Znakomita większość zabójstw z użyciem broni w USA jest
pokłosiem śródmiejskiej przemocy.

[Urban gun violence causes the vast majority of homicides
in the United States.]

– Thomas Abt (link)

Usuń ze statystyk czarnych przestępców i raptem amerykańskie
wskaźniki zabójstw zrównają się z europejskimi. (…) Problemem
Ameryki nie jest przemoc ani nawet morderstwa. Tym, co różni
nas od Europy, są społeczne patologie śródmiejskich gett.

[Take out the black underclass from the statistics, and even American
murder rates fall to European levels. (…) America’s problem is not
violence or even murder. What sets the United States apart from
European nations are the social pathologies of inner-city ghettos.]

– Peter Baldwin (s. 87)

Dwa zjawiska mogą być jednocześnie prawdziwe. Dobrym przykładem takiego paradoksu są złudzenia optyczne. Przyglądając się niektórym schematom (np. słynnej wazie Rubina), ludzki mózg przełącza się pomiędzy dwiema równoważnymi interpretacjami postrzeganego wycinka rzeczywistości, tworząc jej równoprawne modele – obraz wazy i obraz twarzy. Podobnie jest z bronią palną – rację mają zarówno ci, którzy twierdzą, że broń w USA nie stanowi problemu, jak i ci, którzy argumentują w odwrotną stronę, przywołując na dowód coroczne szacunki dot. paru tysięcy ofiar zabójstw i kilkudziesięciu tysięcy rannych w wyniku postrzału. Statystyki te, choć niewątpliwie zgodne ze stanem faktycznym i przez to dla wielu krytyków skandalicznie zawyżone, nie oddają jednak w pełni zniuansowania amerykańskiej przestępczości. W dalszej części wpisu postaram się wyjaśnić, czemu to właśnie owe niuanse/detale powinny odgrywać pierwszoplanową rolę w dyskusji.

Zaczynając od podstaw: minione dwadzieścia dwa lata (1993-2015) upłynęły w Ameryce pod znakiem największego spadku liczby przestępstw, jaki kiedykolwiek nastąpił w dziejach tego kraju (→ link), przy równolegle najszybszym i historycznie bezprecedensowym wzroście wskaźnika posiadania broni palnej w rękach prywatnych. (→ link)

Rozmaite międzynarodowe sondaże wiktymizacyjne (jedyne miarodajne źródła porównawcze przestępczości między krajami, bazujące na ustandaryzowanej metodyce oraz identycznych definicjach czynów kryminalnych) niezmiennie wykazują, że w zestawieniu z innymi nacjami (w tym z państwami rozwiniętymi z elitarnej grupy OECD) Stany Zjednoczone odznaczają się przeciętnym (→ link / link) albo wręcz niewielkim (→ link / link) nasileniem interpersonalnej przemocy. Co się zaś tyczy czysto subiektywnego odczuwania strachu – w latach 2004-2005 (ostatnie opublikowane rezultaty) odsetek Amerykanów, obawiających się włamania do domu, wyniósł 16 proc. Był to drugi najlepszy (najniższy) wynik na świecie (korzystniej wypadła tylko Dania). Amerykanie znaleźli się także na dnie rankingu uwzględniającego średnią liczbę osób bojących się chodzić nocą po ulicach (19 proc.). Wskaźnik ten okazał się być niższy jedynie w krajach skandynawskich. (→ link)

Przestępczość w USA jest statyczna (nie przelewa się do sąsiednich dzielnic) i geograficznie hiperskoncentrowana → link / link / link (silniej niż w pozostałych rejonach świata → link). Około 99 proc. wszystkich morderstw kumuluje się przy 5 proc. ulic (→ link).

Przestępczość jest również hiperskoncentrowana w sensie dystrybucji rasowo-etnicznej. Ze skorygowanych statystyk federalnych można wyczytać, że w ujęciu ogólnokrajowym przeszło 60 proc. umyślnych zabójstw i 70 proc. rozbojów popełniają czarnoskórzy sprawcy. (→ link)

Teoretyczne usunięcie czarnoskórych bandytów z amerykańskich metropolii poskutkowałoby redukcją przestępczości do poziomu znanego z europejskich aglomeracji. (→ link) (→ link) Przykładowo: gdyby ulice Nowego Jorku zamieszkiwali tylko biali rezydenci (kategoria “White” obejmuje także przybyszów z Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu) i ewentualnie Azjaci (imigranci z kontynentu azjatyckiego: Japończycy, Hindusi, Pakistańczycy, Tajwańczycy etc.), wówczas można by spokojnie odchudzić szeregi NYPD o 90 proc. etatów, a odsetek kolejno: morderstw, rozbojów i strzelanin (nawet przy założeniu, że dodatkowa populacja zastępująca Murzynów i Latynosów odpowiadałaby za taką samą liczbę przestępstw, co biali i Azjaci już teraz zamieszkujący miasto) zmalałby odpowiednio o 91, 81 i 97 proc. (→ link)

Większość odbywających się ostatnio w Ameryce debat całkowicie ignoruje sedno problemu przestępczości z użyciem broni palnej. Gangi oraz pomniejsze bandyckie grupy handlujące narkotykami popełniają w wielu miastach do 75 proc. wszystkich zabójstw, a przeważająca część z reszty przypada w udziale innym notowanym kryminalistom. Zwykli obywatele, posiadający w domach broń, nie dopuszczają się napadów rabunkowych, nie ostrzeliwują własnych dzielnic ani nie zabijają swoich żon. (→ link)