarters of all homicides in many cities – is driven by gangs and drug crews. Most of the remainder is also concentrated among active criminals; ordinary citizens who own guns do not commit street robberies or shoot their neighbors and wives.]

Cytat za: David Kennedy, “Another Kind of Gun Control” (→ link)